Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Gospodarka światowa CETA – gdzie leży problem?
Kategoria: Gospodarka światowa   Piątek, 04 listopad 2016 14:06 Autor: admin

CETA – gdzie leży problem?

Z jednej strony histeria i wieszczenie końca świata – z drugiej euforia i zapowiedzi rychłego dobrobytu. Według mojej oceny, żaden z komentatorów do których dotarłem nie podjął się wystarczająco kreatywnej oceny problematyki CETY. Nie wystarczy bowiem ocena zapisów tej umowy – należy się jeszcze zastanowić do czego jest ona przedsionkiem.

Jeśli chodzi o samych komentatorów, wyjątkowo zdumiewająca jest postawa Pana Przemysława Wiplera, który zarzekając się, że cały dokument przeczytał, nie widzi w nim żadnego problemu – wręcz przeciwnie! Popiera tę umowę, upatruje w niej szansy dla polskich przedsiębiorstw, a na swoim facebookowym profilu hucznie przestrzega przed „lewackim zastraszaniem”. Kroku dotrzymuje mu Janusz Korwin-Mikke, co jest dosyć dziwne, biorąc pod uwagę, że chwilę przed deklaracją p. Wiplera był „cecie” przeciwny. W ogóle sytuacja w partii, z którą zwykłem sympatyzować wygląda wyjątkowo nieciekawie, jednak jest to temat na osobną dyskusję.

Z drugiej strony, na tle tego „cetowskiego” zamieszania ciekawie prezentuje się neobolszewicka partyjka Adriana Z., której protest był chyba najgorętszy. Jaki można wysnuć wniosek z takiej postawy marksistów? Nie wiedzą co robią? Działają na zlecenie służb, by siać zamęt na rodzimej scenie politycznej, czy z tylko sobie znanych przyczyn podejmują taki rodzaj działań suwerennie? PR-owska zagrywka celem zdobycia kilku punktów procentowych? Nie wiem. I szczerze mówiąc, póki ta garstka krzykaczy i mąciwodów jest kompletnie nieznaczącym chichotem historii – nic mnie to nie obchodzi.

Przechodząc do meritum, chciałbym stanowczo zaoponować wobec nazywania CETY „umową o wolnym handlu”. Nonsens. Jak słusznie zauważył Pan Stanisław Michalkiewicz, umowa o wolnym handlu powinna składać się maksymalnie z dwóch paragrafów. 1500 stron takiego dokumentu świadczy o jawnym krętactwie; świadczy o tym, że sygnatariusze takiegoż dokumentu, chcą pod płaszczykiem prawniczego bełkotu i lewicowej nowomowy przeforsować coś zgoła odwrotnego, lub – co gorsza – serię gratisów, przeciwko którym protestowaliby wszyscy zdrowo myślący ludzie spoza układu. Mogą też taką ustawą przygotowywać sobie grunt pod nowe prawa i ustawy pochodne\regulujące – zawsze niekorzystne dla społeczeństwa, a często – bardzo niebezpieczne. A nawiasem mówiąc, jeśli ani gospodarka Kanady, ani ZSRE nie działa w oparciu o podstawowe założenia gospodarki wolnorynkowej, to jak możemy mówić o „wolnym handlu” między takimi podmiotami? Brzmi to wręcz… bezczelnie paradoksalnie i jest po części prostytuowaniem logiki.

Warto zaznaczyć, że nie jest to umowa tylko między Kanadą a Unią Europejską. Kanada jest członkiem porozumienia NAFTA, czyli takiej „CETY” w której skład wchodzi jeszcze Meksyk i – naturalnie – USA. Oznacza to, że nawet jeśli TTIP nie zostanie podpisane, firmy i korporacje amerykańskie będą eksportować i importować towary przez Kanadę (bezpośrednio, lub za pośrednictwem kanadyjskich spółek z amerykańskimi prezesami). Nie dziwi więc, że zarówno Donald Trump jak i Hilary Clinton zapowiedzieli, że TTIP nie podpiszą. O ile Pan Trump może mieć jakieś szczere, dobrotliwe intencje, o tyle w przypadku Clinton jest to jedynie przebiegłe, PR-owskie zagranie. I mała ciekawostka – głównym orędownikiem porozumienia NAFTA był mężuś p. Hilary, były prezydent USA Bill Clinton. Oczywiście to on, namaszczony wcześniej przez Rockefellera i Kissingera, reprezentował stronę amerykańską podczas podpisania „nafty”. 

Pragnę oświadczyć, że gdyby nasza, rodzima gospodarka nie była obostrzona setkami norm, przepisów, ustaw, akcyz, zezwoleń, podatków, świadczeń etc. (kanadyjska jest mi obojętna) to z radością postulowałbym wprowadzenie swoistej „strefy wolnego handlu” na całym świecie. Ale nawet wtedy nie poparłbym CETy, bo ona nawet nie zmierza w tym kierunku.

Najszerzej komentowaną kwestią w kontekście umowy CETA jest żywność genetycznie modyfikowana. Proszę mi wierzyć lub nie, ale GMO to jedna z pierwszych rzeczy w moim młodym życiu przeciwko którym miałem okazję protestować! Stąd mogę stwierdzić dość samochwalnie, że wiem to i owo na ten temat. Do samego GMO i zagrożeń które z niego płyną dojdziemy jednak w innym felietonie (chciałbym do tej sprawy podejść wyjątkowo rzetelnie, biorąc pod uwagę jak wiele bzdur się opowiada o GMO i Monsanto – zarówno od strony przeciwników, jak i zwolenników). Jeśli jednak wszyscy zgadzamy się już co do tego, że GMO jest niebezpieczne dla zdrowia ludzkiego, możemy spojrzeć na założenia CETY w tym temacie.

Kanada to niemalże światowy potentat jeśli chodzi o uprawy GMO w porównaniu do całego, krajowego rolnictwa (faktycznym jest USA). Ze Stanów Zjednoczonych, które jak wykazałem wyżej rówież skorzystają na CETA, wywodzi się Monsanto – realny, światowy lider w tej osobliwej branży. Zresztą, rolnictwo USA też w dużej, przeważającej mierze opiera się na GMO. I co się wydarzy po wejściu w życie CETA? Czy zaleją nas zmutowane owoce i warzywa (i zwierzęta…) z Ameryki Północnej? Naturalnie, nie! Powodzi nie będzie, bo większość, że tak powiem „składników” i technologii GMO używanych w Kanadzie i USA jest zakazana na terenie Unii Europejskiej, ale GMO generalnie jest na terenie UE dozwolone! Na Zachodzie uprawia się rośliny GMO – może nawet nie na zbyt dużą skalę – ale przede wszystkim wiele upraw GMO po prostu się importuje. Obrońcy CETA mówią, że przecież Kanadyjczycy nie będą mieli prawa do sprzedaży na terenie UE tego, co jest na terenie UE zakazane. To fakt. Ale przecież nie po to Kanada ponaglana przez USA podpisała CETA, żeby wywrócić swoje rolnictwo do góry nogami i dostosowywać się do unijnego prawa. Pozostaje nam tylko czekać na jakąś odgórną, unijną dyrektywę, która dopuści każdy rodzaj GMO na europejskie rynki, a ponadto zabroni zakazywania GMO. Pobawię się w proroka i powiem, że stanie się to maksymalnie za rok. I to wtedy będziemy mieli problem. 

No właśnie, jaki dokładnie? Upadek polskiego rolnictwa? Niekoniecznie. Na pewno będzie to dla niego spory cios, wszakże zagraniczne, ludobójcze uprawy GMO są o wiele tańsze niż nasze, najwyżej opodatkowane na świecie. Skutek będzie jeden. Mówiąc metaforycznie – to GMO zacznie zbierać żniwa. To my będziemy chorować, umierać, cofać się w rozwoju i nieodwracalnie wyniszczać środowisko naturalne – wtedy problem polskiego rolnictwa będzie na drugim miejscu. Ale tak jak powiedziałem wyżej – tematem GMO zajmę się szerzej w osobnym felietonie. 

Kolejny problem – sądy arbitrażowe rozstrzygające spory między korporacjami a państwem. Pan JKM uważa, że to prywatne sądownictwo, w odróżnieniu od państwowego, będzie mniej skorumpowane. Ja osobiście nie uważam, by korupcja była jedynym problemem państwowego sądownictwa i nie uważam też, by sądy arbitrażowe eliminowały czynniki korupcjogenne z sądownictwa jako takiego. Cóż, w okresie miedzywojennym, kiedy urzędnikom państwowym za korupcję groziła śmierć, gwarantuję – łapówkarstwo i lobbing nie były zbyt powszechnym zjawiskiem. A sądy arbitrażowe w obecnych czasach, niestety – ale tylko z łapówkarstwa i lobbingu żyją. Dzięki temu nie podlegają normalnym prawom ekonomii, będąc ratlerkami wielkich korporacji, wampirami, wysysającymi pieniądze z budżetów zachodnich państw. Jest to rzecz jasna pewien skrót myślowy, ale wydarzenia z ostatnich lat dobitnie pokazały, że wszechobecna patologia eurosocjalizmu sprowadziła arbitraż do roli nieuczciwej, komorniczej prostytutki na usługach NWO-wskich korporacyj. Nawet państwo polskie było niejednokrotnie zmuszane do wypłacania korporacjom „odszkodowań” za to, że polski rynek nie chciał przyjąć wystarczającej ilości ich towarów i usług.

I nadszedł czas na podsumowanie. CETA to nie jest „umowa o wolnym handlu między Kanadą a Unią Europejską”, jak niektórzy starają się nam wmówić. CETA to… jakby to nazwać… Cóż, lewactwo uwielbia długie i pokrętne nazwy, więc spróbujmy tak: „umowa wstępna między grupą NAFTA a Unią Europejską mająca na celu poszerzenie wykańczania ludzkości o Unię Europejską poprzez GMO i unifikację rozchamiających się gospodarek socjalistycznych UE, USA i Kanady, celem całkowitego starcia w proch i pył ludzi którzy chcą uczciwie pracować, zarabiać i żyć”. Taka nazwa najpiękniej oddaje ducha umowy CETA. Skutków CETy nie odczujemy zaraz po jej podpisaniu – uruchomienie i dopieszczenie tej „maszyny” potrwa parę miesięcy. Ale należy być jej przeciwnym i przede wszystkim bacznie obserwować przebieg wydarzeń. Gwarantuję jednak – kiedy będą wchodziły zmiany, które sprawią, że CETA będzie czymś jeszcze gorszym niż może się nam wydawać – my będziemy się żreć o jakiś zupełnie nieistotny frazes i nawet nie zauważymy kostuchy pukającej do naszych drzwi. Niech Bóg ma nas w swojej opiece, a na wrogów naszej Ojczyzny i popleczników NWO ześle wszystkie plagi egipskie. Czołem Wielkiej Polsce.

 

Źródło: Parezja


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(9 głosów)



Jeśli chcesz skomentować, ale nie używasz portali społecznościowych, możesz użyć naszego niezależnego systemu komentarzy.
Żeby to było możliwe, należy musisz mieć w naszym portalu zarejestrowane i aktywowane konto użytkownika, a także musisz być zalogowany. Rejestracja trwa chwilę i jest bezpłatna.
Rejestracja w portalu
Logowanie
Ostatnio zmieniany Piątek, 04 listopad 2016 15:00