Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Nagle wszyscy znają się na Marynarce Wojennej!
Kategoria: Publicystyka   Piątek, 05 styczeń 2018 08:47 Autor: Andreas

Nagle wszyscy znają się na Marynarce Wojennej!

Mina morska Mina morska Wikimedia Commons CC BY 3.0

Nagle wszyscy znają się na Marynarce Wojennej! Co więcej, nagle nie brakuje nam specjalistów od zwalczania min morskich i innych nowoczesnych zagrożeń podwodnych, w tym autonomicznych rozwiązań bojowych bazujących na sztucznej inteligencji i innych osiągnięciach współczesnej technologii.

Ministerstwo Obrony Narodowej po sukcesie pierwszego okrętu typu niszczyciel min projektu 258 – ORP Kormoran II, podpisało umowę na dostawę dwóch kolejnych z serii. Będą to Albatros i Mewa. Dodatkowo zamówiono jeszcze okręt ratowniczy, wyspecjalizowany w ratowaniu załóg okrętów podwodnych.

W niektórych mediach, głównie zagranicznych w Polsce pojawił się natychmiast cały cykl wypowiedzi, różnych ekspertów, polityków i powielających je dziennikarzy. Można było usłyszeć, że to błąd, po Marynarka Wojenna nie potrzebuje takich okrętów, że to są okręty pomocnicze, że nie mają wartości bojowej. W reszcie najbardziej zakłamany i po prostu idiotyczny argument, że to są okręty defensywne, w tym znaczeniu, że nie służą do prowadzenia walki, tylko obrony. Odnośnie okrętu ratowniczego krytykowano cenę, która rzeczywiście jest bardzo wysoka. Jest to wyspecjalizowany okręt zdolny do poszukiwania zaginionego okrętu podwodnego, uratowania jego załogi i szeregu innych prac specjalistycznych nawodnych i podwodnych. 

Trzeba jednoznacznie stwierdzić, że dokonano słusznych zakupów, a ceny – biorąc pod uwagę wysublimowanie i skomplikowanie wyposażenia tych okrętów jest jak najbardziej rynkowa. Za analogiczne konstrukcje zachodnie zapłacilibyśmy prawdopodobnie więcej, niż 30% drożej. 

Rzeczywiście to nie są okręty bojowe w rozumieniu klasycznych niszczycieli, fregat, czy korwet – zdolnych do rażenia innych jednostek nawodnych i podwodnych oraz zwalczania lotnictwa nieprzyjaciela. Mamy deficyt tego typu okrętów, na szczęście ocalał kadłub Gawrona/Ślązaka i będzie patrolowcem, może z czasem pełnowartościową korwetą. Jednak te okręty są cenniejsze w składzie każdej floty, od jakichkolwiek innych okrętów bojowych. Co więcej – niszczyciele min, to okręty o fantastycznych zdolnościach walki ofensywnej, ale prowadzonej specyficznie, przez to jeszcze groźniejsze w zastosowaniu, niż klasyczne korwety. Okręt ratowniczy (z opcją na kolejny), jest po prostu bezcenny. Ponieważ nasza flota podwodna jest zabytkowa i MUSIMY zapewnić załogom najwyższy możliwy poziom bezpieczeństwa. Poza tym takie okręty zawsze się przydają do poszukiwania wszystkiego, co jest pod wodą np. gazociągów – chyba nie trzeba więcej pisać?

Jeżeli ktoś nie wie jak niesłychanie groźną bronią są współczesne inteligentne, autonomiczne i działające w sieci – miny morskie, niech się lepiej nie wypowiada na temat niszczycieli min i Marynarki Wojennej. Zwłaszcza w przypadku takich akwenów jak Bałtyk, broń minowa jest szczególnie cenna i trzeba mieć możliwość zarówno jej zwalczania jak i stosowania. Właśnie do tego służą okręty zwane niszczycielami min. Ich podstawowym zadaniem jest pilnowanie, żeby w zadanym obszarze, nie było zagrożeń minowych nieprzyjaciela, zwalczanie urządzeń hydrofonicznych i innych czujek, czy też poszukiwanie znaczników – umieszczanych przez nieprzyjaciela w celu ułatwienia działania własnej floty. 

Najważniejszym zadaniem jest jednak zwalczanie min. Mówimy o inteligentnych (sztuczna inteligencja) aparatach podwodnych, zdolnych do samodzielnego przemieszczania się i selektywnego wybierania celów. Współczesne miny morskie, to już nie jest to, jak to sobie wyobrażamy dzięki filmom o II Wojnie Światowej.

Szanowni Państwo, proszę zapomnieć o minach kontaktowych w kształcie kulki z wystającymi zapalnikami, przypiętych do kotwicy na dnie linką stalową! To było aktualne mniej więcej do lat 70-tych. Oczywiście można to nadal stosować, jednak zniszczenie czegoś takiego nie jest żadnym problemem, zwłaszcza dla wysoce wyspecjalizowanych okrętów jak Kormoran II. Współczesne miny morskie to autonomiczne aparaty podwodne, mogą być różne – stawiane przez okręty podwodne, śmigłowce, samoloty, czy autonomiczne pojazdy transportujące pod wodą. Jest to broń inteligentna, której podstawowym zadaniem jest ukrycie się, a jeżeli już zostanie zauważona, to wyglądanie jak „nie mina”, a w ostateczności – zaatakowania szukającego ją okrętu. 

Nasza Marynarka Wojenna jest bardzo słaba. Ukształtowanie wybrzeża, lokalizacja głównych baz praktycznie w zasięgu środków rażenia nieprzyjaciela – po wyjściu z portu – powoduje, że cokolwiek byśmy nie zrobili i nie mieli, będzie bardzo trudno. Chodzi o to, że żeby się obronić musielibyśmy mieć bardzo dużo okrętów, samolotów i osłony dla nich (obrona przeciwlotnicza, przeciwrakietowa i przeciwminowa). 

Niszczyciele min to wisienka na torcie każdej Marynarki Wojennej, mają możliwość zablokowania akwenu, tak że nieprzyjaciel nie wyjdzie w morze bez ryzyka. Uwaga dotyczy to zarówno okrętów nawodnych jak i podwodnych. O flocie handlowej nawet nie wspominamy – to oczywistość. Trzema takimi okrętami, możemy skutecznie zaminować dużą cześć południowego Bałtyku – akurat na głównych szlakach handlowych, a nawet przy odrobinie szczęścia – izolować szlaki wodne do Kaliningradu. Co bardzo ważne, możemy dzięki nim zniszczyć gazociąg w wielu miejscach i to w taki sposób, że będzie bardzo trudno udowodnić nam takie działanie. To chyba największa użyteczność tych okrętów w naszych warunkach.

Proszę pamiętać – flotylla okrętów zdolnych do zaminowania akwenu, czym uniemożliwi ruch floty nieprzyjaciela, nie jest bronią defensywną.

W naszej doktrynie obronnej mają one służyć utrzymaniu żeglowności południowego Bałtyku, tak żebyśmy mogli przyjąć okręty flot sojuszniczych. Trzeba bowiem założyć, że potencjalny przeciwnik ma potężne możliwości minowania za pomocą lotnictwa i rakiet manewrujących i balistycznych średniego zasięgu. O potencjale podwodnym nawet nie wspominamy, bo jest przytłaczający. Biorąc pod uwagę sumę tych zagrożeń, tych okrętów będzie mało. Powinno być ich 12, wtedy rzeczywiście moglibyśmy sparaliżować interesującą nas część Bałtyku. 

Piętą achillesową tych okrętów jest obrona przeciwlotnicza, która nawet po zastosowaniu armat 35 mm z programowalną amunicją, będzie niewystarczająca. Jeżeli uda się to uzupełnić o odpowiednie pociski rakietowe, dające realną szanse na samoobronę, to mogą sobie poradzić – przynajmniej w pierwszym i drugim dniu konfliktu. Dłużej przetrwają tylko nasze okręty podwodne i małe jednostki, których nie opłaca się atakować nowoczesnym uzbrojeniem inteligentnym, flota nawodna  – zwłaszcza przy braku obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej nie ma szans. 

Reasumując, podjęte decyzje zakupowe są jak najbardziej słuszne. Należy postulować zakup drugiego okrętu ratowniczego, najlepiej jeszcze większego i z hangarem dla śmigłowca i pewnymi możliwościami w zakresie hydrografii (dobry sonar i inne urządzenia, w tym oprogramowanie do monitorowania stanu dna – wyszukiwania zmian – Kormoran II ma możliwości obrazowania dna w 3D). Potrzebujemy więcej niszczycieli min, wszystkie powinny mieć mocniejsze uzbrojenie przeciwlotnicze. Dodatkowo powinny działać pod osłoną nowoczesnych korwet, wyposażonych w potężną obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową. 

Oczywiście klasyczne okręty uderzeniowe także się przydadzą, są niezbędne, w tym duże – co najmniej klasy fregata, ze względu na konieczność posiadania zdolności zabezpieczenia dostaw gazu i paliw drogą morską. Jednak absolutnym priorytetem dla floty muszą być okręty podwodne. Rzekomo w styczniu br., mamy coś wiedzieć o wyborze oferenta. Miejmy nadzieję, że „eksperci” tym razem przynajmniej poczytają o co w tym chodzi, zanim zaczną znowu mówić o „charakterze defensywnym” itp., bzdety.

Osobnym kontekstem sprawy jest to, z jaką łatwością różne negatywne informacje o Marynarce Wojennej i określonych typach okrętów zostały powielone w naszej przestrzeni medialnej. To jest zadanie dla kontrywiadu, ponieważ nie ma przypadków. Sytuacja, w której zagraniczne media w Polsce zrobiły sobie używanie, lansując głupie, fałszywe i szkodliwe opinie – to działanie wbrew interesom państwa. Jest to argument za zmianami na rynku mediów. Wiadomo, że każdy ma prawo do swojej opinii, np. może twierdzić, że woli kajaki od niszczycieli min, jednak kontekst w jakim to jest pokazywane – nadaje tym komunikatom odpowiednią rangę. Z tym nie ma żartów, nie można pozwolić na to, żeby niektóre zagraniczne media w Polsce – niszczyły wizerunek Wojska Polskiego!

To, że możemy sami taki okręt zaprojektować i wyprodukować, to dowód na to, że jesteśmy krajem posiadającym doskonałe możliwości w tym zakresie. Proszę pamiętać, że do Polaków należy najlepszy wynik w poszukiwaniu min morskich w NATO, jeden z okrętów – niszczyciel min starszego typu (ORP Flaming) wykrył około 111 min w ciągu jednego patrolu. Mamy fantastycznych ludzi – doskonałych fachowców w zakresie walki minowej, powinni mieć najlepszy sprzęt na jaki nas stać. Ten okręt dzisiaj, to jedna z najgroźniejszych broni naszej Marynarki Wojennej.



Źródło: Obserwator Polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(3 głosów)



Ostatnio zmieniany Piątek, 05 styczeń 2018 09:29
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Nagle wszyscy znają się na Marynarce Wojennej!