Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Polityka na świecie Rozmieszczenie wojsk NATO w krajach bałtyckich jest wielką prowokacją przybliżającą konflikt
Kategoria: Polityka na świecie   Piątek, 06 styczeń 2017 04:15 Autor: admin

Rozmieszczenie wojsk NATO w krajach bałtyckich jest wielką prowokacją przybliżającą konflikt

Rozmieszczenie wojsk NATO w krajach bałtyckich jest wielką prowokacją przybliżającą konflikt pomiędzy NATO a Rosją. Nie da się zrozumieć motywów, dla których wojska USA i innych krajów zachodnich, w tym niestety także i polskie, mają być rozmieszczone w krajach bałtyckich. Powoduje to, że coś co do tej pory było bardziej postrzegane jako zagrożenie teoretyczne, może się zmaterializować, w wyniku czyjejś prowokacji. Proszę pamiętać o największej lekcji z ukraińskiego kryzysu – prowokacji dopuszczała się strona narodowo-radykalna, a narodowych radykałów w krajach nadbałtyckich nie brakuje. Wystarczy chociażby pojechać do stolicy Łotwy, można bardzo szybko zorientować się, jaka symbolika dominuje w czasie świąt narodowych, co one upamiętniają i jak to wszystko przebiega. Jest to coś niesamowitego, że w tych uroczystościach brali udział byli członkowie formacji SS, w których masowo słuzyły setki tysiące Łotyszy i inni mieszkańcy krajów bałtyckich. Każdy z nich ma trudną historycznie kartę, która niestety pomimo tylu lat – nadal jest aktualna. Warto pamiętać, że jeden z największych kryzysów dotyczył prób demontażu i usunięcia pomnika Wyzwolicieli z Niezwyciężonej Armii Czerwonej, którzy bohaterską krwią uświęcili tamtą ziemię! Tymczasem rzeczywistość była taka, że większość mieszkańców krajów bałtyckich nie chciała być wyzwalana. To niestety pokutuje w wielu aspektach do dzisiaj.

Osobnym ale mającym fundamentalne znaczenie problemem, wielkim wyzwaniem dla wszelkich kwestii związanych z rozumieniem złożoności sytuacji wewnętrznej w tych państwach jest kwestia traktowania mniejszości narodowych przez oficjalne władze narodowe, klasę polityczną w ogóle oraz znaczne części społeczeństwa. Co w szczególności w przypadku Łotwy, gdzie Rosjanie i osoby rosyjskojęzyczne to praktycznie połowa społeczeństwa powoduje, że należy w ogóle zadać pytanie o spoistość społeczno-polityczną tego państwa. Z polityką historyczną sobie nie poradzili. To jak w niektórych z tych krajów traktowani są Rosjanie i Polacy – to jest skandal, nie znajdujący żadnego uzasadnienia. Co więcej, sposób milczenia o tych narastających i nabrzmiewających problemach, gdzie po prostu część populacji jest traktowana jako obywatele drugiej kategorii lub w ogóle nie ma praw obywatelskich – jest nienormalna. To obserwacja z perspektywy prawa Unii Europejskiej! Ci ludzie w wielu wymiarach mają sytuację gorszą, niż uchodźcy z poza Unii, ubiegający się o azyl w krajach, w których w wyniku procesów historycznych przyszło im żyć.

Nie jest tajemnicą dla nikogo, że przyjęcie Litwy, Łotwy i Estonii do NATO, było poważnym geostrategicznym błędem, zrealizowanym z woli Amerykanów, którzy doskonale wiedzieli, że posiadanie tych krajów w Sojuszu ma istotne znaczenie strategiczne. Jednakże tylko w przypadku posiadania planów zaczepnych wobec terytorium Federacji Rosyjskiej. Jeżeli bowiem chodzi o ich obronę, to jest ona w praktyce niemożliwa, albowiem wymagałaby zaangażowania o wiele większych środków i utrzymywania ich tam na stałe, niż dzisiaj NATO dysponuje. W tym znaczeniu właśnie, należy geopolitycznie rozumieć sens przynależności tych państw do Sojuszu. Dlaczego, wystarczy popatrzeć na mapę. Plan jest banalny – znany z okresu II Wojny Światowej, wcześniej ćwiczył go Napoleon i także Niemcy. Dzisiaj dochodzi „urozmaicenie” w postaci spowodowania atomowego zniszczenia potencjału Kaliningradu, w ten sposób zabezpieczając tyły (niszcząc dodatkowo potencjał Floty Bałtyckiej), można już pierwszego dnia natarcia być pod drugim miastem Rosji! Nie jest również daleko do Moskwy i Mińska! Naprawdę, jeżeli ktoś myślał, że Rosjanie będą udawać, że nie umieją czytać z mapy – był najdelikatniej mówiąc lekkoduchem.

Dzisiaj w to wszystko wprowadza się wojska zachodnie. Amerykanie już są, wedle dostępnych informacji – wojska specjalne, jak również co jest oczywiste – zwiad, wywiad, kontrwywiad i inni specjaliści przeznaczeni do rozpoznania warunków bezpośredniej styczności z przeciwnikiem. Przy czym o czym się w mediach głównego nurtu nie pisze, ale te kraje nie mają wyznaczonej granicy państwowej. Granicą w naszym pojęciu była wytyczona pomiędzy ZSRR a PRL-em. Ona do dzisiaj funkcjonuje, np. na granicy z Obwodem Kaliningradzkim, Litwą i dalej na południe. W przypadku krajów bałtyckich, problem jest o wiele bardziej skomplikowany. Wraz z dramatem likwidacji ZSRR przez nieodpowiedzialnych przywódców tego kraju, doszło do utrwalenia stanów istniejących, które w wielkiej Ojczyźnie narodów jaką był ten kraj Robotników i Chłopów były kwestiami istotnymi, ale wtórnymi. Doskonałym przykładem ideologicznie motywowanej filozofii przekształcania granic wewnętrznych w ZSRR jest kwestia przeniesienia Donbasu i Krymu do Ukraińskiej SRR. Podobne procesy działy się w całym Związku Radzieckim, w tym niesłychanie ciekawe na północnym Kaukazie (Kabardo-Bałkaria i okolice). To, co dzisiaj jest zaznaczane na granicach jako linia graniczna, w praktyce jest na znacznej części odcinków – granicą byłych Republik Radzieckich. Rosja przez długie lata zabiegała o regulację tych kwestii, czyniąc praktycznie wszystko, co było możliwe dla unormowania tego stanu zgodnie z zasadami dyplomatyczno-traktatowymi. Niestety te państwa zadowolone z „nabytków” terytorialnych, jakie otrzymały od Władzy ZSRR (Litwa np. terytorium Wileńszczyzny, tzw. Memel – Kłajpedę i inne, Łotwa i Estonia pewne fragmenty terytorium i wód terytorialnych), uznały stan „sowiecki” za obowiązujący, chociaż na całej linii państwowej negują i szargają pamięć ZSRR. Wiadomo, jak zawsze, że wybiera się to, co komu pasuje. Niestety jednak stan faktyczny jest taki, że ich granica – w pewnej części, jest granicą nieuznawaną w świetle prawa międzynarodowego. No, chyba że np. Litwa chce uznania swoich granic z 1938 roku? Wiadomo jednak, co to w praktyce oznaczałoby.

Na to wszystko teraz, pomiędzy marsze byłych SS-manów i ich apologetów, prześladowania mniejszości narodowych, nierozstrzygnięte kwestie graniczne – wchodzą wojska NATO. Co jeszcze bardziej skomplikuje tą beczkę prochu, tak jakby ktoś ją po prostu polał benzyną, a na szczycie postawił lampę naftową i podkręcił jej knot, żeby dawał więcej światła. To jest niebezpieczna polityka dążenia do konfrontacji, która może oznaczać dla nas wszystkich ryzyko atomowej konfrontacji. Szanowni Państwo – Rosjanie, przynajmniej są w swoich scenariuszach uczciwi, niczego nie udają – oczywiście jest to przerażające, jednak zupełnie racjonalnie w trakcie jednych z ćwiczeń wojskowych uwzględniono w symulacjach atak jądrowy na Warszawę (w jej bezpośredni rejon). Generalna strategia NATO, wywodząca się jeszcze z Zimnej Wojny, dopuszcza rozwinięcie sił przeciwnika w strefie buforowej, a następnie ich niszczenie przy pomocy koniecznych środków. Oznacza to w praktyce, że na terytorium Polski lub w pobliżu może być użyta taka broń. Z perspektywy cywilnych mieszkańców tego regionu NAPRAWDĘ NIE MA ZNACZENIA, CZYJA BROŃ JĄDROWA BĘDZIE UŻYTA – SKUTKI BĘDĄ DOKŁADNIE ANALOGICZNE. Co więcej generalnie koncepcja powstrzymywania NATO, bywa interpretowana w jednym z aspektów wykładana jako użycie broni jądrowej na terytorium krajów NATO, po agresji nieprzyjaciela. Ma to bardzo ważny wymiar polityczny, albowiem ma się korzyści wojskowe z użycia broni, jednak nie ma konsekwencji politycznych. Nie ma mowy o ataku jądrowym na kraj przeciwnika. Proszę się więc zastanowić, jakie cele wybierze Zachód i jak je uzasadni, w przypadku pełnoskalowego konfliktu? Przecież to nawet się logicznie układa, albowiem używając tej broni na naszych terytoriach – z powodów wojskowych i politycznych, zostawi sobie furtkę do negocjacji z Rosją, inaczej będą wyglądały rozmowy pokojowe i normalizacja relacji – jeżeli natowskie bomby spadną na Polskę lub Łotwę, niż miałyby spać pod St. Petersburgiem. W najgorszym wypadku dostanie się jeszcze Białorusi, ale oni nigdy z Zachodem nie mieli szczęścia.

Na to wszystko nakłada się baza w Redzikowie, zakup przez Polskę pocisków JASSM (w dwóch wersjach, druga jest dalekiego zasięgu), pojawienie się wojsk. Naprawdę robi się niebezpiecznie, a to wszystko rzekomo ze strachu przed umięśnionymi mężczyznami w dresach, przeważnie o kaukaskich rysach twarzy, którzy mają przebierać się za Polaków i robić dywersję. Naprawdę nasi politycy potrafią powiedzieć czasami coś takiego, że nie tylko padają ręce, ale naprawdę nie wiadomo w jaki sposób zareagować.

Rozmieszczenie wojsk NATO w krajach bałtyckich: Litwie, Łotwie i Estonii jest wielką prowokacją przybliżającą konflikt w wymiarze światowym. Ponieważ skuteczna obrona tych państw takimi siłami jest niemożliwa, powstaje więc pytanie po co, tam są ci Żołnierze? Słowa – prowokacja, incydent, presja – na stałe zagoszczą w naszych słownikach.

Na zakończenie pewna dygresja – proszę uważnie zapoznać się z historią Rosji i Rosyjskiego Świata. Po traumie ostatniej wojny, Rosjanie i bratni Białorusini NIGDY NIE POZWOLĄ na to, żeby taki scenariusz, który poznali od litewskich książąt, polskich magnatów, Napoleona, Kaisera i pewnego Kanclerza – KIEDYKOLWIEK Z ZACHODU MIAŁ CHOCIAŻ SZANSĘ SIĘ UPRAWDOPODOBNIĆ. Potęga militarna Federacji Rosyjskiej i Białorusi jest oparta o potencjał termonuklearnego odstraszania. Milczenie na ten temat, udawanie, że to nas nie dotyczy – jest jednym z najbardziej niemożliwych skrajnych idiotyzmów wskazujących na indolencję i zupełną nieprzydatność polityczną decydentów, którzy tego nie uwzględniają. Do tego dochodzi jeszcze klasyczna – taktyczna broń jądrowa, której przecież traktaty nie obejmują. Nie wiadomo ile Rosjanie tego mają! Jednak możemy być pewni, że jest tego wystarczająco dużo, żeby pomiędzy Smoleńskiem, Pskowem i Kaliningradem oraz Brześciem a Warszawą, było bardzo dużo mniej więcej gładkiej, szklącej się przestrzeni, z której gdzieniegdzie będą wystawały kikuty byłych miast, może jakieś elementy infrastruktury. Czy naprawdę jesteśmy gotowi wziąć na siebie to ryzyko? Czy nasi politycy mówią nam pełnię prawdy o ryzyku? Czy np. wiemy jakie są procedury o użyciu broni jądrowej przez NATO – kiedy, gdzie i jak ma być użyta? Polski Prezydent będzie wydawał zgodę na użycie natowskiej broni jądrowej na naszym terytorium, czy zostanie poinformowany po fakcie? Będzie miał głos decydujący, czy tylko dostanie „DW” (Do Wiadomości) – emaila?

Sprawa jest śmiertelnie poważna. Nie można ulegać panice, ale trzeba rozumieć skalę i wieloaspektowość problemu. Co więcej – tutaj już nie ma dobrego rozwiązania, tj. minimalizującego a nie eskalującego ryzyko! Stan bezpieczeństwa powszechnego osiąga się nie poprzez ustawienie wojsk uzbrojonych po zęby i grzejących silniki czołgów po obu stronach granicy! Tylko przez zaufanie i wzajemną wymianę informacji – bez niepotrzebnych napięć. Niestety zamach stanu na Ukrainie naruszył równowagę, drugim aktem dramatu będzie militaryzacja państw bałtyckich, które przecież przez ostatnie lata oszukiwały nas wszystkich – oszczędzając na obronności, nie wydawały wskaźnika 2% PKB rekomendowanego przez NATO. Na szczęście pan Donald Trump o tym wie i w jednej z wypowiedzi, wyraźnie się do tego problemu odniósł. Można tylko mieć nadzieję, na rozsądek tego nowego przywódcy. Inaczej naprawdę możemy tego wszystkiego, co formalnie wygląda tak niewinnie – bardzo żałować.

 

Źródło: Obserwator polityczny


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(12 głosów)



Ostatnio zmieniany Piątek, 06 styczeń 2017 09:29
alexjones.pl Informacje ze świata Polityka na świecie Rozmieszczenie wojsk NATO w krajach bałtyckich jest wielką prowokacją przybliżającą konflikt