Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Polityka polska Pycha poprzedza upadek
Kategoria: Polityka polska   Wtorek, 26 maj 2015 16:00 Autor: admin

Pycha poprzedza upadek

Hochmut kommt vor dem Fall – czyli „pycha poprzedza upadek” – mówi niemieckie przysłowie. Zdaje się ono bardzo dobrze pasować do wyniku wyborów prezydenckich w Polsce. Jedną z ważniejszych przyczyn klęski Bronisława Komorowskiego i faktycznej, ogromnej niechęci do niego samego wśród sporej grupy wyborców nie były wcale różnice polityczne czy światopoglądowe.

Była nim niespotykana arogancja, buta i pycha polityków Platformy Obywatelskiej, manifestowana niemalże każdego dnia w okresie wyborczym. Wypowiedzi różnych polityków obozu rządzącego, ale i samego byłego prezydenta, stanowiły jaskrawy dowód alienacji elit politycznych, ich oderwania od realiów, w jakich żyje polskie społeczeństwo.

Wyraźnie poirytowany Bronisław Komorowski na jednym ze spotkań z wyborcami krzyczał o „awanturnikach” i „przeciwnikach naszej zgody”, których trzeba odsunąć na zupełny margines. Zwrot „nie ma zgody na brak zgody” przeszedł z jednej strony do słownika mowy politycznej – z drugiej strony był bardzo wymownym znakiem, co urzędujący jeszcze prezydent sądzi o Polakach, którzy nie są zadowoleni z sytuacji w kraju i którzy myślą inaczej, niż on sam i jego środowisko polityczne.

Ale nie był to bynajmniej znak jedyny. Usłyszeliśmy także, że elektorat Pawła Kukiza, który niespodziewanie w pierwszej turze otrzymał aż 20% głosów, to „gówniarstwo”, „frustraci”, „radykałowie”, którzy niczego w życiu nie osiągnęli, itp. Wyrażanie się z taką pogardą i taką nienawiścią o jednej piątej aktywnych wyborców przez ludzi, sprzyjających obozowi władzy, nie mogło powodować wzrostu sympatii do partii rządzącej. Co więcej, PO, która w ostatnich latach właśnie opozycji z uporem zarzucała „dzielenie” Polaków i uprawianie „wojny polsko-polskiej”, teraz sama zaczęła kreować głębokie podziały: na „Polskę racjonalną”, popierającą władzę i prezydenta – i na „Polskę radykalną”, „sfrustrowaną”, „przegraną”, która nie chce zrozumieć, że w sytuacja w kraju jest cudowna…

„Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, że żyjemy w złotym okresie dla Polski” – tego także słynnego już zdania Bronisława Komorowskiego w zasadzie nie trzeba w ogóle komentować. Najwyraźniej 2,5 miliona Polaków, którzy w poszukiwaniu pracy wyjechali z kraju w ostatnim dziesięcioleciu, jest ślepych. Trudno w zasadzie nawet zrozumieć, dlaczego PO z uporem maniaka do końca uprawiała tak rażąco odbiegającą od rzeczywistości propagandę sukcesu. Czy elita polityczna kraju sama uwierzyła, że w Polsce żyje się cudownie, że wszyscy są zadowoleni, szczęśliwi, uśmiechnięci i bogaci? Czy to możliwe, że własne dochody posłów, eurodeputowanych czy ministrów przysłoniły im obraz otaczającej rzeczywistości?

O zupełnym braku zrozumienia polskiej rzeczywistości świadczy też wywiad małżonki prezydenta, Anny Komorowskiej, w którym przekonywała ona, że emigracja jest „szansą”, a nie problemem, porównując dzisiejszy zglobalizowany świat i łatwość przemieszczania się do trudności z uzyskaniem paszportu w PRL. Ludzie młodzi, którzy muszą opuszczać kraj, bo w nim nie widzą żadnych perspektyw na życie i nie mają szans na znalezienie pracy, bynajmniej nie myślą o wyjeździe do Wielkiej Brytanii czy Niemiec w kategoriach „wolności podróżowania” i historycznego przeciwieństwa wobec zamkniętych granic w ustroju socjalistycznym. Wyjazd za granicę w dużym stopniu jest podyktowany koniecznością, a nie swobodną wolą czy chęcią poznania świata. Dla tysięcy polskich rodzin, rozdartych z powodu emigracji zarobkowej, słowa pani prezydentowej musiały zabrzmieć jak jakiś kuriozalny, czarny humor.

Nie inaczej wyglądała odpowiedź prezydenta Komorowskiego na sprowokowaną zresztą zaczepkę młodego człowieka, pytającego o to, dlaczego przez lata w kraju nie można znaleźć pracy, a jak już praca jest, to za dwa tysiące złotych miesięcznie. Stwierdzenie, że „trzeba zmienić pracę i wziąć kredyt” postawiło prezydenta RP w roli chodzącej reklamy tanich linii lotniczych i globalnych banków, oferujących kredyty we frankach szwajcarskich.

O kompletnym oderwaniu od rzeczywistości polityków Platformy Obywatelskiej świadczą także ujawnione niedawno słowa ówczesnej minister infrastruktury i rozwoju, Elżbiety Bieńkowskiej, która nie mogła zrozumieć, jak można pracować za… sześć tysięcy złotych miesięcznie. Zdaniem pani minister, tylko „złodziej, albo idiota” pracuje za tam małe pieniądze. Fakt, że słowa te wypowiedziane zostały w prywatnej rozmowie w zamkniętym kręgu władzy jeszcze uwypuklił przepaść dzielącą obóz władzy od „zwykłego społeczeństwa”, zarabiającego dwa lub trzy razy mniej od kwoty, wymienionej przez panią Bieńkowską.

Klęska Komorowskiego zapewne na trwałe zapisze się w analizach politycznych i na studiach politologii, socjologii, dziennikarstwa. Kandydat Platformy Obywatelskiej startował z druzgocącym dla przeciwnika poparciem. Startował jako urzędujący prezydent, cieszący się wsparciem wszystkich głównych mediów, przeciwko człowiekowi szerzej w polityce nie znanemu i nie posiadającego żadnego doświadczenia w sprawowaniu urzędów państwowych. Przez ostatnie miesiące zarówno sam prezydent, jak i partia polityczna, z której się wywodzi i z którą jest w oczywisty sposób powiązany, konsekwentnie dostarczały jednak jeden dowód po drugim na to, że są oderwane od społeczeństwa i jego problemów oraz że pojmują rzeczywistość w sposób zupełnie odmienny od dużej części Polaków.

Przegrana Komorowskiego, klęska Platformy Obywatelskiej i jej narracji politycznej, opartej na samozadowoleniu i propagandzie sukcesu, spowodowana została także ostentacyjną pychą i arogancją polityków tej formacji. Uparte i pewne siebie wmawianie Polakom, że wszystko jest w jak najlepszym stanie, retoryka uprawiana z pozycji sytego, bogatego i zadowolonego zaowocowały falą niechęci, a czasem nawet nienawiści do Bronisława Komorowskiego.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy nie było tak naprawdę zwycięstwem jego poglądów czy programu politycznego jego partii. Bardzo wielu wyborców w drugiej turze było gotowych zagłosować na każdego – byle tylko odsunąć od władzy Bronisława Komorowskiego. „Gdyby rywalem Komorowskiego było żelazko, to zagłosowałbym na żelazko” – powiedział Wojciech Cejrowski, i wielu wyborców w drugiej turze faktycznie tak myślało.

Dla Platformy Obywatelskiej przegrana Komorowskiego wydaje się być ostatnim gwizdkiem ostrzegawczym przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2015. Jeżeli przez najbliższe cztery miesiące radykalnie nie zmieni swego wizerunku wyalienowanej, aroganckiej partii władzy, dzielącej społeczeństwo na zwolenników „naszej zgody” i „frustratów”, „przegranych”, „radykałów”, których trzeba usunąć na zupełny margines – PO władzę w państwie z pewnością straci.

Maciej Soska

 

Źródło: mysl-polska.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(12 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Wtorek, 26 maj 2015 19:27