Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Polityka polska "Polityka" migracyjna PISu – skrajna głupota czy zdrada?
Kategoria: Polityka polska   Sobota, 11 luty 2017 12:52 Napisał

"Polityka" migracyjna PISu – skrajna głupota czy zdrada?

Już około 1 miliona Ukraińców przebywa w Polsce (szacunkowe dane z różnych źrodeł, ponieważ panuje w tym zakresie taki "bajzel", że żaden urząd nie prowadzi dokładnego ich rejestru). Zdaniem rządzącej formacji, czyli PIS-u, to zdecydowanie za mało.

Na ubiegłorocznym Forum Ekonomicznym w Krynicy Mateusz Morawiecki zapowiedział szereg działań ułatwiających przyjazd Ukraińców (plus Białorusinów, Wietnamczyków...) do naszego kraju.

(http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/530416,morawiecki-sciagnie-do-pracy-w-polsce-bialorusinow-ukraincow-i-wietnamczykow.html)

I co więcej – zapowiedział wprowadzenie rozwiązań umożliwiających tym przybyszom, głównie jednak Ukraińcom, uzyskiwanie uprawnień do stałego pobytu, a nawet uzyskiwanie obywatelstwa.

Tzw. gospodarczy "plan" Morawieckiego to jedna wielka propagandowa lipa (ubrana w hasła narodowe i patriotyczne), jednak pod tą zasłoną podejmowane są bardzo konkretne działania, takie jak:

  1. zwiększanie obciążeń dla małych i średnich firm (czyli w przygniatającej wiekszości – dla polskich firm rodzinnych; przykładem składki na ZUS );

  2. pompowanie dziesiątków milionów złotych w zachodnie firmy, które łaskawie zgodziły się otworzyć na terenie naszego kraju montownie (w których wcale nierzadko zatrudniani są właśnie Ukraińcy);

  3. odkupowanie za miliardy (czyli tzw. "polonizowanie") tego, co zostało sprzedane za miliony (przykładem bank Pekao S.A. sprzedany przez rząd AWS, w skład ktorego wchodził "dawny PIS', czyli Porozumienie Centrum

    http://natemat.pl/126835,kupowali-lokalny-bank-w-biednym-kraju-dzis-pekao-to-wyjatkowo-zyskowna-czesc-wloskiego-unicredit )

 

Tak samo plan ściągnięcia do Polski miliona Ukraińców, a w rzeczywistości kilku milionów - ponieważ ci, którzy przyjadą do pracy, następnie, po ustabilizowaniu swego pobytu, ściągną swoje rodziny - jest przez rząd PISu realizowany z pełnym rozmachem.

W tym są nie tylko pomysły wprowadzenia różnorakich roziązań umożliwiajacych Ukraińcom pozostanie w Polsce na stałe, ale także pomysły obejmowania ich programami o charakterze socjalnym, między innymi, programem 500+.

 

To, rzecz jasna, spowoduje "boom demograficzny" w tej grupie narodowościowej. Zjawisko znane z Francji, gdzie rdzenni Francuzi sfinansowali ze swoich podatków lawinowy przyrost urodzeń w rodzinach muzułmańskich (W "nagrodę" Francuzi mają od półtora roku stan wyjątkowy, chociaż powinni zmienić jego nazwę, bo nic nie zapowiada jego zakończenia).

Obecnie przybysze ze Wschodu wykonują z reguły "proste" prace: w rolnictwie, w budownictwie, w gospodarstwach domowych, rzadziej w fabrykach.

To się jednak zmieni.

Na Polskich uczelniach studiuje już 26 tysięcy studentów z Ukrainy; jest to połowa z wszystkich studentów zagranicznych. Tylko w poprzednim roku ich liczba wzrosła o 2 tysiące.

(http://zwrot.cz/2015/05/rekordowa-liczba-obcokrajowcow-na-polskich-uczelniach/)

 

Wszystko wskazuje, że w następnych latach ten przyrost będzie jeszcze bardziej dynamiczny. A to za sprawą nowych, wprowadzanych własnie przez PIS, zasad finansowania uczelni wyższych.

(http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1004732,finansowanie-uczelni-studenci-zagraniczni.html)

 

Obecnie uczelnie na kształcenie jednego studenta Polaka dostają od 8 do 12 tys.zł rocznie, w zależności od kierunku. Od 1 stycznia 2017 roku za kształcenie obcokrajowca uczelnie dostaną tę kwotę pomożoną przez 3 (przy całym cyklu kształcenia) lub przez 2 (jeżeli pobyt obcokrajowca na uczelni obejmie tylko część studiów). Co ciekawe, uczelnie za wysłanie Polaka na studia zagraniczne nie dostaną ani grosza więcej (algorytm wynosi tu 1).

 

Z tych danych jasno wynika, że przy obecnej liczbie studentów z Ukrainy MY – Polacy będziemy ponosić na ich naukę nakłady wynoszące setki milionów złotych rocznie, a nakłady na naukę wszystkich studentów zagranicznych będą oscylować około 1 milarda złotych. I z każdym rokiem – jeśli te zasady finansowania uczelni nie zostaną zmienione – coraz wieksza część środków przeznaczonych w budźecie na szkolnictwo wyższe będzie szła własnie na taki cel.

 

Jakim prawem obecna ekipa tak szafuje NASZYMI pieniędzmi?

Czy spytała NAS, czy się na to godzimy?

A może wolelibyśmy przeznaczyć te pieniądze na stypendia dla naszych rodaków, z których wielu nie stać na studia?

Bo samo studiowanie może i jest bezpłatne w naszym kraju, ale absolutnie konieczne koszty związane z tym studiowaniem rzadko są niższe niż 1 tys. złotych (utrzymanie w dużym mieście, podręczniki itd.).

 

Oficjalne bezrobocie w naszym kraju wynosi obecnie 8,7% i rośnie. W grudniu 2016 roku było o 0,4% niższe.

(http://businessinsider.com.pl/finanse/stopa-bezrobocia-w-styczniu-2017-roku/958rr3b)

Jednak we wszystkich województwach na tzw. ścianie wschodniej, a także w świetokrzyskim, kujawsko–pomorskim oraz w zachodniopomorskim bezrobocie jest dwucyfrowe. Najwyższe jest w warmińsko-mazurskim, gdzie jest bliskie 15%.

W sumie około 1 miliona 400 tysięcy Polaków nie ma pracy!

 

Oczywiście, jest to bezrobocie "oficjalne", "na papierku". Dane te nie obejmują ogromnej rzeszy ludzi, którzy nie figurują w rejestrach urzędów pracy. Choćby z tak prozaicznego powodu, że po latach oczekiwania na propozycję pracy z tego urzędu i po znalezieniu sobie jakiejś krótkotrwałej pracy we własnym zakresie, skutkującej jednak wykreśleniem z rejestru, faktycznie bezrobotny nie dokonał ponownej rejestracji.

Bo po co?

Jaki procent bezrobotnych znalazł zatrudnienie dzięki urzędom pracy?

Ludzie ci żyją od jednej dorywczej pracy do drugiej, najczęściej "na czarno", rzadziej na podstawie umowy cywilno-prawnej.

 

Rzecz jasna rejestr ten nie obejmuje także prawie miliona Polaków "zatrudnianych" przez Agencje Pracy Tymczasowej (jedna z dwóch najdynamiczniej rosnących branż w naszym kraju, obok firm windykacyjnych). Oczywiście, "zatrudnionych" w cudzysłowiu.

Coraz więcej firm, nie tylko tych największych, ale także firm średnich, w tym tych z polskim kapitałem, likwiduje normalne miejsca pracy, a stanowiska obsadza "pracownikami tymczasowymi", dostarczanymi przez Agencje. Największe z tych Agencji mają charakter ponadnarodowy, a "wypracowane" zyski (wcale niemałe) najczęściej wysyłają za granicę, bo tam ma siedzibę ich firma - matka. Praca osób dostarczanych przez te Agencje ma, w większości przypadków, wszystkie cechy stosunku pracy, jednak rząd akceptuje tę patologię, mimo że budźet i ZUS ponosi miliardowe straty.

 

Oficjalne statystyki nie obejmują także ogromnej rzeszy ludzi utrzymujących się z różnych prac wykonywanych na podstawie umów cywilno-prawnych (np. umowa - zlecenie, umowa o dzieło), ale także na podstawie umowy agencyjnej, kiedy dana osoba formalnie jest "przedsiębiorcą". Na przykład w branży ubezpieczeniowej, ale także w pośrednictwie w obrocie nieruchomościami tzw. "przemiał" ludzi jest ogromny, ponieważ wcale nierzadko agent dokłada do interesu.

 

W niektórych firmach z tych i z podobnych branż "agenci' wykonują pracę, które mają wszystkie cechy stosunku pracy (najczęściej niezapisany w umowie, ale wymuszany obowiązek pracy w określonym miejscu i w określonym czasie, według "wytycznych" osoby nadzorującej itd.).

Ludzie wchodzą w te "biznesy" i godzą się na takie status quo z rozpaczy, bo nie mogą znaleźć – na skrajnie patologicznym "rynku" pracy – jakiegokolwiek normalnego zatrudnienia.

Brak reakcji państwa na patologie "rynku" pracy powiększa skalę frustracji.

 

Jest też oczywiste, że oficjalne statystyki bezrobocia nie obejmują kilku milionów Polaków pracujących, krócej lub dłużej, za granicą. W czasie pobytu w Londynie Mateusz Morawiecki zachęcał Polaków do powrotu. Komentarze na popularnym wśród tamtejszych naszych rodaków portalu internetowym ("Londynek") były dla niego druzgocące.

Minimalna stawka godzinowa wynosi w Wielkiej Brytanii już powyżej 7 funtów, czyli około 40 zł. I każdy, kto chce i kto ma "ręce do roboty", pracę znajdzie w tydzień, maksymalnie po kilku tygodniach szukania.

 

W Polsce minimalna stawka godzinowa wynosi 13 zł. W wielu rejonach naszego kraju znalezienie jakiejkolwiek pracy graniczy z cudem.

I wszystko "w tym temacie" (skłonności naszych rodaków do powrotu)!

Jedynie ucywilizowanie naszego "rynku" pracy, zwiekszenie dostępności normalnych stanowisk pracy i wzrost wynagrodzeń (na drodze "naturalnej" - rynkowej, a nie administracyjnie) może spowodować, że Polacy zaczną wracać "do gniazda".

 

Rzeczywiste bezrobocie w Polsce liczone nie według jakichś wydumanych statystyk, ale liczone liczbą Polaków, pozbawionych tu, w kraju, możliwości normalnej, stałej pracy wynosi, uwzględniając powyższe "okoliczności", nie mniej niż 5 - 6 milionów, czyli powyżej 30 - 40%.

 

Co więcej, liczby te w żaden sposób nie dotyczą racjonalności zatrudnienia na tzw. "etatach".

Ilu urzędników, szczególnie na "kierowniczych stołkach" – w dużej mierze ulokowanych z politycznego nadania – jest totalnie zbędnych?

A kosztują krocie!

Ile urzędów można by, najzwyczajniej w świecie. zlikwidować, bez jakiejkolwiek szkody dla funkcjonowania państwa?

Pewnie niejeden funkcjonuje, bo wszyscy zapomnieli o jego istnieniu!

 

Czy w tej sytuacji, przy takiej rzeczywistości, potrafi ktoś racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego ekipa PISu ściąga do Polski miliony Ukraińców?

Tłumaczenie, że budźet naszego państwa na tym cokolwiek zyska jest zwykłym prymitywnym kłamstwem.

 

Narodowy Bank Polski podał, że w 2015 roku Ukraińcy zarobili w Polsce około 8 miliardów złotych, z czego 5 miliardów przekazali na Ukrainę.

(https://www.pb.pl/nbp-podal-srednie-zarobki-ukraincow-w-polsce-849554)

Z innych statystyk wynika, że przy średniej pensji "na rękę" wynoszącej 2 100 zł Ukraińcy na utrzymanie wydają w naszym kraju średnio34% czyli 680 zł.

I tylko od takiej kwoty budźet naszego państwa ma jakieś podatki.

 

Oczywiście, jeśli obcokrajowiec wykonuje pracę, której nie wykonywałby Polak, to nic wielkiego się nie dzieje. Jednak, jeśli ocokrajowiec został zatrudniony zamiast Polaka, to szkody są ogromne.

Po pierwsze, budźet państwa traci około 2/3 w podatkach.

Po drugie, najczęściej brak pracy dla Polaka wiąże się z koniecznością określonych świadczeń na jego rzecz o charakterze socjalnym.

Nasze państwo w wyniku zaistnienia takich zdarzeń nie tylko nic nie zarabia, ale traci!

 

Rząd kłamie, że Ukraińcy załatają dziurę w ZUS. Na prawie milion przebywających w naszym kraju, składki ZUS zostały odprowadzone od 172 tys. osób.

Dlaczego?

Bo ogromna większość Ukraińców pracuje "na czarno": najczęściej w gospodarstwach domowych (sprzątaczki, nianie itd.), w rolnictwie, w budownictwie.

Jakiejś części z tych prac nie wykonywaliby Polacy, jednak w wielu przypadkach Ukraińcy są zatrudniani tylko dlatego, że godzą się na stawki nie do przyjęcia dla NAS – Polaków, choćby z tego powodu, że mamy dużo wyższe koszty utrzymania siebie i rodziny, ale także z powodu kosztów dojazdu (gdy tymczasem Ukraińcy są kwaterowani na miejscu pracy, po kilku-kilkunastu w jednym pokoju itd.).

 

Dla przykładu – jeszcze kilka lat temu w zagłębiu sadowniczym wokół Grójca znajdowało dorywcze (ale w miarę powtarzalne) zatrudnienie sporo osób bezrobotnych z południowej części województwa mazowieckiego oraz ze wschodniej części województwa łódzkiego (gdzie bezrobocie jest dwucyfrowe). Dzisiaj te prace wykonują głównie Ukraińcy.

Dla sadowników jest to oczywisty zysk, dzięki czemu stają się jeszcze bogatsi.

Tracimy my wszyscy - nie tylko ci, którzy pozostają bez pracy.

 

Tak samo jest z tymi 172 tys. Ukraińców, od których poborów odprowadzono składki na ZUS, które rzekomo mają ratować nasz budżet ZUS.

Jest rzeczą oczywistą, że firmy, w których pracują, odprowadziły te składki na ZUS od ich poborów, bo... nie dało się inaczej.

Ujmując to inaczej – praca, którą wykonują, ma tak wyraziste cechy stosunku pracy, że jej podstawą musiała być umowa o pracę lub umowa zlecenie (w 2016 roku obowiązek składek na ZUS).

Czy tej pracy nie moglibyśmy wykonywać MY - Polacy?

Być może nie za płacę minimalną lub bliską minimalnej!

Być może nawet za płacę minimalną, gdyby przedsiębiorstwo zostało ulokowane nie w okolicach Warszawy, na Śląsku, czy w Wielkopolsce, ale w jednym z województw o dwucyfrowym bezrobociu!

I jeszcze jedna uwaga – wpłaty na ZUS rodzą po stronie tej instytucji obowiązek określonych wypłat: teraz (z tytułu choroby, wypadku, trwałej niezdolności do pracy) oraz w przyszłości (to samo plus emerytury).

Bilans jest żałosny!

 

Dla "przedsiębiorców" z zagranicy (zachodniej), gdzie minimalna stawka godzinowa jest kilkukrotnie wyższa, Polska jest konkurencyjnym miejscem lokowania inwestycji (pomijam tu inne jeszcze przesłanki). Rzecz jasna, że dla tych "przedsiębiorców" najlepszy pracownik to prawie darmowy pracownik.

Tylko, czy rząd, który ma – a przynajmniej POWINIEN – dbać o NASZE, Polaków, interesy (jako ogółu, ale także o interesy każdego z nas) powinien spełniać ich oczekiwania, KOSZTEM NAS?

 

Problem polega na tym, że te SZKODY, które dotychczas ponosimy w wyniku bałaganiarskiego i niekontrolowanego "importu" Ukraińców, są niczym, wobec SZKÓD i ZAGROŻEŃ, które czekają NAS w wyniku aktualnie realizowanej "polityki" migracyjnej PIS-u.

 

Disiaj Ukraińcy pozbawiają pracy głównie osoby o najniższych kwalifikacjach. Za sprawą nowych zasad finansowania szkolnictwa wyższego dumping (płacowy, oczekiwanych warunków pracy itd.) z ich strony obejmie praktycznie wszystkie zawody.

Dzisiaj nie zawsze 1 zatrudniony (legalnie, czy "na czarno") Ukrainiec oznacza utratę/brak pracy dla 1 Polaka.

Za klika lat, w przypadku Ukraińcow po studiach w naszym kraju, to będzie już reguła.

Co więcej – taka sytucja dla Polaków, sfrustrowanych brakiem pracy, będzie ogromnym bodźcem do emigracji!

 

Czy o to chodzi ekipie PISu, żeby kolejne miliony sposród NAS - Polaków wyjechało z ojczyzny?

Taki jest rzeczywisty plan/cel tej "formacji"?

 

Argumenty, którymi szermuje rząd, a które mają dowodzić konieczności ściągnięcia do Polski milionów Ukraińców, są identyczne, na przykład, z tymi, którymi posługiwali się oficjele belgijscy ponad 30 lat temu. Ściągnęli setki tysięcy imigrantów, głównie z Maroka, a dzisiaj nawet w sercu swojej stolicy mają dzielnicę de facto wyłączoną z belgisjkiej państwowości, będącą wylęgarnią terrorystów.

Oczywiście, pojawi się kontrargument, że Ukraińcy nie są islamistami.

Pytanie, co to zmienia?

Czy są jakiekolwiek gwarancje, że będą bardziej czuć się Polakami niż Ukraińcami?

Wątpię!

Tym bardziej, że obywatelstwo będą najszybciej dostawać osoby mające stabilne zatrudnionienie, najczęściej w dużych firmach, wokół których będą wyrastać ukraińskie osiedla, szkoły... i cerkwie.

 

Co się zacznie natomiast dziać, kiedy – być może - za kilkanaście, kilkadziesiąt (dwadzieścia, trzydzieści....) lat, kiedy Ukraińcy będą już mieć polskie obywatelstwo, zmienią się uwarunkowania gospodarcze, zachodnie firmy przeniosą się gdzieś, gdzie jeszcze taniej znajdą pracowników, a rynek pracy ulegnie załamaniu?

 

I jeszcze jedna kwestia. 1 grudnia 2013 roku Jarosław Kaczyński na kijowskim majdanie wrzeszczał do tłumu Ukraińców: "Sława Ukrainie" (pozdrowienie banderowców). Dzisiaj, oczywiście pod wpływem presji wywieranej przez ogromną część NAS – Polaków, nieakceptujących "przedszkolnego" zauroczenia skorumpowaną ukraińską oligarchią, Kaczyński, ale jedynie w warstwie werbalnej, wycofuje się z tamtej "polityki".

Tyle tylko, że w żaden sposób nie przekłada się to na rządowe plany "importu" milionów Ukraińców.

A czy ktoś zadał sobie pytanie, czy w przyszłości Ukraina musi być Polsce przyjazna?

A może rozwój wypadków w tym kraju pójdzie w zupełnie nieprzewidywalnym kierunku, niekoniecznie dla nas korzystnym. W końcu Ukraina jest jedynym naszym sąsiadem, gdzie głośno podnoszone są roszczenia terytorialne wobec naszego kraju.

Za poprzednich rządów PIS parę miliardów złotych z NASZYCH podatków zostało wpompowane w rafinerię w Możejkach na Litwie i utopione. Żaden z celów: politycznych, gospodarczych..., które przyświecały "strategom" z PISu nie zostało zrealizowanych. Dzisiejsza "polityka" PISu, nakierowana na "import"milionów Ukraińców, może NAS – Polaków kosztować, teraz i w przyszłości, nieporównywalnie więcej.

..........

Inne artykuły autora na:

  1. http://grudziecki.salon24.pl/

  2. http://naszeblogi.pl/blog/5461

  3. http://niepoprawni.pl/blogi/dariusz-grudziecki

  4. http://www.mpolska24.pl/blog/demokracja-czy-postmonarchia

  5. http://alexjones.pl/aj/aj-swiat/aj-polityka-na-swiecie/itemlist/user/9435-dariuszgrudziecki


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(21 głosów)



Ostatnio zmieniany Sobota, 11 luty 2017 15:45
alexjones.pl Informacje z Polski Polityka polska "Polityka" migracyjna PISu – skrajna głupota czy zdrada?