Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Make Love not War?
Kategoria: Publicystyka   Wtorek, 28 listopad 2017 14:05 Autor: Andreas

Make Love not War?

[Make Love 2] [Make Love 2] Corinna Huber/Flickr/CC BY 2.0

Dlaczego żyjąc w Polsce, myślimy o zagrożeniach, walce z sąsiadami, okupacjach, zniszczeniu, destrukcji, wojnie i wszystkim co najgorsze? Czy zamiast myśleć o zbrojeniu i walce z otoczeniem moglibyśmy postawić na dobrosąsiedzkie, przyjazne, przynoszące wszystkim stronom korzyści – dobre stosunki partnerskie? Czy nie byłoby łatwiej, bezpieczniej i milej żyć w takiej atmosferze pokoju, i wzajemnego szacunku?

Tego rodzaju pragnienia i motywacje społeczeństwa powinny być promowane przez czynniki oficjalne, w tym oczywiście media i wszelakie inne organizacje i instytucje społeczne oraz oczywiście religijne. Jak wedle tego powiedzenia: MAKE LOVE NOT WAR.

Piękna wizja, wręcz utopijna była również jednym z filarów Unii Europejskiej, dla której założeniem była likwidacja sprzeczności na Zachodzie, będących wykładnikiem konfliktów francusko-niemieckich na kontynencie. Powtórzenie tego samego mechanizmu, nawet z całą otoczką pięknego myślenia o humanizmie i wspólnocie wartości w Europie Środkowej, nie było nigdy nawet przedmiotem żadnej utopii. Ponieważ nasz kawałek skorupy ziemskiej jest bardziej postrzegany jako „Boże Igrzysko” (pan prof. N. Davies), niż jako część cywilizowanej Europy. Nie trzeba szczególnego wysiłku, żeby to zrozumieć, wystarczy popatrzeć na mapę, a jeszcze lepiej na dobry globus.

Historia determinuje naszą teraźniejszość. Nie da się jednego dnia zapomnieć o Majdanku, Oświęcimiu, Katyniu i Wołyniu. Nie ma możliwości – mając minimalną świadomość osobistą – przejść do porządku dziennego, nad ludobójstwem dokonywanym na Polakach podczas ostatniej okupacji. Chyba nie ma Polaka, który by nie stracił kogoś w trakcie ostatniej wojny i następującej po niej okupacji, albo zbrodniach reżimu komunistycznego po wojnie. Czy można nad tym przejść do porządku dziennego, przecież to że żyjemy jest wypadkową sprytu lub uległości naszych przodków i poświęcenia Żołnierzy Armii Czerwonej. Nie oszukujmy się – sami o tym kraju nie zdecydowaliśmy, dano nam niepodległość, na określonym terytorium. Sami nie byliśmy w stanie zapewnić sobie przetrwania, ani odzyskania niepodległości – co jest bardzo ważne – ani militarnie, ani poprzez sojusze, które okazały się fikcją i oszustwem, czy jak kto woli były pragmatyczne w jedną stronę. Nie pamiętając o tak dramatycznej przeszłości, nie mielibyśmy do siebie nawet odrobiny szacunku. Poza tym, pamięć powinna pozwolić nam na unikanie błędów. Niestety jest inaczej, ale nic na to nie możemy w obecnym układzie wewnętrznym poradzić.

Ekonomia w dzisiejszym zglobalizowanym świecie to nie są żarty, to skąd się czerpie gaz i gdzie wysyła się krasnale – to główne determinanty naszej gospodarczej podmiotowości, a ona jest wszystkim, dosłownie wszystkim. Ponieważ żyjemy w epoce konsumpcjonizmu – ludzie chcą konsumować, jeżeli państwo im tego nie zabezpieczy na odpowiednim poziomie, to należy się spodziewać kolejnego miliona emigrantów. Gdyby dzisiaj pan Donald Trump zrobił Polakom prezent i zniósł wizy, to w ciągu roku stracilibyśmy milion, może dwa miliony ludzi. Ponieważ ekonomicznie w naszym kraju, w praktyce w pełni uzależnionym i eksploatowanym przez zagranicę, nic więcej pozytywnego się nie zdarzy. Długo jeszcze będziemy w pułapce niskiego, może nawet średniego dochodu. W pewnej mierze tłumaczy to różnica pomiędzy Produktem Krajowym, a Produktem Narodowym – warto to śledzić. Mówienie o tym, ze nadrabiamy dystans do Zachodu to jedno z największych kłamstw z jakim mamy do czynienia w Polsce po 1989 roku.

Dzisiaj ekonomia jest powodem do atawizmu pomiędzy narodami, to już widać i na Zachodzie – gdzie Francuzi chcą się pozbyć polskich pracowników delegowanych i na Wschodzie, gdzie Ukraińcy odbierają Polakom pracę. Kto ma pracę, ten ma czym finansować swoje potrzeby życiowe, niestety jesteśmy za słabi, żeby sprostać warunkom globalizacji. Nie mamy własnego kapitału, dlatego prędzej czy później weźmiemy udział w jakimś regionalnym resecie, ponieważ nasze zasoby inni mogą wykorzystywać o wiele bardziej efektywnie. Sami nie mamy możliwości nadążenia za otoczeniem, głównie tym na Zachodzie. To powoduje, że jesteśmy ekonomicznie podlegli, czytaj – jesteśmy niewolnikami, tylko w nowoczesnej, współczesnej formule.

Trzecią kluczową kwestią, dla której pokojowe współżycie w tej części Europy jest niemożliwe, jest nasze nieszczęśliwe położenie geograficzne. Wszystkie najważniejsze wędrówki ludów – wielkie migracje przechodziły przez to terytorium. Sami nie znamy swoich korzeni, niestety w wyniku przyjęcia kultu i religii z Rzymu, zupełnie straciliśmy świadomość swoich korzeni, co więcej – wiadomo, że wiele zrobiono dla ich celowego zatarcia. To nie był przypadek, od samego początku chodziło o wydarcie nas ze Słowiańszczyzny i uczynienie wygodnym buforem, przed wielkim oceanem Słowian i innych nacji wschodnich, do których jak wiadomo przynależymy genetycznie. Później już było tylko gorzej, poza okresem stabilizacji opartej na kooperacji handlowej z Zachodem, wielkiej federacji narodów środkowoeuropejskich pod berłem Jagiellonów. Od tego czasu praktycznie wszystkie wojny pomiędzy Wschodem i Zachodem przechodziły przez nasze terytorium. Jedynie zmienialiśmy biegun bufora jaki stanowiliśmy, albo jak mieliśmy mniej szczęścia – nie było nas wcale lub byliśmy przestrzenią do przemarszów i aprowizacji obcych armii.

W takich warunkach, jeżeli chce się mieć prawo do trwania, to trzeba mieć realne argumenty, pozwalające na zagwarantowanie sobie prawa do podmiotowego istnienia w tej przestrzeni. Ostatnia wojna dodała dodatkowy aspekt ludobójstwa, którego dokonały na Polakach trzy sąsiednie nacje/jednostki państwowe. Było to wydarzenie bez precedensu, o którym trzeba pamiętać – nie można pozwolić na to, żeby taka sytuacja mogła się powtórzyć. Nikt nam nie zagwarantuje, że w razie jakiegoś kolejnego resetu, ktoś znowu nie zacząłby nas zabijać. Trzeba wyciągać lekcje z historii, rozumieć rzeczywistość ekonomiczną, która jest motorem wszelkich zdarzeń – jednoznacznych w tak niekorzystnym położeniu geostrategicznym jak nasze.

Make Love not War w naszych realiach oznacza zgodę na ryzyko powtórzenia się ostatniego scenariusza, przy czym, ponieważ każdy kolejny konflikt był bardziej krwawy i wyniszczający, należy spodziewać się, że kolejny będzie jeszcze gorszy w skutkach. On będzie, to tylko kwestia czasu. Jeżeli chcemy być Polakami, jeżeli w ogóle chcemy być – musimy być silni. Na tyle silni, żeby przynajmniej mocno zabolało każdego przeciwnika, który będzie chciał do nas wejść bez naszej zgody. Chociaż i jej wyrażanie jest problemem, albowiem nasze elity – niestety od czasów pierwszych wolnych elekcji, pozostawiają bardzo dużo do życzenia…


Źródło: Obserwator Polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(6 głosów)



Ostatnio zmieniany Wtorek, 28 listopad 2017 14:14