Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Polityka na świecie Ostatnie kichnięcia upadającego giganta?
Kategoria: Polityka na świecie   Sobota, 31 grudzień 2016 06:05 Autor: admin

Ostatnie kichnięcia upadającego giganta?

Ostatnie kichnięcia upadającego giganta? foto: Wikimedia Commons/CC

Ostatnie decyzje pana Baracka Obamy – Prezydenta Stanów Zjednoczonych, jak również skandaliczne działania amerykańskiej dyplomacji, przejdą do historii jako przykład wzmocnienia negatywnej roli Ameryki w procesach światowych. Jak również mamy do czynienia z próbą skonfliktowania Stanów Zjednoczonych z Federacją Rosyjską, na podstawie bezpodstawnych i prawdopodobnie sfabrykowanych na określony użytek informacji o rzekomym rosyjskim ingerowaniu w proces wyborczy w USA. Sam zarzut jest tak żałosny i opiera się na tak mętnych dowodach, że chyba nawet licealiści nie będą brali go na poważnie. Dowodem podnoszonym przez amerykańskich publicystów na rzekome rosyjskie pochodzenie wirusów komputerowych i innych zdarzeń informatycznych, mają być rosyjskie ustawienia systemów komputerowych, na których stworzono to oprogramowanie. Jest to tak ordynarna prowokacja, że chyba nikt poważny w to nie uwierzy? Może poza Ameryką, gdzie część jej klasy politycznej niestety żyje w innym świecie, przez lata manipulowana neoliberalną papką i karmiona kłamstwami o wolności, imperium zła i że nie ma w tym nic złego, jak dziecko ma tylko dwóch „rodziców tej samej płci, którą w dodatku często trudno jest jednoznacznie zdefiniować, a to i tak może ulec zmianie w czasie. Ci wszyscy ludzie rzeczywiście mogą uwierzyć w to, że pan Władimir Putin, za murami Kremla – włącza rano komputer, a później przynajmniej do obiadu tylko kombinuje, na jaki to kraj w danym dniu chciałby wpłynąć. Swoją drogą, jeżeli Amerykanie – poprzez swoje czynniki oficjalne – informują świat o prawdopodobieństwie takiego domniemania, to znaczy że ich kraj jest wyjątkowo słaby i bardzo wiele państw na świecie źle wybrało w nich sojusznika. Jak bowiem można ufać państwu, które potrafi trafić rakietą z 9000 km w skrzynkę na listy i wylądować na Marsie, a nie potrafi zapewnić automatyzacji i pewności w sposobie głosowania? Nie mówiąc już o liczeniu głosów! Coś z Ameryką jest bardzo nie tak, zwłaszcza że po raz kolejny wygrywa tam człowiek, mniejszą ilością głosów. Nawet biorąc pod uwagę federacyjny charakter państwa i zagwarantowanie praw poszczególnych Stanów, nie może być tak, żeby głosy ludzi mieszkających w niektórych stanach ważyły więcej w przeliczaniu na głosy elektorów. To zaprzeczenie równości w demokracji.

Oskarżanie Rosji o ingerencję w wewnętrzne sprawy USA, wydalenie dyplomatów, inne wrogie reakcje – w czasie, kiedy to rząd Stanów Zjednoczonych skłonił cały Zachód do prowadzenia wojny gospodarczej przeciwko Federacji Rosyjskiej pod postacią sankcji gospodarczych, jest najdelikatniej mówiąc dużą dozą cynizmu i hipokryzji. W rzeczywistości jest to tylko wrzutka do kociołka pana Trumpa na przywitanie, co zresztą nowy Prezydent podsumował – jednoznacznie stwierdzając, że nie będzie to aksamitne przekazanie władzy. Pan Trump będzie miał zaognione stosunki z Rosją, od których reakcji zależy to w jaki sposób oba kraje wejdą w nowy etap relacji. Pan Barack Obama zrobił prawie wszystko, żeby te stosunki utrudnić, na tyle na ile jest to możliwe. Już bowiem sama jakość zarzutów stawianych wobec Rosji, obciąża bowiem równolegle same Stany Zjednoczone. Dotyczy to kwestii wewnętrznych i zewnętrznych – podobnie negatywne komunikaty wobec świata, były ostatnio przekazywane przez Amerykanów na temat swojego kraju w okresie prezydentury pana Richarda Nixona. Dlaczego obecny szef państwa zdecydował się na takie zaognienie relacji na nie cały miesiąc przed skończeniem kadencji? Oczywiście decydują sprawy wewnętrzne. Z naszej perspektywy nie wszystko jest widoczne, ale prawdopodobnie chodzi o ocalenie stołków i niezależności pewnych struktur w obrębie tamtejszych służb specjalnych.

Niestety jednak, próba degradacji stosunków z Rosją, to nie jest całe zło do jakiego przyczynił się pan Obama na finiszu swojej kadencji. Równolegle bowiem wydarzyło się coś bez precedensu, w dotychczasowej relacji USA wobec Izraela. Pan John Kerry Sekretarz stanu USA, w jednym z przemówień stwierdził niedawno, że jest potrzebne rozwiązanie oparte na dwóch osobnych państwach – Izraela i Palestyny, może zagwarantować zakończenie konfliktu. Powiedział też wiele smutnych słów na temat polityki Izraela wobec ludności arabskiej, używając sformułowań które trzeba uznać za co najmniej trudne – w wypowiadaniu się z perspektywy kraju, który zniszczył Irak, najeżdżając go na podstawie sfabrykowanych powodów. Chodzi o to, że to co się dzieje w Izraelu wobec części ludności arabskiej na pewno nie jest powodem do dumy dla tego państwa, jednak trzeba brać pod uwagę cały kontekst tej niesłychanie złożonej sytuacji. Używanie mocnych słów do określenia izraelskiej polityki jest bardzo poważnym błędem, zwłaszcza jak samemu ma się takie grzechy na sumieniu jak Irak, czy wcześniej Wietnam, nie wspominając już o stale realizowanym polowaniu na ludzi przez drony. Wiele można powiedzieć o brutalności izraelskich sił porządkowych, jednakże trzeba pamiętać o terrorze, przed którym Izrael ma prawo bronić swoich mieszkańców. Osobnym problemem jest budowa części nowych osiedli na historycznie żydowskich terytoriach Judei i Samarii, zajętych w toku biegu historii przez inne plemiona z wielu wspólnot etnicznych i religijno-kulturowych. To są bardzo trudne i złożone sprawy, w których z pewnością w licznych aspektach doszło do wyrządzenia wielu krzywd. Nie jest to jednak sytuacja tak czarno-biała, jak przedstawia to pan Kerry. W ocenie tych okoliczności, trzeba się na czymś oprzeć. Izrael opiera się na historii, potwierdzonej (w naszej wersji) biblijnie. Wszyscy znający i uznający Biblię, nie mogą mieć żadnych wątpliwości, jeżeli chodzi o prawa do tych ziem. Oczywiście za tym stoi siła. Stygmatyzowanie Izraela za pewne błędy w tych procesach, może tylko wzmocnić te trendy w tamtejszym społeczeństwie, które taką politykę akceptują. W tym kontekście jest to działanie przeciwskuteczne ze strony Amerykanów.

Zachowanie USA na forum ONZ, dopuszczające uchwalenie antyizraelskiej rezolucji – na długo przekreśli obiektywny wizerunek demokratów i samego pana Prezydenta Obamy. Takimi metodami nie realizuje się polityki! Szkoda, że nie uchwalili rezolucji popierającej np. Arabię Saudyjską, w stabilizacji Jemenu? Ewentualnie nie uznali państwowo ISIS? Dlaczego nie? Wymowa polityczna byłaby mniej szkodliwa od potępiania Izraela za jego politykę wewnętrzną, która – przyznajmy jest trudna, jednak bardzo trudne są warunki funkcjonowania tego państwa. Sam pomysł na dwa państwa obok siebie, Izrael akceptował! To Arabowie z Palestyny odrzucili taką możliwość w Oslo, nie zgadzając się na wyrzeczenie się roszczeń do Jerozolimy. Z tego względu mówienie po tylu latach o dwóch państwach i adresowanie tego jako oskarżenia w Izrael, jest po prostu niesprawiedliwie cyniczne!

Pan Donald Trump oświadczył, że po 20 stycznia 2017, czyli po objęciu przez niego władzy – sytuacja zostanie zmieniona, zarówno w bulwersującej sprawie psucia relacji z Rosją oraz skandalicznej napaści na Izrael, której po prostu nie można zaakceptować!

 

Źródło: Obserwator polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(14 głosów)



Ostatnio zmieniany Sobota, 31 grudzień 2016 17:47
alexjones.pl Informacje ze świata Polityka na świecie Ostatnie kichnięcia upadającego giganta?