Wydrukuj tę stronę
Kategoria: Publicystyka   Czwartek, 29 listopad 2018 09:03 Autor: Andreas

Ambasadorowie listy piszą

 

Rola Ambasadora w kraju zaprzyjaźnionym jest bardzo wygodna. Robi się dużo przyjemnych rzeczy, nie trzeba nic mówić, ani robić. Chodzi o to żeby było miło i wszyscy byli zadowoleni, albo chociaż żeby nie dostarczać powodów do niezadowolenia. Podstawową rolą Ambasadora jest możliwość przeprowadzania spraw, przez dotarcie do elit. Dla jej wypełniania, należy unikać konfliktów. Od robienia polityki jest własny rząd, Ambasador ma ją przedstawiać jako zupełnie przyjazną, nawet jeżeli jest to kolonialny wyzysk, przykładowo opłacany pieniędzmi w pudełkach po butach.

Sytuacja jaka się wytworzyła po liście pani Georgette Mosbacher Ambasador USA do pana premiera jest ultra ciekawa. Sam list – o ile jest prawdziwy, a nie ma takiego potwierdzenia – jest jednoznacznie poniżający dla adresata i właśnie to, co spowodowało taką zapaść amerykańskiej dyplomacji jest arcy interesujące.

Ambasador supermocarstwa, którego kapitał jest właścicielem jednej z największych stacji telewizyjnych w naszym kraju poucza naszego, mimo wszystko, premiera o standardach demokratycznych i wolności mediów. Wszystko w kontekście dziennikarza tejże stacji, wobec którego Prokuratura zadaje trudne pytania. Należy się zapytać czy nie popełniliśmy błędów w kontekście otwartości rynku medialnego na zagraniczny kapitał? Po liście pani Ambasador już wiemy, że kapitał ma narodowość.

Pani Ambasador skomentowała zamieszanie na jednym z portali społecznościowych: „Relacje PL-USA są bardzo dobre, a moim priorytetem jest pogłębianie tej przyjaźni. Wśród podstawowych wartości niesamowicie ważnych dla USA i dla mnie jest wolność słowa, wolność mediów i wolność intelektualnego dyskursu.” Można tylko się cieszyć, że Pani Ambasador tak poważnie deklaruje swoje poglądy i oczywiście za nie należy się jej szacunek. Problem polega jednak w tym, że wszyscy podzielamy te wartości i uznajemy je za bardzo ważne, jeżeli nie nadrzędne. Co więcej uważamy, że nie ma żadnego powodu, dla którego ktokolwiek, w tym Ambasador zaprzyjaźnionego supermocarstwa – pouczał nas w tych sprawach.

Proszę sobie wyobrazić sytuację, że Ambasador Republiki Federalnej Niemiec napisałby analogiczny list do pana premiera, powołując się na interes niemieckich mediów w Polsce. Prawdopodobnie wywołałby tym taki krzyk, że scena polityczna i publicyści żyjący z komentowania politycznego piekiełka przez tydzień nie mówiliby o niczym innym. Tymczasem listu pani Ambasador polskie władze oficjalnie nie skomentowały.

Sytuacja w języku dyplomacji wygląda tak, że pani Ambasador wysyłając rzekome pismo z błędami językowymi i merytorycznymi, poniżyła adresata. Natomiast adresat – pan premier i pan Prezydent, który miał dostać pismo do wiadomości nie podjęli tematu. Oznacza to, że pani Ambasador dała im ostrzeżenie. Już sam fakt, że pozwoliła sobie na tak prymitywny sposób jego przekazania, jest dla nas poniżający. Dowodzi on również tezy o pozorności relacji polsko-amerykańskich i ich totalnej przypadkowości. Ponieważ o treści retoryki wobec Polski decyduje aktualny układ personalny decydentów średniego szczebla, a nie wyrażana polityka. Czołowi politycy USA w ogóle nie mają Polski na agendzie swoich spraw, a ci średniego szczebla, którzy podejmują decyzje wobec nas są tacy, jak właśnie widać.

Warto na tym przykładzie wspomnieć sprawę nowelizacji ustawy o IPN, gdy reakcja ze strony USA była na poziomie Departamentu Stanu. W tej chwili dostaliśmy lokalne upomnienie, które ktoś po prostu napisał pani Ambasador, która zapewne mając najszczersze intencje pozwoliła na jego przesłanie. Być może nawet, ktoś z jej otoczenia zdecydował o tym kroku, żeby jej osobę ośmieszyć? Należy pamiętać, że w tle sprawy są interesy chyba największej prywatnej telewizji w Polsce, której właścicielem jest amerykański gigant z branży mediów i informacji, prowadzący swoje interesy globalnie! To nadaje jeszcze trudniejszy kontekst sprawie, bo wszyscy pamiętamy jak wychodzimy na interesach z Amerykanami (np. tak jak z offset-em za F-16).

To smutne, że nasze władze nie mają wypracowanych kanałów kontaktu osobistego, jak również dyplomatycznej, które pozwoliłyby wymieniać opinie, bez publicznego upominania i poniżania rządu w Warszawie. Sytuacja jest również niekorzystna dla USA, ponieważ inne kraje w regionie, które również „wiszą” na nadziei i wierze w amerykańskie „gwarancje” sojusznicze, dokładnie obserwują tę kompromitację.

To nie tak powinno działać. Cała sytuacja nie powinna mieć miejsca. Można się porozumieć, bez potrzeby robienia wycieków do mediów, co oczywiście także jest dodatkowym aspektem sprawy, którym powinny zająć się stosowne czynniki. Ponieważ jeżeli korespondencja Ambasadora USA do premiera i Prezydenta Polski – ląduje w mediach społecznościowych dziennikarzy, to jest bardzo źle. Proszę spróbować sobie wyobrazić, co z tej całej nieszczęsnej sytuacji mogą wywnioskować ludzie, mający wiedzę o mechanizmach działania zaangażowanych podmiotów, a niekoniecznie nam przychylni… Właśnie dlatego pewne rzeczy powinno się uzgadniać w sposób właściwy.

 


Źródło: Obserwator Polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(4 głosów)



Artykuły powiązane

Ostatnio zmieniany Czwartek, 29 listopad 2018 09:36