Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Nasza polska wolność po 1989 roku
Kategoria: Publicystyka   Czwartek, 17 maj 2018 08:30 Autor: Andreas

Nasza polska wolność po 1989 roku

Nasza polska wolność po 1989 roku krzyzanowskim/Flickr/CC BY 2.0

[Jakby subiektywne nie były poniższe wspomnienia z PRL, warto się nad nimi pochylić – admin GM]

Nie ma idealnego systemu. W PRL-u też nie było. Ale niektóre wesołki opowiadają, że to od 1989 roku mamy wreszcie prawdziwą demokrację w Polsce.

Akurat właśnie wtedy rozpoczął się demontaż Polski. Przy Okrągłym Stole. A w 2010 roku, tuż przed katastrofą smolenska, Janusz Kurtyka odezwał się w te słowa:

„Demontaż Polski się właśnie zakończył. Teraz będą zabijać”

W kilka dni potem zginął też i Janusz Kurtyka.

W 1989 roku wylaliśmy przysłowiowe dziecko wraz z kąpielą. Teraz nawet woda w Polsce należy do Izraela.
Rządzi nami Bruksela, Izrael i kowboje.
A Piskorski siedzi!!!

Chodzi o to, że w normalnych warunkach społeczeństwo ma szansę normalnego rozwoju – ewolucji a nie rewolucji. Można budować – a nie burzyć. Można wtedy usprawniać system, korygować błędy i udoskonalać dobre pomysły; jednym słowem budować dobra narodowe: duchowe i fizyczne.

Po straszliwej tragedii narodowej jaką była wojna- potrafiliśmy się odrodzić, odbudować, rozbudować.

Miałem to szczęście, że się wykształciłem w PRL. Przynajmniej umiem się uczyć i poznawać nowe rzeczy. Nie tkwię w dogmatach pseudopolitycznych i propagandzie zachodniej dywersji..

Jaki mamy problem?

Że nie potrafiliśmy przy zmianie ustrojowej zachować naszych osiągnięć powojennych.

A mieliśmy ogromne: budowanie infrastruktury, elektryfikacja, państwowe mieszkania, ogromne usługi socjalne, oświata, lecznictwo dostępne dla wszystkich, programy spójności narodowej: harcerstwo, które było uzupełnieniem edukacji i budowaniem tożsamości narodowej; kolonie letnie, i obozy, które uczyły nas przetrwania w lesie i na pustyni, w chłód i upał; miłości do kraju, w którym żyjemy: kochania Polski. Śpiewaliśmy POLSKIE piosenki. Nikt by w PRL nie oglądał Eurowizji.

Myśmy byli dumni z odbudowy stolicy, wybudowaniu 1000 szkół na Tysiąclecie, z rozwoju gospodarczego; byliśmy dumni z polskiej nauki i techniki. Polska brała czynny udział w pracach UNESCO, UNICEF, WHO, WTO itp.

Pamiętam, że jako harcerze na obozach harcerskich zawsze kontaktowaliśmy się z miejscowym sołtysem , który nam radził, gdzie i komu we wsi trzeba pomóc w domu i zagrodzie. Na obozach wędrownych często spaliśmy ‚u chłopa’, który nam ofiarował nocleg w stodole a gospodyni przynosiła nam wiadro mleka i wielki gar kwaśnego mleka.

Myśmy nie bali się jeździć po Polsce autostopem.

Od przedszkola do studiów ćwiczyliśmy pamięć. I „uczyliśmy się Polski”.

Nikt z nas nie robił zaprzańców i „indywidualistów”, którzy są ponad ból i dramaty innych narodów.
Żyliśmy w zgodzie z innymi narodami.

W Polsce była ogromna presją społeczna do nauki. Przecież i nasze nasze szkoły zawodowe były rozpoznane na całym Zachodzie. I wszystkie wyższe uczelnie.

Polska wydawała ogromne pieniądze na edukację. Mieliśmy szkoły zawodowe, technika, licea i szkoły pomaturalne. Mieliśmy szkoły pod opieką UNESCO. Każdy mógł sobie wybrać karierę, bo wiedział, że dostanie pracę zgodnie z wybranym zawodem. To było ogromne osiągnięcie PRL.

Ktoś się tu wygłupił na temat braku humanizmu w Polsce powojennej. To aż taka teraz panuje niewiedza?

Mieliśmy prawo, ekonomię, etnografie, archeologię, cały wachlarz nauk humanistycznych i tzw. „michalki”, jak socjologię. W każdym liceum a i w niektórych technikach były takie przedmioty jak łacina, propedeutyka filozofii, wychowanie obywatelskie. Klasy w szkole były o profilu zarówno matematycznym jak i humanistycznym.

Tylko w samym Collegium Paderevianum w Krakowie były wydziały, arabistyki, filologia klasyczna, starocerkiewno-słowiańska, bułgarystyka, romanistyka, germanistyka, anglistyka. Już teraz nie pamiętam gdzie się uczyli rusycyści.
W „Gołębniku” była polonistyka.
Mieliśmy studia podyplomowe, i humanistyczne i przyrodnicze..

I pamiętam, że chciałem być kiedyś dziennikarzem. W Polsce studia dziennikarskie były podyplomowe! Trzeba było mieć dyplom ukończenia uniwersytetu, żeby być dziennikarzem.

Były też studia polityczne (nie pamiętam dokładnie jak się nazywały – były tylko w Warszawie) – ale to były też studia podyplomowe. Mieliśmy jednolity program nauczania. [Ekonomia polityczna - tak się te studia nazywały i traktowały o BARDZO politycznej ekonomii, co zresztą nie odróżnia ich wiele od obecnie POPRAWNEJ POLITYCZNIE i rzekomo JEDYNEJ WŁAŚCIWEJ ekonomii - admin AJ]

W Pakcie Warszawskim nie robiliśmy za najemników i polskie wojsko nie było na posyłki. [to niestety nie jest prawdą - a tzw. walka z podziemiem politycznym po  wojnie? A interwencja w Czechosłowacji? A stan wojenny? - to nie "na posyłki"? - admin AJ]

Nikt nam nie bronił opowiadać dowcipów politycznych, śpiewać chórem i pojedynczo antysystemowych piosenek. Przecież swoboda słowa była dużo większa niż teraz. Dlatego dr. Ratajczak nie żyje. I tysiące innych Polaków, którzy mogliby świadczyć przeciwko obecnemu systemowi: NATO, holokaust, Palestyna, katastrofa smolenska…

Mieliśmy teatry i polityczne – całkiem „antysystemowe” – kabarety. To przecież osioł Pietrzak rozpoczął swoją karierę w PRL!

Szanowaliśmy Kościół. Zaraz po wojnie chodziłem do przedszkola ss. Urszulanek w Świdnicy. We Wrocławiu gdzie się rodzina przeniosła, przy szkole podstawowej nr.16 na Grabiszynku przy ul. Kasztanowej była Kaplica św. Klemensa, gdzie CODZIENNIE rano mieliśmy krótki apel z modlitwa i potem szliśmy na codzienny apel w szkole. W Kaplicy św. Klemensa we Wrocławiu przystąpiłem do Pierwszej Komunii. Były to czasy stalinowskie.

W Bochni gdzie mieszkali po wojnie moi dziadkowie, w czasie wakacji u babci chodziłem z babcią do kościoła nad Raba. Babcia po drodze opowiadała mi różne historie. Babcie w Polsce miały ogromne znaczenie i wkład w wychowaniu dzieci.. To babcie robiły nam „testy” z religii. Bardzo wcześnie rano budziła mnie babcia na roraty. Bardzo sobie cenię wspomnienia tych rannych spacerów do kościoła nad Raba.

Jakoś było tak, że wszyscy mieli czas dla siebie i innych..

Jako dzieci w powojennej Polsce byliśmy bezpieczniejsi na ulicy o każdej porze dnia i nocy. Nikt nas autem do szkoły nie woził. Do głowy moim rodzicom ani znajomym nie przyszło, żebyśmy wyjechali na Zachód.

Wychowywało nas też i podwórko. Bawiliśmy się na podwórku z wszystkimi dziećmi z sąsiedztwa.
Teraz podwórka zamienili na parkingi.

W Polsce było co robić.

O co mi chodzi?

O to, że wywaliliśmy wszystkie osiągnięcia Polski powojennej, a w to miejsce wprowadziliśmy kompletnie dziki Zachód.
I to nie europejski Zachód!
To najgorsze wzorce „indywidualności” i nieuctwa zza oceanu. Po wojnie, szkoły w całej Europie były bardzo dobre. I bardzo dobre uniwersytety. Francja, Niemcy , Włochy miały znakomite warunki oświaty, pokoju, współpracy i w ogóle współistnienia.

W obecnej Polsce porzuciliśmy wszystkie warunki socjalne, oświaty, przyjaźni, radości budowania i rozwoju kraju… a przyjęliśmy najgorsze wzorce żydowskiego hederu: burdelu i wrzasków i …CAŁKOWITEJ znieczulicy.

Teraz nawet sklepy w Polsce do Polski nie należą. I chleb pieczemy według najgorszych receptur zagranicznych. Wstyd!

Myśmy byli dumni z każdej nowej budowy, z każdego polskiego osiągnięcia, z wodowania polskich statków, z wytopu stali; stać nas było na coroczne wakacje i do tego w kraju. Polskę poznawałem na koloniach, obozach, wędrówkach i … wspólnych spotkaniach rodzinnych z okazji Świąt.
Tak poznałem Jelenią Górę i Karpacz – Bierutowice gdzie mieliśmy zjazdy rodzinne. I z Krakowa jechaliśmy na rodzinne Święta do Karpacza! Bo akurat tam wypadł ‚dyżur’ na zjazd rodzinny.

Dlaczego teraz tak nienawidzimy Polski powojennej? I co dostało się nam w zamian?

Niekończące wojny, awantury sąsiedzkie, ogromna ilość przestępstw, narkotyki, kłótnie i awantury w sejmie o … GÓWNO!!

Teraz ze zdumieniem oglądam …”zwracanie nagród” i sędziowskie przepychanki. Cyrk z chorymi małpami.

I biedne matki z chorymi dziećmi dla których nie ma corocznych sanatoriów na koszt państwa.
W PRL były 3 miesięczne sanatoria i prewentoria dla chorych dzieci. Można było jeździć co roku. Wiem z autopsji.

Kiedyś nas nie interesował Watykan ani sejm. Mieliśmy zaufanie do obu tych instytucji. Nikt papieża nie wyzywał. Ani polityków. I nikt nikogo nie podejrzewał o „korzenie”. Mieliśmy ciekawsze sprawy na głowie.

Nie mieliśmy pieniędzy – ale mieliśmy wszystko.

Teraz nawet Polskę nam odbierają a my nie mamy siły … odmówić. Ale wciąż mamy siłę, żeby rozwalać kraj i burzyć pomniki narodowe.
Mamy wymazać pamięć narodową.

Zadłużeni jesteśmy na 200 lat! A nasze losy rozgrywają się w Brukseli, USA i Tel Awiwie.
Bo mamy wolność od 1989 roku!

Troll Polonii

Źródło: Dziennik gajowego Maruchy


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(25 głosów)



Artykuły powiązane

Ostatnio zmieniany Czwartek, 17 maj 2018 16:27
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Nasza polska wolność po 1989 roku