Font Size

Czcionka
alexjones.pl NWO GMO Monsanto Papers – Część 2. Jak manipulować wynikami badań, by czarne okazało się… białe!
Kategoria: GMO   Środa, 19 kwiecień 2017 11:45 Napisała

Monsanto Papers – Część 2. Jak manipulować wynikami badań, by czarne okazało się… białe!

Jak już wcześniej wspominałam, w roku 2012 producenci pestycydów opartych na glifosacie zwrócili się do Unii Europejskiej o przedłużenie zezwolenia na ich stosowanie. Jednak w porównaniu do prawodawstwa sprzed 10 lat, kiedy to wydano pierwszą zgodę, unijne regulacje nie były już dla nich tak łaskawe. Zgodnie z nimi aktualnie na terenie UE nie można stosować pestycydów, jeśli zawarta w nich substancja czynna może: powodować raka, niszczyć DNA lub negatywnie wpływać na rozrodczość. W nowych regulacjach pojawił się także wymóg, by w dokumentacji dostarczanej przez producentów znalazły się nie tylko wyniki badań przez nich finansowanych (jak to było dotychczas), ale także wyniki badań z publikacji recenzowanych.

Dla Monsanto obie te zmiany były niekorzystne: w przypadku glifosatu liczba niezależnych naukowców potwierdzających szkodliwość, a nawet rakotwórczość tej substancji, cały czas rosła.

W maju 2015 na koncerny spadł kolejny cios. Działająca przy Światowej Organizacji Zdrowia Międzynarodowa Agencja ds. Badań nad Rakiem IARC przedstawiła oficjalne stanowisko ws. bezpieczeństwa stosowania glifosatu. Według niej glifosat jest prawdopodobnie rakotwórczy dla ludzi.
W oświadczeniu IARC czytamy, że istnieje „wystarczająca ilość dowodów na kancerogenny wpływ glifosatu na zwierzęta” oraz „ograniczona ilość dowodów na jego kancerogenny wpływ na ludzi”. Należy pamiętać, że w terminologii IARC słowo: „ograniczony” jest tylko o jeden stopień niżej od „wystarczający”.
Ocena agencji została sporządzona w oparciu o obszerny materiał badawczy publikowany w recenzowanych czasopismach. Przykładowo, IARC przejrzała 32 publikacje pod kątem związku glifosatu ze stresem oksydacyjnym i wszystkie 32 potwierdziły jego istnienie. Stres oksydacyjny oraz genotoksyczność, której związek z glifosatem IARC również potwierdził, są mechanizmami mogącymi powodować raka.
W przeciwieństwie do instytucji wydających zezwolenia na stosowanie glifosatu głównie w oparciu o utajnione wyniki badań sfinansowanych przez przemysł, IARC przeanalizowała tylko publikacje powszechnie dostępne. Należy również pamiętać, że agencja ta ma surową politykę dotyczącą konfliktu interesów i wyklucza wszystkich ekspertów, co do których istnieje choćby podejrzenie o taki konflikt: „Członkowie Grupy Roboczej są wybierani w oparciu o posiadaną wiedzę, doświadczenie oraz brak rzeczywistego lub pozornego konfliktu interesów.” – można przeczytać na stronie IARC.

Wobec nowych regulacji unijnych oraz oceny IARC, Monsanto wraz z innymi producentami musieli poszukać rozwiązania. I znaleźli je: skoro wyniki badań naukowych były dla nich niekorzystne to być może wyniki nowych badań są potrzebne. Wraz z działającą od 2012 stworzoną przez siebie koalicją Glyphosate Task Force (GTF) korporacje rozpoczęły pracę nad oczyszczeniem glifosatu z ciążących na nim zarzutów.

Branża sfinansowała szereg prac naukowych potwierdzających brak szkodliwego wpływu glifosatu na ludzkie zdrowie. Ich autorzy zostali powołani przez firmę konsultingową Intertek, a za pracę płaciło Monsanto. Wszystkie artykuły ukazały się w jednym i tym samym czasopiśmie recenzowanym.
Jak można się domyślać w publikacjach tych były liczne błędy i przekłamania. Ich autorzy twierdzili, że stosują podejście oparte na wadze dowodów, lecz w rzeczywistości tak nie było. Podejście to bierze pod uwagę całościowy obraz sytuacji: eksperymenty na zwierzętach, dane epidemiologiczne oraz mechanizmy rakotwórcze. Dowody na szkodliwość glifosatu istnieją w tych wszystkich trzech rodzajach badań, co jednoznacznie wskazuje na jego kancerogenność. Jednak autorzy opłacani przez Monsanto każdy z tych aspektów rozważali oddzielnie i oddzielnie podważali wyniki badań wskazujących na szkodliwość glifosatu. A w jaki sposób to robili?

Jak na podstawie wyników badań stwierdza się, że czarne to białe

Głównym punktem strategii obranej autorów finansowanych przez GFT była publikacja nie wyników swoich własnych badań, lecz oceny wyników badań innych niezależnych naukowców. Jej celem była ocena jakości zarówno wyników tych badań jak i wynikających z nich wniosków. Czyli chodziło o to, by wskazać, które z nich mają solidne podstawy naukowe, a które nie.
Jednak jakość tej oceny również pozostawała wiele do życzenia. Autorzy finansowani przez przemysł uciekali się do różnych sztuczek byleby tylko potwierdzić jedyną według nich słuszną tezę: że glifosat nie jest rakotwórczy. Poniżej opisano na czym polegała część z nich:

  1. Zarzucić czytelnika informacjami niezwiązanymi z tematem, pomijając te naprawdę istotne
    publikacja z 2015, Greim i inni

Publikacja dotyczyła oceny ewentualnej rakotwórczości glifosatu. Jej autorzy, Greim a także pracownik Monsanto David Saltimiras, otrzymali za nią zapłatę z Monsanto i GFT. Zespół w swojej ocenie przemilczał istnienie szeregu badań, wśród nich także tych sfinansowanych przez producentów środków ochrony roślin:

  • Badanie na myszach z 1993 (zlecenie: Cheminova), w którym odnotowano statystycznie istotny wzrost zachorowań na nowotwory naczyń krwionośnych u myszy, którym podawano glifosat.
  • Badanie na myszach z 1997 (zlecenie: Arysta LifeScience), w którym odnotowano statystycznie istotny wzrost zachorowań na nowotwory naczyń krwionośnych i nerek u myszy, którym podawano glifosat.
  • Badanie na myszach z 2001 (zlecenie: Feinchemie Schwebda), w którym odnotowano statystycznie istotny wzrost zachorowań na nowotwory nerek u myszy, którym podawano glifosat.
  • Badanie na myszach z 2009 (zlecenie: Nufarm). Greim przytoczył dane dotyczące zachorowań na chłoniaka złośliwego u samców, ale nie wspomniał o wykazanej zależności ilości tych zachorowań od dawki glifosatu. Zamiast tego stwierdził „brak związku ze spożywaniem glifosatu”.

Odnosząc się do wyników badania Monsanto, w którym wraz ze wzrostem ilości podawanego glifosatu rosła zachorowalność na raka trzustki, Greim po prostu przemilczał ten fakt. Przytoczył natomiast bardzo dokładnie odnotowane w tym badaniu zachorowania na raka przysadki, choć ich wzrost nie był znaczący.

  1. Chcąc odrzucić niewygodne dowody: podawać fakty bez ich kontekstu
    publikacja z 2016, Williams i inni W swoim artykule były konsultant firmy Monsanto, Gary Murray Williams, stwierdził, że „opinia IARC oparta jest na wybranych publikacjach naukowych. Pozostałe zostały pominięte bez podania jasnych powodów.” Jako potwierdzenie swojego stwierdzenia Williams przytacza ww. „publikację Greima i innych z 2015, którzy przeanalizowali wyniki 14 badań pod kątem rakotwórczości: 9 na szczurach, w tym jedną publikację recenzowaną, oraz 5 na myszach.” Williams wskazuje, że IARC odnosi się jedynie do 6 badań na szczurach i 2 na myszach.
    To, o czym Williams nie pisze, to fakt, że IARC analizuje jedynie dane opublikowane lub przyjęte w powszechnie dostępnej literaturze naukowej. Wyniki badań finansowanych przez przemysł zwykle traktuje się jako tajemnicę handlową. W tym konkretnym przypadku IARC miał nawet dostęp do artykułu Greima i jego odnośników, lecz zdecydował ich nie analizować „ze względu na występujące w nich braki w danych np. w informacji dotyczącej metod statystycznych, wyboru dawek, wzrostu wagi ciała, wskaźników przetrwalności oraz danych dotyczących badań histopatologicznych.” 
  2. Tak długo podważać wyniki badań, aż przestaną one stanowić zagrożenie
    publikacja z 2016, Williams i inni Jak już wspominałam w pierwszej części tego cyklu w 1985 amerykańska Agencja Ochrony Środowiska EPA zaliczyła glifosat do kategorii C, tj. substancji mogących wywołać raka u ludzi. Po przeprowadzeniu ponownej sekcji zwłok badanych myszy, naukowcy związani z przemysłem dopatrzyli się jednego zachorowania na raka w grupie kontrolnej, tj. nie spożywającej glifosatu. Po wieloletnich dyskusjach w tej sprawie w 1991 EPA zmieniła kategorię glifosatu na E, tj. „dowiedziono, że nie jest rakotwórczy.” Williams wskazuje, że zmiana decyzji agencji nie mogła być oparta na błahych przesłankach, lecz na solidnych dowodach naukowych i nie wspomina ani słowem o historii, która wtedy miała miejsce. 
  3. Formułować nieprawdziwe twierdzenia mając nadzieję, że nikt nie zwróci uwagi na szczegóły
    publikacja z 2016, Williams i inni Według Williamsa wyniki czterech badań na myszach dotyczących toksyczności i rakotwórczości glifosatu, opisanych w pkt. 1 powyżej wskazują na to, że nie powoduje on nowotworu nerki. Jednak te wnioski są nieprawdziwe! Jak widać z zamieszczonej poniżej tabeli w dwóch na cztery z wymienionych badań, przy podaniu średnich i wysokich dawek glifosatu zachorowalność na raka wzrosła:
     

    Grupa kontrolna

    Niska dawka

    Średnia dawka

    Wysoka dawka

    Monsanto 1983

    1*

    0

    1

    3

    Arysta 1997

    0

    0

    0

    2

    Feinchemie 2001

    0

    0

    1

    2

    Williams kłamał nie tylko w przypadku nowotworu nerki. Stwierdził on mianowicie, że: „nie zaobserwowano statystycznie istotnych wzrostów w częstotliwości zachorowań na jakikolwiek rodzaj nowotworu ani związku tych zachorowań z wielkością dawek glifosatu.” Dostępna Williamsowi ocena agencji BfR w sprawie przedłużenia zezwolenia na stosowanie glifosatu zwracała uwagę, że dwa na pięć badań na myszach wykazało statystycznie istotny wzrost zachorowań na nowotwór naczyń krwionośnych u samców.

  4. Faworyzować publikacje potwierdzające założoną tezę, nawet jeśli sa słabe, a pomijać artykuły, które jej przeczą mimo, że jakość ich jest wysoka
    publikacja z 2016, Acquavella i inni

    Zespół Acquavella doszedł do wniosku, że „według przeprowadzonej przez nas oceny wagi dowodów tylko jedno badanie dotyczące gifosatu zasługuje na najwyższą wagę, podczas gdy do pozostałych można wnieść tak wiele zastrzeżeń, że nie mogą być brane pod uwagę.” Acquavella argumentował: „Nasze wnioski odnośnie chłoniaka nieziarniczego różnią się od wniosków IARC, ponieważ uznaliśmy, że brak zachorowań na ten rodzaj nowotworu w badaniu Agricultural Health Study (AHS) jest bardziej przekonujący niż zebrane wyniki z badań kliniczno-kontrolnych z charakterystycznymi dla nich ograniczeniami.”
    AHS jest badaniem kohortowym, w którym po wybraniu uczestników obserwuje się ich przez wiele lat pod kątem ewentualnego zachorowania na raka. Zaś badania kliniczno-kontrolne sprawdzają na podstawie wywiadów i ankiet, czy chorzy na raka mogli mieć styczność z daną substancją przed wystąpieniem choroby.
    Badanie AHS, co przyznaje nawet zespół Acquavella, miał kilka poważnych ograniczeń: „zbyt krótki czas obserwacji wynoszący średnio 6,7 lat, w którym rak mógł nie wyjść z fazy uśpienia; niewielka ilość zachorowań na chłoniaka nieziarniczego oraz wysokie prawdopodobieństwo błędnej klasyfikacji czynnika rakotwórczego w kilku analizach.”Z drugiej strony Acquavella odrzucił wszystkie badania kliniczne ze względu na ograniczenia, które zwykle charakteryzują tego typu badania. Trzeba wiedzieć, że trzy z nich otrzymały wysoką i średnią ocenę od amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska. Wszystkie one wskazywały na znacząco wyższe prawdopodobieństwo zachorowania na chłoniaka nieziarnistego w związku z ekspozycją na glifosat. Dla dwóch z nich dowiedziono istnienie związku przyczynowo-skutkowego.
    Co więcej, w opublikowanej ostatnio metaanalizie sfinansowanej przez Monsanto, potwierdzono istnienie związku między glifosatem a chłoniakiem nieziarnistym w pięciu na sześć analizowanych badań. Jednak zespół Acquavella i te wyniki odrzuca, skoro AHS przeczy takiej tezie to widocznie nie jest ona według Acquavella prawdziwa.
  5. Twierdzić, że przeanalizowało się wszystkie fakty, lecz nie ujawniać tych niewygodnych
    publikacja z 2016, Williams i inni Zespół Williamsa twierdzi, że „przeanalizował wszystkie dostępne dane naukowe, w tym wyniki niepublikowanych raportów, z których część dostarczono do instytucji wydających zgody na stosowanie glifosatu.” Czyli byli oni dokładniejsi niż Światowa Organizacja Zdrowia. Czy aby na pewno?Williams zlekceważył zaobserwowany wzrost zachorowalności na chłoniaka złośliwego u samców myszy, którym podawano glifosat oraz związek tych danych z badaniami kliniczno-kontrolnymi, w których stwierdzono zachorowania na ten sam rodzaj nowotworu (chłoniaka nieziarnistego) u ludzi narażonych na kontakt z glifosatem. Wyniki te były ważne, ponieważ potwierdzały one istnienie związku między zachorowalnością na raka a glifosatem we wszystkich pięciu przeprowadzonych pod tym kątem badań, a w trzech wzrost zachorowań był znaczący. Te badania stanowią najbardziej przekonujący dowód na rakotwórcze działanie glifosatu na zwierzęta laboratoryjne. Przemilczając je Williams dał sobie zielone światło by stwierdzić, że „glifosat nie powoduje raka u zwierząt laboratoryjnych.”
  6. Sprawić, by argument wyglądał jak naukowy poprzez odniesienie się do literatury recenzowanej, ale wywróć dowody do góry nogami
    publikacja z 2012, Williams i inni W tej publikacji zespół Williamsa podjął się przeprowadzenia „krytycznej analizy” wpływu glifosatu na rozwój i rozrodczość zwierząt i ludzi. Jednym z badań skrytykowanych przez Williamsa było doświadczenie przeprowadzone przez zespół Beureta, który zaobserwował po podaniu glifosatu wzrost peroksydacji lipidów (czyli utlenianie tłuszczów, które prowadzi do zniszczenia komórki) w wątrobie szczurów ciężarnych i ich płodów. Ponieważ szczury spożywające glifosat jadły mniej niż te z grupy kontrolnej, Williams podważył zasadność tej obserwacji cytują literaturę naukową: „ograniczenia w diecie mogą wpływać na peroksydację lipidów i poziom aktywności peroksydazy glutationowej”. Stąd, według niego „nie wiadomo, czy zaobserwowane procesy wynikały z podania szczurom glifosatu czy ograniczonej ilości spożywanego przez nich jedzenia.” W tym wszystkim Williams zapomniał jednak wspomnieć, że artykuły naukowe mówią, że przy mniejszej ilości spożywanego pokarmu proces peroksydazy lipidów spowalnia. Innymi słowy, jeśli grupa kontrolna spożywałaby tak samo niewiele jedzenia co gryzonie, którym podawano glifosat, to różnica w stopniu peroksydazy lipidów byłaby jeszcze większa.
  7. Przekręcać wnioski z wyników badań porównując jabłka do pomarańczy
    publikacja z 2016, Williams i inni Na podstawie przeanalizowanych wyników 8 badań Williams sformułował wniosek, że: „częstotliwość zachorowań na nowotwory nie wskazała istnienia jasnego i spójnego wzoru, ani patrząc przez pryzmat danej dawki ani danego pojedynczego badania. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że zachorowalność na nowotwory w tych badaniach była przypadkowa.”
    Tym razem Williams przemilcza fakt, że w tych 8 różnych badaniach wykorzystano szczury o dużym zróżnicowaniu genetycznym. Oczywistym jest, że mogły one różnie zareagować na podawany im glifosat. Chodzi o to, że porównanie ilości zachorowań pomiędzy różnymi szczepami szczurów jest jak porównywanie wyników treningu koni pociągowych i wyścigowych i wyciągnięcie wniosku, że nie wiadomo, czy metoda treningu działa. W rzeczywistości istnieją nawet różnice w reakcji między podszczepami gryzoni urodzonymi w różnych laboratoriach. Stąd, porównywanie z różnych eksperymentów szczurów o różnym pochodzeniu genetycznym powoduje tylko bałagan w tych danych, a w przypadku glifosatu – pozwala ukryć jego szkodliwe działanie. Dobrą praktyką w kwestii robienia bezpośrednich porównań między różnymi eksperymentami jest ograniczanie wyników do tego samego szczepu i tego samego laboratorium. Różna częstotliwość zachorowań na raka w badaniach analizowanych przez Williamsa nie jest zatem dowodem na brak zależności między glifosatem a nowotworem, lecz dowodem na genetyczną różnorodność zwierząt wykorzystanych w tych badaniach. Nie może też być podstawą uznania zachorowań na raka za przypadkowe i niezależne od kontaktu z glifosatem, tak jak to zrobił zespół Williamsa. 
  8. Unikać prawdziwej naukowej debaty poprzez nie podanie źródeł
    publikacja z 2016, Brusick i inni Podczas gdy wiadomym jest, że stres oksydacyjny sam z siebie może być genotoksyczny, to pojawia się on także w wewnątrzkomórkowych i molekularnych procesach, które mogą być rakotwórcze, ale nie są genotoksyczne. IARC uznała zarówno stres oksydacyjny jak i genotoksyczność za mechanizmy mogące prowadzić do raka. Według agencji istnieją silne dowody na to, że glifosat wywołuje oba te stany. Jednak zespół Brusicka ma odmienne na ten temat zdanie wskazując, że „dowody na stres oksydacyjny jako mechanizmu rakotwórczego są nieprzekonywujące.” Tym właśnie ogólnym stwierdzeniem Bruisick pozbył się problemu związku glifosatu ze stresem oksydacyjnym. Jednocześnie nie przytoczył on żadnych argumentów potwierdzających jego opinię.
    Zaprzeczenie Brusicka, że stres oksydacyjny jest mechanizmem kancerogennym stoi w opozycji do stanowiska wielu naukowców, którzy badali tą kwestię w ostatnich latach.

Z powyższego wyłania się obraz świata nauki, który manipuluje i fałszuje dane tylko po to, by wykonać opłacone przez przemysł zadanie. W tym przypadku autorzy publikacji finansowanych przez producentów pestycydów zarzucali IARC błędną ocenę, której przyczyna miała leżeć głównie w wybiórczym podejściu do danych, choć agencja ta ma jasne i czytelne zasady dotyczące tej kwestii. Jednocześnie badacze opłacani przez przemysł sami wybierali tylko te wyniki badań, które potwierdzały bezpieczeństwo stosowania glifosatu. Nietrudno sobie wyobrazić kim są ludzie, którzy tak łatwo sprzedają swój tytuł naukowy – w kolejnym artykule dowiemy się, że są wśród nich i obrońcy azbestu i teorii o nieszkodliwości palenia tytoniu. Ale to, co powinno zwrócić nasza szczególną uwagę to fakt, że instytucjom wydającym zezwolenia na stosowanie glifosatu – ani powiązania tych ludzi z przemysłem, ani jakość publikowanych przez nich artykułów nie przeszkadza. Ba, to właśnie powołując się na nich instytucje te wydają kolejne zezwolenia na stosowanie tej zabójczej dla nas i dla środowiska substancji.

 

Źródło: xebola


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(3 głosów)



Ostatnio zmieniany Środa, 19 kwiecień 2017 11:48
alexjones.pl NWO GMO Monsanto Papers – Część 2. Jak manipulować wynikami badań, by czarne okazało się… białe!