Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Cenzurować każdy by chciał! Kaczyński pozazdrościł Google’owi, Facebookowi i Twitterowi
Kategoria: Informacje z Polski   Wtorek, 24 wrzesień 2019 10:02 Autor: Andreas

Cenzurować każdy by chciał! Kaczyński pozazdrościł Google’owi, Facebookowi i Twitterowi

Cenzurować każdy by chciał! Kaczyński pozazdrościł Google’owi, Facebookowi i Twitterowi existentist/Flickr/CC BY 2.0

Prezesowi Państwa znów się udało. Tydzień temu grzmotnął news o tym, że Dobra Zmiana będzie ustalała warunki wykonywania zawodu dziennikarza i wszystko poszło nadzwyczaj przewidywalnie. Najemne opozycyjne płaczki natychmiast rozhuśtały ogólnonarodową histerię o faszyzmie, dyktaturze, Węgrzech, Rosji i – a jakże – komunie; a po tygodniu temat zaczyna rozchodzić się po kościach. Zostanie zapewne odgrzany w stosownym czasie, ale oczywiście animatorem powrotu do dyskusji będzie nie opozycja, a już na pewno nie słabiutcy w swej masie polscy dziennikarze. Zrobi to Jarosław Kaczyński, gdy będzie to dla niego wygodne. Afera ta jest oczywistym zapuszczeniem balona próbnego ze strony dyktatorka wewnątrzpolitycznego procesu w tym kraju: na co jeszcze może sobie pozwolić i jak daleko się posunąć. Niestety, obnaża ona po raz kolejny impotencję wszystkich ważniejszych politycznych graczy, ale i zupełne brak elementarnego szacunku dziennikarzy wobec samych siebie, wobec wykonywanego zawodu, o audytorium nie mówiąc.

Kaczyński wygrywa niemal wszystkie takie radykalne posunięcia, bo występuje w nich zawsze z pozycji udzielnego, który definiuje etap i jego mądrość. Teraz naszło go, by zarządzić pismactwem, więc w swej podmiotowości nada mu jakieś ramy, żeby był porządek, a nie warcholący się po studiach i redakcjach zasrańcy. Tak to rozumie on, ale – co gorsza – tak zmontowanej hierarchii podporządkowują się wszyscy. Raz się faktycznie Prezesowi Państwa powinęła noga – w 2016 r., gdy grupa fundamentalistycznych prawników przygotowała projekt penalizujący poronienia i spędzanie płodu. Czarny Protest się powiódł nie tylko dlatego, że był masowy; czynnik ilościowy jest bardzo ważny, lecz on był głównie wyrazem, jakąś funkcją tego, że polskie kobiety potraktowały sprawę niezwykle osobiście i godnościowo. Dzięki temu w try miga stały się równorzędnym wobec Kaczyńskiego i jego akolitów podmiotem. Przydały sobie prawa do fizjologicznego, a przez to i politycznego samostanowienia i rychło okazało się, że jeśli Prezes nie ogarnie szybko tego tematu, jego rząd i jego partia zostaną po prostu wysadzone w powietrze. Dlatego chwytał się desperackiej kombinatoryki regulaminowo-sejmowej, by zatrzymać pędzący walec z tym projektem ustawy.

Teraz natomiast Kaczyński nie ma przeciwko sobie nikogo, kto byłby w stanie i miałby śmiałość podnieść głowę i naprawdę powstać z kolan. Choćby na chwilę. Nie ma takiej skali, która pozwoliłaby na moralne czy jakiekolwiek w ogóle porównanie polskich kobiet i polskiego pismactwa. Dziennikarzy powszechnie się nie lubi i uważa za głupków. W najlepszym razie, w gorszym – za płatnych, cynicznych propagandzistów jakichś ośrodków władzy. Pod wszystkimi tymi inwektywami chętnie się podpisuję, bo z polskimi dziennikarzami jako środowiskiem się nie utożsamiam, uważam je za nadzwyczaj szkodliwe. Niemniej, wobec tego ataku skłonny jestem go bronić.

Nie jest to jednak proste, bo żeby zorganizować sobie jakąś obronę, trzeba mieć przekonanie, że się jej chce, że się na nią zasługuje i potrafić to uzasadnić. Obiegowe dykteryjki już nie wystarczą – z paplaniną o cenzurze i prawach człowieka PiS radzi sobie znakomicie. Najlepszą obroną jest atak i tym różni się właśnie podmiot od przedmiotu w polityce, że ten pierwszy podejmuje realną walkę o swoje istnienie i o władzę, albo przynajmniej o rząd dusz. Polscy dziennikarze, gdyby była w nich krzta jakiegoś niezależności czy krytycznego myślenia organizowaliby się już dawno sami przeciwko PiS-owskiemu aparatowi propagandy. Tak frontalny i bezczelny atak jak te najnowsze próby uregulowania zawodu dziennikarza wykorzystane powinny być jako pretekst do wykucia własnych propozycji i wprowadzenia ich do sfery publicznej jako stałe punkty odniesienia. To właśnie będzie największe osiągnięcie Czarnego Protestu – nie tylko udało się zatrzymać PiS, ale i uzyskać obietnice złagodzenia obecnej ustawy antyaborcyjnej od Lewicy, która to ma szanse stać się wcale poważną siłą parlamentarną.

Dziennikarze zaś nie mają do zaproponowania niczego poza standardowym histeryzowaniem i ujadaniem na Kaczyńskiego. Zaproponuję coś więc ja, bez większych nadziei, że jakiś Lis, Wielowieyska czy Rachoń to poprą czy choćby ogarną. Ale skoro już temat stanął, to niech wybrzmi chociaż jeden głos wykraczający poza siermięgę wojny polsko-polskiej.

Propozycje Prezesa Państwa są oczywiście nie do przyjęcia. Pomysł przymusowego samorządu jest w ogóle jakąś groteską i przeczy samej idei samorządności; ona musi polegać na dobrowolnym akcie zrzeszania lub uznania się za jakąś wspólnotę. W innym wypadku nie jest to żaden samorząd, tylko zwyczajny nadzór. Jednym z zadań tego samorządu miałoby być prowadzenie „samoregulacji”. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że każdy dziennikarz, który nie będzie grał według zadanego metrum, zostanie wyregulowany. Nieprzychylni władzy dziennikarze nie będą mogli wystosowywać pytań do instytucji w trybie dostępu do informacji publicznej, nie będą mogli też chronić swoich informatorów, bo samorząd wyłączy im status dziennikarzy.

Jest to oczywista chamówa, która póki co w Polsce chyba jeszcze nie przejdzie. Jednak nie jestem zadowolony również z warunków wykonywania zawodu dziennikarza panujących obecnie, w których dziennikarze mogą zostać poddani kuriozalnym represjom, nawet za nie swoje słowa czy twierdzenia; np. bywają pozywani za wypowiedzi w udzielonym im wywiadzie. Uważam, że o ile większości zawodów i rynków służą srogie regulacje, o tyle akurat ten zawód powinien zostać kompletnie uwolniony, nie ma sensu wydawanie żadnych licencji czy jakaś standaryzacja. Ustawa o wykonywaniu zawodu dziennikarza powinna składać się z trzech punktów:

  • Każda osoba fizyczna, która zajmuje się dostarczaniem informacji, komentarzem czy inną formą publicystycznego uczestnictwa w debacie publicznej poprzez samodzielne tworzenie publikacji tekstowych lub audiowizualnych jest dziennikarzem.
  • Podmiot korzystający z twórczości dziennikarza jest zobowiązany wystawić mu dokument poświadczający jego pracę w tym charakterze.
  • Żaden urzędnik państwowy, ani funkcjonariusz policji czy którejkolwiek ze służb nie ma prawa żądać ujawnienia źródła pozyskanych przez dziennikarza informacji, jeżeli informacje ujawnione przez dziennikarza są prawdziwe.

I tyle wystarczy. A jeśli komuś się to nie widzi, to przywróćmy może po prostu Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk. Wtedy wszystko będzie jasne i oczywiste, będzie wiadomo do kogo się zwracać z zapytaniem o to, co można, a czego nie można. No i jest w tej nazwie chociaż jakiś etos. No i będzie to podążanie za umiłowanym przez Polaków i prawicę mitycznym Zachodem. Tam trendy te wyznaczają przecież amerykańskie korporacje.



Źródło: Portal STRAJK


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(2 głosów)



Ostatnio zmieniany Wtorek, 24 wrzesień 2019 07:49
alexjones.pl Informacje z Polski Cenzurować każdy by chciał! Kaczyński pozazdrościł Google’owi, Facebookowi i Twitterowi