Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Rękas: Nie nasza historia, czyli rzecz o „gwałtach sowieckich”
Kategoria: Publicystyka   Środa, 26 czerwiec 2019 12:04 Autor: Andreas

Rękas: Nie nasza historia, czyli rzecz o „gwałtach sowieckich”

Rękas: Nie nasza historia, czyli rzecz o „gwałtach sowieckich” Dima Bushkov/Flickr/CC BY 2.0

Jak łańcuszek internetowy – przewala się znowu przez FB seria opowieści o “tej strasznej, gwałcącej Armii Czerwonej“. Co ważne, cytujący te mrożące krew relacje jakoś z reguły zapominają dodać, że pochodzą one przeważnie z opracowań i wspomnień… niemieckich (niekiedy w oparciu o materiały preparowane i publikowane jeszcze przez ministerstwo propagandy doktora Goebbelsa, jak osławiony fakenews nemmersdorfski…). Jasne, nie w tym rzecz, czy akurat Niemki można i należało gwałcić – odziera to jednak całą sprawę z koniecznego kontekstu historycznego.

Opowieści takowe są więc smutne od strony godności osoby ludzkiej, ale właśnie nie można zapominać, że to przede wszystkim historie NIEMIECKIE, a w każdym razie z terenów należących wcześniej do Rzeszy. Niemcy zaś sami ściągnęli na siebie ten los zaczynając i długo popierając wojnę i z pewnością ich lansowana dziś głośno “martyrologia” nie budziła w tamtym okresie najmniejszego współczucia u Polaków.

 

Najłagodniej mówiąc – to nie nasza historia…

Dalej – cała sprawa była badana przez historyków polskich, także tych bardzo krytycznych wobec Sowietów. Np. w swojej pracy “Gwałty na kobietach niemieckich w schyłkowym okresie II wojny światowej (październik 1944 – 8/9 maja 1945 roku) i w pierwszych latach po jej zakończeniu ” – prof. Tomasz Kruszewski wyraźnie rozróżnia postępowanie i egzekwowanie dyscypliny (w tym zakazu gwałtów) czerwonoarmistów w Polsce i na zajmowanych terenach Rzeszy, konstatując że skoro RKKA trzymana była w ryzach poprzez marszu przez Polskę – potwierdza to celowość, a w każdym razie świadomą, większą tolerancję dla gwałtów na cywilach niemieckich. Również wspomnieniach samych żołnierzy sowieckich często zawierają skargi na “krótkie trzymanie” przez przełożonych podczas walk w Polsce (niekiedy obok komplementów dla urody i… “zalotności” polskich kobiet).

Można też sięgnąć do danych prokuratury wojskowej. I tak доклада военного прокурора 1-го Белорусского фронта о выполнении директивы Ставки ВГК № 11072 и Военного Совета 1-го Белорусского фронта № 00384 об изменении отношения к немецкому населению по состоянию на 5 мая 1945 г. podaje dane z terenu działania siedmiu armii sowieckich ostatnich przed kapitulacją Niemiec tygodni, podczas operacji berlińskiej: przypadków napaści na cywilów, gwałtów i grabieży: 124, z czego gwałtów – 72, rabunków -38, zabójstw – 3, innych przestępstw – 11. A mowa o obszarze, na którym walczyło 908,5 tys. żołnierzy! Jasne, z pewnością wiele, może nawet większość przypadków nie była zgłaszana. Nadal jednak płacze niemieckie okazują się być niewspółmierne wobec skali zbrodni dokonywanych przez Rasę Panów.

Czy to znaczy jednak, że gwałtów nie było? Oczywiście, były i w wielokrotnie cytowanej wypowiedzi potwierdzić miał to sam… Stalin w rozmowie z Milowanem Dżilasem (inna rzecz na ile wiernie przytaczanej…): „Czy pan zdaje sobie sprawę, jak skomplikowaną rzeczą jest ludzka dusza, jego psychika? – Niech pan sobie wyobrazi człowieka, który walczył na całym odcinku między Stalingradem a Belgradem, przemierzywszy tysiące kilometrów przez własny zniszczony kraj, po trupach swoich kolegów i najukochańszych krewnych! Jak taki człowiek ma jeszcze normalnie reagować? I co w tym strasznego, że po tych wszystkich okropieństwach zabawi się z kobietą? Pan wyobrażał sobie, że Armia Czerwona jest ideałem. A ona ideałem nie jest i nie może nim być, nawet jeżeli w jej szeregach nie byłoby pewnego procentu przestępców. Otworzyliśmy bramy naszych więzień i posłaliśmy wszystkich do armii”.

 

Panowie nie wiedzieli, że wojna jest straszna?”

Jeszcze niedawno zapytałbym też skąd się bierze w Polakach przekonanie graniczące z pewnością, że gdy do jakiegoś niemieckiego miasteczka wkraczały wspólnie RKKA i WP – to pierwsi równo gwałcili, a drudzy mówili “Nie, nie, my dziękujemy, my z tradycji Małego Rycerza i Zbyszka z Bogdańca…!” – w którym to duchu jeszcze w PRL-u protestowano przeciw scenie z “Pierwszego dnia wolności“, w której Julski gwałcił Niemrę-Tyszkiewiczównę (za co, zresztą, nie mogąc się powstrzymać – aktor ponoć przeprosił psując ujęcie…). Teraz już jednak nie spytam, bo wiadomo przecież, że “żadnego polskiego wojska nie było, tylko równie zwyrodniali sowieccy najemnicy!“.

W ogóle zresztą, są to zagadnienia wymagające odpowiedniej dawki kultury naukowej i pewnej wrażliwości, a nie zaparowanych okularów dzieci ery porno. Weźmy bowiem z drugiej strony choćby wspomnienia Stanisława Likiernika, którego życiorys posłużył Romanowi Bratnemu do zbudowania archetypicznej postaci Kolumba. W swej arcyciekawej relacji z powstania warszawskiego – Likiernik wspomina m.in. wydarzenia, których obraz utrwaliły znane filmy: bohaterska polska sanitariuszka, wywleczona przez „czarnych”/”własowców” leży następnie w malowniczo porozrywanym stroju, rzecz jasna martwa, niczym w amerykańskich komiksach sado-macho o nazi-porno. Oczywiście, takie zbrodnie też miały miejsce.

Likiernik jednak dopowiada tę historię. Zwłaszcza pod koniec powstania, gdy sytuacja stabilizowala się na korzyść Niemców, a także już po kapitulacji owszem, gwałcono, ale po co miano by potem zabijać? Kto by został do zgwałcenia następnego dnia? A następnego dnia właśnie niektóre z dziewczyn jakoś się pozbierały i… same szły na kwatery hiwisów. Bo mieli jedzenie, wódkę, lekarstwa, muzykę… Opowieść Likiernika może wydawać się nieludzko zobojętniała, sprowadza się jednak do przyjęcia do świadomości stanu wojny ze wszelkimi jej strasznymi konsekwencjami. – Nigdy o tym z tymi dziewczynami ani wtedy, ani później nie rozmawialiśmy – kwitował Likiernik. Po prostu – zawsze trzeba pamiętać tę gorzko-sarkastyczną sentencję nie byle jakiego fachowca, generała WilliamaTecumseha Shermana, wygłoszoną w odpowiedzi na biedolenia nad okrucieństwa działań zbrojnych: „To panowie nie wiedzieli, że wojna jest straszna?

 

O co chodzi w tej fałszywej żałobie

Mam też dziwne przeczucie, że będziemy mieli do czynienia z tym większym wysypem prawdziwych i urojonych zbrodni sowieckich – im bliżej będzie do 11. Lipca, symbolicznej rocznicy Rzezi Wołyńskiej… Już czerwono-czarne Товариство się o to postara – bo przecież nie o żadną „moralność” chodzi, tylko o przesłonięcie rusofobią zbrodni niemieckich i ukraińskich. Stąd właśnie opowieści o krwawych czerwonoarmistach, którzy od Lwowa do Berlina wszystkich zabili, zjedli i zgwałcili. W tej właśnie kolejności…

Tak, tak, nie ma to jak hitlerowsko-banderowska martyrologia, do której na siły dopisuje się Polaków. A tymczasem my mamy własne rachunki z Sowietami, cudzych nam nie trzeba. Korzyść jednak dla wrogów Polski jest z takiego stawiania sprawy wielostronna. Po pierwsze, jak wspomniano – pomniejsza i relatywizuje rzeczywiste winy Berlina i Kijowa. Po drugie – narracja o „kwitnących Prusach Wschodnich, niemieckim Gdańsku, Wrocławiu i Szczecinie splugawionych sowieckim butem” to przecież stara śpiewka neo-nazistowskich, rewanżystowskich ziomkostw niemieckich, teraz już niemal jawnie podejmowana także przez niemiecki kapitał i jego agenturę w Polsce, niekiedy nieświadomą, że celem atakowania „zbrodni komunistycznych” rzekomych czy nawet naprawdę popełnionych przy zdobywaniu tych terenów – jest podważenie ich przynależności państwowej do Rzeczypospolitej.

Po trzecie zaś – ochotnicze zgłoszenie Polaków do współcierpienia z Niemcami – znowu, stawia nasz naród po TEJ SAMEJ stronie co reżim hitlerowski, wśród przegranych tamtej wojny, ofiar, a nie towarzyszy broni sowieckich zwycięzców. Skoro zaś wspólnie z gwałconymi Niemkami przegraliśmy wojnę, to pewnie byliśmy jej współwinni, a więc to my powinniśmy za nią płacić. Wiadomo komu…

Po ludzku więc, jako chrześcijanom i Polakom – może nam być szkoda WSZYSTKICH, których dotknęły nieszczęścia wojenne. Jednak trwałe pomieszanie kto w tamtej wojnie był katem – a kto tylko ofiarą, kto ponosił odpowiedzialność i skutki własnych działań – a kto wymierzał karę, cała ta relatywizacja, oparta o nagromadzenie historycznych anachronizmów i kłamstw – wszystko to nie służy Polsce. Mamy własną martyrologię, mamy swoich pomordowanych do opłakania. Po nazistach z Niemiec i Ukrainy żałoby nie odprawiajmy.

Konrad Rękas



Źródło: KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



Ostatnio zmieniany Środa, 26 czerwiec 2019 08:55
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Rękas: Nie nasza historia, czyli rzecz o „gwałtach sowieckich”