Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Zanim krążownik Aurora wystrzeli
Kategoria: Publicystyka   Niedziela, 23 październik 2016 19:00 Autor: admin

Zanim krążownik Aurora wystrzeli

Zanim krążownik Aurora wystrzeli foto: Wikimedia Commons/CC

Dawno, dawno temu Maciej Zembaty śpiewał romans o Anastazji Pietrownie, w którym zapytowywał: „Anastazja Pietrowna Anastazja, kto ty jesteś – Europa, czy Azja” - potem opisywał jak to podczas szaleńczej jazdy („jamszczik durak uznał: wot wiezu ja kakawo to czorta!”) po Newskim Prospekcie „na twarz Anastazji Pietrowny padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek”, a tymczasem „na Newie już cumował krążownik »Aurora«. A potem krążownik »Aurora« wystrzelił i od tego czasu śpiewamy inne piosenki”. Przypomniał mi się ten romans na wieść, że z Murmańska w kierunku Syrii płynie eskadra rosyjskich okrętów wojennych i że właśnie mijają Norwegię. Najwyraźniej przepowiedziana przez Radio Erewań walka o pokój i demokrację powoli wchodzi w fazę decydującą. Jak wiadomo, według Radia Erewań wojny nie będzie, natomiast rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Kamień na kamieniu może i nie zostanie, ale jakże pięknie będziemy ginąć ze świadomością, iż giniemy w słusznej, a właściwie w jedynie słusznej sprawie – zapewnienia bezpieczeństwa bezcennemu Izraelowi. Wiadomo bowiem, że skoro według jednej z rozlicznych odmian protestanckich, Królestwo Boże na ziemi zapanuje z chwilą rozciągnięcia władzy nad światem przez bezcenny Izrael, to nie ma takiej rzeczy, której dla tego celu nie można by poświęcić – łącznie z przetrwaniem znękanej ludzkości. Nawiasem mówiąc, zagłada ludzkości stwarza pewien problem, bo jeśli nie będzie już ludzkości, to komu właściwie bezcenny Izrael będzie pożyczał pieniądze? Dobrze byłoby jednak część ludzkości zostawić, zwłaszcza należącej do jakiegoś narodu mniej wartościowego. Można byłoby takiej ludzkości pożyczać pieniądze, najlepiej papierowe – ale w tym celu trzeba by też ustanowić nad nią jakiś tubylczy rząd, który zmusiłby ludzkość do posługiwania się takimi pieniędzmi, wydając surowe prawa o „prawnym środku płatniczym”. Czy jednak Wysokie Strony, wojujące o demokrację w Syrii zawczasu o tym pomyślały? Tego nie wiemy i dlatego właśnie gwałtowne zaostrzenie napięcia w stosunkach międzynarodowych, a zwłaszcza w stosunkach między miłującymi pokój wielkimi mocarstwami, budzi w świecie taki niepokój – oczywiście z wyjątkiem naszego nieszczęśliwego kraju, który nie boi się niczego, odkąd z nami jest marszałek Śmigły-Ry... to znaczy, pardon – oczywiście nie żaden marszałek Śmigły-Rydz, który przecież już dawno umarł – tylko pan prezydent Barack Obama – co prawda tylko do stycznia przyszłego roku – no ale nie ma rzeczy doskonałych. Zresztą nie wiadomo, czy jeśli walka o pokój i demokrację jeszcze bardziej się zaostrzy, do stycznia w ogóle dożyjemy. Ale gdybyśmy nawet nie dożyli, to czyż ostatnich chwil nie osłodzi nam świadomość, że zginęliśmy w słusznej sprawie? W takiej sytuacji nic nie jest nam straszne, nawet jeśli rząd niemiecki i rosyjscy gubernatorzy apelują do obywateli, by porobili sobie 10-dniowe zapasy żywności. Najwyraźniej wolą umrzeć z przejedzenia, niż w słusznej sprawie, więc nie ma co ich żałować, ani się nad nimi litować. Jak nie chcą ginąć w słuszniej sprawie, to niech się zatchną własnym tłuszczem.

Tymczasem, chociaż na Newie już cumuje krążownik „Aurora”, w naszym nieszczęśliwym kraju zakotłowało się wokół niedoszłego zakupu francuskich śmigłowców „Caracal”. Wprawdzie bezbronni cywile, zarówno z dawnego cywilnego kierownictwa MON, jak i ze sfer dziennikarskich, zostali zmobilizowani przez WSI i jeden przez drugiego na wyścigi tłumaczą, dlaczego cena, jaką za te śmigłowce miała zapłacić Polska, była dwukrotnie wyższa od ceny, jaką płaciły inne nieszczęśliwe kraje – ale co z tego, że się tak uwijają, kiedy były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Aleksander Kwaśniewski, który coś tam przecież musi wiedzieć, właśnie chlapnął, że kontraktowi z francuskim „Airbusem” towarzyszyło „dżentelmeńskie porozumienie”? Takie słowa („to takie słowa są?”) więcej wyjaśniają, niż formalnie mówią, zwłaszcza w świetle anegdotki o dżentelmenach: do tramwaju wsiada starsza dama – a tu wszystkie siedzące miejsca zajęte przez rozmaitych panów. - Widzę, że nie ma już dżentelmenów! - mówi dama bardzo głośno w przestrzeń. - Dżentelmeni są – odzywa się jeden z siedzących panów – tylko miejsc nie ma! Otóż to! Dżentelmeni są – a gdzie? No a gdzież by, jeśli nie w bezpieczniackich watahach, których najtwardszym jądrem są, jak wiadomo, Wojskowe Służby Informacyjne, co to ich „nie ma”? Nic zatem dziwnego, że zaraz po ujawnieniu przez Aleksandra Kwaśniewskiego istnienia „dżentelmeńskiego porozumienia”, do niezależnej prokuratury zostało skierowane doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez jego uczestników? Co niezależna prokuratura z tym zrobi, to osobna sprawa, na podstawie której będziemy mogli zorientować się, czy konstytuująca III RP zasada: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych, nadal obowiązuje, czy już nie – tym bardziej, że i Platforma Obywatelska też zawiadomiła niezależną prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z „zakończeniem” kontraktu z francuskim „Airbusem”. Najwyraźniej liczą, że konfidenci, jakich w okresie dobrego fartu WSI uplasowały w prokuraturze i niezawisłych sądach, zachowają się na poziomie i odwdzięczą się za wystruganie ich z banana na dygnitarzy. Ano – zobaczymy, jak niezawisłe sądy będą okładały się nawzajem kodeksami, dusiły łańcuchami i rozbijały sobie głowy młotkami do stukania.

Jakby tego było mało, „odkryte” zostało nagranie rozmowy premiera Tuska ze złym ruskim czekistą Putinem i jego ministrem od sytuacji nadzwyczajnych Sergiuszem Szojgu. Mieli oni już 10 kwietnia 2010 roku powiedzieć premieru Tusku, że samolot wiozący prezydenta Kaczyńskiego uderzył podwoziem w ziemię, a potem przekoziołkował na grzbiet i się zapalił. Ładny interes! Dlaczego w takim razie komisja ministra Millera wmówiła premieru Tusku całkiem co innego? Już mniejsza o to, że w tym nagraniu, które również przez ministra Macierewicza zostało uznane za „kluczowy dowód” w sprawie katastrofy smoleńskiej, nie ma ani słowa o „wybuchu” - ale widać, że „dochodzenie do prawdy” co do przebiegu katastrofy smoleńskiej potrwa jeszcze dłuuuugie lata – i pewnie o to właśnie chodzi obydwu Wysokim Spierającym Się Stronom, które znakomicie opanowały sztukę emocjonalnego rozhuśtywania jak nie jednej, to drugiej części opinii publicznej smoleńskimi rewelacjami. Dlatego Platforma Obywatelska właśnie powołała swój zespół do spraw katastrofy, więc tylko patrzeć, jak obydwa zespoły zaczną okładać się raportami, niczym niezawisłe sądy – kodeksami. Ano, obywatelom też coś się od życia należy tytułem rekompensaty za podatki, jakie właśnie obmyśla dla nich rząd.

Tych podatków najwyraźniej jest za mało, bo w projekcie budżetu na przyszły rok zawarte zostało postanowienie, że deficyt budżetowy „nie może” przekroczyć 60 miliardów złotych. Przypomina to trochę reklamy firmy Carrefour, cytujące „dekrety Napoleona” - że „wszyscy” mają być młodzi, piękni, bogaci i zdrowi – a swoją drogą, łza się kręci w oku na wspomnienie słynnej „kotwicy budżetowej” z pierwszego rządu premiera Kaczyńskiego, która „nie mogła” przekroczyć 30 miliardów. No, ale skoro Polska ma rosnąć w siłę, a ludzie żyć dostatniej, to i deficyt budżetowy musi być wyższy, to jasne.

Tymczasem Wojskowe Służby Informacyjne najwyraźniej musiały docenić zalety „mięsa armatniego” ze „wściekłych kobiet”. Myślę, że rzeczywiście może ono być delikatniejsze, niż z jakiegoś starego kurwiarza – o czym zresztą zapewniał mnie pewien znajomy ludożerca - że mianowicie stary kurwiarz jest twardy i łykowaty, podczas gdy... no, mniejsza z tym. Nic zatem dziwnego, że kiedy tylko WSI ochłonęły z pierwszego szoku po „zakończeniu” przez rząd kontraktu z francuskim „Airbusem”, natychmiast zmobilizowały „wściekłe kobiety” - no i oczywiście konfidentów – również w osobach starych kurwiarzy, co to jeszcze „samego znały Stalina” - na manifestację w dniu 23 października w obronie „wagin” i „macic” przed nieubłaganym palcem faszystowskiego reżymu. Co tu ukrywać – taka demonstracja może zrobić wrażenie nie tylko na reżymie; wyobraźmy sobie tylko, że sanktuarium swego ciała wystawiłaby przeciwko reżymowi pani filozofowa Magdalena Środa! „Któż widok ten opisać zdoła? Fiedin, Simonow, Szołochow? Ach, któż w ogóle go wytrzyma!” Jestem przekonany, że na taki widok pierzchnąłby nawet szatan. Najwyraźniej podczas jubileuszu, jaki na koszt rządu niemieckiego, który – jak się okazało – futruje niezawisły Trybunał Konstytucyjny za pośrednictwem Fundacji Adenauera - urządził sobie w Gdańsku Trybunał Konstytucyjny z udziałem rozmaitych europejskich kacyków, musiały zapaść jakieś decyzje odnośnie der polnischen Frage (bo okazuje się, że tak to trzeba pisać), no i porozdzielane zadania między polskich askarisów, którzy z kolei mobilizują nie tylko agenturę, ale i proletariat zastępczy. A tymczasem „na Newie już cumuje krążownik „Aurora”...

 

Źródło: michalkiewicz.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Niedziela, 23 październik 2016 20:15
alexjones.pl Informacje z Polski Publicystyka Zanim krążownik Aurora wystrzeli