Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Antypolonita – Kazimierz Kutz
Kategoria: Publicystyka   Niedziela, 03 sierpień 2014 10:15 Autor: admin

Antypolonita – Kazimierz Kutz

Antypolonita – Kazimierz Kutz foto: Wikimedia Commons/CC

 Jeżeli ktoś chciałby wytłumaczyć, co oznacza termin "brzydka starość" – powinien uczynić to na przykładzie Kazimierza Kutza. Jest w jego złości i zapalczywości coś ze starego kota, który czując zbliżającą się śmierć, brudzi uryną pielesze, kanapy i fotele, które niegdyś były jego ulubionym legowiskiem.

"Nikt tak umiejętnie nie kompromituje Ślązaków" – napisał o Kutzu Piotr Pietrasz, autor bardzo udanego, dostępnego w Internecie tekstu, zatytułowanego "Kutz – Ślązak warszawski i podwładny Palikota". O tyle to przykre, że Kazimierz Kutz był tym reżyserem, który piękny Śląsk – jego powstańczy etos i wierność Polsce – pokazał kiedyś widzom w całym kraju. Mowa tutaj oczywiście o filmowej trylogii Kutza, na którą składają się filmy: "Sól ziemi czarnej", "Perła w koronie" oraz "Paciorki jednego różańca". Paradoksalnie – po latach tytuł ostatniego z tych filmów Kutz wykorzytał do wyborczej promocji Unii Wolności i Leszka Balcerowicza. Wypada odnotować, że reżyser jest także autorem filmu "Śmierć jak kromka chleba" poświęconego zbrodni dokonanej przez komunistów w kopalni "Wujek". Nakręcił również kapitalną patriotyczną quasikomedię "Pułkownik Kwiatkowski". Cóż zasług sporo – i naprawdę sporo trzeba było, żeby być kojarzonym przede wszystkim z mową nienawiści i przemysłem pogardy, w jakim Kutz od lat gorliwie uczestniczy – na polityczny obstalunek Platformy Obywatelskiej i Janusza Palikota.

Kończąc wątek artystyczny: nie należy sądzić, że jako reżyser Kutz towrzył wyłącznie filmy szlachetne i piękne. Wręcz przeciwnie – ma na swoim koncie również obrazy szkalujące żołnierzy Armii Krajowej i niepodległościowego, antysowieckiego podziemia. Mowa o filmie "Znikąd do nikąd" (1975) oraz spektaklu Teatru Telewizji "Do piachu" na podstawie tekstu Tadeusza Różewicza (1989).

Ideologiczne drogi Kutza zawsze skręcały raczej na lewo. "W 1968 napisał dla sympatyzującego z frkacją Mieczysława Moczara tygodnika "Ekran" tekst o potrzebie zmian w zasdach produkcji filmów. Tadeusz Konwicki uznał test za włączenie się w kampanię antysemicką w środowisku filmowym" – podaje Piotr Pietrasz. Jakimś cudownym sposobem przelgnęło jednak do niego miano artsty sympatyzującego po 1980 roku z opozycją. Nie był członkiem "Solidarności" – jednak uczestniczył w czasie "karnawału" Solidarności w organizowaniu Kongresu Kultury Polskiej w Warszawie. Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany i po tygodniu zwolniony. Równocześnie – jak podaje Wikipedia – "w latach 70. uczestniczył w naradach Komitetu Centralnego PZPR na temat kultury". Jak się wydaje – ze strukturami "Solidarności" Kutz kontaktował się "z rozpędu", "z rozpędu" także został internowany. A on po prostu "na wzburzonej płynął fali na kształt glonu".

"Na wzburzonej płynął fali na kształt glonu" – to słowa wyjęte z wiersza Zbigniewa Herberta "Chodakiewicz". Ten tekst to poetycki pamflet na Czesława Miłosza, ale to akurat zdanie dobrze oddaje charakter Ślązaków. Sam Kutz to zauważał, mówiąc o śląskiej "dupowatości". Ale nie o mityczną "dupowatość" (niezaradność) tu chodzi. Niestety, Ślązacy skażeni są lojalizmem wobec każdej władzy – także totalitarnej. Absolwenci słynnego pierwszego prywatnego polskiego gimnazjum w Niemczech z siedzibą w Beuthen (Bytomiu) ginęli na froncie w mundurach Wermachtu. Polak z innego regionu kraju – zdezertorowałby, ukrywałby się, nie zgłosił do poboru. Polacy ze Śląska – szli służyć w Wermachcie. Komendant śląskiej AK w czasie wojny konspirował się w Sosnowcu, czyli w Zagłebiu – tam było bezpieczniej, to była już Kongresówka. Po wojnie przedwojenny piłsudczyk, Ślązak Jerzy Ziętek został komunistycznym wojewodą i współpracował z czerwonym totalitaryzmem. Dziś na Śląsku wybory wygrywa Platforma Obywatelska – wszystko w ramach "genetycznego" wręcz lojalizmu wobec władzy.

Tak więc Kutz "genetycznie" chodził na smyczy przez całe niemal życie. "Na wzburzonej płynął fali na kształt glonu". Ślązakom udało się raz zerwać ze smyczy i stanąć do walki – podczas powstań śląskich, kiedy dali piękny przykład przywiązania do Polski. Kiedy w 1989 roku smycz sama opadła – Kutz za bardzo nie wiedział, co robić. A potem jak pies pobiegł tam, skad wiał wiatr. Związał się najpierw z Unią Wolności – na Śląsku był promotorem Leszka Balcerowicza. Potem z Platformą Obywatelską, następnie z Ruchem Palikota – jakby za wszelką cenę chciał się "brzydko zestarzeć" i zaprzeć własnej tradycji. Bo przecież jest wnukiem powstańca śląskiego, wychowany został w katolickiej rodzinie – a na Śląsku tradycyjny model katolicyzmu to jeden z najważniejszych fundamentów tożsamości. Przez stulecia Kościół katolicki był dla Ślązaków nie tylko duchową przystanią wiary, ale także ojczyzną.

U Kutza nastąpił chyba efekt domina – jedna nienawiść uruchomiła drugą, tak naprawdę nie wiadomo do końca, która wynika z której. Nienawiść do Prawa i Sprawiedliwości oraz personalna do braci Kaczyńskich, niechęć wobec Kościoła katolickiego, nienawiść do polskiego patriotyzmu. Tylko tym Kutz się żywi, tylko tym się dławi. Wyrastają z tego obsesje, które tak naprawdę ne powinny być elementem dyskursu publicznego. Chociażby powtarzanie idotyzmu o zamordowaniu Barbary Blidy przez III RP. Blida próbowała się samookaleczyć, aby uniknąć aresztu – zakończyło się tragicznie tylko dlatego, że ze względu na fakt, iż była kiedyś ministrem, potraktowano ją niezgodnie z procedurami – zbyt łagodnie (nie skuto rąk po zatrzymaniu). Furiacko wściekłe ataki na Kaczyńskich sprawiają, że Kutz jest już tylko narzędziem – cepem, opluwaczem, rozrzucaczem gnoju. Niestety, są w działalności tego chorego z nienawiści starca elementy uderzające w polską rację stanu. Chodzi o wsparcie, jakiego udziela Kutz Ruchowi Autonomii Śląska. W swojej wciąż trwającej "dupowatości" i ze względu na krzywdę, jakiej zaznali za czasów rządów komunistycznych – Ślązacy podatni są na mącenie w głowach. Przyjmują hasła o "narodowości śląskiej", które tak naprawdę zgodne są z niemiecką polityką historyczno – kulturową wobec tego regionu (bądź co bądź – dawnego obszaru pebiscytowego). Jeżeli takie hasła głosi i wspiera reżyser, którego wciąż pamięta się jako twórcę "Soli ziemi czarnej" i "Perły w koronie" – jest to naprawdę niebezpieczne.

Marcin Boruta

 

źródło: Polska Niepodległa nr 28


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(2 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Niedziela, 03 sierpień 2014 15:16