Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Masoni, celebryci i sodomici
Kategoria: Publicystyka   Poniedziałek, 25 maj 2015 11:38 Autor: admin

Masoni, celebryci i sodomici

Masoni, celebryci i sodomici foto: Wikimedia Commons/CC

„Ci nigdy nie oszaleją. Świat się będzie już walił, wąż ognia równik oplecie i kontynenty zapali, a oni, ironiści, mędrkowie wykrętów chytrych, wyciągną z teczki paragraf i rozprostują na wytrych. I jak klown na arenie otworzą drzwi tekturowe, przejdą na drugą stronę i dumnie podniosą głowę. Voila!” – pisał poeta o adwokatach.

Cóż dopiero by zrobić, gdyby miał pisać o demokratycznych politykach? Czy w ogóle znalazłby stosowne słowa?

Bo adwokaci („ach, ci nasi adwokaci, to są zdrajcy, to są kaci!”) w końcu przez tekturowe drzwi przejdą ewentualnie sami, nie pociągając za sobą tak zwanych „mas” – jak za pierwszej komuny marksiści-leniniści zamiennie określali „lud pracujący miast i wsi” – podczas gdy politycy demokratyczni przez żadne tekturowe drzwi nie mają zamiaru przechodzić, tylko wpychają w nie tak zwane „masy”. Tratują się one w ciasnym przejściu, skaczą sobie do oczu i gardeł, jakby w tym amoku zupełnie nie zdawały sobie sprawy, że po wyborach, kiedy Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi wyniki, kandydat przegrany złoży wygranemu gratulacje, bo tego wymaga Francja-elegancja.

Szubrawiec będzie gratulował jasnemu idolowi, albo odwrotnie – jasny idol pogratuluje szubrawcowi.

I jak będą wtedy wyglądali ci wszyscy poczciwcy, którzy dzisiaj nie tylko skaczą sobie do oczu i gardeł, ale w niepojętym przypływie szczerości wyznają mi w listach, że nie chcą znać prawdy, bo potrzebują „otuchy”? „Otuchy”, czyli iluzji, którą na podobieństwo narkotyku sączyły im przez ostatnie tygodnie sztaby wyborcze – aż się tą „otuchą” upili jak wódką.

Za to łajdactwo, za to doprowadzanie przy pomocy wynajętych pierwszorzędnych fachowców milionów ludzi do stanu onieprzytomnienia, należałoby demokratycznych polityków co do jednego wybatożyć, a potem dopilnować, by przykładnie pracowali w kamieniołomach, pchając taczki aż po życia kres.

Oczywiście jest to zbyt piękne, by było prawdziwe, toteż już w poniedziałek a najdalej we wtorek, kiedy PKW ogłosi wyniki niedzielnych wyborów, rozpocznie się bolesny powrót do rzeczywistości, niczym wychodzenie z ciężkiego kaca, chociaż wielu będzie się jeszcze próbowało ratować zbawczym klinem w postaci oskarżeń o fałszerstwa wyborcze, oddalanych, ma się rozumieć, przez niezawisłe sądy. Dzięki nim powrót do rzeczywistości będzie sprawiał wrażenie mniej bolesnego, chociaż oczywiście potrwa dłużej.

Przewidział tę sytuację jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński, pisząc w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”, jak to już „podział dóbr miał być zrobiony sprawiedliwie, niestety – Tatuś ni stąd, ni zowąd, zatruł się szprotkami w oliwie”. Tak właśnie wygląda bolesny powrót do rzeczywistości po politycznej orgii towarzyszącej wyborowi tubylczego prezydenta.

Jedną z ilustracji stanu onieprzytomnienia, do którego doprowadzona została nie tylko część opinii publicznej, ale nawet niektórych kandydatów na tych całych prezydentów, jest pan Kuba Wojewódzki. Dotychczas znany był raczej z tak zwanego jajcarstwa i odkorkowywania celebrytek przed puszczeniem ich w świat – aż tu nagle jednym susem wskoczył w rolę autorytetu, niczym za pierwszej komuny pan Henryk Kołodziejski. Był on skromnym dyrektorem Biblioteki Sejmowej – ale nie tylko uczestniczył w delegacji najważniejszych komuchów do Stalina, ale w dodatku komuchy te co i rusz zasięgały u niego rady – a on im „radził” – również jako dożywotni członek Rady Państwa.

Pozycja Henryka Kołodziejskiego brała się podobno stąd, że był wysokiej rangi masonem. A Pan Kuba Wojewódzki? Czyżby on też był masonem, że pan prezydent Komorowski „w dyrdy” do niego biega w nadziei, że dzięki protekcji naszego jajcarza zarobi parę punktów do prezydentury – czy też reprezentuje jakąś inną hierarchię? Mniejsza zresztą o pana Wojewódzkiego – ale czy można poważnie traktować kandydata na prezydenta, a nawet – powiedzmy sobie szczerze – człowieka, który zaczyna chwytać się takich brzytew?

Znowu pan prezes Jarosław Kaczyński, stręcząc kandydaturę pana Andrzeja Dudy uspokoił nas, że obietnice, które złożył on podczas swej kampanii, mają, a w każdym razie mogą mieć pokrycie finansowe, jeśli tylko państwo ściągnie wszystkie podatki, jakie ustanowiło. Możliwe, że pan prezes Kaczyński, który, odkąd pamiętam, pozostawał na państwowych synekurach, naprawdę myśli, że bogactwo i pomyślność można zadekretować ustawowo, podobnie jak pan Tadeusz Mazowiecki chyba naprawdę myślał, że pieniądze biorą się z tacy.

Tak naprawdę jednak, gospodarka naszego nieszczęśliwego kraju jako tako funkcjonuje tylko dlatego, że część dzielnych ludzi prowadzi wojnę z kapitalizmem kompradorskim, tkwiąc w tak zwanej „szarej strefie” w której – według szacunków GUS – pracuje około jednej trzeciej gospodarki. To tym dzielnym ludziom, którzy wbrew wysiłkom kolejnych rządów, często z dużym ryzykiem osobistym, omijają głupie prawa ustanawiane przez Umiłowanych Przywódców zawdzięczamy, że gospodarka polska jeszcze jako tako funkcjonuje, dostarczając naszemu narodowi ekonomicznych podstaw egzystencji.

Bo „szara strefa” nie polega na okradaniu bliźniego swego – to robi rząd i opozycja, by wyżywić swoje, lawinowo narastające polityczne zaplecze – tylko na omijaniu złego prawa.

Tymczasem warunkiem realizacji wyborczych obietnic pana Andrzeja Dudy ma być nic innego, jak właśnie likwidacja „szarej strefy”. To bardzo poważne ryzyko, równoważone już tylko przez potężne ciśnienie potrzeb życiowych, sprawiające, że chociaż na przykład w Generalnym Gubernatorstwie w okresie okupacji za nielegalny ubój groziła kara śmierci, to przecież kto był na wolności – rąbankę jadł i nawet źli „naziści” z tego korzystali. Jak się okazuje, również jasne idole mają swoją odwrotną stronę medalu.

Tymczasem wszystko może się rozstrzygnąć w całkiem innych kategoriach. Oto wśród sodomitów rozgorzała dyskusja, którego kandydata wesprzeć. Podobnież „geje” są w tej sprawie bardzo podzieleni, może nie aż tak, jak goje, niemniej jednak bardzo podzieleni. Nie jest tedy wykluczone, że rozstrzygnięcie, które zadecyduje albo o zwycięstwie przedstawiciele obozu zdrady i zaprzaństwa, albo przedstawiciela płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, przyjdzie właśnie od sodomitów i gomorytów. W sytuacji, gdy kandydaci idą łeb w łeb, właśnie tak się może zdarzyć. Sodomici i gomoryci wybiorą nam prezydenta! Ładny Interes!

Stanisław Michalkiewicz

 

Źródło: michalkiewicz.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(13 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Poniedziałek, 25 maj 2015 13:31