Font Size

Czcionka
alexjones.pl Inne Historia Zagończyk wojny 1919-1920 r. - podpułkownik Jerzy Dąmbrowski pseudonim "Łupaszka"
Kategoria: Historia   Piątek, 23 grudzień 2016 10:25 Napisał

Zagończyk wojny 1919-1920 r. - podpułkownik Jerzy Dąmbrowski pseudonim "Łupaszka"

Rotmistrz Jerzy Dąmbrowski był urodzonym zagończykiem z kapitalną umiejętnością podejmowania natychmiastowej decyzji. Atakował poszczególne zgrupowania bolszewickie i natychmiast wycofywał szwadrony, gdy nieprzyjaciel organizował obronę. Byliśmy w ciągłym ruchu, bez taborów, na tyłach, wśród nieprzyjacielskich oddziałów, ale byliśmy na naszej ziemi i naokoło byli Polacy. Każda szarża była taktycznie precyzyjna, na dobrym terenie, ze słońcem, nie było improwizacji” - wspominał Tomasz Zan.

Jerzy Dąmbrowski, taka była prawidłowa pisownia tego nazwiska i tak podpisywał się sam zagończyk, np. w listach pisanych do żony. W dokumentach Wojska Polskiego z lat 1918-1939 nazwisko jego ze względu na ujednolicenie pisano „Dąbrowski”. Taką samą pisownię stosowało wielu autorów prac, w których jest wymieniany.

Urodził się w Suwałkach 29 kwietnia 1889 roku, jako syn Adolfa, generała rosyjskiej kawalerii oraz Leontyny Kozłowskiej. Zanim wybuchła I wojna światowa, Jerzy zdążył ukończyć szkołę realną w Wyborgu w Finlandii oraz studiować przez cztery semestry w Instytucie Mierniczym w Moskwie, uzyskując tytuł inżyniera mierniczego. Musiał jednak odbyć także służbę wojskową, po roku odszedł do rezerwy ze stopniem kaprala. W pierwszych dniach I wojny światowej został powołany do wojska rosyjskiego gdzie pełnił służbę do października 1917 roku. W Petersburgu nawiązał kontakt z polskimi władzami wojskowymi i jako rotmistrz wziął udział w prowadzonej przez nie akcji werbunkowej do jednostek polskich.

W maju 1918 roku rotmistrz Jerzy Dąmbrowski wyjechał do tworzącego się na terenie Białorusi I Korpusu generała Dowbora-Muśnickiego, a po jego likwidacji wstąpił do Samoobrony Litwy i Białorusi, tworzonej w Wilnie i zwanej potocznie Samoobrony Wileńskiej. Państwo polskie tworzyło się wówczas od zera, wojska polskiego prawie nie było, odradzający do samoistnego życia naród stanął przed groźbą przekształcenia suwerennego państwa w jedną z republik sowieckich.

W tym okresie następują bliższe kontakty z polskimi oficerami, którzy określają rotmistrza jako żołnierza wyróżniającego się spośród oficerów Wojska Polskiego zarówno fizycznym wyglądem, jak i cechami umysłowymi.

Major Stanisław Aleksandrowicz tak wspomina pierwsze spotkanie z Jerzym Dąmbrowskim : „Uderza od razu twarz Dąbrowskiego. Głowa wydłużona, górna czaszka skrzywiona na bok, wyłupiaste oczy, ale oczy tryskające energią, ciekawością i humorem. Twarz nietuzinkowa, trochę niesamowita, ale nie odpychająca, a raczej zniewalająca widza i rozmówce. W roku później słyszałem od pań z towarzystwa wileńskiego o Jerzym uwagę zupełnie nie uwłaczającą jego wyglądowi: „On jest piękny w swojej brzydocie”. Ktoś w szeregach dał mu przezwisko „Łupaszka”, które do końca życia było jego drugim imieniem”.

Inaczej postać tę postrzegał generał Klemens Rudnicki: „Bardzo brzydki z dziwnie wydłużoną czaszką i wyłupiastymi oczami, gdy otworzył usta zmieniał się zupełnie. Był znakomicie wychowany, wręcz światowy, widać było, że umie poruszać się po salonach, bardzo inteligentny i miły. Urodzony dowódca, a jednocześnie człowiek z najwyższej sfery, arystokrata – takie robił wrażenie pomimo swej brzydoty zewnętrznej”.

Należy jeszcze wyjaśnić skąd wziął się pseudonim „Łupaszka”. Słowo to posiada prawie to samo znaczenie co „Wyłupek”. Przezwisko to było związane z wyłupiastością oczu Jerzego Dąmbrowskiego, będącą oznaką choroby Besadowa. Inna wersja podaje, iż słowo “Łupaszka” pochodzi od gwarowej nazwy niedźwiedzia.

Jesienią 1918 roku zaczęły powstawać ośrodki polskie, których celem było wytworzenie na tych obszarach lokalnej siły zbrojnej, która, powstając tutaj pod nazwą „samoobrony”, miała dążyć do zajęcia tych ziem i utrzymania ich dla Polski.

Skupiała ona miejscową młodzież i żołnierzy, osiągnęła stan kilku tysięcy ludzi, co było dużym wyczynem, zważywszy na rozproszenie polskich siedzib oraz zmęczenie czterema latami wojny.

Utworzenia oddziału jazdy podjęli się przybyli jesienią 1918 roku do Wilna

dwaj oficerowie kawalerii: Władysław i Jerzy Dąmbrowscy. Powstał on w ciągu pięciu tygodni, początkowo był to szwadron, który następnie rozwinął się w dywizjon. Wielu ochotników nigdy nie służyło w wojsku, trzeba więc było od początku nauczyć ich wojaczki, co było trudne w przypadku oddziału kawalerii. Nie wystarczy nauczyć żołnierza strzelania i walki bagnetem, musi także doskonale jeździć konno. Konia nie mogą płoszyć strzały, powinien umieć chodzić w szeregu, zrywać się na rozkaz i stawać jak wryty. Dosiadający go ułan podczas jazdy musi sprawnie posługiwać się szablą oraz strzelać. Wszystko to wymagało długiego szkolenia, na które nie było czasu i które musiało się kończyć w czasie walki.

Od 31 grudnia 1918 roku kawaleria wileńska stanęła do walki, którą poprzedziła scena niezwykle opisana przez ks. Waleriana Meysztowicza. Szkolenie oddziału zakończone zostało oficjalnym wymarszem do walki z placu Łukiskiego w Wilnie. „Na dzielnym kasztanie, przed front jako tako wyrównanej konnej zbieraniny wysadził się Jerzy Dąbrowski. Chudy, świetnie wrośnięty w siodło, sprężyście zgięty na tańczącym kasztanie, z wydatnym nosem, krzywą głową, sterczącymi uszami, z wysadzonymi oczami – wysoko podniósł szablę, konia osadził – palnął niezapomnianą przemowę z trzech słów: Chłopcy-Ojczyzna-Bolszewicy i dodał trzy słowa po rusku, których ks. W. Meysztowicz nie cytuje. W taki sposób przedstawia tamte wydarzenia pamiętnikarz Jan Brzoza: „Wilniucy utrzymują, iż te trzy słowa sprowadzały się do obrazy … rodzicielek następujących bolszewików z końcówką „mat” i z tym zaklęciem ułani wyruszyli na wojnę”.

Oddział Jerzego Dąmbrowskiego najpierw wspólnie z piechotą niszczył punkty oporu utworzone w różnych częściach Wilna przez miejscowych komunistów oraz żołnierzy niemieckich i rosyjskich, którzy zostali w mieście oczekując na wojska Armii Czerwonej. Następnie zlikwidował największe gniazdo oporu komunistów przy ulicy Wroniej 5. Dąmbrowski w walce tej dysponował nie tylko swoimi ułanami, lecz także oddaną do jego dyspozycji legią oficerską. Podczas całonocnej walki rotmistrz został raniony, wzięto do niewoli około 65 byłych żołnierzy rosyjskich i niemieckich. W tym samym czasie oddziały skautów, żołnierzy Polskiej Organizacji Wojskowej i kolejarzy wileńskich opanowały dworzec. Wilno było wolne.

Radość jednak nie trwała długo. 5 stycznia bolszewicy zaatakowali Wilno. Wieczorem opanowali Górę Trzykrzyską, zajęli dworzec kolejowy i okolice Ostrej Bramy. W tej sytuacji podjęto decyzję zaniechania obrony, równocześnie zapadła decyzja opuszczenia Wilna, by przez tereny zajmowane przez Niemców postanowiono wycofać się w głąb Polski, gdzie tworzyło się Wojsko Polskie. W środku zimy następuje rajd kilkuset piechurów i kawalerzystów z Wilna do Brześcia Litewskiego, połączony ze sforsowaniem Niemna. „Zwyczajem przejętym przez bolszewików, sadzali swą piechotę do rekwirowanych sań i tak wieźli ją za kawalerią. Był to oddziałek przypominający archaiczne szlacheckie pospolite ruszenie. W kawalerii byli wyłącznie ziemianie i szlachta zaściankowa na własnych koniach o najrozmaitszych siodłach i najrozmaitszej broni. Było tam około siedmiu typów karabinów i wydawano siedem typów ładunków. Piechota składała się z uczniów gimnazjalnych i z robotników wileńskich” - tak tamte dni wspominali J. Fiedorowicz i A. Brachocki.

Łupaszka operował na tyłach wojsk bolszewickich, trzymając się taktyki wojny partyzanckiej. Najlepszą taktyką była ofensywa, pomimo trudnych warunków, jak zimno, zmęczenie, choroby, oraz to, że wielu oficerów i szeregowców miało na sobie lekkie cywilne ubrania i dziurawe szynele, stare i podarte obuwie. Oddział rotmistrza Dąbrowskiego, liczący około 600 szabel i bagnetów szedł naprzód gromiąc bolszewików. Odniósł nad nimi zwycięstwo pod Różaną, po czym zajął Prużanę, zdobył fortecę Brześć Litewski, zawrócił, dotarł do Pińska, zdobył Baranowicze, przeszedł koło Nieświeża.

„Pomimo swoich sił mikroskopijnych, poruszał się swobodnie po terenie okupowanym przez wojska bolszewickie, budząc wśród nich postrach. Marszałek Piłsudski stwierdził, że łatwość, z jaką dawał sobie radę Dąmbrowski z bolszewikami, wywołała w nim chęć rozpoczęcia wojny o oswobodzenie kresów”.

Ksiądz M. Meysztowicz podsumował ten sukces: „Ten zimowy marsz Dąbrowskiego, na czele nie poddającej się samoobrony wileńskiej, odpowiadał oczekiwaniom opinii polskiej i nadawał się do stworzenia legendy, bez względu na rzeczywiste osiągnięcia dowódcy i towarzyszy. Nie były one małe”.

Podczas letniej ofensywy na Mińsk 1919 roku, 13 Pułk Ułanów J. Dąbrowskiego dokonał wyczynu, który podobnie jak rajd z Wilna do Brześcia, uznany został za dowód nie tylko wielkiej brawury, lecz także najwyższych umiejętności taktycznych.

Uczestnicząc w operacji na Mołodeczno otrzymał rozkaz wykonani zagonu na tyły nieprzyjaciela i wysadzenia toru kolejowego w okolicy stacji Olechnowicze celem wsparcia 2 Dywizji Legionów, która miała rozbić zgrupowanie bolszewickie znajdujące się w rejonie Mołodeczna, zająć miasto i opanować węzeł kolejowy. Miał to więc być zagon bardzo głęboki aż do Puszczy Nalibockiej.

27 czerwca zagończycy wyruszyli z Lidy, dwa dni później byli w okolicach Puszczy Nalibockiej. 1 lipca cały pułk cicho wszedł na stację Olechnowicze, którą przed świtem otoczył. O świcie na stację wjechał pociąg z wojskami nieprzyjaciela. Wojsko Polskie po krótkim starciu całą załogę wzięło do niewoli. W ręce naszych żołnierzy dostał się członek rządu Republiki Sowieckiej Litwy i Białorusi kapitan Samuel Lewin, po czym użyto parowozu do wypadu na most kolejowy położony o kilometr od stacji. A gdy jego obrońcy poddali się, rzucono na most materiał wybuchowy i odjechano. Most wyleciał w powietrze.

W okresie późniejszym: sierpień 1919 - styczeń 1920 roku 13 Pułk Ułanów brał udział w walkach nad Berezyną, która byłą linią odgraniczającą oba wojska. Podobnie jak dawniej, wyprawiał się ze swoimi żołnierzami na tyły sowieckie. Stoczył szereg potyczek w lasach borysowskich gdzie zmuszony był do nocowanie w lesie przy temperaturze -20 stopni Celcjusza.

W oddziale rotmistrza Dąbrowskiego walczyło wiele znanych osobistości międzywojennej Polski - m.in. Stanisław (Cat) Mackiewicz z młodszym bratem Józefatem (w przyszłości znani dziennikarze i literaci), Eustachy hr. Sapieha, książę Włodzimierz Czetwertyński, hrabia Jan Tyszkiewicz. W jednej z licznych swych książek Stanisław Mackiewicz (Cat) wspomina swój pobyt w grupie partyzanckiej Dąbrowskich: "Byłem kiedyś szeregowcem w oddziale partyzanckim Jerzego Dąbrowskiego, słynnego "rotmistrza Łupaszki", działającym na tyłach wojsk czerwonych w 1919 roku. Dowódca nasz miał sławę wariata nie dbającego o żadne niebezpieczeństwo, a w rzeczywistości oddział nasz miał o wiele mniejsze straty w ludziach niż inne oddziały dowodzone przez oficerów uchodzących za bardzo ostrożnych. Pamiętam, jak kiedyś galopowałem tuż obok Dąbrowskiego podczas jednej szarży, gdzieś pomiędzy Krasnem a Radoszkowicami w lipcu 1919 roku. Były to jeszcze miłe archaiczne czasy, kiedy się w ten sposób wojowało - i oto zauważyłem, że twarz jego, a miał twarz nieludzkiej brzydoty, która dopiero w boju wydawała się być piękna - wyraża naprężony proces myślowy. Zrozumiałem, że coś w sobie rozważał, coś przemyślał i oto w sekundę po tym moim wrażeniu, czy też nerwowym odczuciu, "Łupaszka" zawrócił swego kasztana na ściernisko, leżące na prawo od kierunku naszego biegu, zawrócił cały nasz oddział i wycofał nas z boju. Pędząc konia i nozdrzami wdychając już bój, coś widać dostrzegł i zrozumiał, że szarża może się nie udać".

Na zakończenie prezentacji działań rtm. Dąmbrowskiego, trzeba zatrzymać się nad sposobem realizowania przez niego nałożonych zadań. Były to przede wszystkim wyprawy na tyły nieprzyjaciela, mające doprowadzić do zniszczenia torów i urządzeń stacyjnych, przecinania linii komunikacyjnych, wywoływania popłochu wśród żołnierzy nieprzyjacielskich. Biorąc jeńców z rozbijanych jednostek bolszewickich, rozbrajał ich a następnie wypuszczał wolno. Wyjątkiem byli komisarze polityczni, którzy natychmiast byli wieszani w miejscach publicznych. Oddział był postrachem i obrastał legendą.

Dalsze życie i kariera rtm. Jerzego Dąmbrowskiego były nie mniej ciekawe, niż ten krótki wycinek z jego dziejów. Dodam tylko, iż w we wrześniu 1939 roku, jednym z jego podkomendnych był major Henry Dobrzański ps. „Hubal”. Zachęcam wszystkich Państwa do dokładne zapoznania się z biografią jednego z ostatnich „zagończyków” II Rzeczpospolitej.

Artykuł dedykuję mojemu bratu Markowi.

 

Bibliografia:

1. T. Strzembosz „Saga o „Łupaszce” ppłk. Jerzym Dąmbrowskim”. Warszawa 1996.

2. A. Brochocki „ Na przełomie dwóch epok. Zapiski obszarnika”. Warszawa 1988.

3. J. Dziedziniec „Samoobrona Ziemi Lidzkiej” Lida 1938.

4. S. Aleksandrowicz „Zarys historii wojennej 13 pułku ułanów wileńskich”. Warszawa 1929.

5. W. Meysztowicz „Poszło z dymem. Gawędy o czasach i ludziach”. Londyn 1983.

6. W. Wejtko „ Samoobrona Litwy i Białorusi. Szkic historyczny. Wilno 1930.


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(21 głosów)



Ostatnio zmieniany Piątek, 23 grudzień 2016 18:25
alexjones.pl Inne Historia Zagończyk wojny 1919-1920 r. - podpułkownik Jerzy Dąmbrowski pseudonim "Łupaszka"