Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Polityka na świecie Manifest Powella. Długi marsz lewactwa do władzy w USA
Kategoria: Polityka na świecie   Sobota, 03 czerwiec 2017 08:59 Autor: admin

Manifest Powella. Długi marsz lewactwa do władzy w USA

Jak wykazuje dokument, który zamieściła na swojej stronie Reclaim Democracy, marsz amerykańskich lewaków do władzy początkowo, z powodu totumfactwa konserwatystów, bezstresowy (ich ulubione słowo), lekki, łatwy i przyjemny, miał utrudnione zadanie od momentu gdy przedsiębiorcy, zaniepokojeni wzmagającą się krytyką ze strony komunistów i nowej lewicy, zaczęli im się przeciwstawiać.

Początki antylewackiej krucjaty rozpoczęły się 46 lat temu od listu prawnika Lewisa Powella do Eugene Sydnora Jr., dyrektora Amerykańskiej Izby Handlowej, największej grupy lobbującej w interesie biznesu. Epistoła zwana „Memorandum” Powella jest datowana na 23 sierpnia 1971 r. Dwa miesiące później, decyzją prezydenta Nixona, Lewis Powell wszedł w skład sędziów Sądu Najwyższego USA.

„Memorandum” Powella miało niebagatelny wpływ na powstanie licznych instytucji, zmierzających do zmiany postaw i przekonań społecznych, kierujących się coraz bardziej w stronę lewicy. Uważa się, że zawarte w „Memorandum” pomysły zainspirowały powstanie Heritage Foundation, Manhattan Institute, Cato Institute, Citizens for a Sound Economy, Accuracy in Academia i innych potężnych organizacji, których celem było i jest przywracanie ludziom zdrowego rozsądku i respektu do tradycyjnych wartości amerykańskich. Długoterminowa działalność izby oraz przedsiębiorców, zgodna z naszkicowanym przez Powella planem, zaczęła przynosić profity w latach 80. XX w., kiedy jej sojusznikiem stała się reaganomika, czyli polityka gospodarcza Ronalda Reagana: obniżanie podatków, cięcie wydatków budżetowych, powiększenie obszarów wolnej konkurencji, czyli filozofia „ręce precz od biznesu”.

Samozatrucie społeczeństwa otwartego

Powell zauważa w „Memorandum”, że żaden rozsądny człowiek nie może kwestionować faktu, iż amerykański system gospodarczy jest bezpardonowo atakowany. Zawsze byli tacy, którzy przeciwstawiali się wolnej konkurencji, preferując socjalizm lub jakąś formę etatyzmu (komunizm czy faszyzm). Jednak to, co dzieje się obecnie, jest zupełnie nowym zjawiskiem w historii USA. Dziś nie mamy do czynienia z atakami sporadycznymi lub izolowanymi stosunkowo nielicznych ekstremistów lub nawet niewielkiej grupy ekspertów o poglądach socjalistycznych. Obecnie jest to atak na system przedsiębiorczości, bardzo szeroki i konsekwentnie realizowany. Nabierający tempa i znaczenia. Źródła tego ataku są bardzo różne. Tworzą je, co nie jest zaskoczeniem, komuniści, nowa lewica i inni rewolucjoniści, którzy chcą po prostu chcą zniszczyć Amerykę. Ludzie ci są coraz lepiej zorganizowani, opłacani i wzbudzają coraz większe zainteresowanie społeczne. Niemniej stanowią niewielką grupę i nie są głównym powodem do niepokoju.

Najbardziej niepokoi fakt, że chór krytycznych głosów podnosi się z obszarów zajmowanych przez najzacniejsze grupy społeczne, należące do tej pory do obrońców status quo: uczelni, ambon, mediów. Coraz częściej krytykują system intelektualiści, pisarze, artyści, naukowcy i politycy. I chociaż wśród tych grup ludzie postponujący zalety wolnej przedsiębiorczości są w mniejszości, ale jest to mniejszość rzutka, elokwentna, krzykliwa, wygłaszająca wiele wykładów, dużo pisząca.

Ponadto znaczna część mediów pozwala z różnych powodów i w różnym stopniu na nagłaśnianie opinii krytycznych. Widać to zwłaszcza w telewizji, która odgrywa dziś dominującą rolę w kształtowaniu myślenia, postaw, emocji społeczeństwa.

Ale najbardziej zaskakuje fakt, że nasz system nie tylko toleruje, ale również współuczestniczy w procesie samozniszczenia. Kampusy uniwersyteckie, z których głównie wychodzi ten krytycyzm, są wspierane przez podatki generowane głównie z amerykańskiego biznesu oraz wkłady finansowe z funduszy kapitałowych, kontrolowanych i wytwarzanych przez amerykański biznes. Także władze uczelni w przeważającej większości składają się z osób, które są liderami naszego systemu, a jednak nie reagują na głosy domagające się jego zniszczenia – pisze Lewis Powell.

Lemingoza ma już ponad pół wieku

Walka z systemem rozpoczęła się w latach 50. Mimo że pochodzenie, źródła i przyczyny są złożone i wzajemnie ze sobą powiązane, i oczywiście trudne do precyzyjnego wskazania bez dokładnych badań, jest jednak powód, aby uważać, iż kampusy uniwersyteckie są jednym z najbardziej istotnych źródeł lewackiej indoktrynacji.

Wstrząsający opis tego, o czym uczy się na amerykańskich uniwersytetach, zostawił dziennikarz Stewart Alsop, absolwent Uniwersytetu w Yale: Yale, jak każdy inny duży uniwersytet, wypuszcza co roku sporą liczbę absolwentów, zdolnych, młodych ludzi, którzy propagują „politykę zwątpienia”. Bowiem ci młodzi ludzie wątpią w wartość amerykańskiej polityki i ekonomii (…) ich umysły wydają się całkowicie zamknięte na otaczającą ich rzeczywistość. Oni nie żyją w świecie racjonalnej dyskusji, lecz bezmyślnych sloganów. Skutek jest taki, że według ówczesnych badań przeprowadzonych wśród studentów 12 reprezentatywnych uczelni, prawie połowa opowiedziała się za upaństwowieniem podstawowych gałęzi przemysłu USA.

Wydziały nauk społecznych mają w swym składzie osoby niechętne wolnej przedsiębiorczości: od Herberta Marcusego, marksistowskiego członka wydziału University of California w San Diego, poprzez zadeklarowanych socjalistów, do ambiwalentnych liberalnych krytyków, którzy w systemie widzą więcej rzeczy złych niż dobrych. Pracownicy wydziałów nauk społecznych (politolodzy, ekonomiści, socjolodzy i wielu historyków) wydają się być zorientowani liberalnie, nawet gdy nie ma tam lewicowców. Wynika to z samej istoty myśli liberalnej – zachowania zrównoważonego (nieuprzedzonego) punktu widzenia. Paradoks i problem zarazem polega na tym, że to zrównoważenie wyraża się dziś w jego nieobecności na wielu uczelniach, poprzez względnie niewielką liczbę konserwatystów i brak spokojnej argumentacji.

Tygodnik „Barron’s”, szukając odpowiedzi, dlaczego tak wielu młodych ludzi jest niezadowolonych z systemu tak bardzo, że chcieliby z nim walczyć, odpowiadał: ponieważ uczono ich w ten sposób. Dziennikarz Stewart Alsop pisał: młodzi, zdolni absolwenci prestiżowych uczelni rozjeżdżają się po całej Ameryce, szukając pracy w centrach realnej władzy i realnych wpływów, rozsiewają swoją niechęć, jeśli nie nienawiść, do systemu. Najczęściej zatrudniani są: w mediach (zwłaszcza telewizji); w rządzie jako specjaliści, prawnicy, eksperci na różnych szczeblach; stają się politykami, wykładowcami i pisarzami oraz nauczycielami na różnych poziomach edukacji.

Jeden z profesorów wizytujących z Rockford College w Anglii wygłosił serię wykładów pt. Wojna ideologiczna z Zachodem, w których wykazał, w jak wielkim stopniu członkowie środowisk intelektualnych toczą wojnę z systemem wolnej przedsiębiorczości oraz wartościami cywilizacji i kultury Zachodu. W przedmowie do tych wykładów słynny dr Milton Friedman z Chicago ostrzegał: Dziś już widać wyraźnie, jak fundamenty wolnego społeczeństwa są atakowane ze wszystkich stron i z wielką siłą – nie przez komunistów lub innych konspiratorów, ale przez bezmyślnych ludzi naśladujących siebie nawzajem i bezwolnie służących destruktorom systemu, których świadomie nigdy by nie wspierali.

Wpływowy na uniwersyteckich kampusach prawnik William Kunstler przemawiał pod koniec lat 60. XX w. do słuchaczy w następujący sposób: musisz nauczyć się walczyć na ulicach, wszczynać rewolty, strzelać z broni palnej. Musimy zrobić wszystko, aby przerazić wszystkich posiadaczy. Wśród nowej lewicy wpływy Kunstlera stawały się coraz większe, co wyrażało się w akcjach nie tylko przeciwko biurom rekrutującym młodych ludzi do wojska i fabrykom zbrojeniowym, ale również przeciw różnym gałęziom biznesu: Od lutego 1970 r. oddziały Banku Ameryki zostały zaatakowane 39 razy, w tym 22 razy za pomocą urządzeń wybuchających i 17 razy za pomocą bomb zapalających. Jednak jeszcze większym niebezpieczeństwem jest rosnąca wrogość szacownych liberałów i reformatorów społecznych do systemu. To wszystko jest sumą wpływów i działań, które rzeczywiście mogą osłabić lub nawet zniszczyć system – czytamy w „Memorandum” Powella.

Jest zadziwiające, że wielu polityków wzorem publicystów wysuwa argumenty, że ulgi podatkowe dla biznesu, tworzącego nowe miejsca pracy, przynoszą korzyści jedynie bogatym, a nie biednym. To ustawianie bogatych przeciw ubogim, przedsiębiorców przeciw ludziom pracy to najtańszy i najbardziej niebezpieczny sposób uprawiania polityki.

Bezradność przedsiębiorców

Odpowiedzią ludzi biznesu na ten zmasowany atak są uniki, ustępstwa, ignorowanie problemu lub co najwyżej nieudolne próby radzenia sobie z lewacką propagandą. Tradycyjną rolą biznesmena jest zarządzać, produkować, sprzedawać, polepszać jakość życia, być liderem lokalnej społeczności, łożyć na cele charytatywne i edukacyjne. I przedsiębiorcy wykonywali te zadania bardzo dobrze. Ale nie radzą sobie z agresywnymi i hałaśliwymi krytykami oraz intelektualnymi i filozoficznymi debatami. To wszak nie ich zadanie, nie ich rola.

Latem 1971 r. w „Wall Street Journal” ukazał się tekst: Memo to GM: Why Not Fight Back? (Memo[randum] do G[eneral] M[otors]. Dlaczego nie zwalczać?). I choć adresowany do General Motors, był ostrzeżeniem dla wszystkich amerykańskich biznesmenów: General Motors, jak i cały amerykański biznes, jest w poważnych tarapatach, ponieważ błyskotliwym intelektualnie atakom przeciwstawia oklepane komunały.

Dzisiejszy biznesmen musi uświadomić sobie, że obecnie prezes dużej firmy ponosi odpowiedzialność nie tylko za wzrost dochodów swojego przedsiębiorstwa, z należytym uwzględnieniem obowiązków publicznych i społecznych spoczywających na biznesie. Jeśli wolność gospodarowania ma przetrwać, przedsiębiorcy muszą też skoncentrować się na obronie systemu, w którym działają. Oznacza to o wiele więcej niż dbanie o wizerunek firmy w oczach społeczeństwa (public relations), w co biznesmeni od dawna wkładają znaczne sumy.

Jednak nieskoordynowane działania poszczególnych korporacji, niezależnie jak ważne, nie wystarczą. Siła tkwi w organizacji, starannym planowaniu o długofalowym zasięgu oraz w konsekwentnej realizacji zaplanowanych działań. Trzeba się przygotować na nieokreślone czasowo zmagania z przeciwnikiem. Taki wysiłek można podjąć jedynie wspólnie – razem finansując to przedsięwzięcie i razem prowadząc działalność polityczną, zmierzającą w kierunku zwalczania wrogów systemu wolnej przedsiębiorczości.

Z tego wynika, że niezbędna będzie rola Krajowej Izby Handlowej, do której szefa, jak pamiętamy, adresował Powell swój „Memoriał”. Izba zajmuje strategiczną pozycję w systemie gospodarczym państwa, ma doskonałą reputację i szeroką bazę poparcia. Posiada też, co niezmiernie istotne, setki lokalnych izb handlowych w całych Stanach, mogących odegrać istotną rolę wspierającą.

Jak skutecznie działać?

Niewiele rzeczy w Ameryce jest traktowanych równie poważnie jak wolność nauki. Byłoby przeto błędem dokonywać frontalnego ataku na tę zasadę. Należy jednak, zwracając uwagę na takie wartości jak otwartość, uczciwość, brak uprzedzeń, które są istotą pracy intelektualnej, pokazać, że środowisku akademickiemu brak jest tych cech i że należy je przywrócić.

Krajowa Izba Handlowa powinna rozważyć utworzenie kadry wybitnych uczonych nauk społecznych, którzy wierzą w system wolnej przedsiębiorczości. Zespół ten powinien się składać z badaczy o ogólnokrajowej renomie, takich których będzie się szanować, nawet niezgadzając się z ich poglądami.

Należy poddać ocenie podręczniki, zwłaszcza do ekonomii, politologii i socjologii. Dokonywać tego powinni wspomniani uczeni o krajowej sławie lub grupa badaczy niezwiązana ze środowiskiem akademickim. Celem powinno być przywrócenie równowagi poglądów w środowisku akademickim, niezbędnej do zachowania prawdziwej wolności nauki. Bo tylko to zapewni sprawiedliwą ocenę wad, a co za tym idzie, rzeczywistą poprawę systemu rządzenia i gospodarowania oraz jego osiągnięć, a także obiektywnego porównania go z socjalizmem, faszyzmem i komunizmem. Większość istniejących podręczników przeprowadza takie porównania, ale wiele z nich jest powierzchownych, tendencyjnych i niesprawiedliwych – uważa Powell.

Izba Handlowa powinna domagać się równej ilości czasu dla wszystkich prelegentów, którzy przybywają do kampusów na gościnne wykłady. FBI publikuje corocznie liczbę występów na uczelniach osób o zadeklarowanych poglądach komunistycznych. W 1970 r. przekroczyła ona 100. Oczywiście nie wliczano tu setek ludzi o poglądach socjalistycznych i ultraliberalnych, również zapraszanych do wygłoszenia odczytów. Natomiast liczba wykładowców broniących amerykańskiego systemu władzy i gospodarki nie była nawet zbliżona do stu.

Proces „przywracania równowagi” powinien być subtelny, ale stały i konsekwentny. Droga będzie długa i nie dla ludzi o słabych nerwach. Ale dojście do celu oznaczać będzie obronę wartości akademickich, wolności wypowiedzi oraz tych wartości, które zbudowały wielkość Ameryki. Podobne działania powinny być przeprowadzane w szkołach średnich.

Praca na uczelniach i szkoła średnich to działania długofalowe. Natomiast powiększanie wpływów w społeczeństwie to bardzo ważne cele krótkoterminowe. Należy powołać zespoły wybitnych uczonych, pisarzy, mówców, które tworzyć będą analizy aktualnych sytuacji, sugerować sposoby ich rozwiązywania, a nade wszystko dotrą ze swoim przekazem do społeczeństwa.

To z kolei pociąga za sobą kolejne zadania. Należy monitować, analizować i demaskować prawdziwe intencje przekazów telewizyjnych, zwłaszcza tzw. newsów, które są najbardziej jadowitą i podstępną formą walki z amerykańskim systemem wartości. Dotyczy to również innych mediów: radia i prasy. Także pisma naukowe są bardzo ważne, zwłaszcza dla utrzymania wpływu na poglądy akademików. Biznes powinien starać się dotrzeć ze swymi argumentami do szerokiego spektrum magazynów, od tych popularnych, jak: „Life”, „Look”, „Reader’s Digest”, do tych bardziej ambitnych: „Atlantic”, „Harper’s”, „Saturday Review”, „New York”

Autor zwrócił też uwagę na to, że biznes zaniedbał sprawy polityczne. Przez wiele lat biznes był „chłopcem do bicia” dla wielu polityków. O tym jak wielki ma to wpływ na sytuację, świadczy fakt, że w ostatnich latach wielu kandydatów na prezydenta USA uderzało w antybiznesową retorykę. Stale w obiegu społecznym dominuje marksistowska doktryna, mówiąca, że kapitalistyczne kraje kontrolowane są przez wielki biznes. Ta doktryna, będąca stałą częścią składową lewackiej propagandy, cieszy się szerokim poparciem na świecie i wśród Amerykanów. Podczas gdy, mówiąc bez przesady, w sensie wpływów politycznych (…) amerykański biznes jest „zapomnianym człowiekiem”. Prawie każdy akt prawny, który sprzyja biznesowi, natychmiast określany jest mianem wspierającego konsumpcjonizm lub niszczącego środowisko. Dlatego działania powinny pójść w kierunku uświadamiania społeczeństwu, że przedsiębiorczość, biznes to system, który dostarcza towarów, usług i miejsc pracy, od czego zależy wielkość, siła i znaczenie międzynarodowe Ameryki.

Dziś to sądownictwo, a zwłaszcza Sąd Najwyższy, może być najważniejszym narzędziem zmian społecznych, politycznych i ekonomicznych. Inne grupy i organizacje, zwłaszcza lewactwo i radykalni liberałowie, potrafiły bardziej sprawnie niż biznesmeni wykorzystywać sądownictwo dla realizowania swoich interesów.

Potrzeba większego zdecydowania

Obrońcy systemu wolnej przedsiębiorczości powinni działać bardziej zdecydowanie niż do tej pory i bez żadnego wahania atakować tych, którzy w sposób otwarty mówią o zniszczeniu systemu. Należy energicznie działać na wszystkich polach politycznych w celu obrony amerykańskich wolności. Nie może być wahania: wrogów amerykańskich wartości należy poddawać politycznej karze. Biznesmeni nie muszą być kochani, ale muszą być obdarzani respektem, zwłaszcza tam, gdzie liczy się to najbardziej: w polityce, na uczelniach, w mediach.

Niezbędnym składnikiem całego planu jest odpowiedzialność i „kontrola jakości”. Publikacje, artykuły, mowy, programy dla mediów, reklamy, pozwy sądowe, wystąpienia przed legislaturą – wszystko to musi być na najwyższym poziomie. Musi budzić szacunek ze względu na swoją merytoryczną wartość, niezależnie od tego, czy oceniający zgadzają się z prezentowanym punktem widzenia, czy też nie.

Zagrożenie dla systemu wolnej przedsiębiorczości to jednocześnie zagrożenie dla wolności osobistej i obywatelskiej. To wielka prawda, zasłonięta obecnie przez retorykę nowej lewicy oraz wielu liberałów. Musi ona zostać na nowo odkryta i wyeksponowana, jeśli walka z rozwydrzonym lewactwem ma się powieść. Istnieje mała świadomość tego, że jedyną alternatywą dla wolnej przedsiębiorczości są różne stopnie biurokratycznej regulacji wolności osobistej, od umiarkowanego socjalizmu poczynając, a na różnego typu dyktaturach skończywszy.

Lewis Powell kończył swą epistołę taką uwagą: w Ameryce w wielu aspektach życia społecznego notujemy przechył w kierunku socjalizmu państwowego. Istnieje coraz więcej całościowych regulacji i kontroli, których dawniej nie potrzebowaliśmy. W niektórych obszarach przepisy i normy ograniczają już w znaczny sposób wolność zarówno przedsiębiorców, jak pracowników, a nawet ogółu społeczeństwa. Doświadczenia socjalizmu i totalitaryzmów pokazują, że niezależnie od przyczyn, zmniejszanie przestrzeni wolności gospodarczej oznacza, że z czasem nastąpią ograniczenia wolności w innych sferach życia. Bowiem wolność jest pojęciem niepodzielnym.

Robert Kościelny

Źródło: https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/4838-manifest-powella-dlugi-marsz-lewactwa-do-wladzy-w-usa


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(1 głos)



Ostatnio zmieniany Sobota, 03 czerwiec 2017 12:25
alexjones.pl Informacje ze świata Polityka na świecie Manifest Powella. Długi marsz lewactwa do władzy w USA