Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata Turcja przegrywa w Idlib
Kategoria: Informacje ze świata   Niedziela, 16 wrzesień 2018 09:06 Autor: Andreas

Turcja przegrywa w Idlib

Turcja przegrywa w Idlib Freedom House/Flickr/CC BY 2.0

BLISKI WSCHÓD: Na szczycie w Teheranie Erdogan nie zdołał przekonać Rosji i Iranu do powstrzymania ofensywy syryjskiej w Idlib. Dla Turcji oznacza to klęskę wojskową i polityczną…

Mało kto spodziewał się takiego obrotu losów syryjskiej wojny. Nasłana z całego świata zbieranina terrorystów ponosi sromotną klęskę w starciu z armią syryjską, która – ożywiona duchem zwycięstwa i chęcią zemsty za wcześniejsze upokorzenia i zbrodnie – ściga ostatnie oddziały bandytów na bazaltowym polu Tulul as-Safa w prowincji Suweida na południu kraju, oraz zaciska pierścień oblężenia wokół północnej enklawy Idlib.

Na południu los walk jest już przesądzony: armia dorzyna ostatnie watahy Daeszu kryjące się w załomkach dawno wygasłego wulkanu, odcięte od wody i amunicji. Dla nich już nie ma ratunku: tak długo ostrzeliwali z moździerzy Damaszek i Wschodnią Ghoutę, kryjąc się na przedmieściach stolicy, że nikt nad nimi nie będzie miał litości.

Armia nie ukrywa swych zamiarów: tu nie bierze się jeńców i nie oczekuje ich kapitulacji, wszyscy zostaną wystrzelani jak wściekłe psy do ostatniego osobnika.

Pozostaje los północnej enklawy Idlib pod politycznym parasolem Turcji. Rozpoczęta tam 4 września ofensywa wojsk syryjskich, wspieranych przez lotnictwo rosyjskie, siły irańskie oraz libański Hezbollah i syryjskich Kurdów (lojalnych wobec prezydenta Assada) ma na celu likwidację ostatniego bastionu terrorystów w północno-zachodniej Syrii.

W Idlib schroniło się jakieś 30-40 tysięcy terrorystów należących do różnych organizacji sunnickich, spośród których największą jest ekstremistyczna koalicja pn. Hajat Tahrir asz-Szam (dawniej Dżabhat an-Nusra) uznana za organizację terrorystyczną w UE. Ich politycznym patronem jest Turcja, przez którą przechodzi dla nich zaopatrzenie i która pozostaje ostatnią drogą ewentualnej ucieczki.

Szacuje się, że w Idlibie przebywa obecnie ok. 3 mln ludzi, z czego połowa to przesiedleńcy i uchodźcy z innych prowincji. Idlib od początku konfliktu był mocnym bastionem sunnickiej opozycji, a w ostatnich latach miejscem, do którego ewakuowani byli bojownicy z rodzinami z obszarów kolejno zdobywanych przez siły rządowe. Zdobycie Idlibu przez wojska syryjskie oraz ich sprzymierzeńców oznaczałoby ostateczne zwycięstwo Baszara al-Assada w wojnie narzuconej przez obce siły za pomocą najemników.

Istnieje ryzyko, ze wtedy powtórzy się scenariusz znany np. z Aleppo, gdzie dochodziło do stymulowanego exodusu ludności cywilnej – wtedy głównie do Idlibu, i potem przez Turcję dalej do UE. Obecnie także odnotowano już pierwsze ruchy ludności w stronę granicy tureckiej. Sunnicka ludność Idlibu, w sporej części od początku popierająca antyrządową rebelię i zasilająca jej szeregi wie, że powrót pod władzę Damaszku nie będzie dla niej miły i wcześniej czy później czeka ją rozliczenie za terror jakiego się dopuszczała wobec sąsiadów, zwłaszcza z innych grup ludności Syrii: szyitów, alawitów, chrześcijan, Kurdów itp.

Upadek Idlibu spowoduje więc katastrofę humanitarną i masowy napływ uchodźców do Turcji. Właśnie po to, aby temu zapobiec 7 września w Teheranie odbył się szczyt z udziałem prezydentów Hasana Rouhaniego, Władimira Putina i Recepa Tayyipa Erdoğana. Celem Ankary było przekonanie Teheranu i Moskwy – głównych mocodawców Damaszku – do powstrzymania syryjskiej ofensywy.

Ponieważ tak jak było do przewidzenia – cel ten się nie powiódł, 9 września Turcja zaczęła wzmacniać swoją obecność wojskową w Idlib, wysyłając konwój wsparcia złożony z ok. 300 pojazdów.

Erdoğan wyraził też zdecydowany sprzeciw wobec działań zbrojnych, które mogą doprowadzić do katastrofy humanitarnej oraz wezwał tzw. wspólnotę międzynarodową (czytaj: Zachód) do zdecydowanej reakcji.

Przetrwanie Idlibu ma bowiem dla Turcji fundamentalne znaczenie. Od początku konfliktu w Syrii w 2011 roku Ankara występuje jako patron opozycji sunnickiej oraz adwokat cywilnych ofiar wojny. Ponadto Turcja utrzymuje posterunki wojskowe w tej strefie ponieważ jest gwarantem tzw. strefy deeskalacji w Idlibie na mocy porozumień z Astany zawartych z Rosją i Iranem.

Spodziewany upadek Idlibu naraziłby Turcję na konieczność przyjęcia kolejnej fali uchodźców, a wraz z nimi również pokonanych i sfrustrowanych terrorystów, których dotąd pomagała uzbrajać i zaopatrywać. Zadaniu temu Ankara nie byłaby dziś w stanie sprostać, szczególnie w warunkach narastającego kryzysu gospodarczego i bliskim załamaniu tureckiej waluty. Jednocześnie, wobec kontrowersji, jakie nadal budzi forsownie ustanowiony niedawno system prezydencki Erdogana, kolejny kryzys związany z ewentualną klęską tureckiej polityki wobec Syrii może ożywić turecką opozycję i doprowadzić do poważnych wstrząsów wewnętrznych.

Obecny kryzys w Idlibie ukazuje bowiem fiasko tureckiej polityki zagranicznej i jej poważne ograniczenia. Mimo ogromnych wysiłków politycznych Ankara nie zdobyła skutecznych sojuszników w Syrii ani na Bliskim Wschodzie. Ponadto nie może już liczyć na wsparcie Stanów Zjednoczonych – swojego największego formalnego sojusznika.

Odkąd USA próbowały poprzez sieć wpływów Gulena dokonać przewrotu i obalić Erdogana stosunki obu państw są najgorsze od kilkudziesięciu lat. Również prorosyjski zwrot w polityce Turcji, trwający od 2016 roku, nie przyniósł jak dotąd spodziewanych efektów. Konsekwentnie wspierając Syrię Moskwa uderza w strategiczne interesy Ankary, demonstrując tym samym nierównorzędność swoich relacji z Turcją.

Częściowe zrozumienie Turcja znajduje natomiast w UE, co potwierdzono m.in. w czasie wizyty niemieckiego ministra spraw zagranicznych w Turcji w dniach 6–7 września. UE jest zaniepokojona wizją nowej fazy kryzysu migracyjnego, ale realne możliwości aby temu zapobiec i wesprzeć wysiłki Turcji są jednak niewielkie.

Niezależnie od przebiegu i zakresu ofensywy na Idlib oraz przyszłości kontrolowanego przez Turcję syryjskiego Afrinu i obszarów przylegających, możliwości obrony przez Turcję własnych interesów, a tym bardziej odzyskania inicjatywy politycznej są bardzo ograniczone.

Ankara staje przed poważnym problemem: druga co do wielkości armia lądowa NATO nie jest w stanie zapewnić sobie sukcesu u swoich granic w Syrii, nie może także pokonać Kurdów z Rożawy, i prawdopodobnie będzie musiała coś zrobić z następną falą uchodźców. Chyba nie tak sobie Erdogan wyobrażał swoją syryjską przygodę kilka lat temu.

Za: OSW; al-Masdar/

Źródło: Jeznach.neon24.pl

 


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(7 głosów)



Ostatnio zmieniany Niedziela, 16 wrzesień 2018 11:26