Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Ością w gardle im ta śmierć stanie
Kategoria: Publicystyka   Środa, 06 luty 2019 07:01 Autor: Andreas

Ością w gardle im ta śmierć stanie

Ością w gardle im ta śmierć stanie hapal/Flickr/CC BY-ND 2.0

Jeśli ktokolwiek wyobrażał sobie, że śmierć Pawła Adamowicza cokolwiek zmieni w polskim życiu publicznym, to z każdym dniem musi się srodze zawodzić.

Jakkolwiek dramat, który wydarzył się w Gdańsku jest bezprecedensowy, to jednak po doświadczeniach Smoleńska nie jest on w stanie wywołać takich zmian na jakie liczą ci, którzy na politykę patrzą w sposób idealistyczny, czyli naiwny. Z prostego powodu – polityka nie jest sferą uczuć, polityka to gra, której skuteczność jest wprost proporcjonalna do stopnia empatii jej głównych aktorów. Ci, empatię mają bliską zera. Zera absolutnego, dodajmy.

Katastrofa smoleńska, o której od samego początku pisałem jako przekleństwie polskiej polityki, na długie lata zaimmunizowała ją na jakąkolwiek wrażliwość. Jej rozmiar sprawił, że trudno sobie dzisiaj wyobrazić, by cokolwiek mogło, nas Polaków, boleć mocniej. Dlatego też pojedyncza, acz spektakularna śmierć prezydenta Gdańska, nie może wywołać spodziewanego przełomu, otrzeźwienia czy refleksji u tych, którzy nadają dzisiaj ton narracjom politycznym.

Obecne apele o rezygnację z „języka nienawiści”, kierowane przez polityków do polityków, są tak naprawdę narzędziem mającym spacyfikować przeciwnika za pomocą szantażu moralnego. Nie przyniesie to oczywiście żadnego efektu. Z prostego powodu – nie da się przekonać wilka do wegetariańskiej diety, która jest wbrew jego naturze. Prawda jest taka, że polityka i podążające w ślad za nią media, skarmiają się agresją i nienawiścią, bo za nią w przypadku mediów podąża „klikalność”, a w przypadku polityków – rozpoznawalność. Agresja i nienawiść mają swoją wymierna cenę, którą są cash i wyborcze głosy. Dlatego gromkie apele jednych i drugich o likwidację benefitów, z których żyją, są czymś więcej niż obłudą. Są obłudą do sześcianu.

W przypadku Smoleńska jak i Gdańska, można zauważyć pewne prawidłowości. Oba te dramaty uderzyły w rządzących. W obu przypadkach opozycja winą za to, co się wydarzyło obarczyła rząd, sugerując działania sprawcze (Smoleńsk) lub nienawistną atmosferę (Gdańsk), które doprowadziły do dramatu. W obu przypadkach mamy do czynienia z narracją, która mówi o zaszczuwaniu i wdeptywaniu przeciwnika w ziemię, odbieraniu mu czci i dobrego imienia, bezpodstawnych oskarżeniach, mowie nienawiści i zjadliwym hejcie. Po części jest to prawda, ale przyznajmy, że hejt dotyczył rasowych pierwszoligowych polityków, którzy siłą rzeczy go generowali.

W obu przypadkach mamy też do czynienia z procesem brązowienia postaci, które nagle stały się nieposzlakowane i wybitne, których format wybiegł daleko poza polski wymiar
. Dramatyczna śmierć staje się tutaj zaczynem do odbijania Polski z rąk przeciwnika, niegodnego szubrawcy, który Najjaśniejszą Rzeczpospolitą uczynił albo rewirem „resortowych dzieci”, albo paśnikiem „dojnej zmiany”. W obu przypadkach pojawiła się sugestia, by w obliczu tak wielkiej tragedii druga strona zamilkła, bo wszystko co powie i tak nie wytrzyma moralnego ciśnienia.

Jak grzyby po deszczu mnożą się też teorie spiskowe. Te smoleńskie znamy. Żadna z nich się nie została potwierdzona, choć nadal mają swoich wiernych wyznawców. W przypadku Pawła Adamowicza dopiero nabierają rozpędu, począwszy od wersji o płatnym mordercy sterowanym podprogowo przez dawne służby specjalne, chcące zdestabilizować kraj, po przeprowadzoną „maskirowkę”, w wyniku której złapano podstawioną osobę, wymachującą na dodatek nożem, na którego ostrzu nie było śladu krwi. Zalew tego typu sensacji nie jest niczym nadzwyczajnym, ale wiedzieć wypada, że jest dyskretnie – choć zdarza się że wprost – wykorzystywany przez głównych aktorów sceny politycznej.

Szukając podobieństw Gdańska i Smoleńska, trzeba zauważyć prawidłowość, że najbardziej racjonalne wytłumaczenie dramatycznych wydarzeń przedstawia zawsze rząd, dysponujący najbardziej realną wiedzą w tym zakresie. W przypadku Smoleńska, rząd Tuska wskazywał na złamanie wszelkich możliwych procedur, które doprowadziły do katastrofy, z kolei w przypadku Gdańska rząd Kaczyńskiego wskazuje na karygodne błędy organizatorów i firmy ochroniarskiej, których niefrasobliwość pozwoliła psychopacie zrealizować swoje plany. Klamrą spinającą oba te dramaty jest trafne sformułowanie, które powstało po katastrofie smoleńskiej, a mianowicie – tupolewizm.

Awantura, jaką dzisiaj urządza opozycja jest bliźniaczo podobna do tej, jaką urządzało PiS
. Przy całej nierównomierności skali dramatów, nie sposób nie zauważyć, że to co dzisiaj obserwujemy i to co obserwowaliśmy przed dziewięciu laty, jest tak naprawdę samooskarżaniem się PiS i PO. Gdyby nie dzisiejsze dojmujące okoliczności, można by powiedzieć, że to kocioł przygania garnkowi. Jakimś niezgłębionym fatum pozostaje, że środowiska wywodzące się – przynajmniej w większości – z solidarnościowego matecznika, żeby wygrać wybory potrzebują dzisiaj „ofiary”. Że władzę w Polsce zdobywają dzięki „ofierze”, która pieczętuje moralną wyższość jednych nad drugimi.

Śmierć Pawła Adamowicza, mogła to paradoksalnie zmienić lub definitywnie zakończyć, gdyż niesie w sobie wystarczający ładunek emocji, by dokonać wyłomu w dychotomicznym układzie trawiącym Polskę. Nie ma jednak dzisiaj żadnej alternatywnej siły społecznej i politycznej, która byłaby w stanie to zdyskontować. Dlatego na urnie zamordowanego prezydenta Gdańska usiadły znane wszystkim polityczne sępy. Zwołują całą resztę na polityczna ucztę. Gdzieś jednak pod skórą czuję, że nie najedzą się tak, jak im się marzy. Że ością w gardle im ta śmierć stanie. I jednym, i drugim.

Maciej Eckardt
Myśl Polska, nr 7-8 (10-17.02.2019)



Źródło: Myśl Polska


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(10 głosów)



Ostatnio zmieniany Środa, 06 luty 2019 07:35
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Ością w gardle im ta śmierć stanie