Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Trybunał, PiS, Martin Schulz i narodowcy
Kategoria: Publicystyka   Poniedziałek, 11 styczeń 2016 12:17 Autor: admin

Trybunał, PiS, Martin Schulz i narodowcy

Siły demoliberalne i kosmopolityczne nie pogodziły się z przegraną w wyborach. „Po prostu” chcą odebrać siłą władzę partii rządzącej. Werdykt wyrażony przez Polaków w wyborach prezydenckich i parlamentarnych mają w nosie.

Gdyby PiS kontynuowało – z niewielkimi korektami – politykę dotąd rządzącej koalicji, PO i Nowoczesna ze wsparciem PSL-u prawdopodobnie zadowoliłyby się normalnymi działaniami opozycji.
„Zbrodnia” nie do wybaczenia obecnie rządzących polega jednak na tym, że chcą oni zreformować Rzeczpospolitą, tak, aby była państwem z prawdziwego zdarzenia i rzeczywiście polskim.

Kolejną „winę” rządu PiS stanowi sięgnięcie do kies banków i będących w lwiej części własnością zagranicznych koncernów sklepów wielkopowierzchniowych, które dotychczas nie płaciły podatków.

Trzecim „przestępstwem” PiS jest obrona dobrego imienia Polski oraz starania o uniezależnienie naszego kraju od Unii Europejskiej, czyli –nazywając rzeczy po imieniu – Niemiec. Tzw. obrona Trybunału Konstytucyjnego stanowi tyko pretekst do rozhuśtania nastrojów społecznych, w imię rzekomo zagrożonej demokracji.

Toteż przyjrzyjmy się, czym jest naprawdę Trybunał Konstytucyjny. Jak bowiem świadczą fakty, to

zespół sędziów darmozjadów

i to zupełnie bezkarny, znajdujący się kompletnie poza jakąkolwiek kontrolą społeczną. Przypomnę, że sędziowie owi otrzymują pensje w wysokości 22.000 zł, są powoływani na 9 lat, po czym przechodzą w stan spoczynku z dożywociem wynoszącym 70 proc. dotychczasowych zarobków. Korzystają oczywiście z immunitetu i mogą poza pełnioną funkcją mieć tle „fuch”, ile chcą. (Nowa ustawa dopuszcza tylko jedną pracę poza Trybunałem.)

A jak pracują tak sowicie opłacani sędziowie? Informował o tym w Sejmie pos. Stanisław Piotrowicz, przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Obliczył on, że w ciągu 28 lat TK wydał ok. 2510 rozstrzygnięć, czyli rozpatrywał ok. 86 spraw rocznie, co oznacza, że na jednego sędziego przypadało 6 spraw rocznie. W rezultacie sędziowie pracują 2 dni w tygodniu, poza tym wykładając na wyższych uczelniach niejednokrotnie kilku naraz. W związku z tym powstają zaległości. Np. w grudniu 2015 r. TK nie wyznaczył ani jednej rozprawy, a w listopadzie tylko trzy.

„Apolityczność” TK polegała na tym, że prezes tego gremium oraz inni sędziowie aktywnie uczestniczyli w pracach komisji sprawiedliwości (poprzedniej kadencji) nad nową ustawą o TK, aktywnie zabiegając o konkretne zapisy, co oddają stenogramy z tych posiedzeń. Wreszcie sędziowie ci osądzali owoce swej pracy, czyli stali się sędziami we własnej sprawie.

Piotrowicz przypomniał, że w sprawie OFE, gdy zagrabiono Polakom ich pieniądze. TK orzekł zgodność tego rabunku z konstytucją. Podobnie Trybunał zablokował powstanie komisji śledczej w sprawie nadużyć przy „prywatyzacji” banków polskich, sprzedawanych za bezcen. W przypadku wieku emerytalnego TK również zajął stanowisko zgodne z życzeniami Platformy Obywatelskiej.

Prezes Rzepliński za nic ma obowiązujące prawo i ustawia się ponad nim. Mimo uchwalonej ustawy o TK oświadczył on, że Trybunał będzie skargi złożone na ustawę rozpatrywał w 10-osobowym składzie (ustawa mówi o minimum 13 sędziach). Nie dopuścił też do prac TK pięciu sędziów wybranych przez Sejm i zaprzysiężonych przez Prezydenta.

Jak wynika z analiz prawnych, uchwały podejmowane w nieustawowym składzie nie podlegają publikacji i stanowią prywatną opinię grupy sędziów. TK zdobył się na nową bezczelność. W związku z 30-leciem tej instytucji w budżecie przewidziano na obchody kwotę 700 tys. zł. Okazało się to za mało, gdyż TK zażądał 1 miliona zł na ten cel oraz podwyżki uposażeń dla sędziów o 1.000 zł.

Tymczasem 7.01.16 doszło przy okazji nominacji sędziowskich do spotkania Rzeplińskiego z Prezydentem Andrzejem Dudą. Według prezesa TK rozmowa z dotyczyła rozstrzygnięcia problemu, by w TK było 15 a nie 18 sędziów, w ten sposób kwestionując prawomocność wyboru dokonanego przez Sejm. A jak wiadomo, TK nie ma prawa oceniać uchwał Sejmu. Odniósł się także do samej ustawy o TK, stwierdzając: „Jaka ta ustawa jest, to każdy widzi, jak została uchwalona. Byle jak może być coś uchwalone. Ważna jest treść, cel i zamiar prawodawcy. Zamiar prawodawcy w sposób ewidentny był nieprzyjazny wobec Trybunału jako instytucji”. Czyli wyrok (dodajmy raz jeszcze – we własnej sprawie) już znamy.

Swoim postępowaniem Rzepliński ewidentnie dowiódł słuszności opinii PiS-u, że TK jest w obecnym składzie i przy tym prezesie trzecią izbą parlamentu oraz redutą PO, mającą uniemożliwiać nowemu rządowi realizację obietnic wyborczych oraz reformę państwa. Niemniej TK odwołał zaplanowaną na 12 stycznia rozprawę w sprawie uchwał Sejmu dotyczących m.in. wyboru w grudniu 2015 r. pięciu nowych sędziów Trybunału. Nie wiadomo, kiedy ta rozprawa się odbędzie. Zarządzenie prezesa TK o odwołaniu nie zawiera uzasadnienia. Jak wspomniałem wyżej, tzw. sprawa TK stanowi marny pretekst. Trwają, bowiem

przygotowania do zamachu stanu,

którego ma dokonać PO, być może z partią Petru. Nagrania z narady warszawskiej PO nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości. Oto, co mówił Grzegorz Schetyna: „Byłem na Majdanie i przemawiałem do 250 tys. ludzi. Wydawało mi się, że w Polsce już tak się da. Trzeba być teraz na to gotowym. Przywieziemy z kraju milion, jeśli będzie trzeba. Trzeba to brać pod uwagę”.

Do buntu podżega też b. prezes TK Andrzej Zoll: „Są bardziej radykalne środki, które ewentualnie mogą być wykorzystane. Jeśli ten napór w sprawie. niezależności sądownictwa nie zakończy się na Trybunale, to czy sędziowie wszystkich sądów nie powinni jednak zamanifestować w formie jakiegoś strajku?” Mówił, że strajk taki byłby radykalnym posunięciem, ale zostałby dostrzeżony przez organy europejskie. „Środowisko sędziów czuje się bardzo zagrożone, zwłaszcza, że przez 20 lat czuli swoją niezawisłość” i dodał: „Sędziowie są dziś w stanie się zmobilizować”.

Nieoczekiwanie do nagonki przyłączyła się prof. Jadwiga Staniszkis, jeszcze niedawno zwolenniczka PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Oto kilka cytatów z jej wypowiedzi dla tygodnika „Wprost”: „Znając wielu ludzi z PiS na eksponowanych stanowiskach, uważam, że oni nie wytrzymają tego, co się dzieje. (…) Gwałtowny przyrost popularności Nowoczesnej oznacza, że młodzi ludzie baczniej przyglądają się wydarzeniom politycznym. Sądzę, że to wszystko skończy się podziałem w PiS”. Oskarża ona rządzącą partię o wcześniej zaplanowane i przemyślane działania wobec TK i pozbawianie sędziów godności. Według profesor rządy PiS charakteryzuje „przyzwolenie na demontaż zasad” oraz „zwykła brutalność”.

Celnie z tymi opiniami polemizowała pos. Krystyna Pawłowicz: „ dlaczego Pani znajomi z PiS mieliby „nie wytrzymać tego, co się dzieje”? Przecież z punktu widzenia PiS nic złego się nie dzieje. Otrzymaliśmy demokratyczny mandat wyborczy do zmian. Opozycyjna mniejszość protestuje (to jej prawo), fakt, że po targowicku, ale PIS konsekwentnie realizuje swe oczekiwane społecznie obietnice.(…) Teraz, wobec konsekwentnych, nie na niby, działań PIS, fundamentalnie krytykuje Pani nowe władze z pozycji neopalikotów (chodzi o Nowoczesną – ZL), z których list Pani córka nie dostała się do Sejmu, a której Pani życzliwie w kampanii się przyglądała”.

Rzecz jednak nie w sporach, ale w otwarcie przygotowywanym przez PO puczu. Oczywiście same demonstracje nie wystarczą, tym bardziej że dała o sobie znać zima. Aby zamach się udał, niezbędna stanie się prowokacja, do czego partia Schetyny z pewnością się posunie, a wtedy rozwój sytuacji będzie nieprzewidywalny. Należy przypuszczać, że próba coup d’etat nastąpi bardzo szybko, gdyż od lutego mają wejść w życie już przygotowane rozwiązania socjalne. W razie prowokacji rząd musi zareagować zarówno szybko, jak i radykalnie. Słabej władzy nikt nie szanuje.

W poprzednim odcinku zwróciłem uwagę na donosy, jakie politycy opozycji składają do UE. Spowodowały one huraganowy atak zagranicy. Najpierw wybrane

cytaty z jazgotu medialnego.

Niemcy, jak wiadomo mają szczególne powody by pouczać Polskę o prawach człowieka, demokracji i praworządności. Toteż prasa niemiecka (politycy również) wyróżniała się w atakach na nasz kraj. Przytoczmy „Sueddeutsche Zeitung”, który zauważa demontaż demokracji w Polsce. Według gazety, konserwatywne władze w Polsce sięgają po ten sam mechanizm, który wcześniej wykorzystano na Węgrzech.

Autorka pisze o pozbawianiu władzy Trybunału Konstytucyjnego, nacjonalizacji mediów i obsadzaniu swoimi ludźmi ważnych gremiów. Kilka dni później ten sam dziennik poszedł o wiele dalej. Zarzuca polskiemu rządowi łamanie prawa, a Kaczyńskiemu, że szybko i cynicznie rozbudowuje swoją władze. Za „najbardziej dramatyczny przykład” uznał atak na Trybunał Konstytucyjny. Komentator pisze, że „propaganda Kaczyńskiego chce wmówić ludziom, że istnieje spór o Trybunał”. Ale to wprowadzenie w błąd. Mamy bowiem do czynienia z konsekwentnym naruszaniem prawa przez nowe władze. Wobec takiej grozy „nadszedł najwyższy czas, by się przebudzić” – alarmuje SDZ.

Nie odstają od Niemców nasi amerykańscy „przyjaciele”. W CNN niejaki Fareed Zakaria mówi, że „sytuacja w Polsce przybiera brzydki obrót”. Oskarża PiS o „marsz do dyktatury” i stwierdza powrót do „sowieckiej cenzury”. Przedstawił w równie fałszywym świetle sprawę TK oraz zarzucił PiS-owi niechęć do przyjęcia migrantów i zamiar renegocjacji ustaleń z UE. Jak utrzymuje Mariusz Pilis, b. dyrektor TVO Info, Zakaria i ex-szef MSZ – Radosław Sikorski, to dobrzy znajomi. Znajomość ta datuje się od 1996 r., gdy Sikorski opublikował swój artykuł na łamach „Foreign Affairs”, którego redaktorem naczelnym był wówczas Zakaria. No i wszystko jasne. Przebił CNN Jackson Diehl w „Washington Post”.

Przyrównując Kaczyńskiego do Victora Orbana napisał, że obaj są „produktem paskudnego populizmu sprzed II wojny światowej, zamrożonego i utrwalonego w epoce komunizmu, łączącego ksenofobię, antysemityzm, prawicowy katolicyzm i autokratyczne zapędy”. Ponadto w Polsce ma miejsce „bezwzględne ściganie przeciwników politycznych”, wymiana sędziów TK, a urząd ministra obrony sprawuje antysemita.

W innym artykule w dzienniku tym czytamy: „Kaczyński i jego partia są wrogo nastawieni do Rosji i nieufni wobec Niemiec, ale ogólnie są proamerykańscy. Stwarza to dla administracji prezydenta Baracka Obamy okazję do wywarcia wpływu na rząd. Administracja powinna powiedzieć przywódcom w Warszawie, że osłabienie kontroli sądowniczej, czystki wśród krytyków w państwowych mediach i dalsze prześladowanie przeciwników politycznych szybko popsują relacje z Waszyngtonem i podkopią polskie success story”.

Amerykańskim mediom wtóruje brytyjski ”Financial Times” piórem Tony’ego Barbera: „Jeszcze zanim prawicowe Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne 25 października, było jasne, że nie jest to zwykły ruch konserwatywny. (…) Polityczny styl PiS to zastraszanie i podejrzliwość”, a partia ta „wykazuje niezdrową skłonność do teorii spiskowych”. Publicysta twierdzi też, że PiS „niewątpliwie szkodzi reputacji Polski jako wzorcowi postępu w postkomunistycznej Europie Środkowo-Wschodniej”. Mediom wtórowały

ataki polityków unijnych

na polski rząd i przeprowadzane reformy. Ataki na Polskę i kraje Europy Środkowej rozpoczął bodaj Martin Schulz – przewodniczący Parlamentu Europejskiego i Europejskiej Partii Socjalistów z ramienia niemieckiej SPD. Ów polityk, nota bene bez matury, tak scharakteryzował nasz kraj: „To, co rozgrywa się w Polsce, ma charakter zamachu stanu i jest dramatyczne. Wychodzę z założenia, że w tym tygodniu, a najpóźniej podczas posiedzenia w styczniu, będziemy o tym w Parlamencie Europejskim obszernie dyskutować”.

Nieco później w niemieckiej telewizji ZDF powiedział: „Europa ultranacjonalistów – jeśli oni zwyciężą – to otrzymamy taką Europę, nie tylko w tej kwestii, lecz także w wielu innych. Potrzebujemy ducha europejskiej wspólnoty. I w razie konieczności, to musi być siłą narzucone. Nie może być tak, i ja należę do tych ludzi, którzy tak mówią, jesteśmy w XXI wieku, jesteśmy w XXI wieku globalizacji, aby globalne problemy rozwiązywać nacjonalizmem. W pewnym momencie trzeba walczyć i trzeba powiedzieć: w razie konieczności, także walką przeciwko innym, postawimy na swoim”.

A co na to inny polityk unijny Donald Tusk? Zacytujmy: „Dobra reputacja najlepszą ochroną przed atakami z zewnątrz. Budowaliśmy ją wspólnie przez 25 lat. Nie straćmy jej, bo znów lat będzie trzeba”. Czyli pośrednio poparł Schulza.

Z kolei I wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans w listach do Witolda Waszczykowskiego i Zbigniewa Ziobry pouczył adresatów, iż „wolność i pluralizm mediów są kluczowe dla pluralistycznego społeczeństwa i dla państwa członkowskiego UE, które respektuje wspólne wartości, na jakich oparta jest Wspólnota”. Następnie zażądał od nich o „jak najszybszego” wyspowiadania się Komisji Europejskiej czy polska ustawa medialna respektuje owe zasady i przekazania harmonogramu przyjęcia projektu. Tak wygląda w Unii niepodległość i suwerenność.

Szef frakcji liberałów w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstadt napisał na Facebooku na temat polskiej ustawy medialnej: „To jest kolejna szybko wprowadzona zmiana, która działa na zasadzie faktów dokonanych i odsuwa Polskę od europejskich wartości i tym samym przesuwa ją coraz bardziej na Wschód. Polska już tam kiedyś była, pomiędzy Wschodem i Zachodem. To oczywiste, Kaczyński nie zrozumiał niczego z historii Polski ani Europy” – napisał Verhofstadt, komentując nową polską ustawę medialną. Uprzednio twierdził, że władze RP „wykonują robotę za Putina”, a UE powinna wywierać nacisk na Polskę. Proszę, oto znawca historii naszego kraju.

Jeszcze dalej posunął się unijny komisarz do spraw gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Günther Oettinger: „Wiele przemawia za tym, że będziemy musieli uruchomić kontrolę mechanizmu państwa prawa i postawić Polskę pod nadzorem – powiedział dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Ma on zamiar przekonywać do tego Komisję Europejską podczas posiedzenia 13 stycznia.

Z kolei komisarz Rady Europy ds. praw człowieka Nils Muiżnieks zaapelował do Prezydenta Andrzeja Dudy, by nie podpisywał tzw. ustawy medialnej oraz działał na rzecz zachowania niezależności przez media publiczne w Polsce.

Natomiast sekretarz generalny Rady Europy Thorbjoern Jagland napisał list do Prezydenta Dudy, w którym wyraża zaniepokojenie przyjęciem tzw. małej ustawy medialnej i proponuje dialog z ekspertami RE ds. wolności mediów, zanim prezydent podpisze tę ustawę.

Nawet szef MSZ Luksemburga Jean Asselborn powiedział telewizji ZDF, że jeśli nowy rząd w Polsce chce zdobyć wpływ na wymiar sprawiedliwości i media, to Unia Europejska ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek „mieszania się”, aby powstrzymać takie działania.

Po skandalicznym przemilczaniu przez niemieckie media ataków imigrantów muzułmańskich na kobiety, szef KE – Juncker nieco złagodził stanowisko wobec Polski. Rzecznik KE, mówiąc o samosądzie KE nad Polską 13 bm., poinformowała: „To będzie debata orientacyjna, której przeprowadzenia z kolegium komisarzy chce przewodniczący KE”. Optymistycznym wydarzeniem stało się spotkanie Kaczyńskiego z Orbanem w Niedzicy, co być może zapowiada trwałą

oś Warszawa-Budapeszt.

Sześciogodzinna narada miała charakter nieoficjalny, tym bardziej więc niewiele o rozmowie tej wiemy. Według mediów węgierskich tematami spotkania były m.in.: wspólne stanowisko odnośnie przyszłości Wlk. Brytanii w UE, wewnętrzna sytuacja w Polsce i na Węgrzech, stosunek do systemu rozdzielania imigrantów między wszystkimi krajami UE zaproponowany przez KE.

Premier Węgier jednoznacznie poparł Polskę mówiąc w węgierskim radiu: „Unia Europejska nie powinna myśleć o wprowadzaniu jakichkolwiek sankcji przeciwko Polsce, bo to wymagałoby pełnej jednomyślności, a Węgry nigdy nie poprą żadnych sankcji przeciwko Polsce”. Cóż, „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Należy jednak wskazać na pewne

błędy i winy PiS-u.

Ugrupowanie Kaczyńskiego znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Ma bowiem przeciw sobie Targowicę w postaci PO i Nowoczesnej, dążących do przewrotu, media publiczne (tu sprawa rozstrzygnie się niebawem), prywatne oraz podszczuwanych przez targowiczan polityków i media zagraniczne. Wszystkie te, pożal się Boże, unijne opinie (głównie niemieckie) świadczą, że nie mają oni pojęcia o istocie zmian w Polsce. Poza tym bardzo niewyraźny jest stosunek ugrupowania Kukiz ’15, o czym świadczą głosowania w Sejmie, a przecież większość PiS wynosi zaledwie pięć głosów. W tych okolicznościach rządzący powinni szczególnie wystrzegać się błędów lub pochopnych posunięć.

Pierwszym potknięciem było zlekceważenie wstrzymania się od głosu klubu PSL. W najmniejszym stopniu nie próbuję usprawiedliwiać tego ugrupowania, które popierało bez mała wszystkie najgorsze dla Polski pomysły PO. Ale arytmetyka sejmowa jest bezlitosna. Jeśli Kaczyński chce zmienić Konstytucję, a jest to warunek sine qua non dokonania w Polsce głębszych zmian, to nie należało lekceważyć sui generis zaproszenia ludowców i wpychać ich w objęcia Schetyny i Petru. To w końcu 16 głosów, co kwestii większości konstytucyjnej nie załatwia, ale nieco by ją przybliżyło. Tymczasem PiS nie dał im ani komisji, ani wicemarszałka.

PiS miał 8 lat na przygotowanie projektów ustaw. W tym samym czasie Fidesz Orbana przygotował 300 ustaw, które ekspresowo przyjmował parlament. Wprawdzie PiS wdraża ustawy również w takim tempie, ale np. wnoszenie 13 autopoprawek nie świadczy zbyt dobrze o pierwotnym przygotowaniu ustawy o Trybunale. Co innego ustawy o charakterze socjalnym, które wymagają znalezienia środków w budżecie, a to musi trochę trwać. W zakresie polityki zagranicznej nie zawsze mamy do czynienia z konsekwencją. Z jednej strony Waszczykowski słusznie twardo sprzeciwia się wtrącanie się zagranicy w polskie ustawodawstwo, a z drugiej wnosi do Komisji Weneckiej ustawę o Trybunale z prośbą o opinię.

Za błąd uważam również rozmowę Beaty Szydło z Schulzem, od którego domagała się przeprosin. Niemiec nie przeprosił, a premier usiadła z nim do stołu konferencyjnego. Moim zdaniem z oszczercą nie rozmawia się.

Z oświadczeń polityków PiS wynikało, że Polska nie przyjmie imigrantów. Tymczasem po cichu już ich przyjmujemy. I to w sytuacji, gdy na Zachodzie muzułmańscy imigranci dokonują krwawych zamachów oraz atakują i gwałcą białe kobiety. Nasze służby na to nie pozwolą? Wolne żarty!

Wydaje się również, że rządzący nie doceniają przygotowującego zamach przeciwnika. Schetyna bowiem, to nie rozhisteryzowana Ewa Kopacz, o której poziomie nie warto nawet wspominać. To cwany, doświadczony i bardzo groźny polityk. Do udaremnienia zamachu i zapobieżenia prowokacji rząd już powinien się przygotowywać i ostrzegać przed tym społeczeństwo. Pozostaje wreszcie zapytać, jaki powinien być

stosunek środowisk narodowych

do sprawującego władzę PiS. Generalnie PiS negatywnie ocenia ruch narodowy jako taki. Z kolei środowiska narodowe razi wręcz bizantyjski kult Piłsudskiego i sanacji. Z aktualnych spraw budzi sprzeciw przybierająca niekiedy wręcz groteskowy charakter rusofobia i (podobnie, jak za rządów PO) najostrzejsze domaganie się sankcji wobec Rosji.

Jeżeli obecny rząd chce uzyskać możliwie najwięcej niezależności od Niemiec i UE, należałoby ułożyć choćby znośne stosunki z Rosją. A na to się nie zanosi. Walka na dwa fronty nigdy nie popłaca, co jest banałem. USA i państwa zachodnie omijają sankcje i robią całkiem niezłe interesy z Rosją, natomiast Polska poprzez swój stosunek do Rosji płaci zarówno polityczną, jak i ekonomiczną cenę. Politycznie, bo w ten sposób umacniamy oś Berlin-Moskwa, ekonomicznie, bo utraciliśmy rynek rosyjski.

Zdumienie wręcz budzi oświadczenie Waszczykowskiego, że nie widzi kultu banderyzmu na Ukrainie. Albo nie wie, co mówi, albo nie chce tego kultu – wręcz bijącego w oczy – dostrzec.

Przyjrzyjmy się z kolei, czego chce dziś PiS dla Polski. W największym skrócie jest to: polityka prorodzinna i socjalna; przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego; obrona dobrego imienia Polski; polityka pronatalistyczna; reindustrializacja, co jedynie może położyć kres bezrobociu; uzyskanie – na ile to możliwe – niezależności od UE, czyli Niemiec; powrót do logicznego systemu – szkoła podstawowa, 4-letnie liceum oraz przywrócenie klasycznego kanonu lektur i porządnego nauczania historii.

PiS również chce obciążyć podatkami banki i zagraniczne wielkopowierzchniowe markety, co m.in. umożliwi konkurencję małym głównie rodzinnym firmom polskim. Skończy również wpajanie dzieciom polskim ideologii gender. Tyle w ogromnym skrócie i nie po kolei.

Czy cele te są obce narodowcom? Z pewnością – nie. Dlatego uważam, że rząd ten powinien cieszyć się poparciem środowisk narodowych, a nie wybrzydzaniem. Ponadto Narodową Demokrację cechował zawsze realizm. Jaka bowiem jest alternatywa? Tylko PO i Nowoczesna wraz z Lisem i Kijowskim. Takiej alternatywy nie stworzył obóz narodowy, gdyż przez 25 lat nie zbudował silnej partii narodowej. (Pytanie o przyczyny stanowi przedmiot odrębnych rozważań.) Dziś walka z PiS-em i jego rządem, to zajęcie pozycji po tamtej stronie.

A jaka ona jest, można się przekonać czytając artykuł w Newsweeku pt. „Skończmy z tą Polską”. To credo tamtej strony. Wcale nie byli dalecy od tego celu. Nie znaczy to, aby PiS utrzymywać w błogiej świadomości ludzi nieomylnych. Przeciwnie – można i należy, wykazywać błędy i przekonywać do takich czy innych rozwiązań, ale nie z pozycji wrogich. Nie zrozumiał tego, niestety, prof. Maciej Giertych, o czym świadczy jego artykuł „Czy PiS to neosanacja”. Ale o tym kiedy indziej.

Zbigniew Lipiński
Tekst zostanie wydrukowany w najnowszym numerze MP (3-4 z 17-24.01.2016) jako trzecia część cyklu pt. „Trybunał sięgnął bruku”.
mysl-polska.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Środa, 13 styczeń 2016 01:58
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Trybunał, PiS, Martin Schulz i narodowcy