Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Rozpoczął się bój o prasę…
Kategoria: Publicystyka   Sobota, 01 grudzień 2018 10:02 Autor: Andreas

Rozpoczął się bój o prasę…

Rozpoczął się bój o prasę… www.nowyobywatel.pl

 

Wraz z nagonką na dziennikarzy niektórych portali informacyjnych i jednej z prywatnych telewizji rozpoczął się w Polsce bój o prasę, czy jak kto woli szerzej o media. Władza autorytarna opiera się na propagandzie, a jej podstawą jest eliminacja przekazu alternatywnego. To podstawa wszystkiego, bez mediów władza planująca trwanie w warunkach dominacji politycznej opartej na populizmie – sama stanie się ofiarą swoich własnych obietnic.

W Polsce media nie miały łatwo od początków transformacji. Mało kto pamięta taki twory jak RSW „Prasa-Książka-Ruch” i Fundacja Prasowa „Solidarność”. Warto się zainteresować i poczytać sobie o początkach pewnych przedsięwzięć medialnych (ale proszę nie grzebać głęboko – nie warto ryzykować). W tym jeszcze innego koncernu medialnego, który wykiełkował z „organu prasowego” Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Trzecim ciekawym zjawiskiem na naszym rynku medialnym jest to, co się stało z przejęciem mediów lokalnych i wielu tytułów krajowych przez kapitał niemiecki. Nie mamy nic przeciwko inwestycjom zagranicznym w Polsce, ale czy możecie sobie Państwo wyobrazić, jakikolwiek inny kraj Unii Europejskiej, gdzie większość mediów należy do zagranicy? W ogóle jakikolwiek kraj? Nie mówiąc już o państwie uważającym się za suwerenne?

Transformacja nauczyła nas, że w mętnej wodzie ryby naprawdę lepiej biorą. Mniej więcej tak można podsumować ten okres dla rynku mediów w naszym kraju. Warto zwrócić uwagę, że udało się stworzyć wielkie firmy medialne z niczego, chociaż przez lata szły do nich zamówienia na reklamy i innego rodzaju formy promocji od szeregu państwowych spółek, jak i od agend rządowych.

Rządy para-neoliberalne w Polsce opierały się na dyktacie mediów neoliberalno-lewicowo-parówkowych. Przez lata zaproponowanie innej wizji, innego punktu widzenia, niż oficjalnie promowany w tym konglomeracie kłamstwa i wciskania Polakom kitu, kończyło się oskarżeniami nawet o zdradę. Klasycznym przykładem jest to, jak napadnięto medialnie na nasz portal, tylko dlatego ponieważ pisaliśmy o sprawach, jakie działy się na Wschodzie, inaczej, niż dopuszczała oficjalna narracja. Podobnie były prześladowane inne redakcje, a nawet osoby prywatne piszące blog, w tym głównie z prawej strony poglądów społecznych. Prawdziwą polską prawicę prześladuje się nadal, są podejrzenia że nawet posunięto się do prowokacji medialnej, mającej na celu dyskredytację środowisk narodowych poprzez grę aktorów amatorów, pozorujących neonazistów. Naprawdę dzieją się w naszym kraju rzeczy niesłychane pod tym względem.

Rządząca dobra zmiana dodała swoje do medialnego koszyczka naszego państwa, tworząc koncepcję mediów narodowych. Wprowadzenie jej w życie okazało się projektem, który znamy bardziej z historii początków PRL, niż z tego jak postrzegamy wolność. Ponieważ w mediach chodzi właśnie o wolność, której podstawą jest wolność słowa, czyli wyrażania się w ogóle oraz swoboda wypowiedzi, tj. decydowanie samodzielnie co, jak, kiedy i w jaki sposób chcemy mówić, pisać, rzeźbić, malować, artystycznie wykonywać na lutni lub lepić z Papier-mâché.

Kwintesencją tej wolności są właśnie media, jako zorganizowane formy przekazywania komunikatów w sferze publicznej. Sterowanie nimi, zawsze jest w kontrze do wolności. Właśnie dlatego dobra zmiana tak wiele zyskała, ponieważ przez lata media neoliberalno-lewicowo-parówkowe po prostu okłamywały Polaków lub robiły im wodę z mózgu.

Dzisiaj media narodowe w swojej dominującej części robią to samo, jeszcze bardziej bezpośrednio w drugą stronę. Szczytem wszystkiego była niedawna stylizacja videowall w studio jednej z narodowych telewizji. Sugerowanie związku Rosji z hitlerowskim SS na poziomie prymitywnych skojarzeń semantycznych jest przykładem mediów, które tworzą fakty i je interpretują, a nie relacjonują.

Dobra zmiana wie i rozumie, że nie wystarczy zapchać Polakom usta parówkami i piwem z niemieckich dyskontów, czy francuskich supermarketów. Trzeba jeszcze wykreować wroga, którego mamy się bać, a przez to będzie można nas mobilizować. Ten straszny scenariusz jest realizowany właśnie takimi metodami jak przywołana powyżej. Nie będzie z tego chleba.

Żyjemy w świecie ostrej konkurencji, która dzieje się na wszystkich płaszczyznach interakcji międzyludzkich. O mediach dzisiaj decydują pieniądze, a media dają władzę, więc koło się zamyka – władza daje pieniądze, na te media, które ją wspierają. Gdyby chociaż w mediach narodowych była możliwa obiektywna dyskusja, gdyby prezentowano tam inne punkty widzenia, inaczej niż pośród krzyków i gwizdów studyjnej publiczności. To byłoby inaczej, ale niestety nie jest i nie ma na to szans. W długim okresie władza na tym straci, ponieważ ludzie mają tą wspaniałą cechę, że… w końcu stają się krytyczni. Nawet jak robi się im wodę z mózgów lub w inny sposób się ich przekupuje, to na dłuższą metę zawsze jest to samo – sprzeciw.

Czeka nas bój o prasę – media, na pewno będą ofiary. Jeżeli władzy uda się zniszczyć największe zło medialne w naszym kraju, które zatruwa naszą przestrzeń publiczną od początków transformacji – to dopiero wówczas będzie możliwe wprowadzanie reform i przebudowa państwa. Jaka to będzie przebudowa to niestety robi się przerażające, jak to sobie uświadomimy. Ponieważ jest już aż zbyt wiele podobieństw do sytuacji po 1935 roku. Wówczas władza także uprawiała tromtadrację i zajmowała się sobą, a nie państwem.

Problem polega także na tym, że rzeczywistość nie znosi próżni (poza Kosmosem). Umierający lewiatan jest groźny i na pewno przekaże swoje „geny” nowemu tworowi, który już zresztą został utworzony. Śmieszne jest to, że zarówno dobra zmiana, jak i jej neoliberalno-lewicowo-parówkowi przeciwnicy, odwołują się do tych samych nadziei za wielką kałużą…

Opowiadamy się za bezwzględną wolnością mediów i nieograniczonym prawem do swobody wypowiedzi i wolności słowa. Sprzeciwiamy się ograniczeniom w tym zakresie, w tym ograniczeniom funkcjonalnym, które wynikają z zasad działania tzw. rynku medialnego. Bez pieniędzy nie da się funkcjonować, a na pewno powyżej pewnego poziomu. W konsekwencji nie ma zasięgów, a jak nie ma zasięgów to nie ma się szans na dochody z reklamy. Bez pieniędzy z reklamy nie ma mediów. Tak wygląda rzeczywistość, ten kto ma kasę – decyduje, co Polacy przeczytają na swoich telefonach i komputerach, w gazetach i zobaczą na ekranach telewizorów. Społeczeństwo utrzymuje system, poprzez który jest sprawowana nad nim kontrola.

Biorąc pod uwagę doświadczenia z działania mediów na świecie, warto się zastanowić nad nowymi formami finansowania, które pozwoliłyby działać mediom elektronicznym, jak również delegalizowałyby obniżanie rankingów w wynikach wyszukiwania. Internet jest prawdziwym polem walki XXI wieku, a grupowanie, wyszukiwanie i dostarczanie kontekstowo dobranych informacji, jest najpotężniejszą bronią w tym nowym świecie. Nie oddawajmy swojej broni w cudze ręce, ponieważ może być użyta przeciwko nam.

No, a zaraz będą święta – będzie dużo parówek…


Źródło: Obserwator Polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(1 głos)



Ostatnio zmieniany Sobota, 01 grudzień 2018 11:30