Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Gospodarka światowa Będzie wojna?
Kategoria: Gospodarka światowa   Wtorek, 21 czerwiec 2016 10:35 Autor: admin

Będzie wojna?

Będzie wojna? foto: Wikimedia Commons/CC

Historia się ciągle powtarza. Kiedy w 1933 roku do władzy w Niemczech doszedł Hitler, rozpoczął swe rządy od obdarowania umęczonych kryzysem gospodarczym Niemców socjalem. Przeorientował też całkowicie niemiecką politykę społeczno-gospodarczą, którą później na Zachodzie nazwano keynesowską, choć taką nie była. Keynes w ekonomii z jego popytową teorią rozwoju był tylko naśladowcą Hitlera. Zrobił to samo co Hitler, ale bez stawiania na przemysł zbrojeniowy.

Naziści wręcz odwrotnie, rozpoczęli zakrojoną na olbrzymia skalę militaryzację kraju, co bardzo nakręcało niemiecką gospodarkę. Taka kapitalistyczna gospodarka oparta o tworzenie popytu, a nie rzeczywiste potrzeby, działa jednak na krótką metę. Albo doprowadza do kryzysu nadprodukcji i w konsekwencji do bezrobocia, albo do wojny.

By wiedzieć już na początku lat 30-tych do czego Hitler zmierza, wystarczyło przeczytać jego książkę — „Mein Kampf".

Ktoś ją zapewne w Polsce wtedy przeczytał, bo w głowach elit wojskowych, na czele z Piłsudskim, zrodził się pomysł wojny prewencyjnej z III Rzeszą. Wojny, która miała wyprzedzić niemiecki „drang nach Osten", gdzie wyprodukowane bomby trzeba było zrzucić, by móc wyprodukować następne i gospodarka nadal mogła się kręcić.

Dokładnie tak samo postępuje współczesna Ameryka. Produkuje najwięcej broni, przeznacza na jej produkcje i własną armię tyle, co reszta świata razem wzięta i co jakiś czas te bomby musi zrzucać, by ci co je produkują nie stracili pracy, a ci co są powiązani w ścisłym korporacyjnym związku z państwem, nie stracili zysków, a banki swoich procentów.

Wtedy do wojny jeszcze nie doszło, ale w 1933 roku, Polska mogłaby pokonać Niemcy z ich ograniczoną Traktatem Wersalskim armią do 100 000 żołnierzy i zakazem wyposażenia armii w czołgi i samoloty bojowe. Historia mogłaby się potoczyć inaczej i do II Wojny Światowej być może też, by nie doszło. Z jeszcze większą łatwością dziś Rosja mogłaby pokonać… Wschodnią Flanke NATO.

Zamiast tego przyglądaliśmy się spokojnie jak w lawinowym tempie rośnie militarna potęga Niemiec, a cała ich gospodarka przestawia się na przemysł zbrojeniowy.

Zawarliśmy wtedy, podobnie jak teraz, egzotyczne sojusze z Wielką Brytanią i Francją. Egzotyczne, bo bez zrozumienia, że kapitaliści tych krajów marzyli o tym, by Hitler zderzył się ze Stalinem. Na drodze tego zderzenia stała jednak Polska.

Zachód dał nam swoje „gwarancje" po to, by zamierzoną własną bezczynnością doprowadzić jak najszybciej Hitlera do granic ZSRR. Ówcześnie problemem dla Zachodu byłoby to co i teraz w naszych relacjach z Rosją. Czyli sytuacja, w której dogadalibyśmy się ze Związkiem Radzieckim.

Czy dziś, gdy wokół Rosji NATO buduje nowe bazy; teren, na którym leży nasza Ojczyzna nie jest już Polską, ale jakąś „Wschodnią Flanką NATO", bazą agresywnego sojuszu do wypadu na Wschód; na czele polskiego Ministerstwa Wojny stoi człowiek, który po pierwszej wizycie u psychiatry nie opuściłby już zamkniętego zakładu; a sekretarz obrony USA Ashton Carter mówi, że po rzekomej agresji Rosji na Ukrainę, NATO powinno zrobić więcej (może to zapowiedź ataku na Donbas?) — co powinna zrobić Rosja? Czekać na to co nieuchronne?

Czy też dziwnym byłoby, gdyby w najwyższych rosyjskich wojskowych gremiach zrodził się podobny pomysł prewencyjnego uderzenia zanim zaciśnie się pierścień okrążenia wokół Rosji? Ze strategicznego, wojskowego punktu widzenia bardzo sensowny, gdy wiesz, że wcześniej czy później atak z Zachodu przyjdzie, a bezpośrednim powodem będzie jakaś prowokacja w jakiejś gliwickiej radiostacji.

Każdy strateg chyba zgodziłby się ze mną, że jeśli prewencyjnie uderzyć to tam, gdzie będą rozmieszczać rakiety i wcześniej czy później broń jądrową.

Ameryka sprawdza cierpliwość Rosji. Albo uda się podejść, jeszcze bez otwartej wojny bliżej do jej granic, albo nie. Amerykę to nic nie kosztuje, bo ryzyko ponosi tylko nasz kraj, który przez Zachód zawsze był traktowany instrumentalnie.

Patrząc na rozwój kapitalizmu i na przykłady historii wielu światowych konfliktów zbrojnych, dobrze wiemy, że ten system co jakiś czas potrzebuje wojny, by uwolnić się od zadłużenia. Albo Ameryka nadal będzie imperium światowym, żyjącym kosztem biedy reszty świata, albo się rozpadnie pod wpływem wewnętrznych sprzeczności i niemożliwego do spłaty zadłużenia.

Od lat 90-tych Ameryka napadając i grabiąc kolejne kraje, odsuwała na później nieuchronny upadek swego neoliberalnego systemu. Kolejne wojny w Jugosławii, dwa razy w Iraku, Afganistanie, Libii pozwalały Ameryce na krótki czas przezwyciężać wewnętrzny systemowy kryzys i spłacić choć częściowo banki. Wszystko zmieniło się od czasu próby ataku USA na Syrię, którą w 2013 r. powstrzymały Rosja i Chiny. Skończyło się burzenie, grabienie, palenie i mordowanie, by potem dawać własnemu biznesowi impuls w postaci odbudowy tego, co sami zniszczyli, na koszt tych, którym to uczyniono.

Jeśli żyjemy już w takiej fazie kapitalizmu, że obiektywne czynniki determinują potrzebę wojny, to dogadać się już nie da. Do wojny musi dojść? Być może Ameryka jak i inne imperia przed nią, nie ma wyboru? Bo albo będzie nadal imperium, albo nie będzie jej wcale.

Szkoda tylko nas… ale nas nikt o zdanie pytać jak zwykle nie będzie.

Jarosław Augustyniak, polski publicysta, Warszawa

Niektóre poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem alexjones.pl.

 

Źródło: Sputnik Polska


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(44 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Czwartek, 23 czerwiec 2016 14:14