Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka O pożytkach z anarchii
Kategoria: Publicystyka   Niedziela, 05 luty 2017 08:00 Autor: admin

O pożytkach z anarchii

Naturalnym stanem w stosunkach międzynarodowych, to znaczy – w stosunkach między państwami – jest stan anarchii. Jest to prostą konsekwencją suwerenności państwowej, która polega na tym, że państwo samodzielnie ustanawia własne prawa, to znaczy - robi tylko to, co samo chce. Wiele państw bardzo ceni sobie własną suwerenność, a więc możliwość postępowania według własnej woli. W jaki sposób ta wola jest wyrażana, to jeszcze inna sprawa, bo to z kolei wynika z przyjętego w państwie ustroju politycznego. Jeśli panuje tam ustrój monarchiczny, to znaczy, że wolę tego państwa wyraża monarcha, a jeśli ustrój republikański, to znaczy – no właśnie! W ustroju republikańskim wolę państwa wyraża „naród”, ale to nie musi oznaczać niczego konkretnego, bo na przykład, albo zmowę politycznych gangów zwanych „partiami”, albo wojsko, albo bezpieczniaków, albo wreszcie porozumienie jednych i drugich. Więc suwerenne państwo w taki czy inny sposób wyraża swoją wolę, a konsekwencją tego jest występujący w stosunkach międzynarodowych stan anarchii.

Ale nie wszystkie państwa są suwerenne, w związku z czym w stosunkach międzynarodowych występuje też zjawisko mocarstwowości. Mocarstwowość oznacza zdolność państwa do ustanawiania i egzekwowania własnych praw poza swoimi granicami. Wynika stąd, że państwa, którym mocarstwo narzuca swoje prawa, nie są suwerenne. Dlatego też obok dominującego w stosunkach międzynarodowych stanu anarchii, mamy też do czynienia z tendencją przeciwną, o której istnieniu świadczą imperia. Imperium, to nic innego, jak uzewnętrznienie mocarstwowości niektórych państw, które próbują pierwotny stan anarchii w stosunkach międzynarodowych porządkować, narzucając innym własne prawa. Ale imperializm jest tylko jedną z prób porządkowania stanu anarchii w stosunkach międzynarodowych. Innym sposobem są porozumienia, zwane traktatami. Niekiedy są one narzucane państwom przez mocarstwa, ale bywa i tak, że traktaty zawierają też państwa suwerenne, mocą własnej decyzji ograniczając własną samowolę, a nawet przykładając rękę do tworzenia instytucji, które mają ustanawiać prawa w skali międzynarodowej. Takie próby zostały podjęte po Wielkiej Wojnie, zwanej później Pierwszą Wojną Światową. Powstała wtedy Liga Narodów, która pierwotny stan anarchii w stosunkach międzynarodowych miała zastępować normami prawa międzynarodowego. Ale Liga Narodów nie dysponowała żadnymi sankcjami w przypadku, gdy jakieś państwo lekce sobie ważyło ustanawiane przez nią prawa, wskutek czego straciła autorytet i w stosunkach międzynarodowych znowu zaczął dominować stan anarchii. Z tego względu, utworzona po II wojnie światowej Organizacja Narodów Zjednoczonych została już wyposażona w prawo stosowania przymusu w celu egzekwowania ustanawianych przez siebie praw. Ale stan anarchii nie został do końca wyeliminowany, bo stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ, a więc organu, który te środki przymusu może stosować, mają prawo weta, co oznacza, że bez ich zgody żaden środek przymusu nie może zostać postanowiony.

Jak widać, w stosunkach międzynarodowych występują dwie sprzeczne tendencje. Z jednej strony mamy dążenie państw do utrzymania własnej suwerenności, co skutkuje stanem anarchii w stosunkach międzynarodowych, a z drugiej - tendencję do przezwyciężania stanu anarchii poprzez porządkowanie tych stosunków, czy to poprzez tworzenie imperiów, czy to przez tworzenie międzynarodowych instytucji. I kiedy wydawało się, że w stosunkach międzynarodowych zaczyna dominować tendencja porządkująca, 21 kwietnia 2000 roku Prezydent Rosji W. Putin ogłosił doktrynę wojenną, w której zwracał uwagę na „marginalizację” ONZ i OBWE oraz podejmowanie operacji wojskowych bez upoważnienia Rady Bezpieczeństwa (chodziło o b. Jugosławię). Wkrótce nastąpił tak zwany „atak terrorystyczny” na Stany Zjednoczone, dzięki czemu ekipa tzw. „neokonserwatystów”, czyli Żydów, którzy z trockistów stali się konserwatywnymi marranami, podsunęła prezydentowi Bushowi doktrynę obronną, według której USA przyznały sobie prawo prewencyjnych uderzeń na państwa uznane przez nie za „zbójeckie”. Ta doktryna przekreśliła zarówno 3 jak i 8 zasadę Karty Atlantyckiej. Zasada 3 głosiła swobodę każdego państwa do wyboru własnej formy rządu, a zasada 8 wyrażała „wiarę”, że wszystkie państwa „będą musiały zgodzić się na wyrzeczenie się przemocy”. W rezultacie stosunki międzynarodowe ponownie zostały zdominowane przez stan anarchii, co zauważył nowy prezydent USA Donald Trump oświadczając, że będzie kierował się przede wszystkim interesem Ameryki.

Na deklarację Donalda Trumpa zareagował niezwłocznie Wiktor Orban oświadczając, że skoro Stany Zjednoczone zamierzają kierować się przede wszystkim własnym interesem, to Węgry będą robiły to samo w przekonaniu, że skoro takie postępowanie jest dobre dla USA, to musi być tak samo dobre dla Węgier. Nie jest wykluczone, że ma rację, chociaż warto zwrócić uwagę, że z uwagi na to, że – po pierwsze – USA mają rozmaite interesy w Europie Środkowo-Wschodniej i że – po drugie – będą próbowały je realizować bez względu na to, czy Węgrom będzie się to podobało, czy nie, więc – po trzecie – Węgry będą mogły skutecznie realizować własne interesy państwowe o tyle, o ile potrafią zharmonizować je z interesami amerykańskimi w tej części Europy. To nie jest niemożliwe, chociaż oczywiście będzie wymagało od Węgier pewnej elastyczności. Wszystko, co dotyczy Węgier, dotyczy również Polski, chociaż nie da się ukryć, że w odróżnieniu od Węgier, Polska nie wykazuje dostatecznej elastyczności. W jakim stopniu jest to skutkiem konieczności rywalizowania rządu o względy Naszego Najważniejszego Sojusznika ze starymi kiejkutami, które za napiwek podejmą się każdego łajdactwa, a w jakim – niechęci Jarosława Kaczyńskiego do Rosji, to sprawa osobna. Gdyby jednak udało się przekonać ekipę Donalda Trumpa, który najwyraźniej nie jest entuzjastą niemieckiej hegemonii w Europie, do koncepcji „heksagonale” - ale uzupełnionej i poprawionej, to znaczy – ze Stanami Zjednoczonymi jako protektorem – to wcale nie musielibyśmy aż tak bardzo martwić się powrotem do stanu anarchii w stosunkach międzynarodowych.



Źródło: michalkiewicz.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(4 głosów)



Ostatnio zmieniany Niedziela, 05 luty 2017 11:46