Font Size

Czcionka
alexjones.pl Ekologia i środowisko Ekouprawy Bartnik
Kategoria: Ekouprawy   Poniedziałek, 24 październik 2011 11:12 Napisał

Bartnik


Kiedyś to był fach. Za kradzież barci groziła śmierć. Pszczelarze byli tak cenieni, że nie musieli przysięgać w sądach, wierzono im na słowo. Nie płacili też podatków.

Jednostajne niskie buczenie nie tylko się słyszy, ale odczuwa całym ciałem, bo wibruje od niego powietrze. – Nie mają dobrego humoru – kwituje pan Jacek Orciuch. – Wszystko przez to lato. Ciągle wieje i leje. Stoją z żoną przy ulu i podbierają miód. Dym z podkurzacza trochę uspokaja mieszkanki ula. Pozwalają wyjąć z miodni ramki, na których robotnice budują plastry (wspólnie sprawdzają, czy miód jest już dojrzały). Jeśli wyjmą którąś zbyt wcześnie, miód ma za dużo wody i potem szybko fermentuje. Powinna powisieć 2-3 tygodnie, żeby owady zalały i poszyły jak najwięcej komórek.

Po tym czasie waży jakieś dwa kilogramy. Nie muszą kłaść jej na wadze, wystarczy, że wezmą w dłoń. W miejsce wyjętych ramek pszczelarze wkładają nowe z węzą, czyli woskową matrycą, na której robotnice zbudują kolejne plastry. Swoje życie związali z pasieką przeszło 25 lat temu. Rodzice pani Marysi mieli salon fryzjerski w mieście, ale ojciec marzył o gospodarstwie. Kupili domek – 130-letnią drogomistrzówkę, w której dawniej opłacano myto za przejazdy, pięć hektarów ziemi i dwa roje. Marysia w Olsztynie zaczęła studiować na zootechnice pszczelarstwo u prof. Bobrzeckiego. Tam poznała Jacka, który lubił... łowić ryby. Jego dziadek miał pszczoły. Pojechał więc za nią na Pojezierze Krajeńskie nieopodal Borów Tucholskich i wszystkiego się nauczył. – Od studiów my zawsze razem, jak w „Konopielce” – śmieje się Jacek. Swoje hektary obsadzili akacjami, lipami, klonami, żeby pszczoły coś z tego miały. Założyli też arboretum drzew i krzewów miododajnych. Zapraszają gości, uczą maluchy ze szkół, skąd się bierze miód, zwijają razem świece z węzy.Marysia ogląda wyjęte ramki. – Spadziowy chyba nam się nie uda. Pojawiła się piękna spadź w lipcu, ale przyszła burza z gradem i wszystko wytrzaskała. Mamy za to słonecznikowy, rzepakowy i leśny z maliną, lipowy i lipowo-akacjowy, jest chaberkowy wielokwiat, po który przyjeżdżają z całej Polski, i gryczany. Ociekające miodem plastry niesiemy do pracowni. Zanim trafią do specjalnej maszyny, trzeba otworzyć zamknięte przez pszczoły komórki. Maszyna działa jak pralka (ma silnik „Frani”), mija kilka minut, a z kranika na dole zaczyna wypływać opalizujący złocisty strumień, który układa się w garnku jak stożek. To znak, że miód dojrzał. Zapach oszałamia. Oblizuję palce... – Jaki miód lubicie – pytam. – Każdy, który nam zostanie – śmieją się Orciuchowie. – Ale poważnie: dzieciom od małego dawaliśmy wielokwiatowy, nigdy nam nie chorowały. – Ja lubię taki z nieużytków, bo tam nie ma chemii – wtrąca pani Marysia. – No i mamy swój przysmak: pieczony na ognisku chleb polany miodem. Spróbujcie kiedyś, jest pyszny.

Tekst: Anna Ozdowska
Fotografie: Karolina Migurska
(współpraca Krzysztof Migurski)
www.gpbartnik.pl, tel. 606 269 958

Źródło artykułu: Uprawy


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(0 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Czwartek, 10 styczeń 2013 02:12