Font Size

Czcionka
alexjones.pl Inne Historia Los Księży - Wandea - Wołyń - ZDROWIE - Cz. 3
Kategoria: Historia   Wtorek, 13 grudzień 2016 18:30 Autor:

Los Księży - Wandea - Wołyń - ZDROWIE - Cz. 3

Wołyń Wołyń foto: Apilek/Wikimedia Commons/CC

Z cyklu: „W-132, Listy do Wnuczka”

Przez te trzy lata, kiedy armie republikańskie pacyfikowały Wandeę, żołnierze nabrali zwyczaju zaopatrywania się za darmo - przemocą i wszelką podłością. Niemal codziennie zabijają Wandejczyków, ucinają głowy, które noszą na pikach.

Nędza byłą tak wielka, że przeobrażała się w klęskę głodu. Żołnierze ścinali drzewa by zrobić sobie buty. Ukradli cały pień klonu szewca z miasteczka i grozili, że nas rozstrzelają.

Co ciekawsze, pierwsze kołchozy wcale nie powstały u Sowietów.

Niejaki Cavoleau, inżynier, proponuje znaleźć areał żyznej ziemi, dogodnie położonej i zarządzać nią na koszt i rachunek narodu. ...Państwowe gospodarstwo będzie się powiększać i doskonalić produkcję. Z tego ośrodka rozprzestrzeniać się będą coraz dalej dobre metody uprawy i hodowli... Ta nowość nie budziłaby zastrzeżeń, gdyby stały za nią sukcesy.

 

Szczególnie okrutny był los księży.

Dekret z 18 marca 1793 roku posuwał się jeszcze dalej - skazywał na śmierć każdego zatrzymanego księdza podlegającego deportacji. Do tej pierwszej fali prześladowań dochodzą rzezie wojenne. 16 listopada zgilotynowano lub utopiono tylko w Nanter 84 księży. Niektórzy zostali potraktowani straszliwie, na przykład ksiądz Josep Cosneau, tytularny proboszcz zakonu w Mamusson. Aresztowany przez Błękitnych [wojska rządowe] pod koniec 1794 roku został przywiązany do końskiego ogona i był wleczony do Ancenis przez Saint-Herblon. Tam Błękitni porąbali go szablami, potem przywiązali do deski i zepchnęli do Laoary. Na brzegu żołnierze urządzili sobie zabawę, strzelając do konającego, jak do tarczy.

Ksiądz Louis Jousset uciekłszy do Cellier, swojej rodzinnej parafii, został schwytany podczas odprawiania mszy św. w pobliskim lesie, spotkał go los jeszcze okropniejszy - zginął po straszliwych torturach, poćwiartowane zwłoki rzucano psom.

To działo się w Wandei.

Poniżej opis mordu 4 księży.

„Mężczyźni ze zdwojoną siłą biją księży kijami, kobiety walą ich głowami o posadzkę, ktoś zabawia się, podsuwając pod twarze kobiet oderwane, ociekające krwią ucho, jakiś marynarz rozpruwa brzytwą brzuch ofiary...

Jakaś kobieta wrzeszczy; to lepsze niż święcona woda.

Tłum wlecze potem zwłoki, stale okładając je kijami. Niejaki Lionet ze śmiechem potrząsa kawałkiem ludzkiego ciała i krucyfiksem. Wszystkim księżom obcięto głowy, które nasadzone na widły noszono po mieście.

Następnie 22 marca, inni duchowni ponieśli śmierć w ten sam sposób, ich zwłoki ćwiartowano, a mordercy spierali się : Ty masz większy kawałek niż ja...

Takie prześladowania trwały od 1793 roku do 1799 roku. Zamordowano od 50% do 70% księży, w zależności od departamentu. Większość aresztowanych księży deportowano do więzień w Gujanie. Przeciętny czas życia w tych warunkach wynosił ok. 6 - 10 miesięcy.

Jak można się przekonać są to opisy zupełnie podobne do mordów przeprowadzanych przez sowieckie bojówki w 1917-1920 roku.

Czekiści uwielbiali torturować swoje ofiary, posługując się drastycznymi metodami. Kapłani w Chersoniu zostali ukrzyżowani. Arcybiskupowi, księciu Andronikowi w Permie wydłubano oczy, a uszy i nos odcięto. Niektórzy czekiści rozcinali ofiarom brzuch, wyciągali jelito cienkie, przybijali je do słupa telegraficznego i batem zmuszali ofiary do biegania i owijania jelita wokoło słupa.

Ze szczególnym okrucieństwem Czekiści traktowali dostojników Kościoła, wydłubując im oczy, obcinając języki i grzebiąc żywcem. Biskupa Woroneza gotowano żywcem w dużym kotle, potem mnichów z rewolwerami przystawionymi do głów zmuszano do picia wywaru. W Charkowie więźniowie byli skalpowani. W Carycynie i Kamyszewie ręce więźniom amputowano piłą. W Połtawie i Kremieszczugu ofiary nabijano na pal. W Odessie zatrzymani ludzie byli żywcem paleni, lub rozrywani na kawałki. W Kijowie ofiary zamykano w trumnach z rozkładającymi się ciałami i żywcem grzebano.

 

W dziwnie podobny sposób postępowano z księżmi w 1939 roku na Pomorzu. Strzelano do nich, jak do zwierzyny łownej, każąc im biec do lasu. Rannych dobijano palkami i widłami. Robili to Niemcy mieszkający w okolicy, pod nadzorem SS, czy Gestapo. Przykładowo ks. Antoniego Szumana ze Starogardu, rozstrzelano 2 października 1939 roku, przed wejściem do Kościoła.

Podobnie zamordowano ks. Antoniego Arasmusa. Aresztowano go 29 października 1939 roku i zawieziono do Kartuz na przesłuchanie. Potem zawieziono go na egzekucje do lasu koło Egertowa. Najpierw został dotkliwie pobity, później zawleczony w głąb lasu i zamordowany. Niczym to się nie różniło od późniejszym mordów w 1943 roku na Wołyniu.

Przypomnę, bandy Mielnika i Bandery były szkolone przez Abhwerę i Gestapo. Siedziba UPA znajdował się kilkaset metrów od Wawelu, siedziby gaulaitera Franka, a nie na Wołyniu.

 

I przechodząc do spraw Polskich.

Jak to się dzieje, że jedynymi dokumentalistami MORDÓW WOŁYŃSKICH jest prywatna działalność PT RODZINY PROF. SIEMASZKI. Gdyby nie mrówcza praca p. PROFESORA I JEGO CÓRKI to nie mielibyśmy żadnej dokumentacji dotyczącej mordów przeprowadzonych w latach 1943 - 45 r. Dlaczego 75 lat po wojnie w „Wolnej” Polsce państwowe zakłady naukowe historii nie zajmują się tym tematem?

Dlaczego fakt wymordowania ok. 4500 POWSTAŃCÓW LWOWSKICH w Turży, poprzez podrzynanie im gardła przez NKWD, nadal nie znalazł się w podręcznikach historii?

Moim zdaniem jest to bezpośredni dowód, że państwo istnieje formalnie, a nauka i oświata jest samodzielna tylko w bardzo wąskim zakresie. Jednak nieznajomość historii doprowadza do powtórek. Do dnia dzisiejszego te opłacane przez podatnika Katedry nie policzyły strat materialnych, poniesionych przez Polaków na Kresach. Ile domów zostało spalonych? Ile wsi całkowicie wymazanych z mapy? Ile kościołów zrujnowano?

 

DO DNIA DZISIEJSZEGO NIE ZNALAZŁEM OPRACOWANIA MORDÓW W ZAMKU LUBELSKIM. A MORDOWANO TAM DO 1954 ROKU. Miałem pacjentów torturowanych w Zamku.

Co robią pracownicy KUL? Uniwersytet nie interesując się tym, co się działo obok? Przecież Majdanek po 1944 roku do co najmniej 1949 roku był więzieniem dla Polaków. Katami było NKWD, czyli dłużej anieli SS. Między innymi z Majdanku wywożono Polaków do Katynia 4, czy Ostaszkowa 4.

Czy w takiej sytuacji w ogóle warto utrzymywać pozory działalności naukawej tych instytucji?

 

I druga, może ważniejsza sprawa. Jak wykazałem, tylko w okresie ok. 400 lat wszelkie bunty zawsze skupiały się na mordowaniu krzewicieli idei, czyli na księżach.

Jakimś dziwnym trafem, zaczynając od rebelii chmielnickiego zawsze na pierwszym miejscu w okrutny sposób mordowano przedstawicieli Kościoła.

Musisz się sam zastanowić Sz. Czytelniku, co było prawdziwą przyczyną takiego niszczenia IDEI.

 

A obecne mordy chrześcijan np. na Filipinach czy w Indiach to w jakim celu są przeprowadzane?

A dlaczego ONZ ani inne organizacje tzw. międzynarodowe zachowują milczenie?

Dlaczego, te fakty zostały wymazane z podręczników?

dr J. Jaśkowski

 

„Cui prodest scelus is fecit - komu to przynosi korzyść”

 

Gd. 12.XII.2016 r.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



alexjones.pl Inne Historia Los Księży - Wandea - Wołyń - ZDROWIE - Cz. 3