Font Size

Czcionka
alexjones.pl Ekologia i środowisko Styl życia Jerzy Jaśkowski: Sezon ogórkowy się kończy - zdrowie
Kategoria: Styl życia   Niedziela, 11 wrzesień 2016 18:02 Autor:

Jerzy Jaśkowski: Sezon ogórkowy się kończy - zdrowie

Jerzy Jaśkowski: Sezon ogórkowy się kończy - zdrowie foto: Magnus Fröderberg/Wikimedia Commons/CC

Z cyklu: „Przeczytaj i zapamiętaj”

Jedynym autorem, którego warto poczytać w medexpress.pl, jest p. dr L. Borkowski, farmaceuta z zawodu. Jego porady były wiarygodne i potrzebne, szczególnie od czasu zlikwidowania informacji Instytutu Leków. Niestety, w ostatnim felietonie na temat rad dla osób wyjeżdżających na urlopy do krajów „tropikalnych”, zagalopował się straszenie.

Wyraźnie widoczne jest pisanie pod koncerny, ponieważ są to powielenia różnych materiałów sprzed wielu lat. Z 20 punktów, które przytoczył jako „rady”, może z dwoma można się zgodzić. Reszta to jest nabijanie kieszeni koncernom.

Nie chcę być gołosłowny.

 

PKT 1. Picie wody.

Bezwzględną bzdurą jest namawianie do picia tylko i wyłącznie napojów firmowych, czyli dużych koncernów. Jakość wody jest w miastach większości tych krajów na takim samym poziomie, lub lepszym, aniżeli w Polsce. Czyli spokojnie można pić kawę, czy herbatę w kawiarniach, czy czajhanach. Szczególnie tam, gdzie jeżdżą tzw. wycieczkowicze biur turystycznych. Czyli zdecydowana większość „turystów”. Po dżungli „turyści” nie jeżdżą, to po pierwsze, a po drugie noszenie wody w butelkach jest poza ....... [wpisać odpowiednie słowo].

Mnie osobiście, w moich wędrówkach, udało się nawiązać kontakty na tyle dobre w lokalną ludnością, że mogłem zaglądać do kuchni hotelowych, czy restauracyjnych. Jeżeli sądzisz, Szanowny Czytelniku, że woda w oryginalnych butelkach jest przywożona skądś tam, to jesteś w błędzie. Sposób zdejmowania kapsli, wlewania wody kranowej i zamykania jest praktykowany w każdej takiej jadłodajni.

Z racji praktyk wakacyjnych, musiałem też zapoznać się ze stołówkami w Polsce. I sposób, nazwijmy to „urozmaicania” posiłków, niczym się nie różni w najlepszym hotelu, czy najsłabszym. Personel zupełnie podobnie dba, aby resztki się nie marnowały.

Oczywiście, że spokojnie można pić soki z wyciskanych owoców na ulicach. Podobnie, jak można zjadać posiłki z ulicznych „barów”. Przepisy sanitarne są tak ostre, że żaden tubylec nie będzie próbował nawet ich łamać. Posiłki z ryżu na przykład można konsumować tylko od 10-11.00 rano do chyba 17.00. Potem już ryżu nie podadzą. Widocznie, po zagotowaniu i przygotowaniu ryżu przez te 6-8 godzin nie ma możliwości rozwinięcia się w nim bakterii. Zresztą sam przygotowując sobie w domu ryż wiem, że spokojnie po zagotowaniu może sobie 10-20 godzin na zgaszonym palniku leżeć i nic się nie dzieje.

Unikanie słodyczy jest uzasadnione, ale z powodów smakowych. Ciastka choćby hinduskie są tak obrzydliwe dla nas w smaku, że z trudem można je konsumować. Są za słodkie i za wodniste. Podobnie trudno pić ich kawę. W malutkiej filiżaneczce 50-mililitrowej połowę wypełnia cukier. Wody na lekarstwo. Stężenie tego cukru nie pozwala na rozwój bakterii. Przypomnę, że w dawnych wiekach głowę wroga umieszczano także w słoju z miodem i nie psuła się przez wieki. Cukier jest dobrym materiałem dezynfekcyjnym. Są nawet specjalne plastry z miodem na trudno gojące się rany.

Najśmieszniejszy jest zakaz mycia zębów w wodzie z kranu, a tylko po przegotowaniu, czy z butelki. Właśnie opisałem, jak tworzy się takowe butelki, co sam widziałem. Ale picie wody po przegotowaniu świadczy o XIX-wiecznej obawie przed bakteriami. O wiele bardziej się boję chloru w wodzie, czy dioksyn, lub fluoru, podawanego w wodociągach niektórych miast w państwach tzw. cywilizowanych.

Jedzenie dużej ilości ziół powoduje, że Hindusi i inni mieszkańcy Azji generalnie mają o wiele ładniejsze zęby, aniżeli mieszkańcy z kraju pomiędzy Odrą a Bugiem, szczególnie biorąc pod uwagę mieszkańców wsi i małych miasteczek.

Ten genialny inaczej pomysł, po 1989 roku, usunięcia stomatologów ze szkół, cofnął higienę jamy ustnej do XIX wieku. Proszę zauważyć, potrzeba było kolejnego ćwierć wieku, aby aktorzy sceny politycznej zaczęli rozmowy o powrocie stomatologa do szkoły.

A przypominam sobie, jak to starsi i mądrzejsi krzyczeli z mass mediów po 1989 roku, że samorządy będą się lepiej rządziły. O ile dobrze pamiętam, to właśnie szkoły podlegają samorządom. I to właśnie przedstawiciele tych samorządów, pierwsze co robili, to ograniczali wydatki na oświatę i higienę w szkołach.

Jak to śpiewał swego czasu W. Gołas, „wyżej nerek nie podskoczy nikt”. Skąd niby taki radny wiejski miał posiadać wiedzę odnośnie skutków braku higieny w szkołach? Przecież obecnie to nawet Pracownicy na Wiejskiej zwani Posłami, nie posiadają ruchomych bidetów w swoich hotelach itd.

Czyli innymi słowy, jak za przysłowiowego króla Ćwieczka, rozmazują g.... na d...., zamiast po defekacji umyć i wysuszyć papierowym ręcznikiem, co jest znane na świecie od 1000 lat. Ale kafelki za podatnika pieniądze sobie postawili.

A przecież już ponad 200 lat temu Powstańcy z Wandei, jako drugi, czy trzeci punkt swojej deklaracji podali, że szkoły mają być w każdej parafii [gminie] i dziecko do szkoły nie może mieć do przejścia więcej jak pół wiorsty [czyli mniej aniżeli 1000 m]. Ponieważ dziecko musi się uczyć, ale także pomagać w domu rodzicom.

A w „Wolnej” Polsce dzieci na dojeżdżanie do szkoły tracą nie raz kilka godzin i cały prawie dzień nie ma ich w domu.

Już w czasie Soboru 1320 roku Konstytucja soborowa stwierdzała:

Każdy proboszcz musi otworzyć szkołę i posiadać w szkole odpowiednie książki.

Każdy biskup musi stworzyć wyższą szkołę zaopatrzoną w książki, ponieważ są tak tanie, że nie można się tłumaczyć brakiem funduszy.

Musi także dbać o godziwe wynagrodzenie nauczycieli.

 

Od 1773 roku, kiedy to rzekomo państwo przejęło naukę, w szkołach nie ma ani książek, ani godziwego wynagrodzenia nauczycieli. A po 1989 roku sprawa upadła jeszcze bardziej.

Obecnie niedouczeni urzędnicy Ministerstwa powszechnej indoktrynacji, zwanego w Polsce Oświaty, namawiają do zakupu Tabletów i e-booków. Czyli forma, a nie treść i wzrost kosztow. Przygotowują się jednocześnie do realizacji centralnego - komputerowego kierowania edukacją, czyli indoktrynacją uchwaloną przez ONZ przed rokiem.

Dlatego także wszelkiej maści dotyczące zdrowia porady, nie biorą pod uwagę aktualnego stanu higieny w danym kraju, to tylko korzyści dla koncernów. Proszę zauważyć, że pomimo tej indoktrynacji, co do konieczności specjalnego zachowywania się „europejczyków” w tropikach, od co najmniej 1945 roku nie było tam żadnej epidemii.

Jeżeli bralibyśmy poważnie takie centralnie serwowane wytyczne, to prawie każdy nieprzestrzegający zaleceń odgórnych nie powinien przeżyć takiej wycieczki z powodu epidemii. Jedyną epidemię jaką znamy jest ospa, przywieziona do Wrocławia z Indii przez agenta wywiadu. I to nie w Indiach facet zaraził jej mieszkańców, tylko szczepionych w Polsce obywateli. Czyli sytuacja była taka:

Każde dziecko w Polsce było szczepione w dzieciństwie przeciwko groźnej chorobie, jaką była ospa. Każdy we Wrocławiu był zaszczepiony na ospę. Umierały osoby zaszczepione. Epidemia wybuchła w kohorcie prawie w 100% zaszczepionej. Specjaliści wrocławscy nie potrafili rozpoznać ospy w 150 lat po nagłaśnianiu tego hochsztaplera Edwarda Jennera, jako odkrywcy szczepień rzekomo przeciwko ospie. Przeprowadzono kwarantannę Wrocławia, czyli zastosowano najstarszy sposób walki z chorobami zakaźnymi, znany od czasów biblijnych.

Proszę zauważyć, ta epidemia ospy we WROCŁAWIU NICZEGO NASZYCH ELYT szczepionkarskich nie nauczyła. Pomimo 100% zaszczepienia w dzieciństwie, epidemia wybuchła, tak jak to było wcześniej w XIX wieku w Anglii, Niemczech, czy USA. Także epidemie wybuchały po akcjach szczepień.

 

Dodatkowo zaczęto masowo szczepić Wrocławian. Pytanie, w jakim celu, skoro wszyscy już byli zaszczepieni w dzieciństwie? Albo ta pierwsza szczepionka była do czterech liter. Więc winni powinni być ukarani. Na te bezmyślne szczepienia przeciwko ospie dzieci poszły grube miliony. Czyżby to była defraudacja, a wstrzykiwali wodę?

 

Albo chcieli dodatkowo zarobić.

Ale wówczas jest to bezpośredni dowód na bezcelowość szczepień.

 

Pkt. 2

P. dr L. Borowski nie pisze wprost, ale można jego zalecenia traktować jako chęć oszczędzenia nam tzw. zemsty faraona, czyli biegunek. Już o tym pisałem, „Zemsta Faraona” to wcale nie jest zakażenie bakteryjne, ale brak kosmków w naszym przewodzie pokarmowym, przystosowanych do jedzenia lokalnych potraw.

O tym doskonale wiedzą tamtejsi właściciele pensjonatów i od razu pierwszego dnia zastawiają tzw. stół szwedzki. Jak się taki turysta kawiarniany rzuci na widok tego jadła, to oczywiście brak odpowiednich kosmków spowoduje biegunkę. Błędne leczenie utrwala ten stan przez następne 2-4 dni. Czyli praktycznie do końca turnusu.

A przecież o to chodzi takiemu właścicielowi. Ile on zaoszczędzi na żywieniu. Zamiast żywić przez ten tydzień żywi przez jeden, dwa dni.

A wystarczy przez pierwszy i drugi dzień tylko próbować rozmaite pokarmy, tak, aby nasze kosmki się odnowiły. Kosmki, czyli powierzchnia chłonna jelita, rozwijają się, jak pojawi się nowy rodzaj pokarmu i zanikają po kilku dniach, jak przestajemy konsumować dany produkt. Najlepszym sposobem na taką biegunkę jest pałaszowanie ryżu w dużej ilości.

Oczywiście cały czas piszę o biegunkach przebiegających bez temperatury, tj. poniżej 37.5 C.

Oczywiście zgadzam się z p. dr L. Borowskim, że korzystanie z ichniejszych salonów tatuaży, chirurgii jednodniowej, jest ruletką. Czasami się uda, czasami nie.

 

 

Przypomnę, co oznacza pojęcie Stół Szwedzki.

W czasie oblężenia Zamościa w 1656 roku przez Szwedów, ich armia składała się z wynędzniałych żołnierzy, głodnych i obdartych. Zamość posiadał dostateczną ilość armat i prochu i żywności, aby się bronić.

Pan Zamojski chcąc do reszty złamać ducha napastników, ustawił ławy przed murami z dużą ilością jedzenia.

Polacy siedzieli po jednej stronie ław plecami do murów obronnych miasta, a Szwedzi podchodzili i na stojąco sycili głód.

Stąd właśnie nazwa stołu szwedzkiego. Po takim posiłku po kilku dniach odstąpili od oblężenia.

Przypomnę także, że wbrew duraczeniu Polaków, Szwedzi napadli na nas za pieniądze, 200 000 talarów otrzymanych od City of London w 1654 roku. W tym samym czasie napadła na nas 200 000 armia moskiewskiego cara, za napuszczeniem City of London poprzez Kompanię Moskiewską. Bandy Złotorenki tak spacyfikowały i spaliły Wilno, że przez następne 100 lat liczba mieszkańców nie odnowiła się.

Bitwy pomiędzy Polakami, a Moskwicinem toczyły się w ugrupowaniach mniej więcej 20 000 Polaków, przeciwko 50 000 Moskwicina. A potyczki pomiędzy Szwedami, a Polakami to 3000 Szwedów na 1000 Polaków. Oddaje to powagę sytuacji, kto nam naprawdę zagrażał.

Jak każdy może sprawdzić na „własnej skórze”, o tym nadal w szkołach się nie mówi. A kto dzisiaj jeszcze pamięta w ogóle nazwisko Złotorenki? Albo kto dzisiaj pamięta, że w czasie napadu na nas bolszewików w sierpniu 1920 roku, nóż w plecy wbić chcieli nam Niemcy? III Powstanie Śląskie właśnie w sierpniu 1920 roku broniło naszej zachodniej granicy.

Jakoś zarówno rząd warszawski [G. Braun], jak i tzw. historycy nabrali wody w usta o tej bezprzykładnej walce. W ogóle ta napływowa ludność na Śląsku, tak jak gdyby nie znała zupełnie historii i wygląda na to, że jej to nie interesuje. Przecież temat Powstań Śląskich został wymazany zaraz po 1989 roku!

A tyle rzekomo mamy portali historycznych??? Tylko kto jest ich właścicielem? Tak naprawdę łatwo to rozszyfrować. Jak dany tekst jest reklamówką i dezinformacją, to jest dostępny w całości. Wszelkie inne teksty są dostępne za opłatą. Szczególnie widoczne jest to w GW. Dlatego trzeba się uczyć historii także epidemii, aby nie dać się ogłupić.

 

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/podroze_do_krajow,p517255102

http://educodomi.blog.pl/2015/08/06/tropikalna-turystyka-na-co-zwrocic-uwage/

http://trybeus.neon24.pl/post/123586,strach-przed-opalaniem-czyli-zniwa-koncernow-kosmetycznych

http://www.polishclub.org/2015/06/12/dr-jerzy-jaskowski-opalanie-reklama-strachu/

http://www.polishclub.org/2016/04/27/dr-jerzy-jaskowski-lato-sie-zbliza-straszenie-czerniakiem/

http://alexjones.pl/aj/aj-technologia-i-nauka/aj-medycyna/item/58092-opalani

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/myslace-mamy-2015-11

http://www.polishclub.org/2015/07/12/dr-jerzy-jaskowski-uwazaj-na-produkty-zwane-spozywczymi/

http://www.polishclub.org/2016/01/15/dr-jerzy-jaskowski-jezeli-chcesz-miec-zdrowe-dzieci-wnuki-przeczytaj/

dr J. Jaśkowski

 

Czym głupsi aktorzy sceny politycznej i mniej samodzielne państwo,

tym więcej przepisów zakazu i nakazu.

 

Gdańsk 11.09.2016 r.

kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(11 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Wtorek, 13 wrzesień 2016 20:52
alexjones.pl Ekologia i środowisko Styl życia Jerzy Jaśkowski: Sezon ogórkowy się kończy - zdrowie