Font Size

Czcionka
alexjones.pl NWO Kartel farmaceutyczny Wyroki sądowe w świetle oszustw „naukowych” - mammografia.
Kategoria: Kartel farmaceutyczny   Środa, 28 marzec 2018 13:44 Napisał

Wyroki sądowe w świetle oszustw „naukowych” - mammografia.

Wyroki sądowe w świetle oszustw „naukowych” - mammografia. Dr Jerzy Jaśkowski

Z cyklu: P-270 państwo istnieje formalnie” - dr. J. Jaśkowski

 
Przed paroma dniami podrzucono mi wyrok Sądu Najwyższego z dnia 08 lutego 2018 r. syg.akt SDO 114/17, dotyczący obwinionej lekarki M.K. na podstawie kodeksu Etyki Lekarskiej art. 57 ust.1. Naczelną Izbę Lekarską reprezentował nomen omen lek. med. psychiatra Grzegorz Wrona, znany z negatywnej roli w śmierci p. dr. Elżbiety Dąbrowskiej z Poznania.
http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/8048143,pediatra-szczepienia-to-rujnowanie-swojego-zdrowia,id,t.html

Przypomnę w skrócie: p. Grzegorz Wrona wsławił się tym, że zlecił przeprowadzenie badań psychiatrycznych p. dr n. medycznych Dąbrowskiej, z tego tylko powodu, że na antenie, publicznie podała w wątpliwość stosowanie przymusu szczepień i podała swoje spostrzeżenia, dotyczące powikłań po szczepieniach. W owym czasie p. dr Dąbrowska była już ciężko chora na nowotwór i  niestety, nie wytrzymała napięcia. Po tym fakcie p. lek med. psychiatra, Grzegorz Wrona awansował na Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Czyli wszystko jasne.
http://www.polishclub.org/2016/07/30/dr-jerzy-jaskowski-dziwne-zwyczaje-naczelnej-izby-lekarskiej/
http://www.polishclub.org/2016/07/20/dr-jerzy-jaskowski-7/
http://biotalerz.pl/dr-jerzy-jaskowski-osiem-najbardziej-szkodliwych-lekow-swiecie/

Sąd Najwyższy reprezentowali: SSN Andrzej Siuchniński jako przewodniczący, SSN Rafał Malarski jako sprawozdawca i SSN Eugeniusz Wildowicz. Proces, jak proces. Pan Grzegorz Wrona zarzucił p. dr M.K nienaukowe metody leczenia. W tym konkretnym przypadku nie jest ważne, o co chodziło, ale ważne jest to, co uważamy za naukowe metody leczenia. Sąd oparł się na opinii trzech biegłych dr. n.med I.K,. prof. dr. n.med K.B. i prof. dr. n.med Z.F.

Już sam fakt ukrycia nazwisk biegłych w uzasadnieniu wyroku budzi zdziwienie, ponieważ nie ma podstaw utajniania tego, na jakim piśmiennictwie oparli się biegli. Czy sami osobiście przeprowadzali owe badania i nie uzyskali potwierdzenia stosowanej metody, czy też zaufali komuś innemu. A jeżeli oparli na jakiś innych badaniach, to jakich? Przez kogo finansowanych? Niestety, w uzasadnieniu nie ma na ten temat ani słowa.

Jest jeszcze drugi problem. Czy to biegli ustalają wyrok, czy Sąd? Podpieranie się opiniami biegłych ma bardzo krótkie nogi. Jako długoletni biegły sądowy byłem nawet dziesiątym z kolei biegłym wykazującym luki w rozumowaniu  wcześniejszych opinii i ich podstawowe braki.

Kolejnym problemem jest fakt, że Sąd w Strassburgu już przed kilku laty orzekł, że kodeks Etyki Lekarskiej nie może być podstawą karania. Wyraźnie więc uwidacznia się dwoistość polskiego systemu prawnego. Jak nakładają na obywateli dodatkowe podatki, to zgodne są one z wyrokami Unii Europejskiej. Jak jednak podważają zyski Unii, to już nie wolno się na tych orzeczeniach opierać. Nie można przecież w żadnym przypadku posądzać PT Sędziów Sądu Najwyższego o nieznajomość obowiązujących w Unii zwanej Europejską orzeczeń prawnych.

Kolejnym problemem jest fakt opierania się na decyzji administracyjnej Naczelnej Rady Lekarskiej z dnia 06 listopada 2009 r. W wyniku tej decyzji  stwierdza się, że zabieg chelatowania jest metodą naukową, potwierdzoną tylko w przypadku leczenia zatruć metalami ciężkimi. Czyli że w innych sytuacjach nie wolno tej metody stosować.

I mamy kolejny problem. Naczelna Rada Lekarska jest organem administracyjnym, a nie naukowym. Naczelna Rada Lekarska może powołać zespół specjalistów, w celu przeprowadzenia odpowiednich badań, aby potwierdzić jakąś metodę, lub też nie. Nie posiada jednak żadnych uprawnień to decydowania, co jest nauką, a co nie jest. Nie jest to pierwszy przypadek nadużywania stanowisk służbowych do prywatnych celów. Piszę wyraźnie „prywatnych”, ponieważ członkowie Naczelnej rady Lekarskiej, pomimo minięcia już ponad 5 lat nie opublikowali swoich kontaktów z koncernami farmakologicznymi. Taki obowiązek spoczywał nawet na konsultantach medycznych. Nie ma potrzeby uzasadniania, że rola członków Rad Lekarskich jest istotna i to bardziej, aniżeli konsultantów. To przedstawiciele Rad wybierają konsultantów, a nie odwrotnie.

Proszę zauważyć: o tym, czy metoda jakaś tam stosowana jest w leczeniu, w tym konkretnym przypadku decyduje psychiatra, czyli przedstawiciel marginesu medycznego. Psychiatria do dnia dzisiejszego nie opracowała metod naukowych, potwierdzających choroby tzw. psychiczne. Cała teoria depresji i podobnych dolegliwości oparta na serotoninie jest funta kłaków warta, ale daje olbrzymi zysk koncernom farmaceutycznym. Przypomnę, że w latach 70/80 ubiegłego wieku psychiatrzy leczyli masy ludzi w Sowietach na chorobę zwaną schizofrenia bezobjawowa. I uważali, że to jest powód zamykania ludzi w odosobnieniu na wiele lat. Najdłużej siedział w Polsce obywatel jakieś 18 lat. Wszystko zgodnie z prawem.

W najnowszym wydaniu MAD V z 2005 stwierdza się, że „szoping”, czyli chodzenie po sklepach, także jest chorobą psychiczną. Stąd prosty wniosek, że można większość kobiet pod tym pretekstem zamknąć w psychiatryku.

Wracając do tematu, co nazywamy naukowo potwierdzonym dowodem medycznym? Oczywiście to, co jest opublikowane w piśmiennictwie medycznym. A kto jest właścicielem piśmiennictwa medycznego?Oczywiście, że właścicielami piśmiennictwa naukowego są koncerny farmaceutyczne, czyli City of London Corporations.

Przykładowo, do 1989 roku mieliśmy w Polsce ponad 2000 tytułów naukowych w 10 000 000 nakładzie. Potem dziwnym trafem zlikwidowano polskie piśmiennictwie naukowe, lub przejęły je korporacje farmakologiczne. Nawet najstarszy Polski Tygodnik Lekarski został w niewiadomy sposób przejęty przez znany koncern Merck, głównego producenta szczepionek, m.in. owej od autyzmu. W tej sytuacji dla każdego, chociaż trochę myślącego człowieka, staje się jasnym, że żadna praca naukowa krytykująca przymus stosowania szczepionek, nie może się ukazać w polskojęzycznym czasopiśmie medycznym.

Dla każdego myślącego, z wyjątkiem, jak się okazuje, panów sędziów.

Dodatkowo trzeba podkreślić, że aż 2460 tytułów naukowych posiada wydawnictwo założone w 1954 roku przez CIA, to jest Elsevier. Innymi słowy, zlikwidowano całkowicie możliwość dzielenia się wiedzą, wszystkim lekarzom w Polsce.

Dlatego właśnie wprowadzono procedury i tresurę Robotów Biologicznych.

Co nazywamy nauką? Jest to bardzo ważne pytanie, jak wyraźnie wynika z przytoczonego postępowania sądowego. Mówiąc wprost, według w/w orzeczenia nauką jest to, co drukuje się w biuletynach reklamowych firm farmaceutycznych.

To jak się odnieść do stwierdzenia:
„Główną, jeżeli nie jedyną, przyczyną potwornego wzrostu występowania raka były szczepienia”.
Słowa te wypowiedział p. dr Robert Bell, wiceprezes Międzynarodowego Towarzystwa Badań nad Rakiem, British Cancer Hospital.

No i mamy problem.
Polski Kodeks Karny stwierdza, że każdy kto świadomie działa na szkodę ludzi, podlega karze więzienia, a jeżeli robi to z chęci zysku, to kara ulega zwiększeniu. Jak więc ocenić Wymiar Sprawiedliwości, kiedy to z jednej strony wiadomo, że rak, czyli choroba w zdecydowanej większości śmiertelna, spowodowana jest przez szczepionki, a  z drugiej strony, przymus szczepień wprowadzają określeni ludzie i nie są pociągani do odpowiedzialności?

Jak to jest, że ten rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, który ściga kogoś za niepopełniony czyn, z drugiej strony nie wszczyna postępowania wobec osób działających nie na szkodę jednej osoby, ale na szkodę 350 000 do 400 000 niemowlaków.

Jak to jest możliwe, że tzw. Rada Naczelna podejmuje „naukowe” decyzje, co jest dozwolone, a co nie jest, a jednocześnie nie przeprowadza badań nad szkodliwością, lub nie, przymusowo podawanych szczepionek w pierwszej dobie po urodzeniu.

Przypomnę:
jesteśmy razem z Bułgarią jedynymi państwami na świecie, które zezwoliły na eksperyment medyczny podawania szczepionki w pierwszej dobie, kiedy to nie ma żadnej możliwości zbadania stanu klinicznego dziecka! Dlaczego Wymiar Sprawiedliwości nie wszczyna postępowania z urzędu, w związku z wyrokiem Sądu Najwyższego Republiki Niemieckiej, a więc w Unii, stwierdzającym, że nie udowodniono istnienia wirusa odry?

Czyli mamy taką sytuację:
z jednej strony wyrok Sądu Najwyższego, że nie udowodniono istnienia wirusa odry, a z drugiej strony przymus do szczepień przeciwko odrze, w wydaniu polskich urzędników. Czysta schizofrenia i co ciekawe, „nasz” dzielny psychiatra Grzegorz Wrona nie widzi w tym nic dziwnego.

Słynna dieta dr Kwaśniewskiego wyprzedziła zmianę paradygmatu WHO na temat żywienia o dobre 20 lat. Dopiero w 2015 roku Światowa Organizacja Zdrowia potwierdziła oficjalnie, że jedzenie tłuszczy jest korzystne dla naszego organizmu, a jedzenie cukrów jest „be” i sprzyja miażdżycy. Opierając się na orzeczeniu w/w Panów, to do 2015 roku wszystkich, którzy stosowali dietę dr Kwaśniewskiego, należałoby karać, a po 2015 nagradzać. Logiczne, nieprawdaż? Tylko co to ma wspólnego z nauką?

Ale wracamy do tematu, a miało być także o mammografii i raku piersi.
Co nazywamy metodą naukową w temacie raka piersi? Otóż tresuje się adeptów sztuki Eskulapa, że rak piersi jest dziedziczny i zależy do kombinacji genów BRCA ½. Na podstawie tej reklamówki wzmocnionej szopką niejakiej Angeliny Jolie, masa kobiet daje sobie obcinać biusty.

Nie trzeba wyjaśniać, że jest to wprost kopalnia pieniędzy. Najpierw sama operacja kilkanaście tysięcy, potem oprotezowanie, potem naświetlanie i chemioterapia, zakup peruk itd. Jak to mówią starsi i mądrzejsi, interes ponad wszystko, interes musi się kręcić.

Tymczasem, oficjalnie publikowane w najbardziej reklamowanych czasopismach medycznych prace mówią coś zupełnie innego. Gen Śmiertelnego raka Piersi to MIT!!!

Potwierdzają to badania opublikowane w jednym z najstarszych czasopism medycznych, The Lancet Oncology. Praca pt. „Geneza mutacji BRCA i wyniki odległego przeżycia wolnego od wznowy pomiędzy pacjentami z mutacją BRCA 1 lub BRCA 2, a pacjentami bez tych mutacji po rozpoznaniu raka piersi”. Wnioski z pracy opartej na 10-letnich badaniach w 127 szpitalach Wielkiej Brytanii, kobiet od 18 do 40 roku życia wykazały, że nie ma różnicy w przeżyciu pomiędzy osobami z mutacją, jak i tymi bez mutacji.

Generalnie zmarło w badanym okresie 651 kobiet, ale przeżycie dwu, pięcio i dziesięcioletnie w obu grupach były podobne. Mało tego, okazało się, że kobiety z potrójnymi mutacjami mają faktycznie większe szanse na przeżycie, aniżeli te bez mutacji. Na otrzymane wyniki nie miał wpływu ani wskaźnik masy ciała, ani pochodzenie etniczne kobiet. Tak więc dzięki odpowiedniej reklamie, milionom kobiet na całym świecie niepotrzebnie obcinano biusty tylko i wyłącznie z powodu chęci zysku przedsiębiorstw medycznych.

Reasumując:
twierdzenie, że mutacja genu BRCA powoduje raka jest kolejnym przykładem mitycznego bytu, który wyrządza znaczne szkody kobietom, w imię rzekomego ratowania ich życia. Nie wspomnę tutaj o wyprowadzaniu setek milionów na operacje, chemioterapię i radioterapię z budżetu Służby Zdrowia, pod tym samym pretekstem ratowania życia. A cała historia oparta jest na wierzeniach onkologów, a nie na naukowych dowodach. I proszę się zastanowić, tzw. Rady Lekarskie, jakoś dziwnie ani w tej sprawie, ani w histerii wirusa odry, nie powołują się na naukowo potwierdzone fakty.

Wracając do mammografii:
otóż dowiedziono naukowo, ponad wszelką wątpliwość, że mammografia powoduje liczne skutki uboczne. Ostatnio znalazłem pracę w Annals of Family Medicine, zatytułowaną „Długoterminowe psychospołeczne konsekwencje fałszywie pozytywnej mammografii przesiewowej”, wysuwającą na pierwszy plan konsekwencje zaniżonej oceny programów badania piersi i bardzo trwały uraz, związany z fałszywie pozytywną diagnozą raka piersi.

Najczęściej występującymi objawami były:
• poczucie przygnębienia, „a może się omylili?”,
• niepokój co do dalszych losów,
• negatywny wpływ na zachowanie, „na niczym mi nie zależy”,
• negatywny wpływ na sen,
• stopień samokontroli piersi, częstotliwość,
• negatywny wpływ na seksualność,
• brak poczucia atrakcyjności,
• dalsze obawy o raka,
• wartości egzystencjalne,

Klątwa fałszywej diagnozy:
New England Journal of Medicine opublikował przełomowe badania, przeprowadzone na 6 milionach Szwedek w wieku 30 lat i starszych, wskazujące, że ryzyko samobójstwa u kobiet w pierwszym tygodniu po otrzymaniu informacji o raku, zarówno pozytywne, lub negatywnej, było 16 razy większe, a ryzyko zgonu związanego z sercem, 26.9 razy większe. Badania te jednoznacznie wskazują, że wszelkiej maści badania przesiewowe niosą za sobą wielkie ryzyko dla zdrowia, zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

New England Journal of Medicine opublikował również pracę wskazującą, że w USA ponad 1 300 000 kobiet, zostało błędnie zdiagnozowanych. Powoduje to niepotrzebne i szkodliwe operowanie, radioterapię i chemioterapię, u ponad 43 000 kobiet rocznie. Przenosząc to na warunki Polskie, szacunkowo ponad 5 000 kobiet jest okaleczanych rocznie. Mało tego. Udowodniono naukowo, że niskie dawki promieniowania rentgenowskiego powodują znacznie większe szkody zdrowotne, aniżeli wysokie.

Praca naukowa opublikowana w British Journal of Radiobiology w 2006 roku stwierdzała:
„Zwiększona skuteczność biologiczna promieniowania o niskiej energii, stanowi implikacje do badań mammograficznych. Rodzaj promieniowania stosowanego w mammografach jest znacznie bardziej rakotwórczy, aniżeli wcześniej sądzono”.

Ostatnie badania wykazały, że promieniowanie rentgenowskie stosowane w mammografii jest co najmniej czterokrotnie, a prawdopodobnie a sześciokrotnie bardziej skuteczne w powodowaniu uszkodzeń mutacyjnych, aniżeli promieniowanie o wyższej energii. Czyli mamografia jest sześciokrotnie bardziej szkodliwa aniżeli zwykły rentgen. Mało tego. Zarówno chemioterapia, jak i radioterapia zwiększają populację komórek macierzystych raka, które są źródłem złośliwienia i inwazyjności raka. Praca z 2017 roku American Cancer Society pokazuje, że nawet gdy promieniowanie zabija połowę komórek nowotworowych, komórki które przeżyły, stają się oporne na dalsze leczenie, znane jako indukowane komórki macierzyste raka sutka iBCSC i są nawet 30 razy bardziej podatne na rozwój nowotworu.

I znów problem. W Polsce nadal stosuje się mammografię, nawet po tym, gdy Szwajcarzy zabronili jej używania.

Widocznie Szwajcarzy wolą kobiety z piersiami. W Polsce bowiem nie tylko nie zabrania się stosowania tego procederu, ale przeznacza na takie rzekomo profilaktyczne badania pieniądze przymusowo zabierane podatnikowi.

I co w tej sytuacji powiedzieliby w/w Sędziowie?
Co jest naukowym faktem? Te „wypociny” zachodnich PT ekspertów Szwajcarskich, czy stanowiska polskiej Rady Lekarskiej, składającej się głównie z urzędników?

 
Ciekawe, czy owi trzej PT Panowie pomyśleli chociaż przez chwilę, że swoim orzeczeniem zlikwidowali rozwój medycyny, a przynajmniej zahamowali go na wiele lat. Przecież obecnie żaden lekarz nie będzie się starał opracować nowych sposobów leczenia, ponieważ zawsze może się zdarzyć nieuk w randze urzędnika i powiedzieć, że to jest nienaukowa metoda, ponieważ on jej nie zna. Miejmy nadzieję, że takie orzeczenia nie będą podstawą prawa w najbliższej przyszłości w Polsce. Bez wątpienia spowodują one wzrost zgonów zgodnych z procedurami. Przecież ten „głupi chory” nie chciał się dostosować do procedury, a „dobrzy” urzędnicy wymyślili przecież najlepszą procedurę dla niego i wzięli już za nią pieniądze.

Miejmy nadzieję, że owe orzeczenie nie było wydane z powodu nacisków z góry, a tylko z powodu niewiedzy.

Chociaż z drugiej strony? Jeżeli jesteśmy 52. stanem, eksploatowanym z siły roboczej i będącym poletkiem eksperymentalnym dla koncernów City, to kto wie? Przecież Pan Premier wyraźnie powiedział, że Polska jest własnością kogoś z zachodu. A takie orzeczenie potwierdza to w całej pełni. Wiemy więc już, dlaczego w przeszłości tępiono czarownice. Nic się nie zmieniło

 
Ps. Tylko dla ludzi myślących:
Zabronione stosowanie przez PT Sędziów i członków Rad Lekarskich.

Poniżej podaję nienaukowy w Polsce sposób na obniżenie poziomu cholesterolu i poprawę pracy serca. Otóż okazuje się, że zamiast zatruwać się statynami, masowo rozprowadzanymi przez kardiologów i narażać na demencję, utratę wzroku i ryzyko zawału mięśnia sercowego, lepiej wypijać lampkę czerwonego wina do obiadu. W czerwonym winie znajduje się związek zwany resweratrolem, który ma właściwości kardioprotekcyjne, hamuje lipoproteiny o małej gęstości, aktywuje wytwarzanie tlenku azotu, hamuje agregację płytek krwii. Wszystko to można znaleźć w pracy Cardiovascular Research Center, Unierrsity of Connectocult Healt Center.

 
Gda. 21.03.2018r.  
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(14 głosów)



alexjones.pl NWO Kartel farmaceutyczny Wyroki sądowe w świetle oszustw „naukowych” - mammografia.