Font Size

Czcionka
alexjones.pl Inne Historia Mordy w Dolinie LOARY 1793 r. Rebelia Chmielnickiego - Koliszczyzna - Wandea - Wołyń - ZDROWIE cz. 2
Kategoria: Historia   Wtorek, 13 grudzień 2016 07:05 Autor:

Mordy w Dolinie LOARY 1793 r. Rebelia Chmielnickiego - Koliszczyzna - Wandea - Wołyń - ZDROWIE cz. 2

Loara, zdjęcie poglądowe Loara, zdjęcie poglądowe foto: Wikimedia Commons/CC

Z cyklu: „Listy do Wnuczka”

Kontynuując temat różnych rebelii w Europie na przełomie ostatnich 400 lat, po rebeliach Chmielnickiego i Koliszczyźnie, opiszę podobne wydarzenia jakie miały miejsce tysiąc kilometrów bardziej na zachód, w superkatolickiej Francji w 1793 roku, na podstawie pracy Reynalda Schera pt. „Ludobójstwo Francusko – Francuskie”, Warszawa 2015.

 

Raport jednego z dowódców oddziałów rządowych: „Mój przyjacielu, z przyjemnością donoszę ci, że ci zlikwidowani. Od 8 dni przyprowadzają ich tutaj w ilościach nie do policzenia. Przybywa ich w każdej chwili. Ponieważ ich rozstrzeliwanie zabiera dużo czasu i zużywa się przy tym proch i kule, przyjęto pomysł, aby powsadzać pewną ich liczbę do starych statków, wypłynąć nimi na środek rzeki, pól mili od miasta i tam zatopić te statki. Takie operacje dokonuje się codziennie”.

„Procedura jest prosta: upycha się ludzki ładunek na jakimś starym statku, z czymś na kształt klap w burtach; ustępują od razu. Można je rozbić jednym uderzeniem toporka; woda wdziera się ze wszystkich stron i wciągu kilku chwil więźniowie wszyscy toną. Ci, którzy się ratują, są dobijani szablami przez katów, którzy w lekkich łódeczkach asystują przy tym spektaklu. Stąd nazwa procederu szablada, wymyślona przez Grandmaisona.”

Świadek w procesie Carriera, Guillaume-Francois Lahennec zeznaje: „Najpierw topienie odbywało się nocą, ale komitet rewolucyjny szybko oswoił się z ta zbrodnią; stał się jeszcze bardziej okrutny i od tego momentu topienie odbywało się za dnia.”

Początkowo ofiary topiono w ubraniach, ale później komitet, powodowany tyleż chciwością, ile wyrafinowanym okrucieństwem, zdzierał ubranie z tych, których chciał wydać na pastwę rozmaitych żądz, jakim ulegali jego członkowie.

Trzeba wam także opowiedzieć o „małżeństwie republikańskim”, które polegało na tym, że przywiązywano do siebie, rozebranych do naga młodego mężczyznę i moda kobietę, wiązano ich pod pachami, i razem topiono.

Pani Pichot zeznaje, że widziała pomiędzy 18, a 20 brumairea cieśli wiercących otwory w starej barce, nazajutrz dowiedziała się, że utopiono wiele kobiet, w tym liczne z dziećmi na rękach. Doliczono się, 4800 ofiar, które pochłonęła Loara, ów rewolucyjny potok, podczas jednej tylko jesieni 1793 roku.” [str. 160-161].

Te pierwsze represje są więc tym bardziej bezlitosne, że w myśl decyzji generałów i komisarzy ludowych [skąd my ten termin znamy?] ograbienie więźnia przysługuje tylko tym, którzy go zadenuncjowali, lub zatrzymali. Mieszkańcy wyciągnęli stąd wniosek, że nie mają nic do stracenia - trzeba wszystkich bandytów ogołocić ze wszystkiego.

Druga fala represji zorganizowanej przez legalne władze w Paryżu miała miejsce już po zakończeniu walk. Po raz pierwszy wymyślono broń chemiczną. Stosowano miny ze środkami trującymi i usypiające dymy. Savin do Charette z 25 maja 1793 roku: byliśmy zdumieni duża ilością arszeniku znalezionego w Palluau na początku wojny. Jak zapewniano, to pewien cudzoziemiec miał zamiar zatruwania wody.

04 kwietnia 1793 roku powstał projekt stworzenia „piekielnych kolumn”. Trzeba ten kraj przemienić w pustynię, wycisnąwszy najpierw z niego, co tylko posiada.

Konwent przyjmuje 01 sierpnia 1793 roku dyrektywę i nakazuje:

„Ministerstwo Wojny wysyła wszelkie materiały palne, celem spalenia lasów, zagajników, pól jałowca, aby bory wycinać, kryjówki buntowników niszczyć; kompanie robocze zbiorą zbiory, które zostaną przesłane na tyły armii; inwentarz żywy zostanie zajęty, postanawia się, że dobra buntowników staja się własnością Republiki.”

„Wandea musi się stać narodowym cmentarzem” - wykrzykuje głównodowodzący Turreau. [str.165]

 

17 stycznia 794 roku gen. Grigon, dowódca pierwszej kolumny wydaje rozkaz: „Towarzysze, wkraczamy do kraju ogarniętego powstaniem. Rozkazuję wam zatem palić wszystko, co się do palenia nadaje, i brać pod bagnety każdego mieszkańca, którego spotkacie na swojej drodze. Wiem, że mogą być jacyś patrioci w tym kraju, wszystko jedno, musimy poświęcić wszystkich.”

„Wszyscy bandyci schwytani z bronią w ręku, lub dowiedzie się im tego, za bunt przeciw ojczyźnie zostaną oddani pod bagnety. W ten sam sposób należy postępować wobec kobiet, dziewcząt i dzieci.”

„Idzie dobrze, zabijamy ponad 100 dziennie”.

31 stycznia Coffin pisze: Dzisiaj rano kazałem spalić wszystkie bez wyjątku domy, jakie pozostały w Maulevrier, wyjąwszy kościoły, gdzie można znaleźć jeszcze sporo różnego dobra, po które warto posłać.

Oficer policji Gannet pisze w raporcie:

„Amey [dowódca jednej z dywizji] każe rozpalić w piecach i gdy są już dobrze rozpalone, wrzuca tam kobiety i dzieci. Posłaliśmy do niego naszą delegację. Odpowiedział nam, że w ten sposób Republika chce piec swój chleb. Początkowo skazywano na ten rodzaj śmierci kobiety - bandytki [powstańców]i nie mieliśmy nic do powiedzenia, ale dzisiejszy krzyk tych nieszczęśliwych tak bardzo rozochocił żołnierzy i Turreau [głównodowodzący Armii Zachód], że chciał pozwolić na kontynuowanie tych zabaw. Z braku żon rojalistów zabrali się do żon prawdziwych patriotów [czyli swoich]. Dotąd, według naszej wiedzy, dwadzieścia trzy kobiety poddano tej straszliwej męczarni, a przecież ich winą było tylko uwielbienie narodu. Chcieliśmy odwołać się do naszej powagi, ale żołnierze zagrozili nam tym samym.”

Kpt. Dupuy pisze do swojej siostry, styczeń 1794:

Gdziekolwiek się udajemy, niesiemy pożar i śmierć. Wiek, płeć, nic się nie liczy. Wczoraj jeden z oddziałów spalił wioskę. Pewien wolontariusz zabił własnoręcznie trzy kobiety. To okrutne, ale ocalenie Republiki stanowczo tego wymaga. Rozstrzeliwujemy każdego napotkanego człowieka. Wszędzie ziemia usiana trupami. Wszędzie płomienie zbierają żniwo.

Lequenio dodaje: „Występki nie ograniczają się do rabunku. Gwałt i barbarzyństwo posunięte do ostateczności mają miejsce wszędzie.

Widziano republikańskich żołnierzy, którzy gwałcili kobiety buntowników na stercie przydrożnych kamieni, potem strzelali do ofiar lub mordowali je sztyletami, ledwo wysunęły się z ich ramion.

Widziano innych żołnierzy niosących na bagnetach lub pikach dzieci przebite przy matczynej piersi razem z matką.

Chirurg Thomas pisze:

„Widziałem palone żywcem kobiety i mężczyzn. Widziałem 150 żołnierzy gwałcących kobiety, czternasto i piętnastoletnie dziewczynki, które potem mordowali i przerzucali z bagnetu na bagnet maleńkie dzieci, pozostawiając je obok martwych matek na bruku.

W rzeczywistości działania piekielnych kolumn trwały 4 miesiące, od 2 stycznia do mniej więcej 15 maja 1794 roku.

Gen. Hoche szacuje w liście z 12 lutego 1794 roku do ministra spraw wewnętrznych, że w „Wandei zginęło 600 000 Francuzów.” W tym okresie cała ludność objętego powstaniem kraju zmniejszyła się do jednej piątej dorosłych mieszkańców. Zezwierzęcenie oddziałów armii nie miało końca.

„Dziewczęta, wcześniej zgwałcone, wieszano nagie na gałęziach drzew z rękami związanymi z tyłu. Szczęśliwe te, które po odejściu republikanów, miłosierni ludzie uwalniali od tego ohydnego cierpienia.

Z jakiegoś wyrafinowanego barbarzyństwa, chyba bezprzykładnego, brzemienne kobiety rozciągano i miażdżono pod prasą do tłoczenia wina. Pewną nieszczęsną kobietę w ciąży rozpruto żywcem w Bois - Chapelet Koło Le Mailon.

Człowieka nazwiskiem Jean Laine z La Croix - de - Beauchene spalono żywcem w łóżku, bo będąc ciężko chorym, nie mógł uciec. Kobieta nazwiskiem Sanson z Pe-Bardou podzieliła jego los, ale najpierw porąbano ją prawie całą. Krwawiące członki i małe dzieci noszono triumfalnie na ostrzach bagnetów.

Oprawcy schwytali dziewczynę z La Chapelle, którą najpierw zgwałcili, a potem powiesili na dębie głowa w dół. Nogi przywiązali do osobnych gałęzi i tak szeroko rozpiętą rozpłatali szablami aż do głowy.”

W zamku La Vriller, Błękitni [wojska rządowe] schwytali dwie dziewczyny i usiłowali je wywlec. Jedna z nich uczepiła się fotela sparaliżowanej matki. Któryś z żołnierzy, wściekły, że nie może oderwać jej rak od fotela, wydobył szablę i odrąbał jej dłonie. Wyrzucano też kobiety przez okna na nastawione bagnety.

Tego dnia, 17 marca, który Peigne nazywa dniem wielkiej rzezi, doszło do wielu jeszcze innych okrucieństw. Peigne donosi: ”W wiosce la Troniera zachowała się uliczka, na której zwłoki piętrzyły się w stos, a strugi krwi spływały do rzeki.

W La Pironiere i wielu innych miejscowościach dzieci wyjmowane z kołysek przebijano bagnetami i jeszcze drgające zwłoki niesiono na bagnetach. W La Grange.....uratowano życie mającemu urodzić się dziecku, które wyrwano z łona matki, zanim ją zamordowano; jej sine wargi nadal przywierały do niego.

Mieszkańcy La Chapelle do dzisiaj wspominają „studnię panienek” na drodze do Guineau. Topiono tam dziewczęta. Te, których nie utopiono, zawleczono na tyły oddziału, to znaczy rozstrzeliwano.

 

Wioski, z których pochodzili księża niechcący podpisać przysięgi na wierność Republice były szczególnie okrutnie pacyfikowane. Przykład poniżej.

Niektóre wioski zostały objęte represjami w większym stopniu niż inne. Taki był los wioski Beauchene, gdzie zamieszkiwała rodzina księdza Robina. Rzezie były tam systematyczne. 10 marca żołnierze zabili 26 mieszkańców, w tym 11 kobiet, dziewięcioro dzieci poniżej 11 lat i troje dzieci poniżej jednego roku. 17 marca osiągnęli wreszcie cel; schwytali i wtrącili do więzienia w Nantes siostrę księdza Robina.

Więzienia były tak przepełnione, że Republikanie żądali przydzielenia nowych budynków. Z powodu opłakanego stanu więziennych pomieszczeń i złego wyżywienia wybucha wkrótce epidemia tyfusu - to prawdziwa hekatomba. W ciągu miesiąca umiera 400 więźniów, jak wynika z raportu „wdzięcznemu losowi” komisarza ludowego Allarda.

Ta forma represji trwała do listopada 1794 roku. Kolumny zastąpiła regularna armia, której oddziały osiągnęły stan 62 000 żołnierzy. Dowódca jednej z kolumn Francastell pisze: „Żałuję, że brakuje mi środków. W tym nieszczęsnym kraju pozostało jeszcze dwadzieścia tysięcy osób do wyrżnięcia”.

dr J. Jaśkowski

 

„Cui prodest scelus is fecit - komu to przynosi korzyść”

 

cdn.

Gdańsk 12.XII2016 r.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



alexjones.pl Inne Historia Mordy w Dolinie LOARY 1793 r. Rebelia Chmielnickiego - Koliszczyzna - Wandea - Wołyń - ZDROWIE cz. 2