Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Gospodarka światowa Patologie rynku kryptowalut
Kategoria: Gospodarka światowa   Niedziela, 10 grudzień 2017 19:51 Autor: Andreas

Patologie rynku kryptowalut

Patologie rynku kryptowalut Electric-Eye/Flickr/CC BY 2.0

Jeden z naszych ostatnich artykułów pt. "Nadchodzi globalna kryptowaluta" zaowcował bardzo ciekawą dyskusją w komentarzach. Wśród nich znalazł się dłuższy tekst użytkownika aristoi. Uznaliśmy go za bardzo wartościowy i dający do myślenia, zwłaszcza w obliczu trwającej obecnie kryptomanii.

Wspomniany tekst mógłby umknąć większości z Was, dlatego też postanowiliśmy opublikować go jako oddzielny artykuł (wszystko za zgodą autora). Pełna treść poniżej.

Wbrew temu co myśli większość osób Bitcoin nie był pierwszą kryptowalutą. Bitcoin był pierwszą kryptowalutą, która się przyjęła. Poniżej garść wspomnień z pierwszej ręki, z okresu tak zwanej "drugiej bańki" Bitcoina oraz kilka analogii do obecnej sytuacji.


Kryptowaluty lata 2012 - 2013


W tych właśnie latach kryptowaluty trafiły do mainstreamowej rzeczywistości. Każdy komputerowo zorientowany osobnik wiedział mniej więcej co to są kryptowaluty i jakie są podstawy ich działania.

To były czasy kiedy, pomijając Bitcoin, kopano kryptowaluty na kartach graficznych. Cała zabawa polegała na zbudowaniu i właściwym oprogramowaniu koparki - specjalnego komputera, który wykorzystując szereg kart graficznych potwierdzał transakcje kryptowalutowe, przeprowadzając kryptograficzne obliczenia. Zasadniczo przy europejskich cenach prądu było to jedynie hobby, jednak umiejętnie manewrując pomiędzy różnymi walutami dało się koszty tego prądu pokryć.

Dla każdego maniaka komputerowego zabawa była przednia. W internecie pojawiały się historie osób, które kupowały setki kart graficznych i budowały tak zwane farmy do kopania walut. Wymyślne instalacje ogrzewały domy i toczyły wojny kto ma lepszy hash rate ("urobek") na kopalni. Śledzono rankingi walut i udzielano się na wielu forach tematycznych. To były złote, pionierskie czasy, gdzie każdy kto chciał mógł wziąć udział w zabawie.

Ale zasadniczo nie o tym chciałem napisać. Historie sukcesów na rynku kryptowalut są okupione niepowodzeniem tysięcy innych partycypantów. Zupełnie tak jak w biznesie. Branża zaczęła przyciągać całą masę oszustów, złodziei i zwykłych ignorantów, którzy naobiecywali złote góry, a potem nie byli w stanie dotrzymać tych obietnic. Ci co odnieśli sukces stali na stosach trupów tych, którym się nie udało. Oto kilka historii o tych trupach...


Epoka kart graficznych - trzymamy się za ręce i śpiewamy Kumbaya


Na początku krypotwaluty kopano za pomocą procesorów CPU. Chwilę później zaimplementowano algorytmy umożliwiające wykorzystanie kart graficznych. Każdy mógł "wyprodukować" dla siebie trochę cyfrowej waluty na tych samych warunkach, przy użyciu powszechnie dostępnych narzędzi.

W latach 2012-2013 w budowaniu koparek kryptowalutowych rozpoczął się wyścig zbrojeń. Były już specjalizowane koparki ASIC kopiące Bitcoiny daleko bardziej wydajnie niż był w stanie jakikolwiek komputer generalnego zastosowania. Waluty takie jak Litecoin bazowały na pomyśle, że ich algorytmu nie da się zaimplementować w specjalnie do tego celu zbudowanych układach, lub też byłoby to nieopłacalne.

Internetowe fora żyły historiami zwykłych Joe, którzy wzięli kredyty, pożyczyli od rodziny, zastawili dom i wybudowali specjalistyczne farmy z setkami kart graficznych. Na początku roku 2013, na ebayu, pojawił się radiator z wentylatorem i mnóstwem chińskich znaczków. Kosztował jakieś 1000 dolarów, a skośnooki sprzedawca łamaną angielszczyzną twierdził, że to układ ASIC, który jednak liczy algorytm Litecoin & consortes. Większość w to nie uwierzyła, jednak maszyna była prawdziwa i działała.

W ciągu kliku miesięcy kopanie na kartach graficznych okazało się energetycznie nieopłacalne. Ci co zainwestowali w farmy kart graficznych, zostali z maczugami na polu walki gdzie dominowały karabiny. Trupy na miejscu. Ceny tego chińskiego liczydła spadły z 1000 do 30 dolarów pół roku później. Ci, którzy kupili je po 1000$ nigdy nie odzyskali włożonych pieniędzy. Zresztą, ci co kupili po 30$ też nie. Powstały bardziej wydajne układy i walka nie szła już na ilość przy zastosowaniu 90 nm procesu litograficznego ale na miniaturyzację, sięgającą procesów litograficznych stosowanych w najnowszych, współczesnych komercyjnych procesorach.

Naturalna kolej rzeczy, nic do czego można by się przyczepić. Ale dalej było już trochę gorzej...


Układy ASIC - o tym jak "lepsze" jest wrogiem dobrego


W dużym skrócie ASIC to takie ustrojstwo, co ma sprzętowo zaimplementowane algorytmy, które w ustrojstwach przeznaczenia ogólnego są wykonywane za pomocą programu. Z oczywistych względów taki ASIC jest dużo bardziej wydajny energetycznie niż ustrojstwo przeznaczenia ogólnego.

Zaprojektowanie i wyprodukowanie ASIC, szczególnie w niskich procesach litograficznych, to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Powstała cała masa firm, które obiecywały najwydajniejsze urządzenia na rynku. Aby zarezerwować takie urządzenie, trzeba było dokonać przedpłaty już fazie projektowania układu. Urządzenia które były już na rynku, nabywalne "od ręki", miały wydajność nie wiele wyższą niż cena prądu, który pobierały. Rozpoczął się prawdziwy wyścig zbrojeń gdzie nawet początkowo uczciwe firmy z czasem pobrudziły sobie ręce.

Na fali zainteresowania kryptowalutami, większość "firm" obiecujących wydajniejsze układy ASIC to były zwykłe oszustwa. Powstawała ładna strona internetowa, kilka twarzy dla uwiarygodnienia interesu, trochę szumu na forach i ludzie wpłacali zaliczki. Potem takie przedsięwzięcia znikały - kasy nie zwracał nikt. Ci co wpłacili zaliczki w USD mieli jeszcze jakiś ślad - numer konta - próbowali, z reguły bezskutecznie, coś odzyskać. Ci co zapłacili w kryptowalutach... no cóż, chcieli anonimowości to mieli.

Druga kategoria firm to takie, które miały zamiar dostarczyć produkt ale zabrakło im wiedzy i doświadczenia. Takie firmy bankrutowały - kasa... no cóż, kasy nie było bo poszła na nieudane próby wyprodukowania ASIC.

Trzecia kategoria firm to takie co, jak zawsze wzięły zaliczki, miały zamiar zbudować i dostarczyć ASIC, ale zajęło im to tyle czasu, że kiedy w końcu produkt był gotowy można było używać go jako przycisk do papieru, bo wydajność ustrojstwa nijak do obecnego poziomu trudności wydobycia nie przystawała. Kasa - no w sumie można było uznać, że nabyło się coś w rodzaju nowoczesnej rzeźby do postawienia na parapecie.

Czwarta, bardzo nieliczna kategoria firm to firmy, które ze swoich środków wyprodukowały ASIC, który naprawdę miał potencjał na rynku i dało się go kupić. Ale trzeba było go kupić na samym początku bo po dwóch, trzech miesiącach stawał się przestarzały. Nie ze względu na proces technologiczny i wydajność, ale ze względu na ilość takich urządzeń i wzrost poziomu trudności wydobycia. Niestety, z czasem chęć zysku w takich firmach zaczęła dominować nad uczciwością. Skoro wszyscy pobierają zaliczki, to zdecydowano, że oni też będą pobierać zaliczki na nowe generacje urządzeń. Trzeba zrozumieć, że jedynym sensem ekonomicznym dla indywidualnego nabywcy takiego urządzenia było zdarzenie polegające na tym, że zdąży on je uruchomić i spłacić, zanim kolejna partia urządzeń podniesie poziom trudności na tyle, że przestanie mieć to sens. Sensem natomiast dla każdej firmy (oczywiście prywatnej, nie państwowej) jest maksymalizacja zysków. No i nie trwało długo zanim te firmy dodały dwa do dwóch i postanowiły swoich klientów wykręcić. Wykręcić w taki trochę bardziej subtelny sposób niż pozostałe przykłady opisane powyżej. Polegało to w skrócie na tym, że bierzemy zaliczki od klientów. Budujemy nową generację urządzeń za ich środki ale nie dostarczamy ich od razu, tylko zaczynamy kopać sami na urządzeniach klientów. Ludzie z niedowierzaniem patrzyli jak znikąd, skokowo rośnie trudność wydobycia, a ich nowe nabytki których nie widzieli jeszcze na oczy tracą ekonomiczny sens. Urządzenia były dostarczane do odbiorcy z kilkumiesięcznym opóźnieniem, kiedy już się "nakopały", i kiedy nie było wielkiego sensu podłączać ich do prądu.

Oczywiście poza samymi urządzeniami jeszcze jeden parametr równania ma znaczenie - cena energii elektrycznej.

Z czysto matematycznego punktu widzenia zyskowność urządzeń kopiących waluty na konkurencyjnym rynku, dąży do zrównania się z ceną energii elektrycznej. Dlatego na dłuższą metę, pomijając chwilowe wyskoki walut o nowych algorytmach, wszystkie kopalnie mają sens jedynie tam gdzie prąd jest najtańszy. Powstały gigafarmy kopiące kryptowaluty w takich miejscach, gdzie prąd dostępny jest w cenie nieosiągalnej dla przeciętnego kowalskiego.

No i tyle zostało z kryptowalutowych ideałów równości, powszechności i z tego, że każdy może sam sobie coś. Te same matematyczne prawa natury które premiują większe uorganizowania nad mniejszymi i w tym przypadku zadziałały z zabójczą niezawodnością.


Inflacja kryptowalut - "pump and dump"


Tak jak gorączka złota, oprócz organicznych kopaczy przyciągała różnego rodzaju szumowiny, tak i nowe zjawisko cyfrowych walut przyciąga ponadprzeciętnie liczną statystycznie grupę oszustów. Z definicji działając poza wszelkimi jurysdykcjami i relatywnie anonimowo kryptowaluty otworzyły przed nimi możliwości, o jakich wcześniej nie mogli nawet marzyć. Protokół był open source każdy mógł uruchomić własną walutę, zrobić wokół niej hype, podbić zainteresowanie za pomocą relatywnie niedużej inwestycji, następnie opchnąć na giełdzie i zniknąć. Spłucz i powtórz. Mniej niż 1% wszystkich walut powstał z myślą inną niż natychmiastowy przewał. Powstało nawet specjalne określenie określające ten proces - "pump and dump". Parafrazując tytuł znanego filmu - to nie jest świat dla ludzi z ideałami. Oczywiście wielu ludzi, skuszonych chęcią szybkiego zysku, straciła znaczące środki na tych operacjach. Ważne w tym przypadku jest zrozumienie proporcji. Jeżeli w realnym świecie założymy, że jedna na dziesięć przypadkowych osób będzie chciała nas oszukać, to w przypadku świata kryptowalut, proporcje te będą wynosić jakieś cztery do dziesięciu.

Obecnie powstaje jeszcze większa liczba kryptowalut niż w opisywanych czasach. Często przedsięwzięcia zorganizowane są już na innym poziomie. Powstają startupy, biznesy, które tworzą "rewolucyjne" rozwiązania. Ludzie na fali zainteresowania kupują je bez sprawdzenia jakichkolwiek informacji, trochę tak jak kiedyś kupowano dolary z podobizną kaczora donalda.

Weźmy na przykład jedną z takich popularnych obecnie kryptowalut. Nowe cudowne dziecko świata krypto. Operuje ona na specjalnej "rozproszonej wersji blockchain" gdzie każdy dokonując transakcji buduje swoje łańcuchy, brak jest opłat za przesyłanie bo nie ma energetycznie chłonnego "proof of work" potrzebnego do działania. W założeniach - interesujące. Uruchamiam prezentację "dlaczego właśnie ta kryptowaluta jest prawdziwią rewolucją" bo chcę zobaczyć jaki ma to głębszy sens. Zaangażowany emocjonalnie młodzian w wieku 20+ tłumaczy... mówi 15 minut, a ja dalej nie jestem w stanie zrozumieć jaki to ma sens. Padają słowa klucze: blockchain, internet of things, resources. Że niby mój router będzie się mógł rozliczać z internetem, a mój samochód z parkometrem i musi dlatego tworzyć króciutki blockchain. Po co? Nie wiadomo. No i dochodzimy do sedna. Skąd się wzięły wszystkie monety jak nie ma ich kopania? Powstały na początku. Wszystkie na raz, w erupcji światła - blok genesis. Zostały rozdysponowane pomiędzy inwestorów i organizacje. Jakie? Czy to ważne. Teraz tylko wystarczy poczekać, aż ktoś to od nich odkupi. Wystarczy robić dobry marketing, hype i naprzód. Jedyna zmiana to taka, że kombinatorzy założyli garnitury. W większości przypadków cała ideologia to BS i sam produkt też przypomina samochód na kwadratowych kołach.


Giełdy kryptowalut - patologia do kwadratu


Wykorzystanie kryptowalut jako realnego środka płatniczego praktycznie nie istnieje. Jedyną sensowną metodą wyciągnięcia srodków z inwestycji jest ich zamiana na dolary czy euro. W tym celu powstały giełdy kryptowalutowe. Odkąd zainteresowałem się kryptowalutami każda giełda z której korzystałem została zhakowana i upadła, lub okradziona przez właściciela i upadła (BTC-E, Cryptsy, Bitcurex). W wielu przypadkach nie wiadomo kto je założył, gdzie się znajdują, pod jaką jurysdykcję podpadają. Często nie mają kont bankowych i środki trzeba przesyłać na nie za pomocą szemranych pośredników jak np. OKPAY. Małe przelewy i wypłaty z reguły działają bez problemu, z dużymi z reguły jest problem. Z założenia szybkie transfery kryptowalut potrafią wisieć całymi dniami ze statusem "pending". Rynek kryptowalut jest bardzo gwałtowny. Jeśli nie masz środków na giełdzie to nie zdążysz zareagować na sytuację. Jak masz to wcześniej czy później je stracisz w związku z "upadkiem" giełdy.

Nawet w przypadku kryptowalut nie do końca poważnych, takich które powstały dla zabawy jak np. Dogecoin, mogliśmy spotkać się z próbami oszustw i wyłudzeń. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci ze świata Dogecoin był Alex Green. Założył on firmę / giełdę kryptowalutową Moolah. Wydawał olbrzymie sumy na każdą akcję charytatywną Dogecoin. Zasiadał w pierwszym rzędzie na torze NASCAR Talladega gdzie jechało auto sponsorowane przez społeczność Dogecoin. Rozdawał bajońskie napiwki na reddit Dogecoin. Śmiejąc się, że niby przez pomyłkę mu się jedno czy dwa zera więcej wpisało. Był celebrytą świata kryptowalut. W jego firmie Moolah można było nabyć udziały w BTC i cała masa ludzi to zrobiła. Finał historii jest taki, że Alex Green zwinął się z jakimiś 1,5 mln dolarów udziałowców i zniknął. Przypadkowi ludzie, którzy otrzymywali od niego setki dolarów napiwków okazali się podstawieni i grzecznie oddawali pieniążki z powrotem do worka jak tylko gasło światło reflektorów. W praniu wyszło, że robił już wcześniej różne oszustwa i nawet nie nazywał się Alex Green.

Giełdy kryptowalutowe są delikatnie mówiąc ustawione. Ty nie widzisz środków innych uczestników zajmujesz pozycje w ciemno. Grupa ludzi związanych z giełdami, siedzącymi za pulpitem sterowniczym, ma pełen wgląd we wszystkie ruchy uczestników. Znają stan wszystkich kont, wiedzą z jaką podażą mogą się spotkać. Mają również nieograniczony kredyt do manipulowania cenami. Ilość środków FIAT na ich rachunku to przecież jedynie zapis w ich własnej bazie danych. Mogą zrobić z cenami wszystko. W ostatnim tygodniu wszystkie giełdy Bitfinex, Gdax, Coinbase jak jeden mąż zostały nagle wyłączone. W tym czasie waluty na tych konkretnych giełdach potraciły 10 krotnie na wartości w wyniku tak zwanego flash crash. Uczestnikom puściły stop losy, a ich pozycje zostały zamknięte poniżej cen oficjalnie odnotowanych przez niedostępny dla nich system transakcyjny.

Wcześniej największa giełda Bitfinex (jeszcze działa) została zhakowana więc pobrali ludziom z kont środki i zamienili na udziały dokładnie tak jak Cyprze. Kto zhakował, gdzie kasa? Nie wiadomo. Na stronie giełdy obracającej miliardami nie ma adresu ani telefonów.

Można z wysokim prawdopodobieństwem założyć, że większość obecnie działających giełd jest zarządzana przez struktury przestępcze lub zwyczajnie oszustów. Po upadku giełdy MTGOX kryptowaluty odnotowały załamanie. Spały przez ponad 3 lata. Potem nagle nastąpiła erupcja zainteresowania. Wyceny poszybowały. Skąd nagle rozpoczął się ten szaleńczy boom? Dlaczego jeszcze 2 lata temu nikt się nie interesował, a teraz nagle każdy je chce mieć po cenach 20 krotnie wyższych? Wielu twierdzi, że przyczynił się do tego Tether. Z założenia token będący odpowiedzią na problemy giełd z bankami i jurysdykcjami. Polega to na tym, że ty wpłacasz nam USD my ci przelewamy krypto USDT (Tether) i te USD do naszego USDT to jest 1:1 bo trzymamy zabezpieczenie w postaci wpłaconych USD. Skąd to wiesz, że trzymamy bo będziemy się regularnie oficjalnie audytować. Tylko audytu dawno już nie było i jakoś się nie zanosi. Natomiast ilość USDT rośnie proporcjonalnie do ceny Bitcoina. Tether został zhakowany, hakerzy ukradli 30 milionów tokenów, strona nie działała. Jednak kilka dni później tajemniczy klienci instytucjonalni, na fali zaufania, przelali setki milionów dolarów na konto Tethera (które jest oficjalnie nie podane) i na tej podstawie Tether dodrukował analogiczną ilość USDT. Tether wprost ma napisanie na stronie, że oni nic nie muszą, a już na pewno nie muszą wymienić ci twoich USDT na USD. A przy okazji na Bitfinex przy sprzedaży krypto dostaniemy właśnie USDT nie USD. Ciekawe co się stanie jak ludzie będą chcieli Wymienić gdzieś te USDT za USD. Ostatnio jeden z tureckich inwestorów próbował wymienić 1 mln USDT na USD. Spotkał się ze stanowczą odmową pod pretekstem braku wiarygodności.

Na chwilę obecną sama tylko sieć bitcoina tworzy 1800 BTC na dobę. Przy obecnej cenie daje to potrzebę dopływu kapitału 27.000.000 USD dziennie. Wydaje się dużo? Wcale nie. Giełdy będące poza wszelką jurysdykcją mogą dopisać sobie dowolne środki do rachunku. Wszystkie normalnie zakazane praktyki takie jak spoofing czy ciągły handel pomiędzy dwoma stronami mający jedynie na celu manipulację cenową są na giełdach kryptowalutowych powszechną praktyką. Show must go on. Normalni ludzie skuszeni inwestycją życia wpłacają jednak prawdziwe pieniądze, a ostatni gasi światło.


aristoi



Źródło: Independent Trader.pl - Niezależny Portal Finansowy


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(8 głosów)



Ostatnio zmieniany Niedziela, 10 grudzień 2017 20:26