Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje z Polski Koniec kolumbijskiej rewolucji?
Kategoria: Informacje z Polski   Niedziela, 23 grudzień 2012 08:48 Napisał

Koniec kolumbijskiej rewolucji?

Delegacje kolumbijskiego rządu i rebeliantów z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) wznowiły w stolicy Kuby, Hawanie, negocjacje, które mają zakończyć, trwający od blisko pół wieku, konflikt. To już czwarta próba zakończenia konfliktu, w którym zginęło prawie 200 tysięcy osób.

Jeżeli negocjacje zakończą się pomyślnie, a istnieje duża nadzieja, że tak się stanie, to praktycznie zniknie ostatnia walcząca partyzantka w Ameryce Łacińskiej. Co prawda w Peru nadal aktywny pozostaje Świetlisty Szlak, ale nie jest on tak silny jak FARC i działa praktycznie tylko na południu kraju. Nie można też zapominać o meksykańskich Zapatystach (EZLN). Ich jednak nie należy porównywać do wyżej wymienionych dwóch organizacji. Nie zajmują się bowiem porwaniami i handlem narkotykami, jak zbrojne grupy z Kolumbii czy z Peru.

Jeśli wydarzenia w ciągu kilku miesięcy potwierdzą kapitulację Rewolucyjnych Sił Zbrojnych, to Kolumbia, jak i cały region, pozbędą się jednej z najstarszej i największej aktywnej guerrillas na kontynencie. Kiedy w 1956 roku Fidel Castro, wraz z młodym argentyńskim lekarzem Ernesto "Che" Guevarą  i innymi rewolucjonistami, wypłynęli z Meksyku na starym jachcie Granma na Kubę, zapoczątkował masową lawiną narodzin wszelakich lewicowych partyzantek w Ameryce Łacińskiej. Wzorowały one swoje cele na wzorcach wypracowanych przez sukces Rewolucji Kubańskiej. Lewicowe oddziały militarne występowały przeciwko krwawym prawicowym dyktaturom w Nikaragui, Urugwaju, Argentynie czy w Peru – prawie w każdym państwie Ameryki Południowej jak i Środkowej.

W wielu tych przypadkach, nie było innego wyjścia jak tylko walka zbrojna. Bez uciekania się od luf karabinów, w wielu krajach Ameryki Łacińskiej nie wiele dałoby się zmienić. Jednak walki partyzanckie odniosły sukces tylko w dwóch państwach: na Kubie w 1959 roku oraz w Nikaragui w 1979 roku, kiedy to władzę przejęli Sandiniści. W latach 90., czyli w okresie powolnej demokratyzacji kontynentu, zbrojna konfrontacja, a wraz z nią partyzantki poszły na bok, stając się przeżytkiem. Guerrillas zostały rozwiązane lub przekształciły się w partie polityczne tak, jak salwadorski Front Wyzwolenia Narodowego im. Farabunda Martíego. Aktywnych pozostało tylko kilka grup – wspomniane wcześniej FARC w Kolumbii, Świetlisty Szlak w Peru oraz Zapatystowska Armia Wyzwolenia Narodowego, działająca w stanie Chiapas w Meksyku.

Pod koniec XX wieku to jednak kolumbijska partyzantka pozostawała w najlepszej kondycji, od ponad 40 lat walcząc z władzami rządowymi i kontrolując znaczne połacie kraju. Strona rządowa, jak i partyzanci nagminnie łamali prawa człowieka. Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii utrzymywały się dzięki wpływom z narkohandlu, jak i z porwań dla okupu. Pobierali także podatek od chłopów, którzy uprawiali kokę. Rząd także zarabiał na wojnie – przez wiele lat dostawał wsparcie finansowe od Stanów Zjednoczonych i dostał zielone światło do użycia siły przeciwko ludności cywilnej (masowo przesiedlano ludzi oraz zabijano działaczy politycznych i związkowców). Początkowo FARC cieszył się dużym poparciem chłopów a w szczytowym momencie partyzantka, liczyła prawie 20 tys. żołnierzy, będących w stanie kontrolować prawie połowę kraju. Jednak dziś ten kolumbijski odział zbrojny jest zdecydowanie słabszy.

W ostatnim czasie FARC stracił kilku ważnych dowódców w tym założyciela partyzantki Manuela Marulanda, który zmarł w 2008 roku oraz Víctora Julio Suáreza Rojasa – dowódcę rebeliantów, który zginął w 2010 roku. Siły rządowe rozbiły obozy szkoleniowe i szlaki przemytu kokainy. Obecnie FARC liczy według różnych źródeł ok. 5-8 tys. bojowników, a jej możliwości militarne są znacznie mniejsze. Ponadto prezydent Wenezueli Hugo Chavez nie akceptuje już kolumbijskich oddziałów i coraz lepiej dogaduje się z prezydentem Kolumbii Manuelem Santosem. Te czynniki na pewno w jakimś stopniu wpływają na to, że kolumbijscy rebelianci są przychylnie nastawieni do rozmów. Władze Kolumbii do negocjacji chcą zaprosić także Brazylię w roli obserwatora. Co ciekawe – obecna prezydent Dilma Rousseff sama w przeszłości była partyzantką, a jej kraj nie uznaje FARC za organizację terrorystyczną. W ten sposób, w razie niepowodzenia w negocjacjach, FARC nie będzie mógł zwalić winy, że rokowania były nieuczciwe. Całkiem prawdopodobne jest, że Brazylia dołączy do rokowań, tym bardziej że największe państwo latynoamerykańskie ma aspiracje, aby zostać hegemonem w regionie, pragnąc zmniejszyć wpływy Waszyngtonu i jednocześnie umocnić swoją pozycję. Tak więc musi rozszerzać swoje wpływy na kontynencie, także w Kolumbii która jest pod dużym wpływem Białego Domu.

Bogota także chciałaby zakończyć wojnę z rebeliantami. Zamiast wydawać pieniądze na wojnę, lepiej byłoby je zainwestować w infrastrukturę. Ponadto samo zakończenie konfliktu mogłoby przyciągnąć więcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Należy jednak pamiętać, że nawet, jeśli dojdzie do rozejmu między stronami, nie oznacza on, że wszyscy członkowie FARC złożą broń. Część byłych bojowników z pewnością dołączy do tzw. BACRIMs, czyli do różnych karteli narkotykowych, które bardzo szybko rozprzestrzeniają się po kraju. To one w przyszłości mogą stanowić nowy kolumbijski problem. Jeżeli jednak dojdzie do konsensusu między rządem a bojownikami – będzie to niewątpliwie wydarzenie historyczne. Kolumbia stanie się wreszcie innym krajem...

Fot. http://comerciolatino.ca

Źródło artykułu: Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych - Portal o Geopolityce


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(0 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Wtorek, 25 grudzień 2012 20:52
alexjones.pl Informacje z Polski Koniec kolumbijskiej rewolucji?