Font Size

Czcionka
alexjones.pl NWO Inwigilacja Zakazany marketing
Kategoria: Inwigilacja   Sobota, 24 marzec 2018 08:10 Autor: Andreas

Zakazany marketing

Zakazany marketing g4ll4is/Flickr/CC BYSA 2.0

To nie był dobry tydzień dla brokerów danych. Na co dzień korzystają z tego, że ich model biznesowy pozwala na działanie w cieniu: dyskretne zaciąganie naszych danych z aplikacji mobilnych czy stron internetowych. Są w stanie tworzyć i komercjalizować wartościowe profile właśnie dlatego, że nie patrzymy im na ręce. Korzystają na naszej bierności i tych wszystkich regulaminach, które akceptujemy bez czytania. Aż do momentu, kiedy zasłona opada i przychodzi zdziwienie: na jakiej podstawie firma, o której nic nie wiem, wie o mnie tak dużo? Zarówno polski Selectivv, jak i amerykańska Cambridge Analytica korzystały z tego samego mechanizmu „zaciągania” danych z aplikacji mobilnych. Społeczna reakcja na ich działania pokazuje, że ten model już się kończy.

Przy okazji poruszenia wywołanego pierwszą nie-handlową niedzielą, wielu Polaków zdziwiło się, czytając w mediach, że firma Selectivv wie, czy tego dnia wędrowali beztrosko po parku czy stali w kolejce na stacji benzynowej, bo zapomnieli wcześniej zrobić zakupy. Ale to drobiazg wobec emocji 50 mln. angielskojęzycznych użytkowników Facebooka, którzy musieli się zmierzyć z tym, że dwa lata wcześniej ich dane (zaciągnięte przez aplikację thisisyourdigitallife) zasiliły bazy firmy Cambridge Analytica i ciężko pracowały na sukces wyborczy Donalda Trumpa.

Zgoda, której nie było

Obie firmy powołują się na formalną zgodę użytkowników aplikacji mobilnych, która była zaszyta w ich regulaminach. Argumentują, że wszystko jest w porządku, bo przecież klient zaakceptował warunki. Cóż z tego, że nie całkiem uczciwe (dlaczego aplikacja, której jedynym zadaniem jest obsługa latarki albo dostarczenie rozrywki na telefonie chce znać naszą lokalizację?) albo – jak w przypadku aplikacji thisisyourdigitallife – pozwalające zaciągać dane znajomych osób, które aplikację zainstalowały. To jedno wielkie nieporozumienie, bo tak naprawdę nikt nas o zgodę nie pyta, ani nie informuje o celach, w jakich sięga po dane i możliwych konsekwencjach (np. o tym, że nasza lokalizacja zostanie wykorzystana do serwowania nam stargetowanej reklamy).

Wyciąganie danych „tylnymi drzwiami” z aplikacji mobilnych już dziś jest niezgodne z polskimi standardami

Nasze poczucie zagubienia, a nawet oszukania, jest tym bardziej uzasadnione, że wymuszanie formalnej zgody na przetwarzanie danych w regulaminie albo na etapie instalowania aplikacji jest (już dziś!) niezgodne z polskimi standardami. Spytacie: skoro tak, to dlaczego te praktyki są tak powszechne? Otóż większość mobilnych aplikacji zainstalowanych na naszych telefonach nie jest zarejestrowana w Polsce i nie musi przestrzegać naszego prawa. Pomiędzy nami, a firmą taką jak Selectivv – która świadczy usługi w Polsce i działa legalnie – jest zatem rzesza podmiotów, które wymykają się naszej jurysdykcji i dopuszczają praktyki, które w Polsce byłyby nielegalne.

RODO zamyka brokerom „tylne drzwi”

Od maja, wraz z wejściem w życie RODO, każda aplikacja, która śledzi nasze zachowanie i przetwarza jakiekolwiek dane na nasz temat, będzie musiała przestrzegać europejskich standardów. A więc zmienią się nie tyle zasady gry – bo te już dziś w Polsce i w całej Unii Europejskiej są dość restrykcyjne – co reguły określające, jakie prawo stosuje się do działania rozmaitych aplikacji. W praktyce przekazywanie naszych danych osobowych innym firmom w celach marketingowych (np. brokerom danych, którzy agregują dane z różnych źródeł i tworzą własne profile) będzie wymagało naszej świadomej, poinformowanej zgody.

Nie ważne, czy w naszym profilu jest imię i nazwisko – ważne, czy można go do nas przypisać

Oczywiście, można się spodziewać, wiele firm będzie się starało nagiąć interpretację prawa do własnych potrzeb. Na przykład Selectivv utrzymuje, że posługuje się danymi zanonimizowanymi, i dlatego nie musi nikogo pytać o zgodę na ich wykorzystanie. Bardzo możliwe, że analizy pokazujące gdzie Polacy spędzali czas w niedzielę wolną od handlu, rzeczywiście powstawały w oparciu o zanonimizowane dane. Ale już trudno sobie wyobrazić, że serwowanie sprofilowanej reklamy na telefon (a takie usługi świadczy ta firma) odbywa się inaczej, niż w oparciu o unikatowy numer użytkownika. Jeśli zatem Selectivv posługuje się jakimikolwiek identyfikatorami przypisanymi do osób lub telefonów, przetwarza dane osobowe. Nie ważne, że w tym profilu nie ma naszego imienia, nazwiska czy adresu. Ważne, że profil marketingowy jest przypisany do urządzenia, które nosimy w kieszeni. To jest realna ingerencja w naszą prywatność.

Ochrona, jakiej oczekujemy

Reakcje społeczne na działania brokerów danych – czy to śledzących naszą lokalizację w celach marketingowych (przypadek Selectivv), czy odtwarzających profil psychologiczny z Facebookowych lajków (przypadek Cambridge Analytica) pokazuje, że nie akceptujemy takiego modelu komercjalizacji naszych danych. A więc europejski ustawodawca miał rację, zmieniając zasady gry i wymuszając na wszystkich firmach, które chciałyby śledzić nasze zachowanie w sieci (bez względu na ich siedzibę czy ulokowanie serwerów) przestawienie się na model opt in. Zgodnie z nim, firma, o której nigdy nie słyszeliśmy i z którą nie mamy jeszcze żadnej relacji, nie będzie mogła tak po prostu sięgnąć po dane z naszego telefonu ani ich przetwarzać w swoich celach. Najpierw będzie musiała się przedstawić i spytać, czy może.

Katarzyna Szymielewicz



Źródło: Fundacja Panoptykon


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(5 głosów)



Artykuły powiązane

Ostatnio zmieniany Piątek, 23 marzec 2018 23:30