Font Size

Czcionka
alexjones.pl Inne UFO Incydent w górach Berwyn: Brytyjskie Roswell?
Kategoria: UFO   Czwartek, 23 styczeń 2014 01:00 Autor: admin

Incydent w górach Berwyn: Brytyjskie Roswell?

Incydent w górach Berwyn: Brytyjskie Roswell? foto: Wikimedia Commons/CC
Istnieje pewne wytłumaczenie. Według BGS, kłusownicy używali do oświetlania lasu „reflektorów” ze świateł samochodowych zasilanych bateriami. Według raportu, Pat Evans wspominała o dżdżystej pogodzie, która mogła przyczynić się do wrażenia zmiany koloru. Twierdziła ona jednak, że koło wydawało się większe od świateł samochodowych, co w raporcie tłumaczone jest możliwością iluzji optycznej. Rzeczywiście należy uświadomić sobie, że w tamtym momencie Pani Evans starała się wypatrzeć ślady katastrofy samolotowej, wpatrując się w ciemne zbocze góry, bez żadnych punktów odniesienia. Zebrany przez BGS materiał świadczy o tym, że pielęgniarka widziała kłusowników i ich lampy w momencie, kiedy szykowali się oni na spotkanie z policją.

Według niektórych twierdzeń, widziane tamtej nocy na górze promienie światła były w jakiś sposób powiązane z katastrofą UFO. Kilka notek sporządzonych przez BGS wspomina o świadkach, którzy widzieli je „na krawędzi” wzgórza. Według relacji „czasami były włączone, czasami wyłączone, ale zawsze celowały w niebo”. Wyjaśnieniem tych incydentów może być lokalizacja obserwatorów.

Promienie świetlne były widziane przez mieszkańców Llandrillo. Miejsce widoczne z wioski to płaskowyż, gdzie miały być rozstawione lampy kłusowników. Z ustaleń geologów wynika, że polowali oni na górze jeszcze przez trzy kwadranse po wstrząsach, a więc w czasie, kiedy pojawiły się doniesienia o świetlnych filarach. Niektórzy z mieszkańców zaakceptowali to wyjaśnienie, choć nie wszyscy.

Wydaje się, że niniejsza teoria nagina informacje tak, by pasowały do sceptycznego obrazu. Trzeba jednak patrzeć na fakty, a te wskazują, że w miejscu, gdzie widziano promienie przebywali kłusownicy. Oni sami podczas przesłuchań twierdzili, że nie używali reflektorów, choć trzymali je w pogotowiu i sami na górze nie widzieli nic dziwnego. Wydaje się jednak, że okoliczni mieszkańcy, zszokowani hukiem i wstrząsami, wzięli ich za oznakę katastrofy.

Kłusownicy mieli powód, by zaprzeczać, że to oni używali reflektorów, ponieważ to promienie i światła przyciągnęły na miejsce policjantów zaalarmowanych możliwością katastrofy samolotowej. Mimo to tamtej nocy rzeczywiście widziano w okolicy kilka świateł o nieustalonym pochodzeniu. Jeden z obserwatorów, na kilka chwil przed wstrząsami, wyjrzał przez okno, widząc „wielką lunę na niebie nad grzbietem góry”. Inni zobaczył „łunę kilkakrotnie jaśniejszą niż słońce”. Maria Williams z Llandrillo widziała to samo równocześnie z obserwacją świateł kłusowników. Niektórzy uczeni zasugerowali, że owe krótkotrwałe błyski mogły powstać wskutek uwolnienia naprężeń w skorupie ziemskiej. Zjawisko to nosi nazwę „ziemskich świateł”. Niezwykłym zbiegiem okoliczności było to, że pojawiły się one równocześnie z meteorami. Jeden z obserwatorów opisał to zjawisko jako „migotanie, jak w przypadku jasnej lampy widzianej przez rzęsisty deszcz”.

Kolejną sprawą, która wymagała wyjaśnienia była obecność wojska na górze zaraz po eksplozji, która rozciągnęła się na kolejne dni. Jak widać z oświadczenia Pat Evans, wbrew plotkom, nie spotkała ona nikogo podczas swojej wycieczki w góry. Następnego dnia o 7. rano wyruszyła do pracy, nie widząc we wsi żadnego podejrzanego ruchu. Skąd zatem wzięły się pogłoski? By to wyjaśnić, kolejny raz trzeba odwołać się do oficjalnych dokumentów.

Według policyjnych raportów, tuż po doniesieniach o wybuchu i wstrząsie postawiono w stan gotowości służby ratunkowe, myśląc, że w górach rozbił się samolot. O 21:09 skontaktowano się z Grupą Ratowniczą Valley Mountain (VMRT), której siedziba znajduje się w odległości 120 km. Trzyosobowa grupa przybyła stamtąd do Llandrillo 10 minut po północy. Raport VMRT opisuje ten incydent jako „niezidentyfikowane światła i hałasy na zboczu góry. Poszukiwania nie przyniosły jednak rezultatów. Przypadek wywołał wśród miejscowych wielkie poruszenie.” Będąc na miejscu ratownicy, za namową lokalnej policji, zdecydowali się przełożyć akcję na rano.

24 stycznia, ok. 7:00, wraz z policjantami wyruszyli oni w góry na poszukiwania. Nie natrafili na nic podejrzanego i o 14:15 zakończyli je, uznając, że „wybuch” był spowodowany przez wstrząsy sejsmiczne. Żaden z oficjalnych raportów na temat tych wydarzeń nie wspomina o zaangażowaniu w sprawę RAF-u.

Huw Thomas, który tego samego dnia udał się na górę jako przewodnik Rona Madisona - uczonego, który starał się zweryfikować hipotezę o meteorytowym źródle eksplozji w górach Berwyn, również nie spotkał tam żołnierzy. Liczne śmigłowce, które były widywane nad okolicą mogły należeć do ekip telewizyjnych, które zainteresowały się incydentem. Oblotu dokonywał także Madison, starając się wykonać zdjęcia z powietrza.

Obecność niewielkiej grupy policjantów i ratowników nie wyjaśnia jednak, dlaczego tamtego dnia zamknięto drogi, a nad okolicą widywane były samoloty wojskowe. Żadne dokumenty nie poświadczają jednak wojskowej obecności. Jedyna ówczesna wzmianka pochodzi z artykułu w Border Counties Advertiser, według którego z góry znoszone były ciała.

Należy pamiętać jednak o tym, że ufologowie zajęli się sprawą z Berwyn na poważnie dopiero po ok. 20 latach, co sprawiło, że w pamięci mieszkańców incydent z 1974 r. mógł zlać się w jedno z inną sprawą, która wstrząsnęła okolicą. 12 lutego 1982 r. na Cader Berwyn roztrzaskał się należący do RAF Harrier przewożący tajny ładunek. Na miejscu zjawiło się wojsko, używając samolotów Harrier i Herkules. W Llandrillo zaroiło się od ciężarówek i żołnierzy, którzy pozostali tam przez kilka dni. Miejsce katastrofy zostało zabezpieczone i strzeżone do czasu usunięcia wraku. Co ciekawe, wojskowy samolot przewożący inny tajny ładunek rozbił się w regionie również w 1972 r., pociągając za sobą identyczną reakcję. Wydaje się pewne, że w zbiorowej świadomości wspomnienia te mogły zlać się w jedno.

Zwolennicy teorii o katastrofie wspominają jednak o wojskowym informatorze, który pojawił się w 1996 r. z rewelacjami początkowo wyglądającymi obiecująco. Mimo to rzekomi „żołnierze”, którzy skontaktowali się z Nickiem Redfernem, Margaret Fry i Tony’m Dodd’em uczynili to po tym, jak w UFO Magazine ukazała się publikacja na temat incydentu. Jedynym, co oferowali były spekulacje. Redfern wyjawił potem, że telefon jego informatora milczy; Dodd w ogóle nie chciał o tym mówić. Uważniejsza lektura relacji tego drugiego przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Jeśli wojsko rzeczywiście przejęło ciała obcych (żywych lub martwych), czy transportowano by je w zwykłej ciężarówce? Z pewnością lepszy byłby w tym wypadku śmigłowiec. W placówce w Porton Down skrzynie zostałyby otworzone, jeśli już, nie w obecności przewoźników, tylko w ściśle kontrolowanych warunkach. Jeśli w tej sprawie nie zostaną dostarczone konkretne dowody, będą to jedynie ciekawe historyjki bez znaczenia dla całości przypadku.

Owi „wojskowi informatorzy”, którzy w tym czasie kontaktowali się z wieloma badaczami UFO w Wielkiej Brytanii, mogli być w opinii Kevina McClure zorganizowaną mistyfikacją. Wszystkie te przypadki nastąpiły w bardzo krótkim czasie i żaden nie zaoferował konkretnych materiałów dowodowych. APEN - samozwańcza organizacja, która rozsyłała rzekome dokumenty na temat incydentu w Berwyn uważana jest przez większość badaczy za kolejną mistyfikację.



Źródło: infra.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(1 głos)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Środa, 29 styczeń 2014 17:06
alexjones.pl Inne UFO Incydent w górach Berwyn: Brytyjskie Roswell?