Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Wojsko do kasacji?
Kategoria: Publicystyka   Środa, 08 październik 2014 11:14 Autor: admin

Wojsko do kasacji?

W dobie poważnych światowych kryzysów – a tym bardziej ciągłego straszenia nas wojną i atakiem ze wschodu – fakt ten brzmi jak ponury żart.wojsko polskie2

Niestety, żartem jednak nie jest. Podczas gdy wciąż modernizuje się uzbrojenie Wojska Polskiego (a przynajmniej medialnie nagłaśnia się wybrane przykłady faktycznej modernizacji, pokazując je jako symbol dokonujących się rzekomo w całym wojsku zmian), jednocześnie planuje się „wyrzucenie” z armii przeważającej większości zawodowych żołnierzy frontowych, czyli tych, którzy w przypadku zagrożenia mają stać na pierwszej linii i bronić polskich granic.

Do 2022 r. szeregi wojska opuścić ma służbę zawodową w WP 34,6 tys. żołnierzy – na ogólną liczbę 41 tys. żołnierzy frontowych! To nie żart: nowy-stary rząd PO-PSL zamierza dosłownie trzymać się litery prawa, wedle której zawodowym żołnierzem frontowym (na służbie kontraktowej) można być w Polsce jedynie 12 lat. Potem kontrakt wygasa, a żołnierz musi odejść, chyba że awansuje na stopień podoficerski lub oficerski. Sęk w tym, że polskie siły zbrojne i tak mają wyjątkowo i zadziwiająco niekorzystny stosunek liczebny oficerów do żołnierzy szeregowych. I pod tym względem przypominają armię kadrową, mającą być dopiero uzupełnioną licznym poborem rezerwistów w sytuacji zagrożenia. Tak jednak nie jest. To, co nazywamy Wojskiem Polskim, to nie elitarna kadra, szkielet czy głowa naszego potencjału obronnego, lecz cały nasz potencjał.

Awansowanie tak dużej ilości żołnierzy zawodowych do rangi podoficerów i oficerów byłoby więc pozbawione sensu, a poza tym bardzo kosztowne (wyższy żołd). Dlatego też, według szacunków, w latach 2016-2022 do cywila odejść może właśnie prawie 35 z 41 tys. zawodowych żołnierzy frontowych (szeregowych). To będzie prawdziwa demobilizacja: pozostaną jedynie oficerowie (prawie 20 tys.) i podoficerowie (36,4 tys.). Jak takimi siłami bronić państwa o takiej powierzchni, i takim położeniu, jak Polska?

Według ekspertów niezależnych od rządu, taka redukcja to nie tylko znaczne osłabienie potencjału obronnego Polski, ale i strata, której nie będzie się dało zrekompensować. Nawet gdyby dzisiaj ruszył nabór nowych zawodowych szeregowych (co wcale nie ma miejsca), obecne możliwości szkoleniowe i treningowe wojska nie wystarczyłyby, by w ciągu kilku lat zastąpić odchodzących do cywila równowartościowymi nowymi żołnierzami.

W ostatnim czasie dużo zresztą mówi się o Wojsku Polskim i jego realnych możliwościach. Niezależni i krytyczni wobec władz eksperci podkreślają, że mimo propagandy sukcesu, jaką jest oficjalne nagłaśnianie wybranych przypadków modernizacji i dozbrajania, ogólny obraz polskich sił zbrojnych jest w zasadzie tragiczny. Praktycznie od 1989 r. nie odbyły się żadne wielkie ćwiczenia wojskowe z udziałem pełnych jednostek, wszystkich ich żołnierzy i całego sprzętu. Natomiast to, co prezentuje nam władza, to „pokazówki” – wybrane celowo, najlepiej wyszkolone i wyposażone małe pododdziały. Padały nawet zarzuty, że w przypadku napaści jedynie na naszą wschodnią granicę Polska będzie zdolna do w miarę skuteczniej obrony tylko 10 proc. jej całej długości!

Cywilni i wojskowi przedstawiciele strony rządowej, Sztabu Generalnego i wojskowej biurokracji oczywiście przekonują, że wcale nie jest z naszą armią tak źle i że nie potrzebujemy już licznej armii, bo obecna sytuacja na Wschodzie pokazuje, że wojnę toczy się w inny sposób, że prowadzone są działania hybrydowe, partyzanckie, nieregularne. Kto polskim urzędnikom ministerialnym i generalicji dał gwarancję, że tak właśnie wyglądałby ewentualny atak na nasz kraj – nie wiadomo. Skąd ta pewność, że wielokrotnie silniejszy przeciwnik nie wystrzeli po prostu swych rakiet, nie wykona zmasowanego ataku sił lotniczych, nie pośle swych dywizji czy brygad pancernych i zmotoryzowanych – też nie wiadomo.

Na tragiczny paradoks zakrawa zwłaszcza fakt, że znajdujemy się faktycznie w napiętej sytuacji międzynarodowej i – jak zwykle – nieciekawym położeniu geograficznym. Z jednej strony rząd i prorządowe media uprawiają propagandę sukcesów, wzmacniania naszych sił wojskowych, chętnie fotografują się na tle amerykańskich myśliwców czy niemieckich czołgów. A jednocześnie, po cichu, eliminuje się – przypuszczalnie ze względów finansowych, by zaoszczędzić na wojsku trochę pieniędzy i przeznaczyć je na łatanie dziury budżetowej – to, co nawet w XXI wieku pozostaje podstawą powodzenia na polu walki: dobrze przygotowanego i dobrze wyposażonego zwykłego żołnierza, który ma słuchać rozkazów przełożonych i walczyć.

Michał Soska

Tekst ukazał się w tyodniku „Nasza Polska” nr 40 (987) 30 IX 2014 r.

 

Źródło: Nasza Polska


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(4 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Czwartek, 09 październik 2014 01:12