Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Słowa, które (nie) znaczą…
Kategoria: Publicystyka   Piątek, 25 styczeń 2019 08:06 Autor: Andreas

Słowa, które (nie) znaczą…

Słowa, które (nie) znaczą… Aia Fernandez/Flickr/CC BY 2.0

 

Większość słów jakie krążą dziś w obiegu publicznym nie znaczą prawie nic. Dyskurs publiczny, bez względu na to jakie kryteria ocen przyjmiemy, zawsze odbywa się w przestrzeni wyobrażonej, która tylko jakiś stopniu odpowiada rzeczywistości. Im bardziej dyskurs społeczny odrywa się od realnych problemów tym mniejsza szansa na to by mógł on doprowadzić to wypracowania jakikolwiek, możliwych do zastosowania rozwiązań realnych problemów. Stworzenie wroga wyobrażonego nie rozwiązuje oczywiście żadnego z realnych problemów, ale daje ujście społecznej frustracji. Choć jak wiemy z historii fizyczne zniszczenie grupy, z której uczyniono wyobrażonego wroga, czasem przynosi chwilową poprawę życia tym, którzy przeżyli. Zawsze jednak przynosi katastrofę.

Pomiędzy obozami politycznymi nie toczy się żaden dyskurs. O dłuższego czasu nie widać by zależało im też na przekonaniu niezdecydowanych. Wszystkie komunikaty kierowane są tak naprawdę do wewnątrz. Mają na celu utrzymania zwolenników w przeświadczeniu, że stoją bądź leżą, po właściwej stronie. Wszystkie przekazy są nacechowane emocjonalnie a w zasadzie niosą wyłącznie przekaz emocjonalny. Mają utrzymywać oba obozy w stanie wrzenia co utrudnia zarówno formułowanie jak i rozumienie racjonalnych przekazów.

Ludzie stając się więźniami słów, stają się więźniami obozów. Słowa, myśli które wyrażają, emocje to najskuteczniejsze ze wszystkich więzień. To wpływa również na wzrost społecznej alienacji, która staje się tym większa im świat społeczny wyobrażeń, oddala się od świata doświadczanego przez jednostki.

Walka z mową nienawiści to walka z wiatrakami, wrogiem wyobrażonym, wcale nie najbardziej istotnym. To, co nazywa się mową nienawiści, bierze się z frustracji, alienacji, gniewu. Te emocje często mają obiektywne przyczyny. Ich źródłem są realne problemy i realne deficyty. Alienacja i frustracja mogą zniknąć lub zmaleć do dającego się znieść poziomu, o ile zacznie się te realne problemy rozwiązywać. Aby je rozwiązywać, musi się zacząć o nich mówić. Wtedy też mają szanse ujawnić się prawdziwe sprzeczności i prawdziwe konflikty. W innym wypadku walka z mową nienawiści to syzyfowa praca.

W społecznym dyskursie zawsze lepiej, jak mawiano w staropolszczyźnie, politycznie jest oddzielić poglądy od człowieka. Jednak nie zawsze to się uda, bo często takie a nie inne poglądy są podstawą auto definicji jednostki. Jeśli powiemy o kimś, że jest całkowicie odklejony o rzeczywistości, to będzie to często adekwatny opis jego relacji z rzeczywistości a nie rodzaj epitetu czy mowa nienawiści. Jeśli jesteśmy przeświadczeni, że ktoś chce realizować swoje interesy kosztem innych, lub jest świadomym lub nie całkiem, propagatorem takich idei, to kategoryczny werbalny sprzeciw wobec nich, nie jest mową nienawiści a raczej dopuszczalną samoobroną. Koncepcja walki z „mowa nienawiści” ma meta założenie, że wszystkie poglądy i opinie są równoprawne, powinny mieć swobodny dostęp do przestrzeni publicznej o ile wyrażane są we właściwy sposób. Otóż wiele poglądów nie jest możliwe do zwerbalizowania we właściwy sposób, bo wyrażają wole fizycznej elimanacji innych jednostek. I nie ma znaczenia, czy przeznaczonych do eliminacji przy okazji się nienawidzi czy też szanuje. Wielu oficerów amerykańskiej armii szanowało i podziwiało naród Dakotów. Niektórzy właśnie z tych powodów dużych do jak najszybszej ich eliminacji. Na zimno, bez nienawiści.

Z piramidami nienawiści jest podobny problem co z negatywnym wpływem przemowy w filmach i grach komputerowych na młodzież. Brzmi nie źle ale nie ma jednoznacznych dowodów.

Najważniejszym problemem społecznego dyskursu nie jest „mowa nienawiści” ale jego nieracjonalność i oderwanie od rzeczywistych problemów. To oczywiście powoduje skupianie się na emocjach i eskalację agresji. Nie chodzi też o przekonanie kogokolwiek a jedynie o utrzymanie spójności i mobilizacji w grupie. Tak rodzą się quasi religijne sekty, w których wyznawanie wspólnej wiary jest najważniejszym i jedynym celem.

A po za tym uważam, że konkordat należy wypowiedzieć.

Również na www.artistoskr.worpress.com

 


Źródło: Obserwator Polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(5 głosów)



Ostatnio zmieniany Piątek, 25 styczeń 2019 10:25