Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Unik zrobił byk!
Kategoria: Publicystyka   Środa, 20 marzec 2019 06:04 Autor: Andreas

Unik zrobił byk!

 Stanisław Michalkiewicz Stanisław Michalkiewicz Media Wnet Wikimedia Commons CC BY-SA 2.0

W słynnej prowincji Guadajajara, istniała według szlachetnych wzorów wielce szanowna i bardzo stara szkoła dla przyszłych torreadorów” - śpiewał Wojciech Młynarski, opowiadając również o radach i zbawiennych pouczeniach, udzielanych adeptom przez Mistrza. A Mistrz mówił tak: „Sukcesów sens przy walce byków polega na sztuce uników. (..;.) Corrida jak życie się toczy, wygrywa ten, kto w porę uskoczy” - i tak dalej. Zdarzyło się wszelako, że jeden z adeptów zbuntował się i oświadczył kolegom: „Marzę jak wy o walce byków lecz gardzę tą szkołą uników i walkę mą rozstrzygnie wprost róg byczy lub mej szpady cios!” I stało się, kiedy wreszcie doszło do walki na arenie, że … „unik zrobił byk!

Czyż to nie jest ilustracja „twardych negocjacji” w sprawie warunków Brexitu, jakie prowadziły niemieckie owczarki z Komisji Europejskiej z brytyjską premier Teresą May? Jak wiadomo, Komisja Europejska oświadczyła uroczyście, że „nie odda ani guzika”, to znaczy - że pod żadnym pozorem nie zmieni ustalonych już warunków. Ta samo argumentował Wiesław w słynnej „Rozmowie w kartoflarni”, kiedy to na przestrogi ukraińskiego poety: „toż prawicowe jest odchylenie!” - odpowiadał: „Zdania swojego za nic nie zmienię!” Aliści parlament brytyjski odrzucił podyktowane Teresie May przez owczarków warunki i zapanowała niepewność tym większa, że nieubłaganie zbliżała się „ostateczna” data Brexitu, wyznaczona na 29 marca br. Co się stanie po tej dacie, kiedy Wielka Brytania odrzuci warunki Komisji Europejskiej?

Ponieważ traktaty unijne, to znaczy – traktat akcesyjny i traktat lizboński są umowami wielostronnymi, to w przypadku, gdyby nie uzgodniono warunków Brexitu z Komisją Europejską, Wielka Brytania musiałaby negocjować te warunki z każdym z państw-sygnatariuszy tych traktatów. To nie było wcale takie złe wyjście, bo wprawdzie z takimi Niemcami, czy Francją negocjacje mogłyby być trudne, ale z innymi państwami członkowskimi, na przykład z Polską, mogłyby być znacznie łatwiejsze i to z wielu powodów. Po pierwsze – nikt nie wie, ilu dygnitarzy naszego bantustanu, zarówno z obozu „dobrej zmiany”, jak i obozu zdrady i zaprzaństwa, jest brytyjskimi agentami, podobnie jak nie wiemy, ilu z nich jest agentami niemieckimi, rosyjskimi, izraelskimi i wreszcie – amerykańskimi. Na taką możliwość wskazuje choćby okoliczność, że podczas prac nad amerykańską ustawą nr 447 JUST, żaden z nich, zarówno z rządu „dobrej zmiany”, jak i nieprzejednanej rzekomo opozycji, nie odważył się pisnąć nawet słówka i polska opinia publiczna nic by o tym w ogóle nie wiedziała, gdyby nie akcja Polonii Amerykańskiej. Ale nawet i wtedy dygnitarze nabrali wody w usta, podobnie jak niezależne media głównego nurtu, to znaczy telewizja rządowa i telewizje nierządne. Na tym przykładzie, po raz kolejny zresztą, widać jak na dłoni, że w sprawach naprawdę istotnych dla państwa i narodu polskiego, zarówno jedni i drudzy postępują identycznie, natomiast kopią się – ale tylko po kostkach, a nie wyżej – podczas sporów o różnicę łajdactwa. Po drugie – że w Wielkiej Brytanii jest prawie 2 miliony młodych Polaków, którzy byliby zakładnikami tych negocjacji. Perspektywa ich ewentualnego, masowego powrotu do Polski, musi naszym dygnitarzom podnosić włosy na głowie, niczym zachodnim bankierom w słynnej piosence Andrzeja Rosiewicza z roku 1980: „Legitymację partyjną rzucił Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba.” Nie tylko nie wiadomo, co z nimi zrobić, ale w dodatku prawie 2 miliony młodych ludzi z inicjatywą, mógłby tu nieźle namieszać, a kto wie, czy nie rozgonić na cztery wiatry tego zbiorowiska pieczeniarzy i wariatów. Po trzecie wreszcie – Nasz Najważniejszy Sojusznik mógłby nas, podobnie zresztą jak pozostałe bantustany europejskie, podkręcić w kierunku korzystnym dla Wielkiej Brytanii, z którą ma „specjalne stosunki”, a w dodatku – kiedy chciałby dokuczyć Niemcom i Francji i osłabić „Cesarstwo Europejskie”, które zaczęło mu już podskakiwać. Jak widzimy, Wielka Brytania wcale nie była w żadnej rozpaczliwej sytuacji, jak to przedstawiali tubylczy propagandyści, świadomi, że w przeciwnym razie Nasza Złota Pani, za pośrednictwem Żydów, którzy na obecnym etapie kolaborują z Niemcami, przypomni im, skąd wyrastają im nogi. No i wreszcie ostatnia sprawa; w wynegocjowanej umowie z Komisją Europejską, Wielka Brytania miała zapłacić Unii 60 mld euro. Ale ta umowa została odrzucona przez parlament, w związku z czym nie bardzo wiadomo, ile Wielka Brytania miałaby zapłacić z tytułu Brexitu, ani nawet – czy w ogóle miałaby zapłacić cokolwiek. Tymczasem po Brexicie nie płaciłaby już składki do Unii, więc i z tego punktu widzenia wcale nie musiałaby wyjść na tym źle. Myślę bowiem, że bardzo trudno byłoby zmusić Wielką Brytanię, by zrobiła coś, czego nie chce zrobić, zwłaszcza w sytuacji, gdy ma broń jądrową i specjalne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, których wojsko nadal przecież stacjonuje w Niemczech.

Skoro my to wiemy, to nie mogą tego nie wiedzieć niemieckie owczarki z Komisji Europejskiej i po tromtadrackich deklaracjach, że one „nigdy” i tak dalej, 11 marca ponownie przystąpiły do negocjacji, w następstwie których mamy oto zmodyfikowane porozumienie, które, gdy to piszę, ma zostać poddane w parlamencie brytyjskim pod głosowanie. Wcale nie jest wykluczone, że i to porozumienie zostanie odrzucone. W takim przypadku Wielka Brytania nadal pozostawałaby w unii celnej i wspólnym rynku, wszelako bez obowiązku podporządkowywania się coraz bardziej wariackim pomysłom Komisji Europejskiej. Czegóż chcieć więcej?

Wygląda tedy na to, że „unik zrobił byk”, pokazując w ten sposób, że zależy mu na uzyskaniu jakiegokolwiek porozumienia. Chodzi nie tyle o to, by Wielką Brytanię do czegoś zmusić, tylko o umożliwienie zachowania twarzy niemieckim owczarkom, a zwłaszcza – Franciszkowi Timmermansowi, który przymierza się do objęcia stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej, więc pragnie przynajmniej pozoru sukcesu, niczym kania dżdżu. W jego osobistym interesie jest, by Wielka Brytnia opuściła Unię w ustalonym terminie, czyli w nocy z 29 na 30 marca br, bo w przeciwnym razie Brytyjczycy mogliby, a właściwie musieliby wystawić swoich kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Jest mało prawdopodobne, by pałali oni sympatią do Franciszka Timmermansa, który w tej sytuacji nie chce kusić losu, ani przeciągać struny. Z polskimi deputowanymi, wśród których może być, a skoro może to i będzie, wielu niemieckich agentów i pożytecznych idiotów, co to naprawdę wierzą w „Odę do radości”, może będzie łatwiej, chociaż i tu kosa może trafić na kamień, gdyby w majowych wyborach Polacy dali szansę Konfederacji. Kandydaci na politycznych emerytów z Prawa i Sprawiedliwości, niczego tam nie zwojują, ale bo też pisowskie Biuro Polityczne i Naczelnik Państwa nie po to ich tam wysyła, tylko gwoli robienia dobrego wrażenia, gdy przyjdzie do realizacji żydowskich roszczeń majątkowych, o czym 14 lutego br. przypomniał pan Mike Pompeo, domagając się przyspieszenia prac nad „kompleksowym ustawodawstwem”.

 


Źródło: Stanisław MICHALKIEWICZ 


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(2 głosów)



Ostatnio zmieniany Środa, 20 marzec 2019 06:49