Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Wiadomości Byłem terrorystą - weteran izraelskiego wojska o swojej służbie
Kategoria: Wiadomości   Wtorek, 21 marzec 2017 03:16 Autor: admin

Byłem terrorystą - weteran izraelskiego wojska o swojej służbie

W początku marca 2017 Abby Martin (dawniej znana dziennikarka Russia Today) przeprowadziła wywiad z byłym izraelskim żołnierzem, który odszedł ze służby i zaczął działać jako aktywista obrony praw Palestyńczyków w obliczu okupacji Izraela. O swojej przemianie, o zbrodniach wojennych Izraela i o tragedii, którą kreuje codziennie państwo Izrael na tzw. terenach okupowanych opowiada ten, który z karabinem w ręku tę nieludzką politykę realizował - Eran Efrati. Jak sam mówi o sobie: "Byłem terrorystą".

Jeżeli dotyka Cię temat niesprawiedliwości i tragedii, która dotyka na co dzień Palestyńczyków, to zapraszam, posłuchaj jego opowieści. To zupełnie inna narracja niż ta, którą otrzymujemy z mediów tzw. głównego nurtu i z ust wszystkich politycznie poprawnych hipokrytów, którzy tym samym biorą udział w Holokauscie - tym razem nie Żydów, ale Palestyńczyków.

Poniższe tłumaczenie jest transkryptem, nie jest tłumaczeniem dosłownym, wszelako jest dość wiernym zapisem rozmowy między Abby i Eranem (Empire Files Abby Martin).

Abby Martin: Co spowodowało tę przemianę w Tobie, dzięki której zobaczyłeś sytuację w Palestynie taką, jaką przedstawiasz w swoich wypowiedziach?
Eran Efrati: To był długi proces, to nie stało się nagle. W zasadzie zacząłem być wojskowym jak miałem 5 lat... kiedy zrozumiałem, że mój ojciec zakłada mundur i jako rezerwista jedzie do Libii. Potem w przedszkolu przychodzili żołnierze i opowiadali nam o wojnie 1948 roku [Independence War]. Byliśmy wszyscy wychowywani w kulturze pamięci Holokaustu. Moja babcia była jedyną osobą, która z całej swojej rodziny przeżyła Oświęcim. Podobnie było z moim dziadkiem. Jak miałem 16 lat dostałem pierwsze dokumenty [draft letter] gdzie było napisane, że jestem własnością armii Izraela. Każde dziecko przez to przechodzi i zdajesz sobie w pewnym momencie sprawę z tego, że wojsko w Izraelu jest częścią Twojej tożsamości.
Jak zacząłem służbę myślałem, że robię właściwe rzeczy i że bronię swojego kraju. Po 7 miesiącach służby zostaliśmy wysłani do Hebronu. Tam miały się odbyć uroczystości świętowane przez społeczność żydowską z Izraela. Rzecz w tym, że tam (w Hebronie) osiedleńcy żydowscy zostali ulokowani w samym środku miasta. Jedynym sposobem, by zapewnić bezpieczeństwo świętującym było zmusić Palestyńczyków, by zamknęli się w domach i żeby nie wychodzili na zewnątrz. Osiągano to ogłaszając godzinę policyjną. Zamykała ona w domach 180 tysięcy Palestyńczyków. Moją rolą było wyegzekwować nałożony na nich nakaz pozostania w domach aż do odwołania. Karą za złamanie tego nakazu była śmierć. Taki mieliśmy rozkaz - "strzelaj by zabić" [Shoot to kill]. Wkroczyliśmy z bronią i krzykiem ogłaszaliśmy godzinę policyjną w Hebronie, a Palestyńczycy w panice zamykali swoje sklepiki i uciekali do domów. Wiedzieli, że jeżeli nie zdążą, to będą musieli pozostać tam, gdzie godzina policyjna ich zastała.
To uczucie siły i władzy zaczęło powodować we mnie rozterki. Zanim rozpocząłem służbę byłem nauczycielem w szkole i bardzo lubiłem dzieci. Tymczasem w Hebronie zobaczyłem dzieci uciekające w strachu na mój widok i zacząłem sam siebie pytać, czy ja naprawdę chcę reprezentować tę siłę, która stała za moim mundurem, hełmem, M16, granatami, magazynkami i wszystkim, co miałem na sobie jako rynsztunek?
Wtedy zrozumiałem, że biorę udział w czymś, co jest apartheidem. Że prawa Palestyńczyków są tak rożne od praw Izraelczyków. Jeżeli Izraelita zaatakował Palesytńczyka - nie wolno mi było interweniować. Mogłem co najwyżej zadzwonić po lokalną policję. Zrozumiałem, że osiedleńcy izraelscy mają tu takie sama prawa, jak w Izraelu. Ale Palestyńczycy podlegają mojemu wojskowemu prawu. To oznacza, że mogę w każdej chwili wkroczyć do ich domów, aresztować mieszkańców, zaanektować ich mieszkanie na cele działań wojskowych na parę godzin, albo i dni lub tygodni. Jeżeli przychodził rozkaz zburzenia jakiegoś budynku, procedura była (i jest) taka, że masz zamknąć główne wejście od strony ulicy - albowiem po tej ulicy mogą chodzić wyłącznie Izraelczycy, Palestyńczykom nie wolno - i zmusić mieszkańców tego domu przeznaczonego na wyburzenie by uciekali oknami przez swoje podwórza i ogródki...
Zrozumiałem, że ktoś mnie oszukał. Że moją rolą jest terroryzowanie ludzi, ja byłem terrorystą - by zastraszyć Palestyńczyków na tyle, by nie mieli odwagi myśleć o stawianiu oporu.


Abby Martin: Co spowodowało, że postanowiłeś odejść ze służby i zacząć ujawniać tę prawdę o tym co się dzieje na tzw. ziemiach okupowanych wiedząc, że narażasz się na bardzo poważne reperkusje i być może nawet zakaz powrotu do swojego kraju?
Eran Efrati: Wychowanie w Izraelu daje ci poczucie, że jesteś "dobrym człowiekiem" [Good Guy] i że czynisz dobro. Świat, o którym nam opowiadano był czarno biały - ci dobrzy i ci źli. Myśmy mieli być ci dobrzy. Wychowaliśmy się w klimacie opowieści o Holokauście, słyszeliśmy krzyki naszych rodziców, którzy budzili się z koszmarów w środku nocy i zadawaliśmy sobie obsesyjnie pytanie, jak naziści mogli sobie poradzić z tym, by rano wstać, być kochającym ojcem w swojej rodzinie, przytulić rano swoich bliskich i wyjść "do pracy" gdzie dopuszczali się takich zbrodni, jakich się dopuszczali. I zrozumiałem to w Hebronie - jak to jest, kiedy zaprzeczasz samemu sobie. Jak to jest, gdy w domu jesteś kochającym ojcem lub mężem a poza domem utrzymujesz skrajnie opresyjny system w którym ludzie umierają nie tylko od twoich kul, ale od chorób, depresji, załamania. Zrozumiałem, że jeżeli naprawdę chcę coś zmienić, to muszę z tym wyjść na zewnątrz i zacząć o tym głośno mówić. Ja nie chcę żyć w kraju, który jest krajem wyłącznie żydowskim i kultywuje wyższość życia Żydów nad każdym innym życiem. Chcę żyć w miejscu, gdzie moje dzieci nie będą musiały nikogo poniżać.


Abby Martin: Możesz skomentować egzekucję, której dokonał żołnierz izraelski Elor Azarya na rannym Palestyńczyku Abd al-Fattah al-Sharif leżącym na ulicy?
Eran Efrati: Problem polega na tym, że to jest stan systemowego permanentnego prześladowania. Teoretycznie władze i sąd zakazały egzekucji bez wyroku sądowego, ale ten zakaz jest obchodzony, albo nie jest przestrzegany. Na przykład jeden z żołnierzy z pewnej elitarnej jednostki, którego oświadczenie nagrałem ostatnio powiedział mi, że jak wysyłano ich na akcję aresztowania pewnego palestyńskiego działacza, to rozkaz brzmiał: "Jeżeli się podda bez oporu, aresztować. Jeżeli będzie się bronił, albo wzywał pomoc, albo trzymał ręce pod kołdrą lub po prostu krzyczał - zastrzelić go strzałem w głowę". Trudno oczekiwać, by człowiek obudzony w środku nocy z lufą przyłożoną do głowy nie krzyczał. Rozkaz był tak sformułowany, by tak naprawdę dokonać egzekucji, a nie by go zaaresztować. I generalnie istnieje przyzwolenie na zabójstwo [shoot to kill] jeżeli widzisz coś, co możesz uznać za zagrożenie, jak na przykład dziewczynka z nożyczkami w ręku... Jest na to przyzwolenie i jest to propagowana forma odwetu. Elor Azarya dokonał egzekucji pod wpływem tego typu rozkazów, które pozwalają zabić kogoś, kogo uznasz za terrorystę.


Abby Martin: Elor Azarya został uznany winnym zabójstwa [wyrok 1,5 roku w więzieniu, ale na pierwsze święto już dostał przepustkę do domu - przyp. Andreas], ale fala protestów przeciwko jego skazaniu i fala poparcia dla jego osoby w Izraelu były ogromne.
Eran Efrati: Izrael rozpowszechnia tezę, że życie izraelskiego żołnierz jest więcej warte, niż życie jakiegokolwiek Palestyńczyka. I w ogóle przedstawia się wartość życia izraelskich żołnierzy jako dobro nadrzędne. Opinia publiczna w Izraelu uważa więc że wszystko, co zrobią izraelscy żołnierze zawsze jest dobre, zaś dyskutowanie o jakichś moralnych aspektach egzekucji Palestyńczyków to mącenie w głowach...


Abby Martin: Jak wygląda subkultura nienawiści do Arabów i rasistowskiego podziału w ramach izraelskich sił wojskowych?
Eran Efrati: To nie jest kwestia subkultury w ramach wojska, to jest kwestia świadomości bycia Izraelitą. Od początku jesteś wychowywana/y w przekonaniu, że wszyscy Arabowie cię nienawidzą. Że od czasów biblijnyhch do Hitlera różne siły chcą śmierci Żydów. Masz te przekonania w sobie na tyle głęboko, że rozpoczynając służbę wojskową masz już w sobie tyle nienawiści i strachu, że nie potrzebujesz wiele, by być skrajnie agresywnym w swoich działaniach. Żołnierze traktuja Palestyńczyków jako PODLUDZI [subhuman]. Edukacja zapewnia, że Palestyńczycy nie są postrzegani jako ludzie. I gdy bierzesz udział w akcji wojskowej to masz przekonanie, że nie walczysz a ludźmi...


Abby Martin: Ale oni wyglądają jak każdy z nas! Jak każdy arabski Żyd! Jak Ty na przykład!
Eran Efrati: To prawda i historia arabskich Żydów jest jedną z najtragiczniejszych kart w historii syjonizmu - obok Palestyńczyków. Państwo Izrael sprowadziło część arabskich Żydów albowiem potrzebowało więcej ludzi by utrzymać ziemię Izraela. Część z nich została sprowadzona siłą, inni przybyli z własnej woli, ale rozlokowano ich w najbardziej niebezpiecznych "buforowych" terenach: przy granicy z Egiptem, Jordanem, Libią, czy Syrią. Ich historia jest tragiczna. To byli często ludzie, którzy prowadzili szczęśliwe i dostatnie życie w innych krajach - na przykład w Maroko, czy w Egipcie, czy w Syrii. Syjonistyczne organizacje zaczęły nawoływać w latach 50. tych arabskich Żydów do przeprowadzki do Izraela. Wielu z nich tego nie chciało - prowadzili bezpieczne życie w swoich krajach i nie byli przekonani o tym, że w swoim "nowym" kraju będą tak samo bezpieczni. Więc te syjonistyczne organizacje zaczęły organizować bojówki, które napadały arabskie żydowskie rodziny po to, by te uznały, że rzeczywiście jedynym bezpiecznym dla nich miejscem jest Izrael. I wiele rodzin na to poszło. Zaś w Izraelu byli od razu napiętnowani - począwszy od tego, że byli dezynfekowani DDT (sic! czy nie tak jak w Oświęcimiu? - przyp. Andreas) a skończywszy na tym, że ich dzieci były przedmiotem segregacji rasowej. Możesz być amerykańskim Żydem, europejskim Żydem, ale nie możesz być arabskim Żydem. Teraz doprowadzono do togo, że uważa się ich za nie Arabów... Mogą wyglądać i mówić po arabsku, ale nie są narodowości arabskiej, ale żydowskiej. Wpuszczono ich także w rolę najbardziej ekstremalnej prawicy i najbardziej radykalnych ugrupowań po to, by mogli udowodnić jak bardzo lojalni są wobec państwa Izrael.


Abby Martin: To wszystko odbywa się w jakimś cyklu przemocy. Jak widzisz ataki Palestyńczyków na żołnierzy izraelskich? Ciągle się przywołuję jakieś napaści z nożem. Ostatnio ktoś wjechał ciężarówką w tłum ludzi w Jerozolimie. W dodatku te akty traktowane na równi z walką Izraelczyków.
Eran Efrati: Jako były żołnierz zostałem nauczony, że jeśli nie pozwalasz żyć, to nie dziw się, że napotykasz na opór [If you will not respect existance you can expect resistnance]. To jest właśnie sposób w jaki ludzie stawiają opór. Izrael kreuje taką wizję, że siła i przemoc jest jedynym językiem, który rozumieją Palestyńczycy. Prawda jest taka, że to Izraelici rozumieją wyłącznie język przemocy i siły. Ilekroć Palestyna próbowała negocjować językiem polityki jakieś swoje warunki istnienia, tylekroć Izrael wzmagał represje, wysiedlenia, prześladowania i przemoc. Każda forma oporu przeciw Izraelowi jest nazywana terroryzmem. W okupacji Palestyny bynajmniej nie chodzi o bezpieczeństwo Izraela. Chodzi o przeprowadzenie czystki etnicznej na terenach, które mają być terenami Izraela. I owszem, część Palestyńczyków może przeżyć, no bo potrzeba pracowników na tych terenach, ale generalnie każda forma oporu przeciw Izraelowi jest traktowana jako terroryzm. I tak naprawdę Izrael kreuję sytuację ciągłego zagrożenia, by móc tę czystkę przeprowadzić. Ci ludzie nie mają wyjścia - każdy z nich stracił kogoś bliskiego, każdy ma albo miał kogoś w izraelskim więzieniu. Widzą, że żaden język dyplomacji nie jest w stanie się przebić. Ich doświadczenie jest takie, że NIC SIĘ NIE MOŻE ZMIENIĆ - dlatego są zdesperowani. I o to Izraelowi chodzi. Widzisz, ten konflikt jest przedstawiany jako "najtrudniejszy do rozwiązania na świecie". A prawda jest taka, że to jest najprostszy do rozwiązania konflikt - tu chodzi po prostu o równe prawa dla ludzi. To wszystko.


Abby Martin: Czy możesz powiedzieć, że wspierasz Palestyńczyków w ich walce o niepodległość?
Eran Efrati: Bezwzględnie tak. Wspieram każdy naród, który walczy z reżimem wojskowych prześladowań. I nie uważam, że Izrael ma prawo do okupowania milionów ludzi i do decydowania o ich losie z pogwałceniem elementarnych praw człowieka. I nie wierzę też, że Izrael sam zmieni swoją politykę. Doświadczenie uczy, że każdy reżim, który prześladował jakąś społeczność i ciągnął z tego korzyści nigdy nie oddał tego pola z własnej woli. Jeżeli zostało mu to odebrane, to właśnie w wyniku oporu prześladowanych, albo wręcz interwencji sił trzecich z zewnątrz. Jestem też przekonany, że opór Palestyńczyków sam w sobie nie wystarczy. Potrzebne jest działanie całej międynarodowej społeczności, która powinna zająć stanowisko w sprawie i nie ma innej opcji jak to, by przyznać Palestyńczykom równe prawa i prawo do ich własnego państwa na ich własnej ziemi.

Komentarzem do tego wywiadu może być animacja, którą znajdziesz w KINIE INSPIRUJĄCYM - "This Land Is Mine"

 

Źródło: Efekt Setnej Małpy


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(18 głosów)



Ostatnio zmieniany Czwartek, 23 marzec 2017 06:24
alexjones.pl Informacje ze świata Wiadomości Byłem terrorystą - weteran izraelskiego wojska o swojej służbie