Font Size

Czcionka
alexjones.pl NWO Kartel farmaceutyczny Znachor w akcji - prof. Stanisław Czachorowski.
Kategoria: Kartel farmaceutyczny   Wtorek, 28 listopad 2017 11:57 Autor:

Znachor w akcji - prof. Stanisław Czachorowski.

Wielka farmacja Wielka farmacja Bart HeirdFlickrCC BY-NC-ND 2.0

Z cyklu: „P-255, państwo istnieje formalnie” - dr J. Jaśkowski

100% społeczeństwa w Polsce posiadło umiejętność czytania i pisania
98% nie wie zupełnie w jakim celu.

Przepraszam, że tak długo czekałem z ustosunkowaniem się do pisma p. prof. St. Czachorowskiego, będącego odpowiedzią na mój tekst z 18 listopada 2017 r., odnośnie decyzji PT Rektora UWM, która dotyczyła zakazu użyczenia sali wykładowej na spotkanie ze mną. Niestety, doba ma tylko 24 godziny i nie wszystko udaje się przeprowadzić od razu.

Ad rem.

Pismo p. prof. St. Czachorowskiego potwierdza wyniki badań instytucji warszawskiej, że tylko jeden promil społeczeństwa rozumie mowę pisaną. Pan prof. St. Czachorowski bez wątpienia mieści się w grupie zdecydowanej większości. Jego pismo potwierdza także eksperyment przeprowadzony przez błazna króla Zygmunta - Stańczyka, że najwięcej w Polsce mamy znachorów.

Aby nie być znowu o coś posądzonym, poniżej przytaczam encyklopedyczną definicję pojęcia znachor:

Znachor – osoba prowadząca praktykę medyczną, lub paramedyczną, bez oficjalnych kwalifikacji. Dawniej znachorem nazywano ulicznego sprzedawcę rzekomych „leków”.

Jak Państwo wiecie, w Polsce obowiązują jakieś ustawy i przepisy, przynajmniej teoretycznie. Takimi ustawami regulowana jest sprawa leczenia ludzi. Wszelkie problemy, wynikające z kontaktów lekarz - pacjent oraz sprawy leczenia reguluje ustawa z dnia 05 grudnia 1996 roku. Odpowiednie przepisy mówią wprost:

Art. 2. 1. Wykonywanie zawodu lekarza polega na udzielaniu przez osobę posiadającą wymagane kwalifikacje, potwierdzone odpowiednimi dokumentami, świadczeń zdrowotnych, w szczególności: badaniu stanu zdrowia, rozpoznawaniu chorób i zapobieganiu im, leczeniu i rehabilitacji chorych, udzielaniu porad lekarskich, a także wydawaniu opinii i orzeczeń lekarskich.

Dyplom lekarza wydany przez polską szkołę wyższą, potwierdza ukończenie co najmniej sześcioletnich studiów na kierunku lekarskim, obejmujących co najmniej 5500 godzin dydaktycznych zajęć teoretycznych i praktycznych, w tym dwusemestralne, praktyczne nauczanie w dziedzinach klinicznych na 6 roku studiów. Wszystko to znajduje się w Dz.U. 1997 Nr 28 poz. 152 USTAWA. Innymi słowy, każdy kto nie mieści się w tej ustawie, jest znachorem.

P. prof. St.Czachorowski sam przyznaje w swoim piśmie, że żadnych prac z omawianego tematu nie popełnił, co nie przeszkadza mu stroić się w togę Katona i ustalać, co jest nauką, a co pseudonauką. Generalnie na tym można by zakończyć odpowiedź p. prof. Czachorowskiego, ponieważ ze znachorami trudno dyskutować, ale skoro już zacząłem, to ustosunkuję się do kilku tematów przez niego poruszonych.

W szczególności interesujący jest problem: co nazywamy współczesną wiedzą i jak trudno szukać rzetelnych informacji.

Mamy prawdziwy zalew rozmaitego rodzaju artykułów i artykulików, ale od prawie 30 lat nie mamy polskich czasopism naukowych. Przypomnę, jeszcze w stanie wojennym mieliśmy 2000 czasopism, z nakładem sięgającym 10 milionów egzemplarzy. Obecnie mamy tylko polskojęzyczne czasopisma zachodnich koncernów. Nie trzeba nikogo przekonywać, że ich rolą jest tresura mniej wartościowego tubylczego ludka [St.Michalkiewicz], a nie rzetelna informacja naukowa.

Niestety, ten okres od 1989 roku skutecznie został wykorzystany przez owe koncerny do indoktrynacji. Dowodem tego jest właśnie pismo prof. St.Czacorowskiego. Jest to typowe logorrhoe.

Przykłady?

Proszę bardzo, pierwszy z brzegu.

Prof. St. Czochorowski poświęcił sporą część swojego pisma trudnościom w uzyskaniu informacji o nagrodzie, jaką wyznaczył senator Kennedy. Już ten akapit świadczy o nieznajomości podstawowego warsztatu naukowego. Zamiast bowiem tracić czas na oglądanie interntowych witryn, wystarczyło wejść na stronę Senatu USA I BEZPOŚREDNIO ZAPYTAĆ SIĘ P. SENATORA KENNEDIEGO o warunki uzyskania owej nagrody. Przecież to takie proste, szczególnie w sytuacji, kiedy badania oxfordzkie wykazały, że ponad 90 % witryn w krajach Europy Środkowej jest, nazwijmy to krótko, ”sponsorowana”. Jeżeli natomiast, jak twierdzi, szczepionki są „pozytywne” dla ludności, to na pewno zna piśmiennictwo naukowe, które to potwierdza. Przecież nikt nie posądza p. profesora St. Czachorowskiego o konfabulacje. Przecież z pewnością nie twierdzi gołosłownie, że szczepionki to samo dobro, a każdy, który twierdzi inaczej, jest reprezentantem pseudonauki.

Innymi słowy, wystarczyłby jeden e-mail do senatora Kennediego i 100 000 dolarów byłoby na koncie. Przecież sam napisał, że udowodnienie nie jest trudne w oparciu o istniejące piśmiennictwo. Zamiast tego, mamy strony dywagacji, jaka to mieszanina rozmaitych tekstów znajduje się w internecie.

A przecież powinien znać orzeczenie Sądu Najwyższego Niemiec, że do dnia dzisiejszego nie udowodniono istnienia wirusa ODRY. Czyli zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy pisze się rozmaite bere bere, a inaczej, kiedy niezależny sąd ocenia owe wypociny. I proszę zauważyć, pomimo, że od owego orzeczenia minęły już chyba 2 lata, w Polsce nadal przymusza się dzieci i straszy karami rodziców, którzy odmawiają szczepień MMR. I tutaj biolog nie protestuje przeciwko szarlatanerii i pseudonauce, wzmocnionej przepisami administracyjnymi.

Ot, takie sobie dowolne pojmowanie, co jest nauką, a co nie. Ten sposób prezentowania wiedzy jest jednoznacznym dowodem....celowości pisma. Trzeba było coś napisać, byle długo i mętnie. Prof. St. Czachorowski dowartościowuje siebie pomawiając, że nazwałem go HUNWEjBINEM. I pomimo, że przytacza za Wikipedią definicję tego pojęcia, to ponownie nie rozumie treści pisanej. Definicja mówi wyraźnie o organizacji młodzieżowej. Trudno p. St. Czachorowskiego, pomimo najlepszych chęci, zaliczać do młodzieży. Co prawda, w komunizmie do młodzieżowych działaczy zaliczano nawet 35-latkow, ale p. prof. Czachorowski i ten wiek już przekroczył.

Pisząc swoje uwagi do LISTU STUDENTÓW, nie miałem zielonego pojęcia, że podpisuje się pod nim profesor uczelni. Niby skąd mogłem wiedzieć, że to jest tylko „pomoc” nieznanym z nazwiska studentom. Generalnie w Polsce to raczej przeciwnicy szczepień są zastraszani i karani, nie odwrotnie. Tak więc bajdurzenia prof. St. Czachorowskiego o zastraszaniu autorów tego listu, nieznanych z nazwiska, można między bajki włożyć. Niby kto  miałby ich zastraszać, skoro nazwiska były nieujawnione?

Podobnie tłumaczenie się, że jego nazwisko pod listem było związane z faktem, że jest adminem strony, jest mało poważne. Admin strony nie podpisuje się pod cudzym listem, tylko podaje informacje, kto jest autorem, ewentualnie wyjaśnia, dlaczego taki list zamieścił na swojej stronie. Nic takiego pod owym pismem się nie znajdowało. Trudno więc przyjmować dobre chęci udzielenia pomocy bliżej niezidentyfikowanym studentom p. prof. Czachorowskiego, jako obiektywny fakt. O wiele bardziej prawdopodobne jest to, że to on był inicjatorem owego pisma.

Jest to więc kolejny przykład braku elementarnej logiki w piśmie prof. St. Czachorowskiego. Jak mówi przysłowie, nic tak nie plami jak atrament. Tak więc insynuacje, że użycie pojęcia „hunwejbini” miało Go obrażać, jest niczym nieusprawiedliwioną insynuacją, jedną z wielu w owym piśmie. Pojęcia „hunwejbini” użyłem w kontekście wymuszania przez studentów zakresu tematów poruszanych na Uniwersytecie. Jest to bowiem dokładne powtórzenie lat 50., kiedy to Kuroń i Michnik organizowali bandy ZMP, szkalujące wykładowców i niewpuszczające ich do uczelni.

Zresztą nie tylko w latach 50. tak bywało. Pamiętam jeszcze w 1972 roku słynną sprawę p. prof. Groszkowskiego, z-ca członka Rady Państwa, którego także, po udowodnieniu przez niego plagiatu działacza partyjnego, zasypano kilkoma tonami piasku w domu. I to robili „znajomi” p. prof. Czachorowskiego w rodzaju p. Michnika, jak podaje jeden z wpisowiczów.

Zupełnie żenujące  jest zdanie: „głoszone treści antynaukowe, w tym antyszczepionkowców, to także podwójne zagrożenie dla całego społeczeństwa...[ i dalej] zagrożenie epidemiologiczne dla całego społeczeństwa. Obowiązkowe szczepienia dotyczą groźnych chorób, mogących spowodować epidmie.......jeżeli liczba osób niezaszczepionych wyraźnie wzrośnie, wtedy groźba epidemii staje się coraz bardziej realna. Masowe zachorowania… [i dalej] To może zagrażać bezpieczeństwu całego narodu, czy państwa. Sprawa jest bardzo poważna....”

Szkoda czasu na przepisywanie podobnych bredni. Wyraźnie uwidacznia się niewiedza p. prof. St. Czachorowskiego. Gdyby znał chociaż w stopniu minimalnym zarys epidemiologii, lub historii medycyny, to wiedziałby ten biedny inaczej człowiek, że już doświadczenia epidemii z 1871 roku w Anglii udowodniły, że  to WŁAŚNIE SZCZEPIENIA SĄ PRZYCZYNĄ EPIDEMII.

Wiedziałby, że w krajach najbardziej wszczepionych, np. Japonii, śmiertelność była dużo większa, aniżeli w krajach, w których szczepień nie było. Przykładowo w Niemczech, po szczepieniach w 1942/43 roku zmarło 242 000 dzieci. Niemcy sami zabili więcej istnień ludzkich, aniżeli stracili żołnierzy pod Stalingradem. Gruźlica o wiele wcześniej zniknęła w USA, gdzie nie było szczepień, aniżeli w Anglii, gdzie szczepienia były. Polio, które bez szczepień atakowało ok. 200 dzieci w Indiach, po szczepieniach w 2011/12 epidemia osiągnęła liczby 61 700 chorych.

Proszę także zauważyć, że zasłanianie się wakcynologów odpornością stada, nie znajduje żadnego potwierdzenia w faktach. Wyraźnie jest to widoczne w poniższej tabeli.

http://apps.who.int/immunization_monitoring/en/globalsummary/timeseries/tscoveragemcv.htm

Takie kraje jak, Austria, czy Francja, mające wyszczepialność na poziomie odpowiednio 40%  i  35%, wcale nie mają problemów np. z odrą. Akcja przymusu szczepień przeciwko odrze rozpętała się we wszystkich krajach tzw. bloku socjalistycznego. Ale są rządy, które dbają o swoich wyborców. Przykładem takim jest Kazachstan.

26 lutego 2015
Farangis Najibullah i Saniya Toyken

Ministerstwo Zdrowia Kazachstanu starało się uspokoić rodziców o szczepionkach używanych, zauważając, że zostały one potwierdzone przez Światową Organizację Zdrowia. Kazachstan wstrzymał ogólnokrajową kampanię szczepień przeciwko odrze dla nastolatków, kiedy ponad 100 uczniów zachorowało po otrzymaniu szczepienia.

Volume 85, Issue 4, July–August 2010, Pages 360–370

Po wprowadzeniu przymusu szczepień nastąpił wzrost zachorowań  o 200 %

• W 1975 roku zachorowało bowiem aż 146 930 dzieci, a zmarło 61 dzieci.

• w 1977 roku zachorowało na odrę 44040 dzieci i zmarło 22,

• w 1978 roku zachorowało 84073, a zmarło 37,

• w 1982 roku zachorowało 7620, zmarło 2 dzieci,

• w 1984 roku zachorowało 54 403, zmarło 16 [nowy rodzaj szczepionki?] wzrost zachorowań 800%,

• w 1989 roku zachorowało 7225, ani jedno dziecko nie zmarło,

• w 1990 roku zachorowało 56 471, zmarło 12 [nowy rodzaj szczepionki?] wzrost 800%

• w 1992 roku zachorowało 3695 dzieci, zgonów nie zanotowano,

• w 2006 roku odnotowano zachorowań 120,

• w 2007 roku odnotowano zachorowań  140.

 
Jak widać, są to ogólnie dostępne dane. Powinno się je jednak znać przed przystąpieniem do dyskusji. No, ale co Znachor może o tym wiedzieć?

Proszę zauważyć, że p. prof. St. Czachorowski nie ustosunkował się do żadnej z kilkunastu prac, które podałem, w poprzednim artykule, a które jak najbardziej naukowe instytucje opracowały. Zamiast tego mamy stek przymiotników.

Co do dywagacji p. Czachorowskiego na temat faktów i faktoidów, to przed przystąpieniem do pisania trzeba było zapoznać się z odpowiednią literaturą. Długoletni Redaktor Naczelny „The Lancet” podaje wprost, że ponad 50 % prac publikowanych w renomowanych czasopismach jest fałszywych. Wieloletnia Redaktor Naczelna BMJ już w latach 90. ubiegłego wieku podawała do publicznej wiadomości, że nie można znaleźć recenzenta prac naukowych, na którego zgadzałby się przemysł, czyli nie umoczonego. Czyli, od lat wiadomo, że o publikacji decyduje dział marketingu, a nie jakość pracy.

„Nasz” Znachor jeszcze tej wiedzy nie posiada. Z jednej strony żongluje rzekomymi faktami, a z drugiej nie potrafi podać żadnej pracy na potwierdzenie swoich tez. Biedni studenci, którzy muszą wysłuchiwać takich wykładów i są poddawani takiej tresurze.

Co do oceny moich publikacji, śmiem wątpić, czy zapoznał się chociaż z jedną, ponieważ moje prace były w dobie sprzed internetu i musiałby udać się do biblioteki. Czas, w jakim pojawiło się jego pismo, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, wyklucza taką możliwość. Przecież nie miał czasu zapoznać się nawet z podanymi przeze mnie pracami.

Artykuły natomiast prezentowane w internecie są tylko i wyłącznie udostępnianiem publikacji naukowych, dziwnym trafem, nieprezentowanych w Polsce. Pod każdą moją publikacją znajduje się odpowiednie piśmiennictwo. Jeżeli piśmiennictwa nie ma, to już wina admina skracającego tekst. W związku z licznymi kopiami moich artykułów na rozmaite strony internetowe, nie mam żadnej możliwości sprawdzania, czy piśmiennictwo także zostało skopiowane. Wyjaśniałem to już kilka lat temu.

Co do mojego zwieszenia przez Izbę Lekarską. Wyjaśniałem to już. Jest to typowy Sabat Czarownic, ponieważ Izba utajniła procedurę i powód mojego zawieszenia. Jeżeli nie chcą ujawnić powodów swojego postępowania, to czego się boją?! Typowy sąd kapturowy. Piszę o tym od kilku lat. Żaden z działaczy etatowych Izb Lekarskich nie ujawnił swoich powiązań z przemysłem farmaceutycznym.

Podobnie wyglądała sprawa nieudostępnienie sali przez Uczelnię. Jeżeli Uniwersytety mają za zadanie kontynuację dobrych 1000-letnich tradycji uniwersytetów katolickich, to powinny być nastawione na wymianę poglądów.

Jeżeli p. prof. St. Czachorowski twierdzi, że posiada naukowe dowody na potwierdzenie swoich dywagacji, to miał możliwość zaprezentowania ich na spotkaniu.

Tego nie zrobił!

Czego się bał?

I tak to jest, mamy prawdziwą epidemię tworzenia profesorów. Jest ich już 23 000, ale liczba wynalazków spadła do 150. W tym samy okresie np. Korea Płd. patentuje 14 000, a Niemcy 17 500 wynalazków.

Tłumaczy się p. prof. St. Czachorowskiego braniem udziału w studenckich konferencjach. Co prawda za moich czasów, to studenci brali udział w konferencjach naukowych, a nie odwrotnie.

Czasy, jak widać, się zmieniają.                                   

Słusznie zauważyła p. Falzman, że obecny maturzysta nie potrafi rozwiązać zadania ucznia dawniejszej szkoły podstawowej. I to wg p. prof. St. Czachorowskiego jest „nauka”?

Nic dodać nic ująć!

Gda.27.XI.2017 r.
J. Jaśkowski

były ekspert strony Solidarnościowej Okrągłego Stołu.
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(15 głosów)



Ostatnio zmieniany Środa, 29 listopad 2017 23:39
alexjones.pl NWO Kartel farmaceutyczny Znachor w akcji - prof. Stanisław Czachorowski.