Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Jesteśmy po tej samej stronie
Kategoria: Publicystyka   Niedziela, 29 kwiecień 2018 08:15 Autor: Andreas

Jesteśmy po tej samej stronie

Jesteśmy po tej samej stronie John Pavelka/Flickr/CC BY-SA 2.0

Polsko-rosyjska wspólnota interesów wymaga heroicznego wysiłku w celu przezwyciężenia czarnych kart naszej historii. W decydującym dla historii świata momencie powinniśmy pamiętać o naszych wspólnych korzeniach – słowiańskich, chrześcijańskich, świętych. Przezwyciężmy przeszłość, aby dokonać skoku w przyszłość” – mówi Aleksander Dugin

Stanowisko Rosji w kontekście ostatniego kryzysu w Syrii komentowane jest niekiedy jako oznaka słabości i geostrategicznych ograniczeń, które uniemożliwiły ochronę własnego sojusznika i powstrzymanie kolejnych amerykańskich bombardowań, wbrew wcześniejszym deklaracjom. Dlaczego Rosja ustąpiła i czy zagraża to jej wiarygodności jako supermocarstwa?
- Nie sądzę, aby Rosja pokazała słabość. Jeśli słabością jest nierozpętanie III wojny światowej w obliczu sytuacji, w której wróg nie przekracza czerwonej linii, nie zgadzam się nazywać tego „słabością”. Atlantyści chcieli przetestować Putina, a wynik jest na korzyść Rosji. Nie nastąpiło poważne uszkodzenie syryjskiego systemu obrony, żadnych strat w strukturach antyrakietowych, większość inteligentnych rakiet została zniszczona bez użycia S-300. Wiarygodnością supermocarstwa jest również jego odpowiedzialność. Putin zdecydował, że czerwona linia nie została przekroczona i było to słuszne.

Problem jednak jest następujący: czy to już wszystko, czy też USA, Wielka Brytania i Francja będą kontynuowały ataki. Jeśli wystąpią kolejne incydenty, Putin może zdecydować, że czerwona linia została przekroczona i wtedy rozpocznie się III wojna światowa. Wtedy będzie to jedyna możliwość ku temu, by przekonać ludzkość kto jest supermocarstwem, a kto nie – jeśli coś z tej ludzkości jeszcze pozostanie. To wszystko wielki blef, a Putin gra w apokaliptyczną grę na poważnie.

Jestem jednak pewny, że w każdym przypadku poznamy odpowiedź. Zachód dopuścił się przeciwko nam aktu agresji pod zupełnie bezpodstawnym pretekstem podwójnej operacji pod fałszywą flagą – ze Skripalem i wyreżyserowanym atakiem chemicznym w Ghoutcie. Wojna już się rozpoczęła. Jednak natura tej wojny nie posiada charakteru geopolitycznego – to nie jest tylko konflikt Zachód kontra Wschód, Potęgi Morskie kontra Potęgi Lądowe, tak jak mogłoby się wydawać. Teraz mamy do czynienia z geopolityką wertykalną: globaliści przeciwko ludziom. Globaliści pragną użyć amerykańskiego i europejskiego ludu jako swoich narzędzi. Udało im się odnieść sukces „uprowadzając” Trumpa, który przegrał swoją walkę oraz swój – zasadniczo nie-interwencjonlistyczny – elektorat. Faktu jego elekcji nie da się jednak cofnąć. Lud Ameryki głosował za Pokojem i wartościami konserwatywnymi, przeciwko Bagnu. Taka sama jest wewnętrzna decyzja ludów europejskich, które pomimo całej propagandy nie są w egzystencjalnym konflikcie z Rosją.

A zatem geopolityka wertykalna to nie jest wybór między byciem proamerykańskim lub prorosyjskim. Geopolityka wertykalna to wybór między byciem po stronie ludu – amerykańskiego, europejskiego, rosyjskiego, arabskiego, irańskiego – lub staniem się narzędziem w rękach globalistycznych elit, które potrzebują wojen, interwencji oraz totalnego zniszczenia krajów i państw. Rosja może i nie jest przykładem do naśladowania, ale rosyjska pozycja na Bliskim Wschodzie oraz w innych rejonach świata ma przewagę pod postacią choćby minimalnej racjonalności i konsekwencji. Rosja walczy nie o rosyjskie interesy, ale za Świat Multipolarny, w którym powinny być dopuszczalne różne możliwości i opcje. I tak oto globaliści i obrońcy amerykańskiej, liberalnej hegemonii stali się rannym Smokiem. Mogą jeszcze zadawać rany, ale ich czas się skończył. Jeśli uda się nam uniknąć III wojny światowej, będzie to oznaczało koniec epoki unipolarnej.

Prezydentowi Macronowi udało się „przekonać Trumpa aby został w Syrii”, tymczasem duża amerykańska grupa zadaniowa, z lotniskowcem USS „Harry Truman” na czele, zmierza w kierunku Bliskiego Wschodu. Czy przewiduje Pan, że Zachód jest zdeterminowany do rozpoczęcia interwencji na wielką skalę przeciwko siłom Assada? Czy jest jakakolwiek linia, której Trump nie może przekroczyć z uwagi na potencjalną reakcję rosyjską?
- Jak wyjaśniałem, Rosja odpowie naszym potencjałem militarnym, włączając w to broń nuklearną, jeśli przekroczona zostanie czerwona linia. Czerwoną linią jest bezpośredni atak przeciwko rosyjskim żołnierzom przebywającym w Syrii za pomocą amerykańskich, brytyjskich lub francuskich rakiet, tudzież innej broni. Z Harrym Trumanem, czy bez niego. Macron jest zerem, jest tylko małym trybikiem w globalistycznej machinie, więc tak naprawdę nie może przekonać nikogo. Trump nie jest manipulowany przez Macrona, ale przez neokonserwatystów, którzy znajdują się w centrum decyzyjnym globalistów. Macron jest także częścią tej samej grupy, która traci kontrolę nad ludzkością.

Pytanie brzmi: jak źle w rzeczywistości prezentuje się sytuacja globalnych elit? Nikt nie może wiedzieć tego na pewno. Jeśli jest bardzo zła, gorsza niż przypuszczają ich radykalni krytycy, mogą one rozpocząć scenariusz Armageddonu. Nie istnieje prosty sposób na powstrzymanie Putina: III wojna światowa lub Multipolarność będą postępować naprzód, a zachodnia liberalna hegemonia będzie zanikać. Zadzierając z Rosjanami mają do czynienia z ludem głęboko mesjanistycznym. Rozumiemy wymiar eschatologiczny i mamy wewnętrzną świadomość tego, że globalizacja jest planem Antychrysta. Wiemy więc też przeciwko czemu prowadzimy walkę. Sztuczki, targi, blefy – to wszystko z nami nie przejdzie.

Samo miejsce jest bardzo znaczące: Ziemia Święta, po której chodził Chrystus, góra, na której Kain został zabity, wieża Meczetu Umajjadów gdzie – jak wierzą muzułmanie – nastąpi powtórne nadejście Jezusa oraz ostatnia walka Mahdiego i Mesjasza przeciwko Dadżalowi. Nie wydaje mi się, że to wszystko to tylko przypadek. Rosyjska reakcja będzie więc tak samo apokaliptyczna jak agresja globalistów.

Potencjalne konsekwencje spotkania trójstronnego w Ankarze przestraszyły zachodnie elity, które obawiają się, iż Rosja, Iran i Turcja rozpoczną istotną kooperację i dokonają przewartościowania geopolitycznej mapy Bliskiego Wschodu. Czy obawy te były przedwczesne? Jak ostatnie amerykańskie bombardowanie Syrii może wpłynąć na te plany?
- Trzy tradycyjne Imperia – rosyjskie, perskie i osmańskie – zaczynają się odtwarzać. Każde z nich w nieco inny sposób rzuca wyzwanie ponowoczesnej globalizacji, liberalnej hegemonii i unipolarności. Historycznie walczyły przeciwko sobie, wzajemnie się osłabiając, pomagając w ten sposób Zachodowi i Modernie w dziele ich zniszczenia. Wyciągnęliśmy jednak lekcję z historii: zamierzamy podjąć razem walkę w celu reorganizacji Bliskiego Wschodu, pokazując światu, że sprawiedliwe i pokojowe rozwiązania są możliwe, ISIS może zostać pokonane, a wszystko to bez globalistów, za to przeciwko nim. Widocznie globaliści nie mogli do tego dopuścić. Dlatego zaatakowali właśnie teraz.

Rosyjska projekcja siły byłaby prawdopodobnie znacznie bardziej efektywna w jej własnym, regionalnym otoczeniu geopolitycznym. Czy w Pana opinii prezydent Putin i polityczne elity rosyjskie są psychicznie zdolne do tego, aby odpowiedzieć Zachodowi metodą nowych faktów dokonanych na Ukrainie?
- Wszystko zależy teraz od najbliższych wydarzeń. Rosyjska odpowiedź z pewnością zostanie udzielona. Wydaje mi się, że sami globaliści mogą podjąć decyzję o poszerzeniu linii frontu i popchną Kijów do ataku na Donbas, a później na Krym. Podobny zamęt ma obecnie miejsce w Erewaniu w Armenii. Możemy spodziewać się wtargnięcia afgańskiego ISIS do Tadżykistanu i tak dalej. Przygotowania do obecnego ataku były na tyle poważne, że globaliści na pewno przygotowali też inne scenariusze. My zrobiliśmy to samo. Jednakże inicjatywa agresji leży po stronie globalistów. Nasze działania będą więc miały charakter asymetryczny – aż do pewnego momentu, gdy osiągniemy punkt zwrotny, od którego nie będzie już odwrotu. Wtedy rozpoczniemy realizację planu B, który może zawierać pewne działania prewencyjne.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy Polska stała się celem wojny informacyjnej prowadzonej przez Izrael i USA w związku z ustawą IPN penalizującą przypisywanie Polakom udziału w holokauście. Ambasady tych państw zupełnie nie kryły się z faktem, iż uzurpują sobie prawo do ingerencji w polską legislatywę. Dla polskich elit był to pewien szok, ponadto relacje z Ukrainą również należą do najgorszych od dekad. Pomimo tych czynników, polskie elity wciąż nie mogą sobie wyobrazić normalizacji stosunków pomiędzy Warszawą a Moskwą. Czy mógłby Pan wskazać na jakąkolwiek polsko-rosyjską wspólnotę interesów w tych niepewnych czasach nowej Zimnej Wojny, jeśli Pana zdaniem taka istnieje?
- Polacy są unikatowym ludem, którego rusofobia jest częściowo uzasadniona. Wygraliśmy z Polską i podzieliliśmy ją. I doskonale rozumiem co Polacy mogą odczuwać, skoro są tak dumnymi, wielkimi i nieustraszonymi Słowianami, z własnym Logosem i własną misją. W horyzontalnej geopolityce Polacy są niemalże zobligowani do tego, by grać kartą atlantyzmu i pełnić rolę kordonu sanitarnego opartego o (uzasadnioną) nienawiść względem Rosjan. Jednakże w perspektywie geopolityki wertykalnej sytuacja wygląda całkiem inaczej. Współczesna Unia Europejska oparta jest na ultraliberalnych wartościach – polityce gender, hiperindywidualizmie, anty-nacjonalizmie, ateizmie i czynnym satanizmie. Jeśli wyabstrahować Rosję z kontekstu, to sprzeczności między Polską, a UE, globalizacją i Ponowoczesnością będą jawić się jako ogromne i decydujące.

Wydaje mi się jednak, że Polakom bardzo trudno jest zrozumieć, iż w geopolityce wertykalnej – geometrycznej dychotomii Tradycja vs Modernizm, lud vs globalistyczne elity, słowiańska tożsamość vs kosmopolityczny indywidualizm (migracje, miksofilia, transgender, transhumanizm itd.) – Polska i Rosja znajdują się po tej samej stronie barykady. Polsko-rosyjska wspólnota interesów wymaga heroicznego wysiłku w celu przezwyciężenia czarnych kart naszej historii. W decydującym dla historii świata momencie powinniśmy pamiętać o naszych wspólnych korzeniach – słowiańskich, chrześcijańskich, świętych. Przezwyciężmy przeszłość, aby dokonać skoku w przyszłość.

To nie jest tylko kwestia nastawienia Polaków. Potrzebujemy symetrycznych działań, symetrycznego wysiłku filozoficznego po stronie rosyjskiej – by wznieść się ponad niski szowinizm i ksenofobiczne uprzedzenia. Jeśli Polacy zwykle nienawidzą Rosjan, jest to częściowo uzasadnione. Jednakże Rosjanie zwykle nie nienawidzą Polaków. To dobra rzecz, choć jednocześnie istnieje coś takiego jako typowo rosyjska arogancja i głuchota względem tożsamości innych, co ogranicza i głęboko podważa atrakcyjność naszej idei imperialnej. I właśnie dlatego potrzebna jest nam nowa forma jedności, oparta o pełne uznanie dla różnorodności naszych tożsamości. To multipolarność, Czwarta Teoria Polityczna i eurazjatyzm. Jestem jednak całkowicie pewien, że możemy wygrać tę ostateczną bitwę tylko działając razem.

Z prof. Aleksandrem Duginem rozmawiał red. nacz. Bartosz Bekier

Za: xportal



Źródło: Myśl Polska


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(13 głosów)



Ostatnio zmieniany Niedziela, 29 kwiecień 2018 11:13