Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Polityka polska Uniezależniamy się od rosyjskiego gazu kupując rosyjski węgiel?
Kategoria: Polityka polska   Czwartek, 23 listopad 2017 10:05 Autor: Andreas

Uniezależniamy się od rosyjskiego gazu kupując rosyjski węgiel?

gaz... gaz... Milosz1/Flickr/CC-BY 2.0

PGNiG S.A. podpisało średnioterminową umowę na dostawy gazu LNG – pięcioletni kontrakt z brytyjską firmą „Centrica Lng Company Ltd”. Gaz ma pochodzić z USA, z terminalu Sabine Pass w Luizjanie, dostawy mają trwać od 2018 do 2022 roku – 9 ładunków czyli prawdopodobnie (9×210 tys./216 tys. m3 tj. pojemność gazowca klasy „Q-Flex” (Samsung), co stanowi około 2 mld m3 – ok. 0,4 mld m3 rocznie. Cena i ilość dostaw są objęte tajemnicą handlową, z tego co ujawniono cena ma być konkurencyjna. To jest możliwe, bo dostawca wchodząc na nowy rynek może rzeczywiście zaproponować atrakcyjną cenę. Rzekomo opartą o europejskie warunki cenowe – indeksowanie do giełd europejskich (Intercontinental Exchange) np. ICE lub TTF na gaz z Holandii. Jeżeli tak by było w rzeczywistości, to znaczy że weszliśmy do handlu gazem w Europie Zachodniej, to poważny sukces strategii dywersyfikacyjnej.

Co więcej kontrakt zawarto w formule (trade term) „DES – Delivery ex ship”, czyli umówiona cena to całkowita cena dostawy, transport jest po stronie dostawcy (w tym ubezpieczenie). Oznacza to, że np. jak się pojawi huragan i gazowiec nie będzie mógł dotrzeć w określonym czasie i koszt transportu wzrośnie, to nie ma wpływu na cenę dla odbiorcy.  

Z punktu widzenia naszych potrzeb to mało, bo rocznie zużywamy około 16 mld m3 i ilość zużywanego gazu rośnie. Chodzi jednak o główną zasadę naszej nowej strategii zaopatrzenia w energię – dywersyfikację.

Wedle zapowiedzi PGNiG S.A., takich kontraktów średnioterminowych ma być więcej. Mamy już kontrakt z Katarem, kupujemy gaz w transakcjach spotowych – jak pojawia się dobra oferta, firma ma od tego specjalne przedstawicielstwo w Londynie. W ten sposób stopniowo zapewnimy przepustowość naszego gazoportu, a jeżeli doszłoby do rozbudowy infrastruktury gazowej – być może można byłoby zrezygnować z bardzo drogiej inwestycji Baltic Pipe?

Oczywiście ten kontrakt ma nam zapewnić nowe możliwości dostaw, to kierunek polityki która ma na celu uniezależnienie się od dostaw gazu z Rosji. Wedle zapowiedzi polskich oficjeli, mamy w ogóle zrezygnować z importu gazu z Rosji.

Rosyjski gaz jest dla Polski bardzo drogi, pisaliśmy o tym wiele razy – to poważny problem i realna przyczyna poszukiwania przez nasz kraj dywersyfikacji. Argumentem, który przeważył jest bezpieczeństwo dostaw, którego Rosjanie nie mogą zagwarantować ze względu na niestabilność Ukrainy (wojny gazowe). W konsekwencji będziemy mieli drogi gaz, ale ze zdywersyfikowanych dostaw. Zwiększy to nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Miałoby to sens ekonomiczny, gdyby nie fakt, że istnieje Nord Stream i planowany jest Nord Stream 2. To najtańsze źródła dostaw gazu do Europy, w ilościach, które wielokrotnie przekraczają nasze zapotrzebowanie, ale są wykorzystywane przez Niemcy i inne kraje Unii. Zasadą w kontraktach z Rosjanami jest uzależnienie ceny od ilości zamawianego gazu. Niemcy kupując więcej, mają niższą cenę jednostkową. Jednak nawet to, nie uzasadnia ekstremalnie wysokiej ceny dostaw dla Polski, innymi czynnikami niż monopolistyczne i być może polityczne. Do tej pory nie mogliśmy inaczej kupować gazu, niż ze Wschodu. Obecnie to się zmienia.

Podobnie działa Litwa, a Ukraina jest zainteresowana importem gazu przez nasz gazoport (geograficznie najbliżej, a to ma kolosalne znaczenie dla kosztów przesyłu). Pojawiają się kolejne interkonektory, pozwalające na swobodne przesyłanie gazu pomiędzy krajami Unii Europejskiej. To wszystko tworzy nowy obraz rzeczywistości energetycznej w regionie.

Ciekawe jaką strategię wybiorą Rosjanie? Kontrakt się kończy w 2022 roku, trzeba go pomału próbować negocjować, jeżeli obie strony myślą o jakimś wolumenie dostaw. Znając skalę naszego zapotrzebowania na gaz, mogą zaoferować nam bardzo tani gaz, nawet tańszy niż dla Niemiec. To jest możliwe, bo jesteśmy bliżej i korzystamy z taniego przesyłu „Jamałem”, a nie o wiele droższego Nord Streamem. Oczywiście taka oferta byłaby tańsza, a nawet o wiele tańsza niż jakiekolwiek dostawy LNG. Warunkiem dostaw byłby za to bardzo duży wolumen w średnioterminowej perspektywie dostaw. Postawiłoby to nas w bardzo trudnej sytuacji. Ponieważ mielibyśmy do wyboru – albo bardzo tani gaz z Rosji, albo zamknięcie gazoportu? Czyli w praktyce sami byśmy udowodnili, że nasza strategia dywersyfikacyjna jest nieefektywna ekonomiczne.

Trzeba bowiem pamiętać, że tu nie ma żartów, cena gazu ma poważne przełożenie na gospodarkę. To jedna z podstawowych dźwigni makroekonomicznych. Droższy gaz w dłuższym terminie, generalnie obniża konkurencyjność całej gospodarki, ponieważ jej koszt działania (koszty zakupu energii) są wyższe, niż u sąsiadów. Na to nie możemy sobie pozwolić. Dlatego chyba najlepsza strategią byłoby dla nas czerpanie gazu ze wszystkich możliwych kierunków, wraz z równoczesnym reeksportowaniem importowanego surowca do krajów, które chcą go kupić.

Ważnym elementem takiej strategii powinna być współpraca z Rosjanami, ponieważ to największy gracz, nasz sprawdzony parter – nie musimy się oglądać na interesy Ukrainy, bo nie jesteśmy w stanie im niczego gwarantować. Jedynie ponosimy koszty głupiej polityki wobec rozbudowy zdolności przesyłowych z Rosji na Zachód Europy. Gdyby, nie nasz opór i nieprzewidywalność, to Nord Stream biegłby przez bratnią Białoruś – tak jak „Jamał”. Na tym wszyscy by zyskiwali, z bratnią Białorusią włącznie, na której stabilizacji i dobrobycie bardzo nam zależy.

W całej sprawie dywersyfikacji dostaw energii do Polski jest jeszcze jeden aspekt po prostu humorystyczny. Otóż, okazuje się że nasz kraj, którego politycy prześcigają się w zapewnieniach o niebezpieczeństwie uzależnienia się od dostaw ze Wschodu. Milczą w kwestii stale rosnącej ilości węgla kamiennego importowanego z Federacji Rosyjskiej. Ten trend rośnie, już sprowadziliśmy do końca sierpnia 2017 ok. 7,3 mln ton węgla w tym ok. 2,9 mln ton z Rosji!

Przez pierwsze trzy kwartały 2017 roku w Polsce wydobyto ok. 48,9 mln ton węgla, tj. o 6% w mniej niż w tym samym okresie 2016 (ok. 52 mln ton). W tym prawie 39,5 mln ton to węgiel energetyczny (ok. 236 PLN za tonę), a reszta to bezcenny węgiel koksowy (ok. 634 PLN za tonę). Jest to skutek zamknięcia kilku kopalni, nie inwestowano w wydobycie głębinowe – ograniczono wydobycie. Zmiany sprzedaży na rynku węgli niższej jakości powodują deficyty gatunków przetworzonych (chronicznie brakuje tzw. ekogroszku – produkujemy ok, 0,3-0,4 mln ton a rynek potrzebuje ok. 2 mln ton rocznie). To istotny problem, zwłaszcza dlatego bo jest duże ciśnienie polityczne na ograniczenie i docelowo zakaz sprzedaży asortymentów gorszej jakości dla odbiorców indywidualnych (i pieców do ich spalania). Oznacza to, że cena węgla lepszej jakości, którego jest mniej – będzie rosła.

Wedle standardów unijnych węgiel dla odbiorców ciepła w sektorze komunalno-bytowym nie może mieć większej zawartości siarki niż 0,6%! Węgiel z USA ma około 3% siarki – sprowadzono około 75 tys. ton takiego węgla, który trzeba mieszać z innym żeby go sprzedać w Polsce. To oczywiście bardzo podraża cały proces, normalnie węglarki wjeżdżają do elektrowni, są obracane na windzie – węgiel jest wysypywany do podajnika i tyle. Jakiekolwiek operacje przeładunkowe olbrzymich ilości węgla generują zawsze duże koszty, to nie jest ropa lub gaz!

Nie uzasadniajmy decyzji ekonomicznych polityczną rusofobią! Mamy wielką akcję odejścia od rosyjskiego gazu, przeprowadzamy dywersyfikację – taką mamy strategię. Boimy się ekonomicznego i politycznego uzależnienia od dostawcy rosyjskiego. To śmieszne obawy, motywowane rusofobią i lobbingiem ludzi, którzy widzą swój interes w zmianie kierunku dostaw gazu. Godząc się na dywersyfikację z powodów politycznych, będziemy ponosić większe koszty dostaw.

Równolegle jednak import węgla z Rosji pokazuje, jak poroniona jest polityczna rusofobia. Ponieważ strategia dywersyfikacji energetyki, której intencją jest uniezależnienie się od Rosji, nie może polegać na tym, że zmniejszamy import jednego nośnika energii, równolegle zwiększając import innego. To po prostu nie ma najmniejszego sensu. Ponieważ w praktyce – dalej jesteśmy uzależnieni, czyli wszystko źle, zupełnie się nie udało. Dodatkowo, zapłacimy więcej, niż byśmy płacili w warunkach uzależnienia także w imporcie gazu. Chcąc więcej, można negocjować niższą cenę.

Zamysły polityczne są zrozumiałe, taką mamy politykę – nie zgadzamy się z nią, jest błędna, jednak należy ją uznać jako politykę państwa. Jeżeli więc się na to decydujemy, nie może być tak, że to wszystko jest w wyniku przeciwskuteczne! Jeżeli się decydujemy na określoną politykę, to należy ją realizować. W obecnej sytuacji nasze bezpieczeństwo energetyczne nie wzrasta, bo uzależniamy się w zakresie dostaw węgla od którego jesteśmy uzależnieni. Sytuacja, w której z wielkim wysiłkiem i poświęceniem wydamy więcej pieniędzy na tą samą ilość energii, chociaż moglibyśmy wydać mniej, przy tym samym poziomie ryzyka to niegospodarność.

Im szybciej rząd wybuduje dwie elektrownie jądrowe i realnie zmieni bilans mix-u energetycznego, tym nasze problemy będą mniejsze. W powyższym kontekście nie da się zrozumieć powodów, dla których w Polsce jest tak niwelowana energetyka odnawialna. Przy rozsądnym inwestowaniu, mogłaby dawać nam duży procent potrzebnej energii. Dlaczego nie wykorzystujemy posiadanego potencjału?



Źródło: Obserwator Polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(1 głos)



Ostatnio zmieniany Czwartek, 23 listopad 2017 11:05
alexjones.pl Informacje z Polski Polityka polska Uniezależniamy się od rosyjskiego gazu kupując rosyjski węgiel?