Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Skąd się biorą dzieci?
Kategoria: Publicystyka   Czwartek, 02 sierpień 2018 07:06 Autor: Andreas

Skąd się biorą dzieci?

Stanisław Michalkiewicz Stanisław Michalkiewicz Media Wnet Wikimedia Commons CC BY-SA 2.0

Od stuleci, a może nawet od tysiącleci wiadomo, że najcięższa jest dola chłopa. Na tym spostrzeżeniu zbudowanych zostało wiele teorii, a nawet – politycznych programów, na przykład agraryzm, głoszący, że co jest dobre dla chłopów, to jest dobre dla państwa. Posiadanie politycznych programów jest konieczne przy zakładaniu partii. Jak bowiem zauważył Stanisław Cat-Mackiewicz, do założenia partii potrzebne są dwie rzeczy: klika, to znaczy pardon – jaka tam znowu „klika”; nie żadna „klika”, tylko oczywiście elita, no i właśnie program. Toteż w każdym kraju, zwłaszcza takim demokratycznym, jak nasz, aż roi się od przedstawicieli elit, do tego stopnia, że nie można nawet splunąć, żeby w jakiegoś nie trafić, a i z programem – powiedzmy sobie entre nous szczerze – też nie ma problemu. Wszystkie bowiem programy polityczne mają jeden wspólny mianownik, mianowicie: „róbmy sobie na rękę”. Wyraził to jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński w niezapomnianym wierszyku „Nocna rozmowa z mamą”. Syn zwierza się matce, że miał „sen prześliczny”, „że przystępuję do g...arzy i z nimi robię to samo” - na co matka pyta go: „a na czym polega, na czym, robota w którąś się wplątał?” - a syn w odpowiedzi szczerze wyjaśnia, „by rzec prawdę, z pustego w próżne przelewamy, a sobie na konto.”. Oczywiście publicznie czegoś takiego powiedzieć nie można, oficjalnie trzeba mówić coś zupełnie innego, toteż niedawno Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński wprawił w zdumienie cały naród oświadczając, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”. Niektórzy podejrzliwcy zaczęli nawet się zastanawiać, czy te objawy pojawiły się u niego po pomyślnym zakończeniu kuracji kolana w wojskowym szpitalu na Szaserów, ale bardziej przekonujące jest wyjaśnienie, że zbliżają się wybory do samorządów, czyli konkurs na obsadzenie około 50 tysięcy synekur, gdzie przez najbliższe cztery lata można będzie na koszt Rzeczypospolitej i wypić i zakąsić, a jak dobrze pójdzie – to i pysk umoczyć w melasie. W takiej sytuacji jasne jest, że w domu wisielca nie wypada rozprawiać o sznurze, tylko o poświęceniu koniecznym dla realizowania „dobra wspólnego”. Toteż takie na przykład Polskie Stronnictwo Ludowe już ponad 100 lat jedzie na patencie, że „najcięższa jest dola chłopa”, dzięki czemu zawsze jakoś tam wyląduje na czterech łapach, bo wiadomo, że chłopem jest każdy – chyba, że akurat jest babą.

Skoro zatem zbliżają się wybory samorządowe, to znaczy – konkurs na obsadzenie co najmniej 50 tysięcy synekur, gdzie... - i tak dalej – to nic dziwnego, że przez Warszawę przewaliła się potężna demonstracja rolników którzy nie tylko nieubłaganym palcem wytykali Umiłowanym Przywódcom uprawianie „nieprzemyślanej polityki, polegającej na wyprzedawaniu polskiego kapitału”, ale przede wszystkim – na „niskie ceny w skupach”, a wysokie – w sklepach. „Mamy prawo żyć godnie, mamy prawo sprzedawać dobre polskie produkty za godziwą cenę (…) mamy prawo powiedzieć konsumentom, że to nie my dyktujemy zawyżone ceny produktów!” - grzmieli uczestnicy protestu, odgrażając się, że 6 sierpnia przedstawią premierowi Morawieckiemu pro memoria, kto wie, czy nie na skórze. Rzeczywiście, o ile cena takiego na przykład kilograma kartofli w skupie wynosi 20 groszy, to w sklepie – już 2 złote. Protestujący rolnicy pomstowali tedy na „bezsilność państwa”, które nie tylko bezradnie przygląda się wyprzedawaniu „polskiego kapitału”, ale w dodatku nie jest w stanie zrobić porządku z wyzyskiwaczami.

Wprawdzie przypominanie rządowi, iż „najcięższa jest dola chłopa”, spowodowane jest zbliżającymi się wyborami samorządowymi, w których Polskie Stronnictwo Ludowe zamierza obsadzić możliwe najwięcej synekur, toteż przez swoich jawnych i tajnych współpracowników organizuje spontaniczne demonstracje „zagniewanego ludu”, ale zapomnijmy na chwilę o tej przyczynie i odnieśmy się do protestów merytorycznie. Na początek wypada przypomnieć porzekadło, które chyba nieprzypadkowo pojawiło się właśnie w Polsce: „Czegoś głupi – boś biedny. Czegoś biedny – boś głupi.” Otóż – po pierwsze – uczestnicy protestów sprawiają wrażenie, jakby nie rozumieli związku przyczynowego między stosunkami płciowymi a rodzeniem się dzieci. Tymczasem jeśli domagają się, żeby Unia Europejska dawała im „dopłaty”, to nie mogą się dziwować bezradności, z jaką rządy w Warszawie przyglądają się „wyprzedawaniu polskiego kapitału”. Dyć po to właśnie Niemcy w 2004 roku wciągnęły Polskę do Unii, żeby w żadnej dziedzinie, również w rolnictwie, nie robiła im konkurencji, a nie po to, by ulżyć polskim chłopom w ich najcięższej doli. Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało, sprzedając swoją przyszłość za obietnicę „dopłat”. A przecież to jeszcze mały pikuś w porównaniu z „roszczeniami” żydowskimi. Tu nikt nie będzie Żydom niczego „wyprzedawał”, tylko odda za darmo – czego już dopilnuje Nasz Najważniejszy Sojusznik, który w dodatku każe Polsce smarować tłusty połeć ukraiński, bo mu to potrzebne w globalnej rozgrywce z Moskalikami. No dobrze – a co z „wyzyskiwaczami”, co to dyktują „zawyżone ceny produktów”? Czy to rezultat „bezradności państwa”, czy jakiejś innej przyczyny? Stawiam tedy to pytanie, bo przed laty, w publicznej dyskusji nad tą sprawą, zaproponowałem rolnikom, żeby, zamiast narzekać na „wyzyskiwaczy”, zakładali konsorcja, czyli wspólne biura sprzedaży. W ten sposób wypchnęliby z rynku dyktujących ceny hurtowników i zaczęliby dyktować je sami. W odpowiedzi usłyszałem, że nic z tego nie będzie, bo w takich konsorcjach jedni drugich by tylko oszukiwali. W takiej sytuacji rzeczywiście – nie pozostaje nic innego, jak narzekanie, że „najcięższa jest dola chłopa” i oczekiwanie, że „państwo” sypnie groszem i znowu będzie, jak za Gierka.



Źródło: Stanisław MICHALKIEWICZ


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



Ostatnio zmieniany Czwartek, 02 sierpień 2018 07:33