Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Gospodarka światowa Nordstream 2 to dużo taniego gazu dla Unii Europejskiej – jak można tego nie rozumieć?
Kategoria: Gospodarka światowa   Wtorek, 08 sierpień 2017 04:05 Autor: Kaszuszka

Nordstream 2 to dużo taniego gazu dla Unii Europejskiej – jak można tego nie rozumieć?

Nord stream 2 to ważny projekt energetyczny dla naszego kontynentu, który zapewni stabilne i długotrwałe dostawy gazu dla północy kontynentu przez lata. Niestety nie podoba się to wszystkim, m.in. Amerykanie nagle poczuli się współodpowiedzialni za bezpieczeństwo energetyczne Unii Europejskiej. Przyjęty we wtorek przez Izbę Reprezentantów USA nowy zestaw sankcji, zakłada kolejne restrykcje wobec Rosji, Iranu i Korei Północnej. Jest to klasyczne działanie neoimperialne, obliczone na zapewnienie swoim własnym firmom, udziału w zagranicznych rynkach poprzez działania transgraniczne amerykańskiego aktu prawnego. Sankcje przeciwko Rosji mają charakter wojny ekonomicznej, dla równowagi dodano Koreę i Iran, jako tzw. oś zła, żeby zamknąć usta krytykom tego typu polityki. Ustawa ma poparcie amerykańskich polityków, ponieważ służy do zablokowania swobody handlu Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską, a docelowo wzmocnienia naszych obu systemów gospodarczych, właśnie dzięki wynikom tej współpracy.

USA chcą sprzedawać w Europie swój drogi gaz, ze źródeł niekonwencjonalnych, których eksploatacja jest ryzykowna z punktu widzenia środowiska naturalnego. Europa ma ograniczone możliwości wydobycia gazu, Norwegia nie jest w stanie zabezpieczyć potrzeb całego kontynentu. Algieria produkuje głównie na potrzeby Francji, ma duże możliwości wydobywcze, jednak z różnych przyczyn są z tym problemy. Azerbejdżan jest uzależniony od krajów tranzytowych. Kraje Zatoki Perskiej, w tym głównie Katar, są problematyczne pod względem moralnym, albowiem  zdaniem wielu komentatorów kupując gaz w Katarze jesteśmy współwinni wspierania przez ten kraj terroryzmu. Jedynym źródłem stabilnych dostaw gazu na praktycznie nieograniczoną skalę jest Federacja Rosyjska i kraje z nią związane. Doskonale to rozumieją i w Berlinie, i w Wiedniu i w Paryżu, a nawet w Rzymie – a w konsekwencji w Brukseli. Nie da się do Europy sprowadzać taniej gazu, niż z Federacji Rosyjskiej – nie ma tańszej opcji transportu olbrzymich ilości, niż gazociągiem. Przy czym o wiele taniej i mniej problematycznie byłoby ułożyć rurę w ziemi, tak jak to było praktykowane przez ostatnie lata, jeszcze za czasów RWPG. Niestety jednak polityka głównych krajów tranzytowych tj. Ukrainy i Polski, pozostawia wiele do życzenia, zarówno dla eksporterów jak i importerów gazu. Proszę się logicznie zastanowić – dlaczego niemiecki  albo austriacki konsument ma płacić polskiemu lub ukraińskiemu rządowi za transfer gazu? W dodatku nie mając pewności politycznej, że będzie to dostawa niezakłócana? Przecież Ukraina spowodowała już dwa poważne kryzysy gazowe, Słowacja była zimą odcięta od dostaw! Polska swoją polityką za poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości, wspólnie z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną, bardzo skutecznie zniechęciła Rosjan do ułożenia kolejnego gazociągu przez nasze terytorium. 

Jakie dzisiaj mamy prawo mówić im co mają robić, a czego nie powinni? Dodatkowo poszkodowanym państwem jest bratnia Białoruś, która straciła olbrzymie pieniądze na tranzycie, przez naszą postawę. 

Zachód potrzebuje gazu, zgodził się nawet na polską fanaberię ekonomiczną – pozwolili nam wybudować gazoport i jeszcze go w dużej części sfinansowano z funduszy unijnych. Dostaliśmy, to czego chcieliśmy. W tej chwili nic nie zapowiada, żebyśmy mieli podpisać przedłużenie kontraktu jamalskiego, którego koniec zbliża się wielkimi krokami (2022). Wcześniej trzeba rozpocząć negocjacje w sprawie dostaw. Wszystko wskazuje na to, że będzie to się działo pod auspicjami tego rządu w Warszawie, a to oznacza, że problem ten będzie istotnie rozdmuchany w czasie kampanii wyborczej. To oraz zapowiadane przez rosyjskich polityków sankcje wobec Polski za prześladowanie pomników historycznych i  próby zmiany historii, nie wróżu dobrze naszej gazowej przyszłości. Teoretycznie jest możliwa wybitnie żenująca sytuacja, w której będziemy mieli przez własne terytorium gazociąg ze Wschodu na Zachód, z którego będziemy pobierali jakieś opłaty tranzytowe, ale nie będziemy mieli z niego gazu. Oczywiście najlepiej byłoby te opłaty pobierać w postaci odpowiedniej ilości gazu, tak żeby chociaż w ten sposób poprawić sobie bilans energetyczny – lepsze to, niż nic. Jednakże sama taka wizja jest porażająca.

Już dzisiaj w Niemczech energia elektryczna jest około o 20-30% tańsza dla odbiorców przemysłowych, niż dla odbiorców przemysłowych w Polsce. Co prawda tam, konsumenci indywidualni dotują w ten sposób przemysł, płacąc na tzw. energetykę odnawialną, jednak liczy się bilans wyjściowy. 

Dzisiejszy przemysł w dającej się przewidzieć przyszłości będzie potrzebował bardzo dużo gazu, do procesów technologicznych i jako surowca energetycznego. Jeżeli będziemy mieli gaz droższy, niż u sąsiadów, to również nawozy azotowe – będą u nas droższe, a to przełoży się wprost proporcjonalnie na rentowność rolnictwa i w ostateczności na ceny chleba. Czy tego chcemy, żeby produkcja w Polsce była droższa? Czy może wszystko, czym jesteśmy w stanie konkurować, to tania praca – przy drogiej energii?

Teoretycznie jest możliwe, że uruchomienie gazociągu przez Danię dałoby nam około 8-10 mld metrów sześciennych gazu rocznie, jednak byłby to gaz o wiele droższy, od gazu importowanego z Rosji. Być może o wiele taniej byłoby pobierać ten gaz z gazociągu jamalskiego, a rozliczać go w Niemczech? Trudno dzisiaj do tego racjonalnie podejść, ponieważ element polityczny jest rozstrzygający. Jeżeli naszym celem jest w ogóle odcięcie się od dostaw paliw z Rosji, to musimy mieć świadomość, że trzeba będzie ponosić tego konsekwencje. Oznacza to wzrost opłat za energię elektryczną (bo węgiel nie spada z nieba), ciepło i gaz. Gdyby rząd w sposób realny prowadził działania na rzecz budowy energetyki jądrowej, to sytuacja byłaby mniej dramatyczna. W takiej sytuacji w jakiej jesteśmy, przy jednoczesnym – co jest wyjątkowo ciekawe – wstrzymaniu przygotowywania do wydobycia nowych odkrywek węgla brunatnego (a takie są), grozi nam poważna dziura w bilansie energetycznym. Gazoport nie załatwi naszych wszystkich problemów, bo jak tylko przestaniemy pobierać gaz z rosyjskiej rury, natychmiast stawka za to, co przypłynie do Świnoujścia – wzrośnie. Przecież zapowiedział to sam pan Donald Trump Prezydent USA, podczas swojej wizyty w Polsce.

Kraje zachodnie tym się od nas różnią, że doskonale umieją liczyć pieniądze. Oni wolą tańszy gaz z Rosji. Czy mamy w ogóle jakiekolwiek moralne prawo, żeby im w tym przeszkadzać? Jeżeli tak bardzo boimy się kupować od Rosji gaz, to może kupujmy rosyjski gaz od Niemiec? W końcu dostawy do Niemiec są stałe! Brzmi to nieco szalenie, ale jest boleśnie logiczne. Proszę zwrócić uwagę, że Niemcy (Unia) i Rosja zrobiły już bardzo wiele, żeby zabezpieczyć stabilne i stałe dostawy gigantycznych ilości gazu z Rosji do Niemiec. Przeszkodą jest niepewność, co do polityki Polski, w tym uwzględnienie dostaw w razie prawdopodobieństwa konfliktu w Europie Środkowej. Jeżeli więc boimy się, że Rosjanie zakręcą nam kurek z gazem, to doskonałym sposobem na zabezpieczenie się, byłoby kupowanie gazu od Niemiec, ponieważ w ten sposób mielibyśmy gaz, który Rosjanie i tak dostarczają Niemcom. Oczywiście kwestią fundamentalną byłaby cena, jak również pewność dostaw. Dlatego można to traktować jako jakiś pomysł na wzmocnienie dywersyfikacji. Jednak polegać na tym nie można w 100%, ale to pokazuje że nasze fobie gazowe nie mają sensu ekonomicznego.

Po okresie PRL-u odziedziczyliśmy gospodarkę opartą na węglu, co daje nam do tej pory praktycznie niezależność energetyczną. Przez prawie 30 lat transformacji, nie zrobiliśmy niczego, żeby tą niezależność utrzymać – wzmocnić! Wszystko, co byliśmy w stanie wygenerować, to pomysł na import surowców z innych, niż opłacalne i racjonalne kierunków. Energetyka odnawialna jest tematem tabu, podobno się nie da? Rolnicy nie są w stanie produkować na potrzeby tego sektora? Przetwórstwo biomasy i innych surowców naturalnych, również się nie opłaca? Energetyka jądrowa, to już w ogóle nie wiadomo o co chodzi? O małych elektrowniach wodnych, których było bardzo wiele w okresie II RP – nawet się nie wspomina? Czy to jakieś fatum, czy zaprogramowana nieudolność?



Źródło: Obserwator polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(12 głosów)



Ostatnio zmieniany Wtorek, 08 sierpień 2017 08:08
alexjones.pl Informacje ze świata Gospodarka światowa Nordstream 2 to dużo taniego gazu dla Unii Europejskiej – jak można tego nie rozumieć?