Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Waćkowski: Bez ręki w nocniku
Kategoria: Publicystyka   Wtorek, 18 wrzesień 2018 07:01 Autor: Andreas

Waćkowski: Bez ręki w nocniku

Waćkowski: Bez ręki w nocniku Juanedc/Flickr/CC BY 2.0

Zaraz po zwycięstwie Donalda Trumpa w ostatnich wyborach prezydenckich w USA, ówczesny szef MSZ  Witold Waszczykowski przyznał szczerze, że Polska nie posiadała swoich ludzi w sztabie Trumpa, a także, że dopiero teraz władze polskie będą uruchamiać swoje kanały dyplomatyczne. To działanie świadczy o totalnej amatorszczyźnie polskiej dyplomacji. Warto nie popełniać takich błędów w przyszłości.

Już za niecały rok odbędą się na Ukrainie wybory prezydenckie i parlamentarne. Wybory u naszego sąsiada są bardzo ważne z perspektywy Polski, bowiem od ich wyniku zależy czy konflikt militarny się nasili, dojdzie do jeszcze większej ekspansji banderyzmu na Ukrainie, czy może nowe władze na Ukrainie wejdą na drogę pokojowego rozwiązywania konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych, a banderyzm przestanie być ideologią dominującą w państwie ukraińskim? Polskie władze mogą wspierać potencjalnego kandydata, ugrupowania, które będą najbardziej korzystne dla Polski. Niestety, jak do tej pory polskie władze nic w tym kierunku nie uczyniły, a w poprzednich wyborach prezydenckich i parlamentarnych wspierały opcje niekorzystne lub skrajnie niekorzystne dla Polski. Nie chcę, żeby polscy politycy po raz kolejny obudzili się z płaczem, że zamiast rzekomych przyjaciół Polski na Ukrainie, do głosu dojdą siły neobanderowskie i proniemieckie. Polscy politycy w ocenie opcji politycznych w innych krajach powinni się przede wszystkim kierować ich stosunkiem do Polski, a nie tym, co sądzą one na temat Rosji. Niestety, polskie władze oraz media w ocenie zagranicznych partii kierują się przede wszystkim tym, co dana opcja polityczna sądzi o Rosji.

Warto przy tym nakreślić jakie interesy Polska ma na Ukrainie. W polskim interesie leży Ukraina bez banderyzmu, mająca status pozablokowy, bowiem udział Ukrainy w jakimkolwiek bloku militarnym, politycznym powoduje konflikty. Udział Ukrainy w jakimkolwiek bloku wiąże  Polsce ręce. W naszym interesie jest też w miarę stabilna władza na Ukrainie, która ureguluje konflikt polityczny na wschodzie kraju. Konflikt na wschodzie Ukrainy wywołał niekontrolowaną migrację obywateli Ukrainy do krajów ościennych, w tym do Polski. Dalsza eskalacja konfliktu może to zjawisko nasilić. W polskim interesie leży też, ażeby władza na Ukrainie nie robiła problemów w działalności mniejszości narodowych. Nowa ustawa oświatowa na Ukrainie bardzo utrudniła nauczanie języka mniejszości w szkołach.

Polscy politycy już od czasów Pomarańczowej Rewolucji z 2004 roku popełniają katastrofalne błędy w ocenie sytuacji. Większość z nich bezwarunkowo popierała Wiktora Juszczenkę, który odwoływał się do banderyzmu, w kontrze do Wiktora Janukowycza, który miał polskie pochodzenie i nie czynił żadnych nieprzyjaznych gestów w stosunku do Polski. Polska powinna zachować neutralność w tym konflikcie, po cichu wspierać Wiktora Janukowycza, ale też  mieć swoich ludzi w sztabie Wiktora Juszczenki, po to by marginalizować wpływy neobanderowców. Polskie media nieustannie grzmiały o przypadkach fałszerstw na wschodzie Ukrainy, nie trzeba być specjalnie bystrym, żeby wiedzieć, że w takim kraju jak Ukraina obydwie strony dopuszczały się nieprawidłowości w procesie wyborczym. Ostatecznie zwyciężył Wiktor Juszczenko. Ów wielki przyjaciel Lecha Kaczyńskiego ,,odwdzięczył  się” za to wsparcie nadaniem tytułu bohatera narodowego Ukrainy: Stepanowi Banderze – głównemu ideologowi OUN, a także Romanowi Szuchewyczowi – dowódcy UPA w trakcie mordowania ludności polskiej. Ukraina za czasów Juszczenki prowadziła politykę proniemiecką. Przedstawiany jako wielki przyjaciel Polski  w polskich mediach Wiktor Juszczenko ustanowił antyrekord  popularności, uzyskując w 2010 roku poparcie 5,45%. Mimo tego w czasie kampanii wyborczej był wspierany przez polskich polityków, polskie media. Przed II turą polscy politycy w większości popierali Julię Tymoszenko, mającej podobne poglądy do Juszczenki. Zwyciężył jednak znienawidzony przez polskie media Wiktor Janukowycz.

Od marca 2010 roku na Ukrainie rządziła Partia Regionów. Wiktor Janukowycz cofnął dekret dotyczący nadania tytułu bohatera narodowego Ukrainy Banderze i Szuchewyczowi. Rosja w 2004 roku rzeczywiście popierała ostentacyjnie Janukowycza, za to w kolejnych wyborach jej poparcie było znacznie mniejsze. Wiktor Janukowycz prowadził bardziej asertywną politykę od skądinąd bardzo asertywnego wobec Moskwy Aleksandra Łukaszenki. Obydwaj politycy są niedościgłym wzorem dla polskich polityków pod względem asertywności wobec silniejszych partnerów. Partia Regionów deklaratywnie odwoływała się do elektoratu prorosyjskiego, jednak w praktyce prowadziła politykę wielowektorową. Rządzący w tym czasie na Ukrainie nie wykonywali żadnych nieprzyjaznych przedsięwzięć wobec Polski. Partia Regionów nie przeciwstawiała się obecności języków mniejszości (w tym mniejszości polskiej) w szkołach.

Wiktor Janukowycz w czasie Euromajdanu potrzebował kraju, który mógłby być arbitrem w sporze z opozycją. Naciski na Janukowycza w tamtym czasie w sprawie umowy stowarzyszeniowej z UE mogły go tylko i wyłącznie zaprowadzić w objęcia Moskwy. Polscy politycy powinni w tamtym czasie nie wspierać Majdanu, w którym z biegiem czasu do głosu doszli banderowcy i radykałowie, a dążyć do pokojowego uregulowania konfliktu. Wtedy Krym byłby nadal ukraiński, a w Donbasie nikt by nie ginął. Ugrupowanie Wiktora Janukowycza po Euromajdanie bardzo szybko poszło w rozsypkę, a wielu dawnych działaczy zasiliło Blok Petro Poroszenki. Żaden znany polityk Partii Regionów nie przyłączył się, nie wsparł otwarcie prorosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy. Wyjątek stanowi Oleg  Cariow, jednak zanim dołączył do separatystów,  został pobity przez Prawy Sektor, a Ihor Kołomojski – ówczesny gubernator obwodu dniepropetrowskiego (sponsor ochotniczych neobanderowskich oddziałów na wschodzie Ukrainy) radził mu, żeby dla własnego dobra nie pojawił się w części Ukrainy kontrolowanej przez Euromajdanową władzę. Powstały na gruzach Partii Regionów Blok Opozycyjny jednoznacznie odżegnuje się od separatyzmu.

W wyborach prezydenckich w 2014 roku polskie władze wspierały Petro Poroszenkę, który wygrał w pierwszej turze. Petro Poroszenko na tle wielu kandydatów wydawał się umiarkowany. Jednak okres jego prezydentury to coraz większa banderyzacja Ukrainy. Wraz ze spadkiem notowań Petro Poroszenki polskie władze zaczęły wspierać byłego prezydenta Gruzji, byłego gubernatora obwodu odeskiego Michaiła Saakaszwilego, który był wspierany przez neobanderowowskiego mera Lwowa Andrija Sadowego i Ihora Kołomojskiego. Na wiecach poparcia Gruzina dominowały czerwono-czarne flagi banderowskie. Współczesny gruziński Mierosławski był jednak zbyt skompromitowany, żeby doprowadzić do obalenia Poroszenki.

Na Ukrainie już od dłuższego czasu trwa nieoficjalna kampania wyborcza. Petro Poroszenko i jego partia są zdecydowanymi liderami, jeśli chodzi o ugrupowanie i kandydata, na których na pewno Ukraińcy nie chcą oddać głosu. Petro Poroszenko zbliża się do pobicia antyrekordu Wiktora Juszczenki, bowiem w większości sondaży nie przekracza 10%. Petro Poroszenko nie tylko przegrywa z Julią Tymoszenko, ale także z kandydatem Bloku Opozycyjnego Jurijem Bojko, Anatolijem Hrytsenko – byłym współpracownikiem Juszczenki. Poroszenko przegrywa też w wielu badaniach z populistą Ołehiem Laszko, z aktorem Władymirem Żeleńskim. Poroszenko w przypadku udziału w II turze przegrywa z każdym przeciwnikiem. Polskie władze zamiast wspierać Poroszenkę, powinny udzielać wsparcia kandydatom, których polityka służyłaby interesom Polski.

Zarówno Hrytsenko jak i Tymoszenko wspierali Juszczenkę w czasie Pomarańczowej Rewolucji. Hryszczenko jest zwolennikiem militarnego rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy, podobnie jak wejścia Ukrainy w struktury NATO i UE. Obydwoje nigdy nie protestowali przeciwko kultowi OUN i UPA na Ukrainie. Laszko jest politykiem populistycznym, jednak  z listy jego partii do ukraińskiego parlamentu dostał się syn Romana Szuchewycza, Jurij Szuchewycz.  Żeleński jest natomiast promowany w telewizji 1+1, należącej do Ihora Kołomojskiego. Politykiem nieodwołującym się do banderyzmu, a jednocześnie deklaratywnie opowiadający się pozablokowym statusem Ukrainy jest Wadym Rabinowicz, przywódca ugrupowania Za Życiem, które powstało w skutek rozłamu w Bloku Opozycyjnym. Jednak Rabinowicz współpracował wielokorotnie z Ihorem Kołomojskim, co kładzie się cieniem na jego deklaracjach. Kandydatem, który ma realne szanse wygrać jest Jurij Bojko z Bloku Opozycyjnego, który opowiada się przeciwko kultowi UPA, za pokojowym uregulowaniem konfliktu w Donbasie i statusem Ukrainy pozablokowym. Wiele może jeszcze się wydarzyć w kwesti tego, kto wystartuje w wyborach, jednak zwycięstwo Poroszenki można rozpatrywać w kategoriach cudu.

Sytuacja przed wyborami parlamentarnymi jest podobna. Siły polityczne opowiadające się za pozablokową Ukrainą mają w sondażach od 20 do 30%, praktycznie niemożliwe jest sformowanie stabilnego rządu po wyborach bez uczestnictwa tych sił. Wynik wyborów ostatecznie przeważą deputowani wybrani w okręgach jednomandatowych. Duża część deputowanych z jednomandatowych okręgów wyborczych jest oligarchami lub ich ludźmi, którzy formalnie startują jako  niezależni, a w większości wspierają aktualnie rządzących w zamian za szereg korzyści .

Na Ukrainie w 2019 roku szykują się zmiany, warto by polska dyplomacja, polscy politycy, nie zmarnowali  czasu w dążeniu do uzyskania korzystnych dla Polski pozytywnych.

Kamil Waćkowski


Źródło: KONSERWATYZM.PL


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(0 głosów)



Ostatnio zmieniany Poniedziałek, 17 wrzesień 2018 23:01