Font Size

Czcionka
alexjones.pl Ekologia i środowisko Okiem psychologa: eko-praktyka a eko-gadanie czyli dlaczego wolimy mówić niż działać?
Kategoria: Ekologia i środowisko   Wtorek, 20 wrzesień 2011 11:35 Napisał

Okiem psychologa: eko-praktyka a eko-gadanie czyli dlaczego wolimy mówić niż działać?

Tak to jakoś u nas jest, że każdy ważny (i mniej ważny) temat społeczny (i nie tylko) to dużo gadania, wymądrzania się, przerzucania argumentami. Działania natomiast mało. Zamiast zorganizować się i coś zrobić, wolimy wymądrzać się i "bić pianę". Dlaczego tak jest? Czy tak jest że wszystkimi narodami czy to typowo polska przywara? Jeśli tak - skąd się wzięła? I Czy da się to zmienić?

Cóż, w „Rzeczpospolitej Szlacheckiej" nie bez kozery powstało i nabrało popularności porzekadło „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie". Mimo, że czasy te dawno minęły, odzwierciedla ono trafnie pewne nasze (osobiście uważam, że narodowe) nastawienia. Na to, na przykład, by czuć się ważnym jak wojewoda, czyli mieć coś do powiedzenia, niezależnie od tego, czy rzeczywiście coś ważnego do powiedzenia ma się, czy nie. Przez sam fakt, że możemy zabrać głos czujemy się ważni, a niektórzy z nas (i nie jest to grupa znikoma) myślą, że im głos ten zabierają bardziej hałaśliwie czy buńczucznie - tym stają się ważniejsi. Krzykacze faktycznie łatwo przyciągają uwagę mediów i opinii publicznej, pod warunkiem wszakże, że na kontrowersyjną, obrazoburczą, bulwersującą modłę pokrzykują. Zgodnie z zasadą: „nie ważne, jak mówią, ważne, że mówią", nawet bardzo niemądre i bezproduktywne gadanie gładko dziś przejdzie, byleby było zakropione sensacją.

Popularność przyciąga pieniądze. To wystarczający powód, aby warto było „drzeć gębę". Niektórzy jednak robią to tylko dla samego zwrócenia uwagi, dokładnie tak, jak niegrzeczne dzieci. To są, moim zdaniem powody, dla których „nic nie robimy, tylko gadamy". Po prostu nagradzamy społeczną uwagą (czyli popularnością) już samo gadanie. Jeśli komuś nie chodzi o gratyfikacje tego typu - po prostu działa, mniej pary dmuchając w gwizdek.

Są również inne powody. Jednym z nich jest brak rzeczywistej, upraktycznionej wiedzy i doświadczenia. Mając jedynie wyobrażeniowe pojęcie o dyskutowanej materii łatwo ulegamy złudzeniu, że w tej i tamtej dziedzinie zrobilibyśmy lepiej, gdybyśmy mogli (czyli mieli na to wpływ). Ponieważ jednak nie możemy (z takich czy innych powodów) no to gadamy, czyli krytykujemy, bo u nas gadanie często oznacza po prostu krytykowanie istniejącego stanu rzeczy i tych, którzy mają odmienne zdane od nas. Na tej to zasadzie kolejne rządy obiecują nam gruszki na wierzbie (podejrzewam, że w wielu wypadkach całkiem szczerze), opierając własne koncepcje reform w dużej mierze na krytyce tego co zrobił i robi polityczny przeciwnik. Gdy jednak sami przejmują ster, w wyniku czego mogą coś zrobić rzeczywiście, jakoś bardzo nieudolnie im to wychodzi. Dlaczego? Łatwiej jest podważać i krytykować, niż działać.

Wiele tak zwanych „skutecznych metod" podawanych przez rozmaite podręczniki jest materią jedynie teoretyczną, w praktyce niekoniecznie przynoszącą pozytywne rezultaty. To zresztą jest niestety nieunikniony koszt rozwoju w każdej dziedzinie, nie tylko eko-społecznej. Daleko nie szukając sama, ze swojej działki, czyli psychologii, z łatwości przytoczyć bym tu mogła wiele hałaśliwie omawianych koncepcji, które przed -nastu jeszcze laty zdawały się obiecywać przełom, a dziś odeszły do lamusa jako bardzo nietrafne.

Podsumowując: myślę, że zwyczajnie brakuje nam pokory, chcemy szybkich i łatwych rezultatów, lubimy przeforsować swoje za wszelką cenę i słabo uczymy się zarówno na historii, jak też na błędach innych. Większość z tych przywar to zwykłe, ludzkie i ponadnarodowe wady. Jako naród nie jesteśmy osamotnieni w zmaganiu się z tym, jak wprowadzać zmiany rzeczywiście pozytywne, jak robić to nie szkodząc, jak przewidywać długofalowe konsekwencje rozmaitych „genialnych" posunięć i rozwiązań.

Jest oczywiste, iż tego rodzaju materia wymaga „gadania", dyskutowania a nawet kłócenia się, czyli ścierania się poglądów i koncepcji przeciwstawnych. Zjawiska te są pozytywne o ile ich celem jest optymalizacja działań. Jeśli jednak kończy się na tym, że chcemy się wygadać i wykrzyczeć - no to mamy tak, jak mamy.

Kolejny aspekt jest taki, że nie jesteśmy uczeni skutecznego działania. Szkoła nie przygotowuje do tego młodzieży. Nasze nauczanie jest teoretyczno-pamięciowe. Młodzi ludzie opuszczając szkoły średnie i uczelnie wyższe są bardzo często dramatycznie zadaniowo niesprawni. Potem się to za nimi ciągnie: w z życiu zawodowym, rodzinnym, społecznym.


Źródło artykułu: Ekoistka.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(0 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Poniedziałek, 17 grudzień 2012 00:20
alexjones.pl Ekologia i środowisko Okiem psychologa: eko-praktyka a eko-gadanie czyli dlaczego wolimy mówić niż działać?