Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Idlib – ostatnia dla Zachodu możliwość ingerencji w sprawy Syrii
Kategoria: Informacje ze świata   Niedziela, 09 wrzesień 2018 07:01 Autor: Andreas

Idlib – ostatnia dla Zachodu możliwość ingerencji w sprawy Syrii

Idlib – ostatnia dla Zachodu możliwość ingerencji w sprawy Syrii Robert Cudmore/Flickr/CC BY-SA 2.0

Pierre Le Corf, założyciel stowarzyszenia humanitarnego WeAreSuperHeroes działającego w Aleppo od lutego 2016 roku opowiedział w wywiadzie dla Sputnika o napiętej sytuacji w Idlibie, ostatnim bastionie dżihadystów.

Le Corf obawia się nowej prowokacji ze strony terrorystów, która zmusiłaby państwa zachodnie do interwencji, prowadząc do jeszcze większego chaosu w państwie, w którym już od ponad siedmiu państw trwa wojna.

„W Idlibie rozegra się coś więcej niż tylko bitwa. Dla krajów zachodnich (w tym także dla mojego kraju, Francji) to ostatnia możliwość zaingerowania w sytuację w Syrii, znalezienia pretekstu do tego, żeby mieć możliwość rozpoczęcia bardziej globalnego konfliktu (…). Dzień, w którym bitwa o Idlib zostanie zakończona, koalicja — Europa i USA — przegra wojnę w Syrii, nastanie koniec”.

Pierre Le Corf, który pod koniec 2016 roku przeniósł się do Aleppo, kiedy toczyły się tam działania zbrojne, opowiada, że w mieście do tej pory trwają walki. Prowincja Idlib sąsiaduje z Aleppo, dlatego miasto jest wciąż ostrzeliwane z zachodnich peryferii, gdzie do tej pory niektóre dzielnice są kontrolowane przez dżihadystów. Mieszkańcy tych okolic są już do tego przyzwyczajeni.
„Ludzie o tym nie myślą, żyją tak już od wielu lat. Ich zdaniem wszystko to zakończy się nie tak prędko. Oni raczej nie zwracają na to wszystko uwagi, niż się boją. Ludzie są zmęczeni, nie chcą o tym myśleć, nawet jeśli w Aleppo trwają walki”.

„Teraz żyjemy w bezpośrednim sąsiedztwie największej strefy działań zbrojnych w Syrii” — mówi Pierre Le Corf, wskazując na obecność w rejonie Aleppo licznych stron konfliktu, w tym tureckich wojsk. „Stąd, gdzie pracuję, przez lornetkę można zobaczyć czarną flagę i flagę Turcji powiewającą na wietrze” — opowiada francuski aktywista.

Pierre Le Corf opowiada także o swojej pracy — pomocy udzielanej dzieciom zarówno w zachodniej, jak i wschodniej części Aleppo, która przez długi okres czasu znajdowała się pod kontrolą dżihadystów. Le Corf ma nadzieję, że niezależnie od tego, co się wydarzy, Syryjczycy będą kontynuować rozpoczęte przezeń dzieło.

„Nikt nie chce pracować we wschodnim Aleppo, bo ludzie wciąż się boją. Ale jeśli nie będziemy im (dzieciom — red.) pomagać, jutro będziemy mieli 30 tysięcy nowych dżihadystów. To problem państwa, to problem, który tak naprawdę powinien rozwiązywać rząd”.

„Jeśli jutro coś się ze mną stanie — do tej pory miałem szczęście, zostałem ranny tylko jeden raz — boję się, że wszystkie te projekty, które realizuje tylko moje stowarzyszenie, zostaną zawieszone”.

W czasie bitwy o Aleppo Pierre Le Corf stał się celem francuskich dziennikarzy. Przecież jego słowa o tym, że po obydwu stronach barykady są ofiary wśród cywilów, nie wpisywały się w ogólnie przyjęte widzenie konfliktu w mediach. Nazywano go wówczas „tubą oficjalnej propagandy”, oskarżyli o związki z „ultraprawicą”, ze „środowiskami ultrakatolickimi” z racji jego bliskich kontaktów ze stowarzyszeniem „SOS Chrześcijanie Wschodu” (SOS Chrétiens d’Orient).

Ta krytyka płynęła od „ludzi, którzy mają nadzieję, że nie znajdą się po złej stronie w tej historii” — mówi z dużo większym już dziś spokojem aktywista.
„Jeśli jutro będę opowiadać o terrorystach, nalotach, o tym, co się dzieje itd., będę to robić, dlatego że właśnie to widzę”.

„Nie stoję po żadnej stronie, nie mówię o polityce, opowiadam o tym, co się naprawdę dzieje. Przypisuje mi się rolę eksperta znajdującego się w strefie konfliktu… To nie tak. Jestem zwyczajnym człowiekiem, prowadzę maleńkie stowarzyszenie, pomagam ludziom, a kiedy zabieram głos, mówię po prostu jako człowiek, a nie ekspert ds. geopolityki”.

Źródło: Sputnik Polska

 


„Zachód nie chce zakończenia konfliktu w Syrii”

Kilkadziesiąt formacji zbrojnych, w szeregach których walczy około 50 tys. terrorystów, działa w pobliżu syryjskiego Idlib – powiedział ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Niebenzja na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa organizacji.

„W sumie w strefie deeskalacji Idlib działa 40-45 formacji bandyckich liczących około 50 tys. osób” – powiedział dyplomata.

Zdaniem Niebenzja wystąpienie specjalnego wysłannika ONZ ds. Syrii Staffana de Mistura dotyczące tego, że syryjskie władze mają pełne prawo walczyć o przywrócenie kontroli nad całym terytorium kraju, było „na czasie”. – Co więcej, to obowiązek rządu Syrii wobec swojego narodu – podkreślił.

Dyplomata wezwał ONZ do ustalenia, jakimi drogami trafia do terrorystów w Syrii zagraniczna broń.

— Skąd terroryści zdobywają w takiej ilości zagraniczną broń? Bezpośrednio od producenta? Albo od tzw. umiarkowanej opozycji, która nie ma trudności ze wsparciem z zewnątrz? Ta kwestia wymaga natychmiastowego zbadania przez odpowiednie struktury ONZ – powiedział Niebenzja.

Jego zdaniem kraje zachodnie nie chcą, aby syryjski rząd przejął kontrolę nad Idlib, ostatnim przyczółkiem terrorystów w Syrii.

— Mamy niezachwiane wrażenie, że nasi zachodni partnerzy podsycają histerię wokół Idlib, znanymi sposobami próbują zapobiec upadkowi ostatniej wielkiej terrorystycznej enklawy w Syrii – podsumował rosyjski ambasador przy ONZ.


Źródło: Sputnik Polska


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(4 głosów)



Ostatnio zmieniany Niedziela, 09 wrzesień 2018 07:49
alexjones.pl Informacje ze świata Idlib – ostatnia dla Zachodu możliwość ingerencji w sprawy Syrii