Font Size

Czcionka
alexjones.pl Informacje ze świata „Tropikalny Trump” ma posprzątać po lewicy
Kategoria: Informacje ze świata   Sobota, 13 październik 2018 08:01 Autor: Andreas

„Tropikalny Trump” ma posprzątać po lewicy

Jair Bolsonaro Jair Bolsonaro Agência Brasil Fotografias/CC BY 2.0

Jair Bolsonaro został okrzyknięty przez światowe media „liderem skrajnej prawicy” oraz „tropikalnym Trumpem”, a wszystkie te określenia zawdzięcza niespodziewanemu zwycięstwu w pierwszej turze brazylijskich wyborów prezydenckich, zaś przede wszystkim radykalnym i „kontrowersyjnym” poglądom. Jego głównym celem po ewentualnym triumfie w drugiej rundzie będzie posprzątanie po skorumpowanej lewicy, co może oznaczać także zwrot wciąż biednej Brazylii w kierunku neoliberalizmu.

O brazylijskim polityku stało się głośno na całym świecie na początku września, kiedy w trakcie wiecu wyborczego został on pchnięty nożem i w stanie ciężkim trafił do szpitala. Atak ze strony zwolennika skrajnej lewicy spowodował, że Bolsonaro przez większą część kampanii nie był po prostu w stanie jej prowadzić, ale jednocześnie zdaniem brazylijskich komentatorów zapewnił sobie zwycięstwo w pierwszej rundzie wyborów prezydenckich. Ostatecznie szef Partii Socjalliberalnej (PSL) otrzymał w ubiegłą niedzielę prawie 46 proc. głosów, natomiast jego lewicowy konkurent Fernando Haddad nieco ponad 29 proc. Dodatkowo ugrupowanie Bolsonaro otrzymało najwięcej głosów spośród pozostałych startujących w wyborach parlamentarnych, stąd będzie reprezentowane przez 52 posłów, a więc o blisko 44 więcej niż w minionej kadencji Izby Deputowanych.

Wychowanek junty 

Dotychczas bohater brazylijskich wyborów prezydenckich nie należał do pierwszego szeregu tamtejszych polityków. Jego ugrupowanie podczas wyborów parlamentarnych przed czterema laty odgrywało marginalną rolę, będąc mało istotną częścią koalicji… centrolewicy i chrześcijańskiej lewicy, z kolei sam Bolsonaro dołączył do brazylijskiego PSL-u dopiero na początku bieżącego roku. Wcześniej był działaczem kilku partii o charakterze centroprawicowym, zaś ostatnie dwa lata przed przyłączeniem do narodowych konserwatystów spędził w chadeckiej Partii Społeczno-Chrześcijańskiej. W samej izbie niższej brazylijskiego parlamentu zasiada z kolei od 1990 roku i nigdy nie był kojarzony ze specjalną aktywnością, chociaż nigdy nie stronił od wypowiadania „kontrowersyjnych” (jak na standardy miejscowej debaty publicznej) poglądów.

Swoją polityczną przygodę Bolsonaro rozpoczął z kolei w 1988 roku, kiedy zdobył mandat do rady miejskiej Rio de Janeiro. Udało mu się tego dokonać niedługo po tym, jak przeszedł w stan spoczynku po blisko siedemnastu latach spędzonych w wojsku. Dał się wówczas poznać jako człowiek ambitny i agresywny, a na dodatek nie mający większych oporów przed wypowiadaniem swojego zdania. W 1986 roku trafił z tego powodu do aresztu, ponieważ udzielił wywiadu mediom, w którym skarżył się na niskie pensje wojskowych i obcinanie dotacji na brazylijską armię. To co nie spodobało się jednak jego przełożonym, trafiło do sporej części żołnierzy i ich rodzin, które były coraz bardziej rozczarowane cywilną kontrolą nad wojskiem.

Trzeba bowiem pamiętać, że Bolsonaro wstąpił do armii w 1971 roku, a więc w czasach najlepszej prosperity brazylijskiej junty wojskowej rządzącej krajem od zamachu stanu w 1964 roku. Jego wypowiedź na temat złego traktowania armii przez demokratycznie wybrane władze pojawiła się z kolei rok po oddaniu władzy przez armię, stąd też zyskał on właśnie duże poparcie osób nie mogących pogodzić się z utratą władzy przez prawicowo zorientowanych generałów. Do dzisiaj lider PSL-u z nostalgią wspomina czasy junty, natomiast jego krytyczne uwagi pod jej adresem dotyczą głównie… zbyt łagodnych metod rozprawiania się z przeciwnikami politycznymi.

Na przekór politycznej poprawności 

Podobne poglądy nie mogą podobać się oczywiście brazylijskiej lewicy oraz tamtejszym centrystom, ponieważ to właśnie te dwa bliskie sobie obozy polityczne najbardziej skorzystały na odsunięciu od władzy wojskowych. Bolsonaro wygłasza jednak „kontrowersyjne” opinie na dużo szerszy zakres tematów, przełamując tym samym kanony politycznej poprawności dominujące w brazylijskim dyskursie publicznym zwłaszcza w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Szef największej prawicowej partii w Brazylii jest więc wrogiem numer jeden tamtejszych środowisk dewiantów seksualnych, ponieważ sprzeciwia się małżeństwom homoseksualistów. Dodatkowo przed kilkoma laty stwierdził on, iż wolałby mieć „martwego syna niż syna-geja”, natomiast miesiąc przed wyborami zadeklarował, że pobiłby dwóch całujących się na ulicy pederastów.

Bolsonaro opowiada się przy tym zdecydowanie za tradycyjnym modelem rodziny, co w kontekście powyższych wypowiedzi na temat zboczeńców nie powinno być większym zaskoczeniem. Jego zdaniem kobiety nie powinny więc zarabiać tyle samo co mężczyźni, bowiem zachodzą one w ciążę, a z tego powodu przyczyniają się do spadku produktywności przedsiębiorstw. Szef PSL-u opowiada się więc za powrotem do konserwatywnych ról społecznych kobiet i mężczyzn, dzięki czemu cieszy się zwłaszcza poparciem kręgów chrześcijańskich oraz młodzieży w coraz większym stopniu „zinfiltrowanej” zwłaszcza przez radykalnych protestantów, w tym tych bliskich amerykańskiej prawicy ewangelikalnej.

Dodatkowo lider brazylijskiej prawicy jest popularny zwłaszcza wśród białych mieszkańców Brazylii. Sprzeciwia się on bowiem parytetom wyborczym, które w piątym największym kraju świata zapewniają odpowiednią ilość miejsc w parlamencie przedstawicielom każdej z grup rasowych. Tymczasem według Bolsonaro jego kraj nie ma żadnego „długu niewolnictwa” wobec swoich czarnoskórych mieszkańców, ponieważ „Portugalczycy nie postawili w Afryce nawet swojej stopy” zaś to właśnie „murzyni sami postanowili zostać niewolnikami”. Polityk zdaje sobie przy tym sprawę, że likwidacja parytetów raczej nie będzie możliwa (decyzję w tej sprawie musiałby podjąć parlament), ale zamierza on walczyć o ich znaczną redukcję.

Bałagan

Tajemnica popularności Bolsonaro, według większości brazylijskich komentatorów, tkwi właśnie w jego skłonności do wygłaszania „kontrowersyjnych” poglądów, dla których nie ma miejsca w zdominowanym przez lewicę i liberałów mainstreamie. Tymczasem przeciętny mieszkaniec Brazylii, nie licząc największych ośrodków miejskich, wcale nie zaakceptował lewicowo-liberalnego dyskursu. Z tego powodu wcale nie jest zainteresowany walką o prawa homoseksualistów, natomiast równość płci w ujęciu charakterystycznym dla lewicy uznaje za zamach na tradycyjne wartości. Trudno również ukryć fakt, iż czarnoskórzy Brazylijczycy z dzielnic biedoty najczęściej popełniają przestępstwa, będąc jednocześnie ofiarami wewnętrznych porachunków pomiędzy gangami. Sama Brazylia jest zresztą jednym z najniebezpieczniejszych państw świata (wyłączając kraje objęte konfliktami), dlatego hasła rozprawienia się z przestępczością także trafiają na podatny grunt.

Bolsonaro zapowiada zresztą rozliczenie skorumpowanych rządów brazylijskiej lewicy. Ich symbolem stał się Lula da Silva, będący prezydentem kraju w latach 2003-2011, który kreował się na zbawiciela kraju, natomiast ostatecznie z powodu stawianych mu zarzutów musiał ustąpić miejsca kandydaturze wspomnianego Haddada. Następczyni Luli, Dilma Rousseff, została z kolei pozbawiona przed dwoma laty prezydentury w wyniku impeachmentu, przeprowadzonego w związku z bezprawnymi działaniami rządu mającymi na celu domknięcie budżetu państwa. Ta sama procedura nie dotknęła z kolei ustępującej głowy państwa, lecz tylko z powodu braku zgody parlamentu na pociągnięcie Michela Temera do odpowiedzialności za łapówkarstwo.

Twarde stanowisko lidera PSL-u względem korupcji wśród polityków oraz przestępczości kryminalnej przekłada się więc na jego rekordowe poparcie. Brazylijczycy liczą, iż posprząta on po kilkunastu latach rządów lewicowej Partii Pracujących (PT) i jej sojuszników, którzy nie tylko doprowadzili do rozprzestrzenienia się łapówkarstwa na niespotykaną dotąd nawet w tym kraju skalę, lecz dodatkowo tolerowali działalność kryminalistów i ograniczali uprawnienia policji walczącej z przestępczością. Z pewnością sam fakt, iż Bolsonaro został także dźgnięty nożem jedynie uwiarygodniło jego postulaty, w których domagał się zaostrzenia kar za przestępstwa i obniżenia wieku od którego można trafić do więzienia. Ponadto lider prawicy może ich zdaniem podnieść pogrążającą się w kryzysie brazylijską gospodarkę.

Neoliberał (?)

Otwarte pozostaje w tym kontekście pytanie, czy rzeczywiście ekonomiczne recepty Bolsonaro przyniosą korzyści brazylijskiemu społeczeństwu, czy tak jak w przypadku większości prawicowych rządów w Ameryce Łacińskiej przyczynią się jedynie do wzrostu zamożności najbogatszych. Przewodniczący PSL-u jest bowiem zwolennikiem swobodnego przepływu towarów i osób, co w połączeniu z chęcią nawiązania jak najlepszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi może być niepokojące. Na ogół prawicowe rządy w tym regionie świata otwierały się na amerykańskie produkty oraz sprowadzały tamtejszych ekonomicznych „specjalistów”, aby tak jak choćby chilijski prezydent Augusto Pinochet następnie się ich pozbywać, kiedy krajowa gospodarka nie była już w stanie udźwignąć „genialnych” koncepcji rodem z USA.

Widać przy tym wyraźnie, że prawicowy polityk stara się jednak unikać tematyki ekonomicznej, stąd w trakcie kampanii deklarował on między innymi, iż się na niej nie zna, dlatego też za sprawy gospodarcze odpowiadać będą specjaliści z tej dziedziny. Najprawdopodobniej Bolsonaro nie chciał tym samym zrażać do siebie tej części elektoratu, która jest mu ideologicznie bliska, ale jednocześnie docenia reformy społeczno-ekonomiczne wprowadzone szczególnie na początku rządów lewicy. Chociaż obecnie wytyka się jej głównie nietrafione inwestycje w infrastrukturę, czyli budowę aren sportowych na piłkarskie Mistrzostwa Świata w 2014 i Igrzyska Olimpijskie w 2016 roku, to spora część z jej programów społecznych rzeczywiście wyciągnęła wiele milionów Brazylijczyków z ubóstwa i analfabetyzmu.

Wyścig o fotel prezydencki w Brazylii zapowiada się więc niezwykle ciekawie, ponieważ zwycięstwo Bolsonaro nie jest jeszcze do końca pewne. Brazylijska lewica może bowiem zmobilizować swój dotychczasowy elektorat strasząc „powrotem do ciemnych czasów dyktatury”, chociaż z drugiej strony wydaje się to mało prawdopodobne – lider tamtejszej prawicy nieprzypadkowo nazywany jest bowiem „tropikalnym Trumpem”, bowiem podobnie jak amerykański prezydent osiągnął sukces mimo demonizacji jego postaci.

M.



Źródło: AUTONOM.PL


Polub nas na facebooku

Oceń ten artykuł
(2 głosów)



Ostatnio zmieniany Sobota, 13 październik 2018 09:15
alexjones.pl Informacje ze świata „Tropikalny Trump” ma posprzątać po lewicy