Font Size

Czcionka
alexjones.pl NWO GMO Kłamstwa bandy Frankensteina: GMO okiem naukowym
Kategoria: GMO   Piątek, 10 luty 2017 17:46 Autor: admin

Kłamstwa bandy Frankensteina: GMO okiem naukowym

Dziwi mnie, choć cieszy, że świadomość ludzi na temat spraw związanych z otaczającym ich światem rośnie – to dobrze rokuje na przyszłość. Niejednokrotnie wspominałem, że jestem przeciwnikiem niemal całego biznesu GMO. Nauka – rzecz jasna, niezależna od programów i instytucji rządowych – dokładnie nakreśla wszystkie zagrożenia i niedogodności jakie nieść za sobą mogą uprawy genetycznie modyfikowane, a także cel, w jakim pierwotnie zostały stworzone.

Najwięcej osiągnięć na polu odkłamywania tej zbrodniczej technologii ma amerykański aktywista Jeffrey Smith, autor książek i reżyser filmów traktujących o tej właśnie tematyce. Dla zainteresowanych, polecam jego film „Świat według Monsanto”, który operując na wielu przykładach, merytorycznie rozkłada na łopatki całą lewicową propagandę narastającą wokół żywności GMO. Ciekawostka: wzmiankowany wyżej Jeffrey Smith padł sześć lat temu ofiarą jednej z naszych rodzimych, czerwonych szczujni, jaką jest tygodnik „Polityka”. Naturalnie, w artykule nie obyło się bez wycieczek personalnych i skupianiu się na drążeniu w życiorysie Smitha. Sprawie GMO poświęcono ledwie jeden akapit, gdzie starano się postawić tezę, że genetycznie modyfikowana soja poprawia rozrodczość szczurów, a ekologiczna im szkodzi, tylko, że… jest wręcz odwrotnie. Ale o tym – niżej. A co do samej „Polityki”, nie dziwi mnie zupełnie, że powstała w 1957 roku z inicjatywy KC PZPR gadzinówka w sposób chamski i bezpardonowy atakuje wszystkich niezależnych i uczciwych ludzi; badaczy, naukowców, historyków, publicystów… Stara miłość nie rdzewieje, czyż nie?

Przechodząc z wolna do meritum. Zastanawiać się można niewątpliwie – po jaką cholerę w ogóle majstrować przy genach roślin? Tutaj dojdziemy do dwóch absurdów i jednego wyjaśnienia. Istnieje wersja oficjalna, podawana nam przez Monsanto (światowy lider w branży GMO, zasadniczo monopolista), wersja na pół-logiczna podawana przez większość umiarkowanych przeciwników GMO i wersja prawdziwa. Monsanto utrzymuje, że bioinżynieria jest światu potrzebna z uwagi na zwiększone zapotrzebowanie na towary spożywcze. No bo skoro ludzi jest więcej, to i jedzenia potrzeba więcej prawda? Z podobnej tezy zasłynęła ongiś p. Karolina Lewicka, była dziennikareczka TVP, wyrzucona z niej z hukiem po objęciu władzy przez PiS. Śmialiśmy się z tej głupoty wtedy, pośmiejmy się i teraz – tym bardziej, że na świecie wcale żywności nie brakuje. Według danych statystycznych (raport z samego ONZ!) z roku 2011, łącznie w krajach wysoko rozwiniętych i rozwijających, do kosza wyrzuca się 1 300 000 000 ton (1,3 mld ton!) jedzenia rocznie. To 30% światowej produkcji. W samej Polsce wyrzucane jest 9 000 000 ton rocznie. Czy więc naprawdę potrzebujemy GMO żeby zwalczać głód na świecie? A może wystarczy odpowiedzialna gospodarka zasobami, którą każde państwo może uzyskać poprzez deregulację rynków zbytu, likwidację państwowego interwencjonizmu i – mówiąc najprościej jak się da – wprowadzenie wolnego rynku i kapitalizmu?

Wolny rynek jest jedynym lekiem na wszelkie klęski społeczne, takie jak bezrobocie, bezdomność czy opisywany właśnie głód, ponieważ jest on jedynym systemem umożliwiającym racjonalną alokację zasobów, gdzie straty są minimalizowane niemalże do zera, a stały rozwój pożądanych gałęzi gospodarki pozwala nie tylko zapewnić dostęp do wszystkich usług czy produktów, tym, którzy ich potrzebują, ale nawet powoduje rosnące nadwyżki. Etatyści tego nie zrozumieją nigdy… Nie rozumieją też, że nieustanne subwencjonowanie regionów najbardziej dotkniętych głodem doprowadza do ich skrajnej demoralizacji, czego efektem jest późniejsza niemożność tychże regionów do wytwarzania jakichkolwiek zasobów. Ludzie tam (np.: w Afryce) są przyzwyczajeni, że jak nie ma jedzenia to pracować nie trzeba – przyjdzie przecież biały człowiek i da wszystko za frajer. A jak nie przyjdzie to co wtedy…? I tak oto, na bezmóżdżach socjalizmu tracą wszyscy, bez względu na rasę, narodowość czy pochodzenie. Wszyscy w dupie – wszyscy równi. Oto jest proszę Państwa, zwycięstwo socjalizmu. A co najśmieszniejsze – według badań przeprowadzonych w roku 2009 przez UCS, wykorzystanie upraw GMO w gospodarce nie zwiększyło upraw ani o jedno źdźbło pszenicy, ani o kolbę kukurydzy… Ilość upraw nie drgnęła.

Inną tezą, de facto logiczną, jest próba zmonopolizowania światowego rolnictwa przez Monsanto i podmioty mu podległe. Teza była przez długi czas tak popularna wśród przeciwników GMO, tak głośno była wykrzykiwana, że przebiła się do świadomości setek milionów ludzi na całym świecie. Uważam, że jest to powód dla którego Monsanto – jeśli nawet chciało do tego doprowadzić – nigdy tego nie zrobi. Efektem mogłyby być brutalne, krwawe zamieszki… Ale o co chodzi? Otóż nie od dziś wiadomo, że zdecydowana większość organizmów genetycznie zmodyfikowanych rozwijając się, „zaraża” wszystkie organizmy pozostające w obrębie tegoż mutanta, wykorzeniając z ekosystemu rośliny niezmodyfikowane. Efektem stosowania upraw GMO na ogólnoświatową skalę, może być całkowita anihilacja roślin naturalnych, stworzonych przez Boga takimi jakie są, na rzecz organizmów genetycznie zmodyfikowanych. I co dzięki temu mogłoby uzyskać Monsanto? A mogłoby na przykład opatentować WSZYSTKIE uprawy na świecie. Tak, wszystkie znane nam rośliny mogłyby stać się własnością jednej korporacji – no bo przecież to oni stworzyli te właśnie rośliny, ich kod genetyczny jest własnością ichniego molocha… A innych roślin nie ma. Rolnik musiałby kupować od Monsanto licencje na uprawy pomidorów, ogórków czy czegokolwiek innego. Skutkiem tego monopolu byłyby kilkukrotnie zwiększone ceny wszystkich istniejących produktów na świecie, a także upadek gospodarczy większości krajów. Ale jak coś pójdzie nie tak – masoneria, marksiści i inni zwolennicy „wielkiego architekta”, mają do dyspozycji Globalny Bank Nasion umiejscowiony na norweskim Svalbardzie. Ciekawe jak będą mieli zamiar go wykorzystać… Wszelkie spekulacje zostawiam czytelnikom. Ja już w powyższą teorię nie wierzę. Ta jak powiedziałem, nawet jeśli Monsanto miało takie plany – ze strachu już ich nie zrealizuje.

Powód istnienia upraw GMO jest znacznie bardziej prozaiczny. Chodzi zwyczajnie o wyniszczanie ludzkich organizmów – o pewien rodzaj depopulacji. Ale to już kwestia związana z oddziaływaniem GMO na ludzki organizm, do czego płynnie przechodzimy. Na początek, należy zdać sobie sprawę z faktu, że istnieją generalnie trzy różne rodzaje GMO. Do tego mamy też do czynienia z równie szkodliwymi herbicydami i pestycydami. Pierwszy rodzaj, to GMO BT. Tworzenie takiego mutanta polega na wstrzyknięciu w jego genom pestycydu BT, czyli bakterii o łacińskiej nazwie „Bacillus Thuringiensis”. Naturalnym środowiskiem tejże bakterii są… przewody pokarmowe gąsienic i motyli. Pysznie. Zasadniczo, można pestycyd BT śmiało nazwać toksyną, ze względu na jego działanie. W organizmach genetycznie modyfikowanych, pestycyd ten jest produkowany nieustannie, w dość dużych ilościach – kiedy jakiś szkodnik spróbuje się dorwać do takiej roślinki, BT rozerwie mu żołądek. Tak, dosłownie. A jaki wpływ BT ma na człowieka? Badania z roku 2007 i 2009 pokazały dwie rzeczy – po pierwsze, że długoterminowo jest to niesamowicie szkodliwe dla wątroby ssaków, a po drugie – rośliny GMO BT wykazują tendencję do szybkiego i niekontrolowanego mutowania, czego efektów nie da się przewidzieć. Co najlepsze, Matka Natura pokazała, że ma w głębokim poważaniu lewackie przemądrzalstwo. Gdzie jest popyt – tam jest podaż, więc wraz z pojawieniem się zmutowanych roślin GMO BT, pojawiły się także owady odporne na toksynę BT. Pluskwiaki, niektóre rodzaje mszyc i wełnicowatych rozbijają w najlepsze uprawy bawełny GMO. Niestety, u ludzi tak to nie przebiegnie – prędzej wymrzemy niż ewolucja nas uodporni na tę i resztę szkodliwości… Oczywiście, to nie koniec tragicznych konsekwencji upraw GMO BT. Rozprzestrzenianie się tej rośliny jest odpowiedzialne również za masowe, stale rosnące wymieranie pszczół (bez których wymrze cała ludzkość i większość innych organizmów na planecie) i motyli z rodzaju monarchów. GMO BT jest także najszybciej samoistnie rozprzestrzeniającym się rodzajem GMO ze wszystkich.

Drugą grupą organizmów genetycznie modyfikowanych są GMO RR, czyli „Roundup Ready”. Tworzenie takich roślin polega na zwiększeniu odporności enzymu EPSPS na glifostat, lub – co częstsze i gorsze – wprowadza do rośliny enzym, który rozkłada glifostat w jej organizmie. Tak zmodyfikowana roślina jest po prostu odporna na opryski najsławniejszym na świecie herbicydem o nazwie Roundup, którego glifosat jest substancją czynną. Jak działa Roundup? Generalnie wybija wszystko, co stanie mu na drodze, z wyjątkiem genetycznie zmodyfikowanej, odpornej na niego rośliny. Cóż, poza takim… ekhm… detalem, jak zwiększenie ryzyka wystąpienia chłoniaka nieziarniczego, zawarty w nim glifostat wybija nasze bakterie jelitowe. Jest to cios w naszą odporność, a ponadto w możliwość produkcji tryptofanu, potrzebnego z kolei do produkcji serotoniny. A serotonina jest odpowiedzialna za wiele różnych rzeczy w naszym organizmie, m. in. za regulowanie poziomu cukru we krwi, regulację snu, poczucie szczęścia, regulowanie apetytu… Mówiąc inaczej: GMO RR doprowadza do cukrzycy, depresji (w tym ciężkiej, prowadzącej do samobójstwa), bezsenności, chronicznego przemęczenia, deregulacji metabolizmu (a więc otyłość) i kilku innych, niekoniecznie przyjemnych rzeczy. W związku z tym preparatem i kontrowersjami jakie wzbudzał, miała miejsce pewna hucpa w ONZ. Gdy coraz to większe grupy naukowców publikowały swoje badania na temat szkodliwości tegoż herbicydu, Monsanto nalegało na wydanie decyzji przez ONZ. I tak się stało całkiem niedawno – na obradach ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa i WHO, ogłoszono, że glifostat jest bezpieczny dla ssaków. Gdzie tkwi szkopuł? Instytut przewodniczącego obrad, p. Alana Boobisa otrzymał od Monsanto 500 000 $ łapówki. A wiadomo, kto komu łba nie urwie…? Co więcej! Jeden ze zwolenników Roundup w pewnym wywiadzie stwierdził, że Roundup jest tak bezpieczny dla życia człowieka, że można wypić całą butelkę na raz i nic się nie stanie. Gdy więc usłyszał to prowadzący, zaproponował gnojkowi szklankę herbicydu – ten stwierdził, że osobiście tego nie zrobi (choć nawet gdyby to zrobił, to nic by mu się nie stało) – po czym określił prowadzącego mianem „kretyna” i wyszedł ze studia. Całość TUTAJ. Oj, przysięgam Ci, ty mały, obmierzły, cyniczny robaku, kiedyś osuszysz całą butelkę bez zagrychy…

Ludzie pójdą nie tylko po rozum do głowy – ale i po głowy tych wszystkich, którzy ten rozum próbowali im odebrać, wciskając do głów ciemnotę. Na szczęście natura ma własne sposoby na radzenie sobie ze szkodnikami. Nie potrzeba żadnych chemicznym pestycydów czy herbicydów. Wystarczą… grzyby. W 2006 roku, mykolog Paul Stamets, odkrył coś, co nazwał mianem „inteligentnych pestycydów”. Jeśli ktoś jest zainteresowany, ten w internecie znajdzie odpowiednie informacje. Ja napiszę o tym w przyszłości. Ostatnim rodzajem GMO, jest GMO typowe, najszerzej znane społeczeństwu. Nie wstrzykuje się do organizmu żadnego pestycydu ani herbicydu, ale gen. Odpowiednią, pożądaną cechę. Arbuzy ważące 50 kg? Żaden problem. Poprawienie kolorytu marchewki? Sałata ma mieć trzy razy więcej liści? Pomidor ma zachować swoją świeżość przez kilka miesięcy? Wszystko to możesz mieć dzięki technologii Monsanto! Ale niesie to za sobą pewne konsekwencje. Jak działa przygotowanie takiego mutancika? Gen wszczepiony w organizm, na obu swoich końcach ma tzw. promotory genetyczne, odpowiedzialne za pobudzanie genów. Każdy człowiek – KAŻDY! – ma w swoim ciele uśpione geny rakowe lub uśpione geny innych, równie nieprzyjaznych chorób. Badania Jeffrey’a Smitha pokazały, że promotory genetyczne roślin GMO, mają bardzo dużą szansę na rozbudzenie również genów w naszym organizmie. W telegraficznym skrócie – typowe uprawy GMO zwiększają zachorowalność na raka w stopniu znacznym.

Rzeczą niewątpliwie niezmiernie irytującą jest wmawianie Polakom, że na terenie ich kraju (i na terenie całej Unii Europejskiej) nie ma żadnych upraw GMO. Och, naprawdę? W roku 2013, celem przykrycia machinacji dotyczących GMO, wprowadzono ustawę zakazującą hodowli kukurydzy MON 810 i ziemniaka Amflora w Polsce. W tej samej ustawie zezwolono jednak na obrót nasionami tych roślin. W co tu się gra? Wyżej wymienione rośliny GMO i tak przebiły się przez nasz ekosystem i bez radykalnych rozwiązań – nie wyplenimy ich z naszych pól. Poza tym, żaden organ państwowy nie weryfikuje upraw pod kątem GMO – tak naprawdę można je więc hodować, nie narażając się na konsekwencje. Zwierzęta, które spożywamy są karmione śrutem sojowym – w 100% wytwarzanym z soi genetycznie modyfikowanej. Jedząc więc mięso, wprowadzamy do naszych organizmów GMO i nikt tego nie kontroluje. Co na koniec? Przypominam, że mimo tych wszystkich raczej i tak nie przestrzeganych zakazów dot. niektórych rodzajów GMO, import żywności genetycznie modyfikowanej jest całkowicie legalny (wyłączając bodajże kukurydzę MON 810, ale od momentu podpisania CETA – to się szybko zmieni). I tak oto dochodzimy do końca tego relatywnie długiego, ale jakże istotnego artykułu.

Dziękuję za zainteresowanie – licząc, że takie się pojawi – bo temat jest niezmiernie istotny. Miejmy nadzieję, że rosnąca świadomość naszego społeczeństwa w końcu wyrwie murom zęby krat i doprowadzi do powstania Polski wolnej i niepodległej, gdzie żadne bandy Frankensteina nie będą mogły nas truć. Liczę na to. I liczę też na to, że dane nam będzie zobaczyć wszystkich pracowników Monsanto za kratkami, raczących się jeno Roundupem… Niech Bóg ma nas wszystkich w swojej opiece. Czołem Wielkiej Polsce! Śmierć Wrogom Ojczyzny!

 

Źródło: Parezja


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(6 głosów)



Ostatnio zmieniany Poniedziałek, 13 luty 2017 09:29
alexjones.pl NWO GMO Kłamstwa bandy Frankensteina: GMO okiem naukowym