Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Czego byśmy sobie życzyli w 2019 roku? (cz.2) Polityka obronna
Kategoria: Publicystyka   Środa, 02 styczeń 2019 08:05 Autor: Andreas

Czego byśmy sobie życzyli w 2019 roku? (cz.2) Polityka obronna

Czego byśmy sobie życzyli w 2019 roku? (cz.2) Polityka obronna Marlon E/Flickr/CC BY-SA 2.0

 

Polityka obronna naszego kraju musi uwzględniać zmianę globalną, jaką jest redefiniowanie swojej roli przez USA. Amerykanie nie będą chcieli umierać za przesmyk suwalski (skandaliczna nazwa)! Co więcej, nikt na Zachodzie nie ma zamiaru umierać, ani za Polskę, ani za kraje bałtyckie, nie mówiąc już o Ukrainie! W ogóle istotnym jest pytanie, czy oni – poza USA – nadają się w ogóle do jakiejkolwiek walki? Bajdurzenie o standardach prawa międzynarodowego i porządku międzynarodowym jest dla słabych. Silni w ogóle o tym nie muszą rozmawiać, ponieważ nikt nawet nie myśli o kwestionowaniu ich pozycji. To silni ustalają zasady, tak było na świecie od początku jego istnienia już w starożytności. Rewolucja przemysłowa pozwoliła Zachodowi na utrwalenie swoich posiadłości kolonialnych. dzisiaj tą samą rolę pełnią światowe finanse, powiązane systemami rynków finansowych, gdzie średniej wielkości amerykańskie firmy mają większe dochody niż nie jedno państwo. Aktualnym jest pytanie na ile Zachód potrafi tylko “mieszać”, a na ile jest w stanie realnie stanąć do walki? Jeszcze jest daleko za wcześnie, żeby położyć na nim krzyżyk, jednak kryzys Zachodu, w tym w szczególności Europy Zachodniej jest faktem obiektywnym. Mówią przecież o tym nasi rządzący politycy.

Musimy sobie uświadomić, że status quo w tej części Europy, jest pochodną Jałty. To w Jałcie ustalono, że będzie tak jak jest w tej chwili. Można wiele powiedzieć na ten temat, jednak w sumie, to bardzo długi okres stabilizacji, naprawdę nie zwykły w tej części Europy. To się wszystkim opłaca. Dlaczego więc Amerykanie chcą to zmienić wprowadzając swoje pociski z bronią jądrową, których zakazano traktatem jeszcze w czasach ZSRR? Przy czym Stany Zjednoczone są daleko w tyle w technologii rakietowej za Federacją Rosyjską. Systemy typu “Iskander” są w stanie totalnie zdominować pole walki, a testowana i wprowadzana do użytku broń hipersoniczna jest w stanie pokonać amerykańską obronę kontynentalną. Dlaczego więc w warunkach braku przewagi Amerykanie grają tak ostro? Może zapytajmy wprost – dlaczego sprowadzają ryzyko wojny jądrowej na swoich sojuszników, których nie są w stanie obronić, ani nie są w stanie skutecznie odwzajemnić ataku. Jałta wiecznie żywa? Los Ukrainy jest jednoznaczną próbką intencji i działań sprawczych Zachodu, przecież sankcje przeciwko Rosji, od której kupuje się gaz, ropę i całą tablicę Mendelejewa, a równocześnie nakłada się embargo na eksport polskich czy litewskich serów – to kpina, naprawdę w Moskwie się z tego śmieją.

W praktyce, jeżeli przyjmujemy na siebie ryzyko wojny jądrowej na naszym terytorium, w której nasza strona jako NATO może być agresorem, to należy się przygotować na skutki zadziałania tej broni, np. chociażby w wyniku wypadku. To podstawowa sprawa, o której się w ogóle nie mówi i zupełnie to lekceważymy. Jeżeli jednak mamy pozwolić na to, żeby w Redzikowie lub gdzieś indziej, mogła być broń jądrowa, ewentualnie jeżeli w swoich planach strategicznych godzimy się na użycie taktycznej broni jądrowej na naszym terytorium, to trzeba zabezpieczyć ludność, przygotować infrastrukturę. To wielkie koszty, wielka mobilizacja, wymagająca prawie zupełnego przeorganizowania sił i zdolności kraju. Wzorcem jest współczesny Izrael i Prusy końca XIX i początku XX wieku.

Planowany zakup baterii przeciwlotniczych i przeciwrakietowych systemu “Patriot”, to dobry wybór ze względu na możliwości tego zestawu i jego interoperacyjność z NATO. Jednak musimy mieć świadomość, że ilość baterii jakie chcemy kupić, nie pozwoli nam na ochronę miast, może poza Warszawą. Celami pierwszoplanowymi będą elektrownie węglowe i infrastruktura przesyłająca energię oraz lotniska. Oznacza to, że nasza obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa, powinna uwzględniać ochronę kluczowych z punktu widzenia państwa obiektów i instalacji. Skandalem jest to, że nie planuje się w zasadzie żadnego wzmocnienia obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej wybrzeża. To od strony Bałtyku należy się spodziewać ataku pocisków manewrujących! Tymczasem my nie posiadamy żadnego okrętu, który byłby zdolny do realnego zwalczania celów powietrznych nawet na średnie odległości. To żenujące, żeby prawie 40-to milionowy kraj z ambicjami przewożenia olbrzymiej ilości gazu szlakami morskimi, nie był w stanie posiadać np. 6 korwet z prawdziwego zdarzenia i 2 fregat pełnomorskich? Okręty kosztują, jednak bezpieczeństwo nie jest za darmo.

O Marynarce Wojennej trzeba myśleć poważnie nie tylko ze względu na piękno gal banderowych, tylko z bardzo prostego powodu – jeżeli zamierzamy importować energię drogą morską, która doskonale wiemy jaka jest, to musimy mieć siły i środki zdolne do zabezpieczenia tego importu na ostatnim odcinku szlaku żeglugowego, jak również pozwalające na punktowe interwencje i dozór stref zagrożenia na morzach i oceanach świata.Tego problemu nie było do póki importowaliśmy względnie tani i doskonałej jakości surowiec z Rosji. Rozwój Marynarki Wojennej trzeba wliczyć w koszty dywersyfikacji źródeł dostaw energii.

Siły Zbrojne mamy za małe. Jest za mało Żołnierzy, oni mają za mało sprzętu i przeważnie jest za stary. Ciężko powiedzieć, na ile dni prowadzenia wojny starczy nam materiałów wojennych. Z wypowiedzi jednego z generałów lotnictwa, wiadomo że Siły Powietrzne „wystarczą” na pół dnia walki. Jeżeli traktujemy obronę narodową poważnie, to musimy za wszelką cenę zwiększyć ilościowo armię, jak również wyposażyć ją we wszystko w co tylko jesteśmy w stanie.

Oznacza to konieczność zwiększenia nakładów na obronność. Dużo powyżej 2-2,5% PKB! Realnie w naszej sytuacji powinniśmy myśleć o 4% PKB stałego finansowania wprost z budżetu centralnego oraz dodatkowo jeszcze jakieś 0,5-1% przeznaczanego na cele specjalne jak np. zakup nowego uzbrojenia szczególnej wartości. INACZEJ NIE MA CO MYŚLEĆ O FINANSOWANIU WOJSKA. Ponieważ koszty stałe zawsze będą wysokie, a w dobie wzrostu płac, jeżeli można więcej zarobić na warszawskiej budowie, niż w Wojsku Polskim, to nie oczekujmy, że ludzie będą się z ochotą garnąć. Do tej kwestii jeszcze odniesiemy się poniżej.

Przykładem potrzeb niezbędnych i najpilniejszych jest flota podwodna. Jeżeli chcemy na poważnie traktować swoje bezpieczeństwo musimy posiadać liczące się siły podwodne. Okręty podwodne są straszną bronią. Ich specyfika działania powoduje, że najskuteczniejsze są jeżeli działają parami. Potrzebujemy co najmniej cztery pełnowartościowe, nowoczesne okręty podwodne, przystosowane do działania na Bałtyku. Do tego jakąś ilość różnego rodzaju podwodnych dronów, które w połączeniu z okrętami podwodnymi przenoszą zdolności bojowe naszej Marynarki Wojennej w XXI wieku. 

Osobnym aspektem obronności jest powrót do konieczności odwieszenia Zasadniczej Służby Wojskowej. To absolutna konieczność, chyba że koszty takiego rozwiązania będą większe od racjonalnego i możliwego do sfinansowania rozwoju armii zawodowej wspartej komponentem ochotniczym. Niestety to nie będzie proste politycznie, społeczeństwo odzwyczaiło się od obowiązków na rzecz państwa. Dlatego niezbędną koniecznością jest danie alternatywy – jeżeli nie chcesz służyć – to płacisz więcej, niż inni. W ten sposób moglibyśmy gromadzić pieniądze na finansowanie armii zawodowej i rozwój ochotniczych formacji Obrony Terytorialnej. To oczywiście pomysł kontrowersyjny, ale lepiej jest go wprowadzić teraz stopniowo, jak jeszcze nie ma żadnej zewnętrznej presji i przygotować się na gorsze czasy, niż później robić to samo na zasadzie “gaszenia pożaru”. Chodzi o to, żebyśmy mądrze wykorzystali czas jaki mamy przed sobą.

Obrona Cywilna i Obrona Terytorialna to zupełnie różne formacje, mające zupełnie odmienne przeznaczenie, jednak ich funkcjonalność jest wspólna, to siły wspomagające siły główne w prowadzeniu wojny (Obrona Terytorialna) oraz siły i środki zabezpieczające odporność i trwanie społeczeństwa w jej trakcie (Obrona Cywilna). Wielką zasługą rządów dobrej zmiany jest to, że doszło w ogóle do rozwoju koncepcji Obrony Terytorialnej, jednak wykonanie tej idei jest najdelikatniej mówiąc dyskusyjne. To musi się zmienić, tak żebyśmy mogli wykorzystać potencjał tkwiący w strukturach tego typu, przy minimalizacji kosztów ich funkcjonowania. 

Podstawowym warunkiem dalszego rozwoju Wojsk Obrony Terytorialnej jest rozważenie zasadności włączenia ich do Wojsk Lądowych, to działanie wydaje się naturalne zgodnie z przeznaczeniem tego rodzaju jednostek, jako ubezpieczenie i uzupełnienie dla wojsk operacyjnych. Postuluje to wielu wojskowych, poza tym w ten sposób wyeliminowalibyśmy kwestię zasadniczą – konkurencji o budżet MON. Pieniądze przeznaczane na WOT byłyby częścią środków przeznaczanych w ogólnej puli. Ma to swoje znaczenie, zwłaszcza jak się wysłucha argumentów o tym, że WOT jest droższy od Wojsk Specjalnych, a jeżeli chodzi o skuteczność to jakiekolwiek porównywanie po prostu nie ma sensu.

Obrona Cywilna musi być traktowana poważnie, a to będzie możliwe tylko jeżeli powierzy się ją „na serio” samorządowi terytorialnemu i pozwoli na jej finansowanie w sposób zgodny z jego logiką budżetową. Tutaj nie potrzeba cudów, ani olbrzymich nakładów. Niezbędna jest mrówcza praca, planowanie i wieloletnie dokładanie kolejnych elementów do systemu, tak żeby go rozbudowywać i wzmacniać na wszelkie możliwe sposoby. Tylko samorządy w warunkach gospodarki kapitalistycznej, w której nie jesteśmy właścicielami większości majątku we własnym kraju, mogą przeprowadzić mobilizację i organizację sił i środków gospodarki narodowej na skalę ogólnokrajową. Oczywiście od strony profesjonalnej niezbędne jest włączenie wszelkich działań w struktury istniejące przy Państwowej i Ochotniczych Strażach Pożarnych.

Potrzebujemy zapasów państwowych z prawdziwego zdarzenia, tak żeby nasze miasta mogły przetrwać bez prądu i wody przez – podejdźmy ambitnie – 30 dni, a po zniszczeniach, żeby była możliwość szybkiego odbudowania infrastruktury. Logistyka jest podstawą każdej wojny, w tym logistyka cywilna czasu wojny, albowiem ma ona wybitnie ważne znaczenie w oddziaływaniu na morale społeczeństwa. Zapewniając podstawy przetrwania jak największej liczbie ludzi, zapewniamy sobie bezpieczeństwo i trwanie państwa.

Generalnie nie miejmy najmniejszych złudzeń. Obronność będzie nas kosztować bardzo dużo, a jeżeli mamy na serio myśleć o skuteczności podejmowanych planów, to musimy nie tylko wydawać więcej pieniędzy, ale przede wszystkim czynić to w sposób bardziej użyteczny i efektywny, dający większą “stopę zwrotu” w postaci wzrostu potencjału obronnego z każdej Złotówki. Nie można się zamykać na żadne koncepcje współpracy ponadnarodowej, w tym oczywiście o koncepcję armii Unii Europejskiej. W zależności od tego, jak taki twór miałby funkcjonować, należy się w niego odpowiednio zaangażować. Nie chodzi o to, że robimy w ten sposób konkurencję dla NATO, chodzi o to, żebyśmy nie zostali z mokrymi oczkami jak Amerykanie zabiorą swoje zabawki i wyniosą się z Europy na serio. W tym kontekście bajki o “Fort Trump” możemy sobie darować. Poza tym Amerykanie nie są idiotami, doskonale wiedzą, że wszystko co jest zlokalizowane w Polsce jest na pierwszej linii możliwego rażenia taktyczną bronią jądrową i środkami precyzyjnymi już w ciągu 7-15 minut od rozpoczęcia konfliktu. Z tej prostej przyczyny magazynowanie u nas uzbrojenia, czy też bytowanie dużych ilości sił żywych – NIE MA ŻADNEGO SENSU. Natomiast jak najbardziej  w naszym kraju powinny być siły zdolne do wzmocnienia naszego oporu, jednak najważniejszy zawsze będzie nasz własny potencjał. Wizja wydania 2 mld USD na “prysznice” dla US Army to błąd strategiczny, ponieważ te pieniądze można lepiej wydatkować.

Wspomniana kwota, to co najmniej 20 nowych samolotów F-16, przy założeniu że kupilibyśmy je po 100 mln USD. To praktycznie zwiększa o połowę potencjał naszego lotnictwa bojowego, w zasadzie pozwalając na skasowanie samolotów produkcji ZSRR. Po zakupie takich maszyn mielibyśmy 68 samolotów F-16, a to zdecydowanie lepiej, niż mieć ich tylko 48. Chociaż ze względu na to, że kupiliśmy i będziemy dalej kupować pociski manewrujące (JASSM i JASSM-ER), należy pomyśleć o samolocie dwusilnikowym, który po pierwsze miałby większe możliwości operacyjne, a po drugie miałby większe możliwości przenoszenia uzbrojenia wspomnianego typu. W świetle dostępnych obecnie samolotów na rynku warto pomyśleć o francuskich Rafale lub europejskich Eurofighter, chociaż prawdopodobnie najkorzystniejsze finansowo byłyby amerykańskie F-18. Jednak pewna dywersyfikacja sprzętowa bardzo by się nam przydała, stąd sugestia w kierunku maszyn francuskich, które są w zasadzie niezależne technologicznie od konstrukcji i technologii amerykańskich. Trzeba myśleć w ten sposób, bo warto zawsze mieć opcję na plan B! Jakkolwiek koszty takiego rozwiązania byłyby znaczne.

Nie zapominajmy również o śmigłowcach. Są niezbędne, konieczne, potrzebujemy ich jak grzyby deszczu! Po pierwsze Wojska Specjalne przewożone ciężarówkami, najdelikatniej mówiąc bardzo tracą sens. To mniej więcej tak, jakbyśmy kupili super lokomotywę do pociągu dużych prędkości, ale w ogóle nie ułożyli torów. Potrzebujemy śmigłowców transportowych ogólnego przeznaczenia, śmigłowców morskich, zdolnych do działań SAR i zwalczania okrętów podwodnych a także wyspecjalizowanych śmigłowców ratujących życie Żołnierzy na polu walki. Niestety zmarnowaliśmy szansę na kooperację z przemysłem europejskim, a pomimo upływu trzech lat – dobra zmiana nie potrafiła skorzystać z potencjału działających w kraju producentów śmigłowców. na szczęście kupiono pierwsze maszyny dla Policji, ale to mniej niż kropla wody na pustyni.

 


Źródło: Obserwator Polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(0 głosów)



Ostatnio zmieniany Środa, 02 styczeń 2019 07:29
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Czego byśmy sobie życzyli w 2019 roku? (cz.2) Polityka obronna