Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Polityka na świecie Steinmeier jedzie do Moskwy
Kategoria: Polityka na świecie   Sobota, 11 listopad 2017 06:30 Autor: Andreas

Steinmeier jedzie do Moskwy

Europa Europa Chad Miller/Flickr/CC BY-SA 2.0

Wprawdzie w Niemczech trwa jeszcze powyborczy zamęt, bo Naszej Złotej Pani nie udało się dotychczas sklecić parlamentarnej koalicji, ale zamęt – swoja drogą, a polityka zagraniczna – swoją. Właśnie gdy piszę te słowa, niemiecki prezydent Walter Steinmeier pojechał do Moskwy namawiać się z zimnym rosyjskim czekistą Włodzimierzem Putinem. Żeby lepiej zrozumieć sens ten wizyty i jej możliwe konsekwencje, warto cofnąć się w czasie do początku lat 90-tych, kiedy to Niemcy odzyskały w Europie swobodę ruchów. 12 września 1990 roku podpisany został w Moskwie traktat potocznie zwany „dwa plus cztery” (cztery mocarstwa „poczdamskie” i dwa państwa niemieckie), który znosząc okupację Niemiec, otwierał drogę do zjednoczenia, czyli wchłonięcia Niemieckiej Republiki Demokratycznej przez Republikę Federalną Niemiec, co nastąpiło miesiąc później. Niemcy odzyskawszy swobodę ruchów, nawróciły się na linię polityczną kanclerza Bismarcka, od której w swoim czasie odstąpił narwany cesarz Wilhelm II i wybitny polityk socjalistyczny Adolf Hitler. Ta linia sprowadza się do tego, iż Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją. Niemieckie nawrócenie na linie polityczną kanclerza Bismarcka objawiło się w postaci proklamowania strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, które jak dotąd całkiem nieźle wytrzymuje wszystkie próby niszczące, jakim jest poddawane.

Od początku lat 90-tych Niemcy, do spółki z Francją, stały się też wyznawcami pewnej doktryny politycznej, którą można nazwać „europeizacją Europy”. W uproszczeniu sprowadza się ona do delikatnego – bo dopóki amerykańskie wojsko jest w Niemczech, to nie ma tu miejsca na żadne gwałtowne ruchy – ale cierpliwego i metodycznego wypychania Stanów Zjednoczonych z polityki europejskiej, a zwłaszcza – z funkcji kierownika tej polityki. Nietrudno się domyślić, dlaczego. Niemcy pamiętają, że na skutek dwukrotnego wtrącenia się Stanów Zjednoczonych do polityki europejskiej przegrały dwie wojny, które mogły wygrać, więc nic dziwnego, że nie życzą sobie obecności USA w europejskiej polityce, zwłaszcza na stanowisku jej kierownika. Z Francją sprawa jest bardziej skomplikowana, chociaż jednym z powodów niechęci Francji do USA jest przyłożenie przez Amerykę ręki do likwidacji francuskiego imperium kolonialnego.

Na przełomie lat 80-tych i 90-tych, w następstwie spotkania Michała Gorbaczowa z Ronaldem Reaganem w roku 1986 w Reykjaviku na Islandii, gdzie ustalono, że imperium sowieckie ewakuuje się ze Środkowej Europy, w tej części Europy pojawił się rodzaj politycznej próżni, podobnej do tej, jaka wytworzyła się w roku 1918. Ale państwa środkowo-europejskie, nauczone doświadczeniem kruchości politycznego porządku wersalskiego z 1919 roku, tym razem postanowiły ująć sprawy w swoje ręce i w roku 1989 na spotkaniu w Budapeszcie, podpisały porozumienie, potocznie zwane od czworga sygnatariuszy (Włochy, Jugosławia, Austria i Węgry) „quadragonale”. Do tego porozumienia doszlusowała Czechosłowacja, jeszcze przed „aksamitnym rozwodem”, jako sygnatariusz piąty, stąd „pentagonale” i Polska, jako sygnatariusz szósty, stąd „heksagonale”. Sygnatariusze porozumienia liczyli na to, że pogrążająca się w zapaści Rosja nie storpeduje tej inicjatywy, podobnie jak Niemcy, które z kolei są skrępowane powiązaniami w ramach Wspólnot Europejskich. Zatem trzeba wykozystać sprzyjający moment dziejowy, stworzyć fakty dokonane w postaci systemu reasekuracji niepodległości, a potem ich bronić. Ale te rachuby w przypadku Niemiec zawiodły. Kiedy państwo to odzyskało swobodę ruchów, przystąpiło do wysadzania heksagonale w powietrze i dokonało tego zachęcając Słowenię i Chorwację do proklamowania niepodległości, co Jugosławię, która miała być bałkańskim filarem heksagonale wtrąciło w otchłań krwawej wojny domowej. W tej sytuacji sygnatariusze zdystansowali się od tej inicjatywy, a polityczną próżnię w Środkowej Europie, powstałą wskutek ewakuacji imperium sowieckiego, wypełniły Niemcy, rozszerzając na wschód Unię Europejską, której są politycznym kierownikiem. 1 maja 2004 roku ta niemiecka polityka została uwieńczona pełnym sukcesem; 8 państw środkowo-europejskich zostało przyłączonych do Unii Europejskiej, zaś Niemcy stworzyły w ten sposób polityczne warunki dla budowy IV Rzeszy.

Niektórzy amerykańscy prezydenci wychodzili naprzeciw tym niemieckim oczekiwaniom – zwłaszcza prezydent Obama, który 17 września 2009 roku dokonał słynnego „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, wycofując USA z aktywnej polityki w Europie Środkowej, wskutek czego dostała się ona pod kuratelę strategicznych partnerów to znaczy – Niemiec i Rosji. Umożliwiło to proklamowanie podczas dwudniowego szczytu NATO w Lizbonie 19-20 listopada 2010 roku nowego porządku politycznego w Europie. Najważniejszym jego elementem było proklamowane wówczas strategiczne partnerstwo NATO – Rosja, którego rdzeniem było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, a jego kamieniem węgielnym – podział Europy na strefę niemiecką i strefę rosyjską, prawie dokładnie według linii Ribbentrop-Mołotow. Ale w roku 2013 prezydent Obama, zapalając zielone światło dla przewrotu na Ukrainie wysadził ten porządek w powietrze. W zamęcie, jakie wskutek tego zapanował, w następstwie kryzysu migracyjnego, dodatkowo zachwiało się niemieckie przywództwo w Europie. I kiedy nowym prezydentem USA został Donald Trump, pojawiła się w Europie Środkowej inicjatywa „Trójmorza”, to znaczy – powrotu do „heksagonale” - ale uzupełnionego i poprawionego – ze Stanami Zjednoczonymi jako protektorem. I prezydent Trump, podczas swego pobytu w Warszawie 6 lipca zadeklarował, że projekt „Trójmorza” mu się podoba i USA będą go „wspierały”. Tymczasem projekt „Trójmorza” stanowi niebezpieczeństwo dla dwóch celów niemieckiej polityki: podważa niemiecką hegemonię w Europie i blokuje projekt IV Rzeszy, w który Niemcy tyle już zainwestowały. Toteż z niemieckiego punktu widzenia zablokowanie projektu „Trójmorza” jest bardzo ważną sprawą, a najłatwiejszym środkiem do tego celu jest doprowadzenie do zmiany rządu w Polsce, n a taki, który wycofa nasz kraj z tego projektu, który bez udziału Polski nie ma racji bytu. Toteż podróż niemieckiego prezydenta Waltera Steinmeiera do Moskwy jest niemiecką odpowiedzią na amerykańskie poparcie dla projektu „Trójmorza” w postaci zacieśnienia strategicznego partnerstwa z Rosją, która też jest tym zainteresowana z powodu zwiększania amerykańskiej obecności w Europie Środkowej, którą Rosja po staremu uważa za rodzaj „bliskiej zagranicy”. Wygląda na to, że polityka europejska wchodzi w nową fazę, a polityczna wojna w Polsce oznacza, że nasz kraj wchodzi w tę fazę zupełnie nie przygotowany na wyzwania, jakie ona ze sobą niesie.



Źródło: Stanisław MICHALKIEWICZ - strona autorska www.michalkiewicz.pl


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(5 głosów)



Ostatnio zmieniany Sobota, 11 listopad 2017 09:24