Wydrukuj tę stronę
Kategoria: Publicystyka   Wtorek, 19 luty 2019 08:01 Autor: Andreas

Manipulacje w pierwszej lidze polityki

Stanisław Michalkiewicz Stanisław Michalkiewicz Media Wnet Wikimedia Commons CC BY-SA 2.0

Jak zwykle zawinili dziennikarze. Tak w każdym razie uważa Nasz Wielki Przyjaciel, czyli pan dr Szewah Weiss – że mianowicie Nasz Sojusznik Mniejszy, czyli premier bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu, wcale nie powiedział tego, co powiedział, że mianowicie Polacy kolaborowali z „nazistami”. Zdaniem Naszego Wielkiego Przyjaciela, wypowiedź tę zmanipulowali dziennikarze. Dlaczego „zmanipulowali” - tajemnica to wielka – chociaż dobrze się komponuje z niemiecką i żydowską polityką historyczną. Jak wiadomo, polityka historyczna niemiecka zmierza do stopniowego zdejmowania z Niemiec i Niemców odpowiedzialności za II wojnę światową, a zwłaszcza - za zbrodnie, jakich się wtedy dopuszczono. Właściwie ten cel został już osiagnięty, bo okazało się, że to nie Niemcy, to znaczy – nie Rzesza Niemiecka, ani nie Niemcy rozpoczęli II wojnę światową, tylko zrobili to źli „naziści”, który najpierw okupowali Niemcy „und Morgen die ganze Welt” - jak po nazistowsku śpiewali w swoich kultowych piosenkach. Niemcy byli zatem pierwszą ofiarą złych „nazistów”, z którymi kolaborowali Polacy – bo żydowska polityka historyczna, zmierzająca do zagwarantowania w tych zmieniających się warunkach możliwości dalszego materialnego eksploatowania masakry Żydów europejskich, pretensjonalnie nazwanej „holokaustem”, wymaga wytypowania winowajcy zastępczego, na którego zwali się „nazistowską” winę i będzie się go pod tym pretekstem szlamowało aż do końca świata i jeden dzień dłużej, a przygrywała będzie do tej operacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Ale incipiam. „Zmanipulowana” wypowiedź Naszego Sojusznika Mniejszego, czyli premiera bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu padła podczas konferencji monachijskiej w Warszawie, zwołanej w celu – jak to w innej „zmanipulowanej” wypowiedzi wyjaśnił izraelski premier – przygotowania wojny ze złowrogim Iranem. Wprawdzie pan minister Czaputowicz twierdzi, że o Iranie nie było tam mowy, ale mój honorable correspondant donosi mi do Australii, że pan minister Czaputowicz na pewno tego nie wie, bo podczas gdy starsi i mądrzejsi się namawiali, on stał na czatach na korytarzu pilnując, żeby tej rozmowy nie podsłuchał złowrogi Putin. Jak tam było, tak tam było – dość, że dziennikarze w taki sposób tę wypowiedź izraelskiego premiera „zmanipulowali”. W rezultacie do MSZ została wezwana izraelska ambasadoressa w Warszawie. Po co – tego nikt do końca nie wie, bo przechodnie maszerujący przez Aleję Szucha, który – jak wiadomo, był „patronem Gestapo”, słyszeli dobiegające z okien Ministerstwa Spraw Zagranicznych kobiecy podniesiony głos, któremu łagodny głos męski odpowiadał: „tak jest, Wasza Wielmożność Ekscelencjo!

Ale na tym nie koniec tych „manipulacji”, bo inni dziennikarze podstępnie „zmanipulowali” wypowiedź sekretarza stanu Naszego Największego Sojusznika, pana Pompeo, który wezwał Polskę by „poczyniła postępy w zakresie kompleksowego ustawodawstwa dotyczącego restytucji mienia prywatnego dla osób, które utraciły nieruchomości w dobie Holokaustu”.

Pan Mike Pompeo słowo „holokaust” wymawia dużą literą i dziennikarze, jeśli nawet coś tam i zmanipulowali, to w ten sposób przedstawili. Nawiązał w ten sposób do słynnej ustawy nr 447, która – jak zapewniali nas nasi Zasrancen – Polski „nie dotyczy”. Pan Pompeo tymczasem najpóźniej w jesieni będzie musiał złożyć amerykańskiemu Kongresowi sprawozdanie, jak Polska te, szacowane na ponad 300 miliardów dolarów roszczenia realizuje. Okazuje się, że potrzebne jest w tym celu „kompleksowe ustawodawstwo”, więc skoro tak, to tylko patrzeć, jak pojawią się stosowne ustawodawcze inicjatywy, które w stachanowskim tempie zostaną przegłosowane przez Sejm i Senat, a następnie – podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Jestem pewien, że nad tymi ustawami zgodnie będą głosowali zarówno parlamentarzyści reprezentujący obóz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, jak i reprezentujący obóz zdrady i zaprzaństwa. W sprawach istotnych dla państwa obydwa obozy głosują identycznie, zaś „pięknie się różnią” w sprawach takich, jak katastrofa Smoleńska – czy był tam zamach, czy nie było, albo w sporach o różnicę łajdactwa – kto nakradł się więcej, a kto mniej i kto w związku z tym jest szlachetniejszy. Pan Pompeo wygłosił jeszcze jedną „zmanipulowaną” wypowiedź – o „słynnym partyzancie”, co to przy pomocy pułkownika Stauffenberga pokonał Adolfa Hitlera, a potem wykańczał również jego pogrobowców w postaci złych polskich „nazistów” z Armii Krajowej. Ku mojemu zaskoczeniu, tym razem nie chodziło wcale o Tewje Bielskiego, który na poprzednim etapie był zatwierdzony na bohatera narodowego dla mniej wartościowego narodu tubylczego, tylko o niejakiego Franka Blajchmana, co to „współpracował” z Armią Ludową, a po wojnie, jako podoficer UB moradował wspomnianych AK-owców. Manipulacja – manipulacją – ale od razu widać, gdzie bije krynica wiedzy sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i jaką cenę będzie musiał nasz nieszczęśliwy kraj zapłacić za przywilej wysłania tubyczych askarisów na wojnę ze złowrogim Iranem i za „Fort Trump”, który w ramach kolejnego resetu stosunków amerykańsko-rosyjskich – żeby „pozyskać” Rosję przeciwko złowrogim Chinom – może zostać przekazany złemu, a właściwie wtedy już nie „złemu”, tylko dobremu Włodzimierzowi Putinowi wraz z całym naszym nieszczęśliwym krajem, a w każdym razie – jego częścią do linii Wisły, bo ta zachodnia może być przekazana dobrym Niemcom, gwoli otarcia im łez po „nazistowskiej” okupacji. W środku zaś tej „strefy buforowej” między Rosją i zjednoczonymi Niemcami, k której mówił jeszcze sowiecki minister spraw zagranicznych Edward Szewardnadze na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych OBWE w Wiedniu w roku 1987, może zostać zainstalowany bezcenni Izrael, jeśli zajdzie potrzeba przeniesienia go w bezpieczniejsze miejsce.

To pewnie właśnie dlatego pan Jacei Sasin uważa, że „weszliśmy do pierwszej ligi światowej polityki” i w ramach poświęcenia dla Polski, kiedy na oczach całego świata Nasi Najwięksi i Mniejsi Przyjaciele plują nam w twarz, to udajemy, ze pada deszcz. Jeśli ktoś by poszukiwał przykładu bęcwalstwa większego, niż przewiduje ustawa, to zawsze może tę wiekopomną deklarację przypomnieć. W tej sytuacji niezrozumiałe wydaje się wahanie pana prezydenta Dudy, czy nie odwołać planowanego spotkania Grupy Wyszehradzkiej w Izraelu. Grupa Wyszehradzka, czyli Polska, Czechy, Słowacja i Węgry, miała bowiem odbyć spotkanie właśnie w Izraelu. Dlaczego w Izraelu? Tajemnica to wielka. Być może bezcenny Izrael, mając pewne trudności z politycznym opanowaniem obszaru „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”, zadowolić chciałby się obszarem może nie mniejszym, tylko leżącym trochę bardziej na Północ – mianowicie o rzeki wielkiej, rzeki Dunaj, do Morza Bałtyckiego? W takiej sytuacji wahania pana prezydenta Dudy mogą zostać przecięte jak brzytwą, jednym telefonem z Tel Aviwu. Pan prezydent jest bowiem uwrażliwiony na telefony i – jak pamiętamy – usamodzielnił się politycznie po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią, a przecież rozmowa telefoniczna z premierem bezcennego Izraela ma chyba większy ciężar gatunkowy dla polityka wyniesionego na te szczyty z ramienia Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego?



Źródło: Stanisław MICHALKIEWICZ 


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



Artykuły powiązane

Ostatnio zmieniany Wtorek, 19 luty 2019 08:42