Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Okrucieństwa faszystowskiego reżymu
Kategoria: Publicystyka   Wtorek, 04 lipiec 2017 09:00 Autor: admin

Okrucieństwa faszystowskiego reżymu

Podnoszący w Polsce głowę faszystowski reżym bije wszelkie rekordy okrucieństwa. W porównaniu z nimi bledną nawet okrucieństwa popełniane przez fanatyków w Państwie Islamskim, bo cóż ci fanatycy robią? Obcinają swoim wrogom głowy, co może wygląda na okrutny spektakl, ale nie da się ukryć, że ma charakter jednorazowy – na co zwrócił już dawno uwagę Tadeusz Boy-Żeleński pisząc: „Darmo – co człek raz stracił, tego nie odzyszcze”, zatem raz odciętej głowy nie da się obciąć po raz kolejny. Tymczasem faszystowski reżym w Polsce swoje ofiary szatkuje po kawałku, co jest gorsze od śmieci, niczym obowiązek słuchania kompozycji „Nergala”, czyli pana Adama Darskiego, uważanego za przedstawiciela Belzebuba na Polskę, a w każdym razie – na województwo pomorskie, sławne również w świecie ze słynącego z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego. Nic więc dziwnego, że już w początkach marca organizacje broniące na świecie praw człowieka wystosowały apel do Jana Klaudiusza Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskiej, żeby zrobiła ona z Polską porządek, jako, że poziom ochrony praw człowieka w naszym nieszczęśliwym kraju urąga wszelkim standardom. Panu Janowi Klaudiuszowi Juncekrowi nie trzeba będzie dwa razy tego powtarzać, więc tylko patrzeć, jak rozpocznie się w Polsce kolejna kombinacja operacyjna – oczywiście dopiero wtedy, gdy się wyjaśni, jakie właściwie będą następstwa wizyty w Warszawie prezydenta USA Donalda Trumpa. Bo wizyta ta, związana z uczestnictwem amerykańskiego prezydenta w Forum Państw Trójmorza, może doprowadzić do reaktywacji heksagonale – ale uzupełnionego i poprawionego, to znaczy – ze Stanami Zjednoczonymi, jako protektorem – co mogłoby doprowadzić do trwałego osłabienia niemieckiej hegemonii w Europie Środkowej. Wtedy też można by przeprowadzić wspomnianą kombinację operacyjną, ale mogłoby to okazać się znacznie trudniejsze, niż nawet w grudniu ubiegłego roku, więc nie wiadomo, czy Niemcy by się na to zdecydowały, zwłaszcza gdyby stare kiejkuty zdezerterowały ze służby w niemieckiej BND i zaciągnęły się do razwiedki amerykańskiej. Inna sprawa, że stare kiejkuty mogą czuć się zaniepokojone perspektywą utraty „zdobyczy”, które tak pracowicie sobie nakradły poczynając od drugiej polowy lat 80-tych, aż do dnia dzisiejszego. Nie mówię już o spółkach nomenklaturowych, ani nawet Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, na który pod koniec lat 80-tych Polska wyłożyła 1700 mln dolarów. Długi wykupiono, ale tylko za 60 mln dolarów, a 1640 mln gdzieś się rozeszło – oczywiście nie bez śladu, bo powstało przecież wiele starych rodzin, których potomstwo opowiada się za modelem demokracji kierowanej, w którym obywatele-suwerenowi wprawdzie głosują, ale zgodnie ze wskazówkami Pani Wychowawczyni, to znaczy – gronem ubeckich dynastii, wokół których w obronie demokracji kicają autorytety moralne, a nawet pan mecenas Roman Giertych. Warto wspomnieć i o szwajcarskim Sezamie, w którym Skarby Labiryntu zostały pracowicie uciułane z walorów kradzionych z Pewexu przez co najmniej 18 lat ( przykładowy transfer z jednego tylko dnia opiewał na 22 mln franków szwajcarskich i 750 tys. dolarów – i tak przez 18 lat!). Kiedy rewelacje na ten tema ukazały się w tygodniku „Wprost”, ówczesny prezydent Kwasniewski zagroził, że jeszcze jedno słowo, a zarządzi „lustrację totalną”. Na takie dictum Jacek Kuroń i Karol Modzelewski wysłali mu list z propozycją zakopania wojennego topora, byle tylko premier Józef Oleksy podał się do dymisji – co wkrótce nastąpiło.

Przypominam o tym wszystkim nie tylko dlatego, że nad tamtymi aferami zaciągnięto szczelną zasłonę, której nie śmie uchylić ani niezależna prokuratura, ani wścibskie Centralne Biuro Antykorupcyjne, ani nikt inny – co dowodzi, że nawet okrucieństwo faszystowskiego reżymu ma swoje granice, których nikt nie ośmiela się przekroczyć – ale również dlatego, że poddany męczeństwu przed sejmową komisją badającą aferę Amber Gold pan Maciej Plichta, zwany „Maciejem P.” na pytanie o pieniądze, czyli 850 mln złotych, które zostały wyprowadzone ze spółki w nieznanym kierunku – i dopiero potem niezależna prokuratura wszczęła tak zwane „energiczne kroki” - odparł, że nie ma Polakom nic do zwrócenia. I ja mu wyjątkowo wierzę, bo według mojej ulubionej teorii spiskowej, odcięty od stryczka pan „Maciej P.” był tylko parawanem, za którym lody w Amber Gold kręciły stare kiejkuty i to one schowały szmal w „miejscach niemożliwych do wykrycia” - jak kiedyś pan red. Bronisław Wildstein ustalił miejsce w którym Saddam Husejn ukrył swoją broń masowej zagłady. Jakże tedy „Maciej P.” może oddać „Polakom” pieniądze, skoro ich nie ma, skoro był tylko parawanem? W przeciwnym razie, to znaczy – gdyby nie był parawanem starych kiejkutów, to czyż znane w świecie z niezawisłości sądy w Gdańsku przymykałyby oczy na jego nieprawości? Czy niezależna prokuratura patrzałaby na jego wybryki przez palce? Czy służyłby u niego sam premierowicz Michał Tusk? Czy dygnitarze Platformy Obywatelskiej z województwa pomorskiego ciągnęliby po lotnisku samolot OLT niczym ruscy burłacy barki na Wołdze? A jakże! Jeśli zaś przyjmiemy, że przedsięwzięcie było zorganizowane przez starych kiejkutów, to wszystko staje się jasne i zrozumiałe – podobnie, jak w przypadku męczeństwa pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, którą zaczynają pogrążać zeznania świadków powołanych przed komisję badającą aferę wokół tak zwanej „reprywatyzacji” w Warszawie i innych miastach. Ta afera również byłaby niemożliwa bez parasola ochronnego, jaki nad złodziejami rozpostarły stare kiejkuty – oczywiście nie bezinteresownie – bo mafia nigdy nie działa bezinteresownie. Tymczasem faszystowski reżym, chociaż nie zna miary w okrucieństwie i zadawaniu męczeństwa swoim ofiarom, jak dotąd tylko krąży wokół starych kiejkutów, nękając podstawione przez nich płotki w rodzaju „Marcina P.”, a nawet grubsze karpie w rodzaju Donalda Tuska, czy pani Hanny Gronkiewicz-Waltz. Czy przez uderzeniem bezpośrednim powstrzymują go ustalenia w Magdalence, że „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”, czy też okoliczność, że po 18 czerwca 2015 roku, kiedy to w Warszawie odbyła się międzynarodowa konferencja naukowa „Most” z udziałem przedstawicieli najważniejszych ubeckich dynastii z naszego nieszczęśliwego kraju oraz ważnych ubeków z Izraela, którzy nastręczyli Amerykanom wciągnięcie starych kiejkutów na listę „naszych sukinsynów”, co zapewniło im immunitet respektowany – jak dotąd – również przed faszystowski reżym, który – gdyby wiedzę o nim czerpać z żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją Adama Michnika, albo ze stacji telewizyjnych, które podejrzewam o niebezpieczne związki ze starymi kiejkuty – jest w swoim okrucieństwie jeszcze gorszy od funkcjonariuszy Państwa Islamskiego, chociaż - o ile mi wiadomo – tamci nie tolerują przypadków odmowy zeznań ani odmowy stawienia się przed komisją, tylko od razu obcinają opornym głowy, podczas gdy w naszym nieszczęśliwym kraju męczennicy reżymu korzystają z warunków znacznie bardziej komfortowych.

 

Źródło: michalkiewicz.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



Ostatnio zmieniany Wtorek, 04 lipiec 2017 11:37
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Okrucieństwa faszystowskiego reżymu